Witam. Sama nie wiem od czego zacząć. W domu staram się nie użalać nad sobą, więc może trochę tutaj pomarudzę. Opowiem wam jak to wszystko się zaczęło....
Miałam 15 lat.Poznałam moją wielką miłość ( tak w tedy myślałam ) przez trzy lata bywało różnie jak to w nastoletnich związkach. Raz było pięknie raz jak podczas sztormu na morzu i tak w kółko. Trzy lata upływały na ciągłym imprezowaniu , zrywaniu, kochaniu się, wspólnych wyjazdach, milionach kłótni. Dokładnie tak jakby ktoś wszystko wrzucił do wielkiego gara i porządnie zamieszał dodając mąki żeby jeszcze bardziej to zagęścić i nagle pewnego dnia wstałam, rzuciło mną na ścianę , poleciałam do łazienki kończąc głową w toalecie. Jak można się domyśleć skończyło się na dwóch kreskach na teście ciążowym. Moje uczucia były mieszane, ale postanowiłam zadzwonić i powiedzieć mu o ciąży. Reakcja wręcz przewidywalna " to nie moje dziecko pewnie " . Nie ma sensu opowiadać tego wszystkiego bo nie ma czego. Po burzliwych kłótniach -szantażach , że mam usunąć postanowiłam sama stanąć na nogi. Tak też zrobiłam i byłam z tym szalenie szczęśliwa. Po 9 miesiącach płaczu pomieszanego z radością urodziła się gwiazdeczka i łezki poszły w dal. Było mi ciężko zwłaszcza, że u mojej mamy zaczęły się pojawiać różne zachowania teraz już wiemy , że to depresja i jest dużo lepiej, ale w tedy miałam do opieki dwie osoby. Dorosłą, która nie potrafiła sama decydować o czymkolwiek i małego człowieka. Minęło osiem ciężkich miesięcy ( wizyty w szpitalach z powodu małej , nieustanny strach o jej życie) ale i to minęło. Wszystko zbiegło się w czasie razem nową miłością ... do kumpla
jaka ja byłam głupia bo był tak blisko , a ja zawsze odsuwałam go na boczny tor. Kiedy ogarnęłam swój umysł , zrezygnowałam zupełnie z alkoholu i wielu znajomych było jak w bajce do dnia kiedy trafiłam do szpitala. Z początku nikt nie wiedział co mi jest, ale mój luby się nie poddawał był ze mną, pomagał mi i tak przez kolejne trzy lata. Teraz jest moim mężem a ja znowu idę do szpitala tym razem tylko potwierdzić jeszcze jednym rezonansem czy mam Stwardnienie rozsiane. Wszystko wskazuje na to , że tak brakuje tylko paru badań powtórkowych. Myślałam, że odejdzie. Bardzo często tak jest , że mężczyźni uciekają od problemów. Ja nie mogę pracować. On pracuje i zarabia zastanawiamy się nad leczeniem . Ja bardzo bym chciała wyjechać do Londynu. Od kiedy byłam małą dziewczynką zawsze marzyłam o tym żeby mieszkać zagranicą. Tylko skąd pieniądze na wyjazd ? oooo i oto rodzi się pytanie jak to zrobić żeby zrobić tym bardziej , że mój mąż też bardzo by chciał wyjechać. Czuję się źle z tym wszystkim jak piąte koło u wozu które się naprawia t po czym znowu się psuję ...
mam dość tego wszystkiego. Bardzo ich kocham i chyba tylko dlatego żyję....