Mój najdroższy zmarł 24.10.12r. Tej daty nigdy nie zapomnę. Tego samego dnia synek siostry, a imiennik mojego ukochanego skończył roczek.
Nie byłam na pogrzebie bo tydzień przed jego śmiercią wróciłam do domu i nie zostałam poinformowana przez jego rodzinę. Z jego matką miałam dość dobry kontakt. Mieszkaliśmy w trójkę razem. On, jego mama i ja... W ostatnie dni gdy się wyprowadziłam od niego by wywołać jakąś presję na nim dlatego, że zaczął pić, wyprowadziłam się do rodziców. Chciałam by przestał pić, okazało się, że był alkoholikiem. Nie potrafił przestać. Myślałam, że wracając do rodziców on się zmieni dalej. Minął tydzień a zmarł na jakimś przystanku a 26 października był jego pogrzeb. O śmierci dowiedziałam się dopiero po fakcie, tego dnia gdy był pogrzeb ale już po nim, dopiero na wieczór. Nie wierzyłam w to wszystko. Chciałam żeby to było kłamstwo. Żeby okazało się, że on żyje i wkrótce przyjedzie do mnie. Przeprosi. Przytuli mnie. Zmarł przez alkohol. Był świadom tego, że może tak się to skończyć. Po dwóch tygodniach byłam u niego na grobie. Dopiero wtedy dotarło do mnie to, że on umarł. Że nie zobaczę go więcej. Nasze plany i marzenia nigdy nie zostaną zrealizowane. Pękło mi serce. Mieliśmy wziąć ślub. Pragnęłam by został ojcem moich dzieci. Dziś nie mogę się pozbierać. Udaje, że wszystko jest ok ale w środku panuje we mnie smutek. Zaistniał ból i lęk. Boję się, że zapomnę jak wyglądał. Zapomnę o nim. Boję się tego. Pragnę go zobaczyć. Myślałam też o tym aby popełnić samobójstwo ale nie jestem egoistką. Mam rodziców, których nie chce ranić. Dobrze wiem co znaczy śmierć bliskiej osoby. A może tylko tak się tłumacze bo jestem tchórzem. Chciałabym zrobić cokolwiek ale boję się, że mi się nie uda i skończę w szpitalu psychiatrycznym albo na wózku inwalidzkim. Pragnę już być po drugiej stronie życia i ujrzeć mojego ukochanego Pawełka.
Nie mam po co żyć. Tak niedawno byłam na dołku i chciałam odebrać sobie życie ale spotkałam osobę, która mnie wyciągnęła i pomogła stanąć na nogi. Tą osobą był właśnie Paweł. Pokochałam go. Wiedziałam na czym stoję. We wrześniu oświadczył mi się. Zaczęliśmy chodzić na kursy przedmałżeńskie, w czerwcu miał być ślub. Niestety on się pogubił w tym wszystkim. Zaczął pić. Winie się za to, że nie zrobiłam nic by on mógł stanąć na nogi. Wszyscy wokół mówią mi, że to nie jest moja wina bo on był alkoholikiem. Nałóg był silniejszy. Przegrałam z alkoholem. Wybrał śmierć, wiedział, co się stanie jeżeli będzie pił. Był chory. Miał problemy z tchawicą. Wcześniej nie wiedziałam o jego problemie z alkoholem.
Dziś pytam się jak mam dalej żyć. Jestem młoda. Całe życie przede mną. Ale jest ciężko przestawić się z dnia na dzień aby zapomnieć o tym wszystkim i zacząć żyć od nowa a zwłaszcza, że postawiłam całe swoje życie na jedną kartę dla niego... Skończyłam ze wszystkim. Spaliłam mosty za sobą. Traktowałam go jak najważniejszą osobę w moim życiu a teraz jego nie ma. Nadal go kocham. Tęsknię za nim. Brakuje mi go. Od niedawna przestał mi się śnić. Czy to jakaś oznaka? Dlaczego to wszystko się skończyło? Dlaczego nie jest tak jak planowaliśmy? Tak jak zawsze mi mówił, że nigdy mnie nie zostawi? Szukam odpowiedzi. Nie pożegnałam się z nim tak jak należy. Dlaczego nadchodzi śmierć w najbardziej nieoczekiwanym momencie? Poznaliśmy się na zimę. W wiosnę kwitła nasza miłość. W lecie miłość była dojrzała. Na jesień zaczynała się sypać tak jak w tej porze roku liście z drzew. Niedługo będzie zima i właśnie taki stan ma moje serce. Jest zimne.
Podobne tematy
2 2012-12-07 22:26:55 Ostatnio edytowany przez Ciorne (2012-12-07 22:28:09)
Twoi bliscy mają rację, że to co się wydarzyło, nie jest Twoją winą, dlatego nie możesz obarczać się śmiercią swojego narzeczonego. To nie Ty przegrałaś walkę z nałogiem, tylko on, w dodatku zupełnie świadomie...
Są takie chwile w życiu człowieka, że jak pierdykną, to nie wiadomo z której strony padł cios... Ale każdy człowiek prędzej czy później po takim uderzeniu podnosi się, otrzepuje i zaczyna iść na przód, tylko na wszystko potrzeba czasu. W Twoim przypadku będzie tak samo.
Teraz trudno Ci w to uwierzyć, ale pewnego dnia wstaniesz i spojrzysz na świat z innej perspektywy. Odbudujesz spalone mosty, zrekonstruujesz swoje życie od podstaw i zaczniesz żyć na nowo. Inaczej, ale inaczej, nie oznacza gorzej.
Życzę Ci dużo siły na ten najgorszy, pierwszy czas.
I to trochę potrwa. Ale... czy na pewno zdecydowałabyś się na ślub z nim? Żyłabyś z alkoholikiem?
Przechodzisz teraz okres szoku, wszystko wybielasz, Paweł jest idealny. Natomiast w rzeczywistości .... zastanów się jakby wyglądał wasz związek, wasze wspólne życie - alkoholizm to straszna choroba, okropne uzależnienie, niestety, funduje często przedwczesny koniec życia.
Wyraz współczucia, nie będę nic Ci radzić, bo nie przeżyłam tego co ty, poza tym każdy ma inną psychikę.
Na razie po prostu żyj, może nieco wolniej?....
Pozdrawiam.
Nie wybielam wszystkiego... Nie wiedziałam o tym jaką przeszłość. Nie wiedziałam o tym, że był alkoholikiem. W sierpniu z nim zamieszkałam. We wrześniu się zaręczyliśmy... Wierzyłam w to, co mowil. Wierzyłam w to, co mówili o nim jego bliscy. Dopiero po śmierci poznałam prawdę. Zaczął pić od 13 października, 24 zmarł.
Nie rozumiem dlaczego się poddał. Dlaczego nie powiedział sobie stop. Miał dla kogo żyć. Miał swoich bliskich, którzy bardzo go kochali.
Żyć wolniej? Wolniej już chyba nie da się żyć.
Gdybym wiedziała jaki będzie koniec naszej znajomości to zrobiłabym to jeszcze raz ale inaczej. Poznając go robiła bym wszystko by był ze mną do końca szczery. Może mogłabym zmienić los.
Skoro się zaręczyłam to nie zmieniłabym zdania co do ślubu. Ale oczywiście gdyby Paweł nie zmienił się albo nie ujawnił kim tak naprawdę jest. Wzięłabym z nim ślub. Był wart tego ale do póki gdy nie zaczął pić.
Zostały mi po nim tylko wspomnienia i ten krzyk w głębi serca. Mam ochotę się wykrzyczeć ale tłumie to w sobie.
Nie byłam na jego pogrzebie... Wtedy przeżywałam wielką rozpacz z tego powodu bo nie pożegnałam się z nim jak należy. Teraz myślę, że dobrze wyszło, że na tym pogrzebie mnie nie było. Ciężko przewidzieć u mnie reakcje. Zapewne bym "umarła" widząc go takiego w dniu pogrzebu. Wpadła bym w większą rozpacz.
Psiumcio, niemożliwym jest by zaczął pić 13.10 a 24.10 zmarł z tego powodu..... musiał byc alkoholikiem już dłuuuuugo dłuuugo wcześniej.
Wydaje mi się, że autorka pisząc te daty, miała na myśli jego "ciąg".
Wydaje mi się, że autorka pisząc te daty, miała na myśli jego "ciąg".
tak. Właśnie mi chodzi o jego ciąg picia.
Przez pięć lat był w abstynencji ale gdy zaczął nie mógł skończyć. Zamknęła mu się tchawica. Nie wiem jaki był powód tego by w ogóle zaczął. Dziś mi się śnił. Zawsze kiedy mi się śni jest pijany. Nie wiem dlaczego. Pokazywałam mu pamiętnik jaki prowadzę odkąd go poznałam. Rozmawiał ze mną. Mówił mi, że żyje. Że tęskni za mną i dlatego przyszedł. Nagle się szybko obudziłam. Miałam wrażenie, że ten sen jest bardzo realistyczny. Dlaczego tak to wszystko wygląda? Dlaczego tak szybko musiało się to skończyć...
To co śnimy, to nic innego jak marzenia senne. To o czym marzysz, przekłada się na Twój sen.
To co śnimy, to nic innego jak marzenia senne. To o czym marzysz, przekłada się na Twój sen.
ale ja nie marzę o tym by go zobaczyć pod wpływem alkoholu. Śniło mi się, że go dotykałam, przytulałam...
A on do mnie mówił, że żyje i że niedługo się zobaczymy.
Czy rzeczywiście jest tak, że gdy umieramy to mamy możliwość by się spotkać z tymi, co już nie żyją? Wiem, że nikt tego tak naprawdę nie wie. Dopiero gdy umrzemy będziemy wiedzieli, co czeka nas po śmierci...
Słyszałam o sytuacjach w których osoba, która straciła kogoś bliskiego popełnia samobójstwo...co wtedy gdy tak naprawdę jest inaczej? Jest tak, że nic na nas nie czeka po tej drugiej stronie? Że to tylko słowa z Biblii? Myślałam o tym by pójść za nim ale boję się tego.
10 2012-12-08 22:09:13 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-12-08 22:11:16)
Psiumcio, jesteś teraz w żałobie, pragniesz by czas się odwrócił, by to wszystko nie było prawdą, ale no...jest jak jest. czasu niestety nie da się cofnąć. Jedyne, co nam pozostało to żyć dalej swoim zyciem, przyjąć je ze wszystkim, co oferuje, poprowadzić je jak najlepiej.
Pamiętaj: NIC nie trwa wiecznie; ani cierpienie, ani radość.
A w Biblii jest wiele wspaniałych obietnic z pokryciem
Może one byłyby dla Ciebie ukojeniem.
To, że śni Ci się pijany, to wynik Twojego lęku związanego z jego nałogiem. Twoje sny są wynikiem Twojej podświadomości.
Nie myśl o tym, czy ludzie po śmierci mają okazję spotkać się ze swoimi bliskimi. Do tego momentu masz tyle, co zostało Ci życia przed Tobą. Nikt sam sobie życia nie dał i sam sobie nie powinien odbierać.
Raz jeszcze życzę Ci naprawdę dużo siły na obecny i nadchodzący czas.
Jeśli czujesz taką potrzebę uporządkowania swoich myśli i świadomego przezycia żałoby, skorzystaj z pomocy psychologa.
Dziękuję Wam za dobre rady. Za to, że chciałyście napisać do mnie. Macie rację ale nie wiecie jak by wyglądało Wasze życie po śmierci kogoś bliskiego, kogoś kto miał być już zawsze, zostać mężem i ojcem Waszych dzieci. To, co ja czuje nikt nie może poczuć tego samego. Nikt nie odczuwa bólu i radości w taki sam sposób. Każdy jest wyjątkowy, ponieważ każdy jest inny.
Po 4 latach postanowiłam wejść tu i napisać, że u mnie wszystko dobrze
Poznałam pół roku później po śmierci Pawła wspaniałego mężczyznę, który dziś jest moim mężem.
Okazało się, że można przeżyć to wszystko i choć się nie zapomniało co wydarzyło się, co przeszłam, po stracie bliskiej osoby- można życ dalej i być szczęśliwym. Żywym na to dowodem jestem ja.
Nie mogłam poradzić sobie z tymi wszystkimi problemami, które działy się w mojej głowie... Myślałam, że umrę. Moja dusza była zagubiona.
Okazało się, że najlepszym lekiem na to wszystko było poznanie kogoś nowego, kogoś kto zaopiekował się mną. Dał poczucie bezpieczeństwa...
Pewnie pomyślicie, że pół roku to bardzo krótki czas na otrząśnięcie się i rozpoczęcie nowego etapu w życiu... Nie zapomniałam jednak o tym wszystkim. Gdzieś tam w mojej pamięci jest Paweł ale trochę w inny sposób. Związek z nim był dla mnie lekcją życia, ktorej nigdy nie zapomnę.
Być może dzięki temu wszystkiemu tak doceniam życie...
Mam cudownego męża, pobraliśmy się miesiąc temu
Planujemy dziecko
Jeżeli ktoś przeżył podobną historię do mojej, proszę Was tylko o jedno, nie poddawajcie się aczkolwiek nikt nie wie co przyniesie kolejny dzień w życiu.
Pozdrawiam serdecznie.
-Justyna
(...)
Jeżeli ktoś przeżył podobną historię do mojej, proszę Was tylko o jedno, nie poddawajcie się aczkolwiek nikt nie wie co przyniesie kolejny dzień w życiu.
Pozdrawiam serdecznie.
-Justyna
Justynko, napisałaś bardzo mądre i piękne przesłanie, skierowane do tych wszystkich ludzi, którzy po przeżytej tragedii nie widzą sensu dalszego życia.
Ty jego sens znalazłaś, a że już za pół roku... to tylko in plus, bo szybciej wyszłaś z mroku rozpaczy po ukochanym.
Jego nic już nie wskrzesi, a ty musisz żyć dalej.
Pomyśl, że on z góry spogląda na ciebie i cieszy się twoim szczęściem, po bólu, który ci sprawił. ![]()
Na nowej drodze życia przesyłam Ci MOC serdecznych życzeń... wszystkiego NAJ...NAJ...NAJ...
i Ci niech się spełni.
Ooooo,... znalazłaś swoją czterolistną koniczynkę... ![]()
Serdecznie dziękuję
jestem szczęściarą ![]()
Bardzo miło, że napisałaś
często czytam jakieś stare wątki i zastanawiam się, jak się dana historia skończyła po kilku miesiącach czy latach. Zwykle jednak nie ma odzewu ze strony autorki. A tu mamy i myślę, że to na swój sposób może być pouczające dla czytelników - takie spojrzenie na całą historię z perspektywą czasu ![]()
Po burzy zawsze wychodzi słońce
dziękuję za docenienie,
pozdrawiam ![]()