Witam potrzebuje pomocy. Jestem pół roku po ślubie a mój mąż teraz bardziej pije nie mam pojęcia co teraz robić i nie wiem jak mu pomóc i czy sie da. Piję często ale co najmniej ze 2 tygodnie z dnia na dzień proszę o pomoc.
Podobne tematy
Szczera rozmowa, terapia uzależnień, mitingi AA - nie znam lepszej drogi do trzeźwego i godnego życia.
ale jest powód taki że on mówi że nie ma problemu z alkoholizmem jak rozmawiamy to on sie broni od tego że nie jest alkoholikiem a że wypija to nic takiego.
alkoholik nigdy się nie przyzna że ma problem z piciem dlatego jak sam sobie tego nie uświadomi to nikt tego za niego nie zrobi
klementynka 22 ma rację alkoholik nie przyzna się że jest uzależniony bo ta choroba jest iluzją zaprzeczeń każdy uzależniony znajdzie zawsze powód do obrony swego nałogu że miał ciężki dzień w pracy i musiał wypić lub też my jako żony jesteśmy najczęściej tym powodem w myśleniu pijącego zawsze jest jakiś powód do wypicia ich myślenie jest zaburzone idż na terapię dla osób współuzależnionych to jest świetna sprawa chodziłam przez 2 lata i dzięki temu wiem dużo jak sobie radzić mój mąż też chodzi ale krótko poprzednie terapię zrywał przeszłam bardzo wiele i zawsze myślałam że jak ładnie posprzątam i będę super żoną to on zrozumie że się staram i przestanie to nic nie da .to jest koszmarna choroba chora jest cała rodzina osoby pijącej człowiek rezygnuje z wszystkiego by było dobrze ale na nic to .na terapii mi powiedziano że alkoholik nie pije nikomu na złość i nie pije przez nikogo pije bo jest uzależniony także terapia i jeszcze raz terapia ja zgłosiłam do prokuratury o znęcanie psychiczne wobec mnie i dzieci i był przyparty do muru musiał iść ale pochodził kilka razy i rzucił dopiero po kilku latach tak się u nas żle działo że się zgłosił sam oni muszą sięgnąć czasami dna by przejrzeć na oczy i zacząć leczenie i przyznać się tak jestem alkoholikiem .np stracić pracę stracić prawo jazdy ja chodziłam za nim gdy jeżdził po pijaku zabierałam kluczyki nie chodziłam na wesela by odciągnąć go od picia uwierz mi to nic nie dało było jeszcze gorzej pozwól mu doświadczyć wszystkich skutków jego picia nie ułatwiaj mu niczego nie chowaj alkoholu nie rezygnuj z niczego co kochasz ja rzuciłam szkołę średnią bo mi kazał i co teraz cierpię bo brak mi pracy i wykształcenia .i oczywiście nie ukrywaj że macie problem z jego chorobą .ja dużo przecierpiałam wiele osób mi mówiło jaka ja jestem żona że zgłaszam na niego do różnych urzędów i on był zły ogromnie za to jak pił lecz teraz dziękuje mi za to że go wyciągnęłam z tego bagna mówi to na terapii i do rodziny lecz nie jest pewne że nie zapije znów moja mama nie pije już 15 lat także jest szansa ale moim powiedzeniem jest to że z tej choroby wychodzą mistrzowie a średniaki piją dalej i staczają się na sam dół bo tego wyleczyć nie można tylko zatrzymać picie na jakiś czas i alkoholicy nie mogą po abstynencji lub terapii wypić piwa czy kieliszka wódki bo stwierdzą przeszedłem terapię lub nie piję już 5 lat to nic mi się nie stanie gdy te jedno piwo wypije nie wolno bo znów wrócą w picie z przed leczenia .życzę powodzenia i dużej cierpliwości .
wcześniej nie wiedziałaś że ma on problem,taka sytuacja nie zdarza sie z dnia na dzień.
akurat wczesniej to nie pił a teraz to sie powtarza często
dobrze sie kryl skoro wczesniej nie widzialas, spakuj manatki na pare dni i wyjedz do rodziny, postrasz go
właśnie tak. wcześniej nie było takiego problemu
Witam, jestem córka alkoholika i chciałam ci powiedzieć że jeśli on sam nie będzie w stanie z tego zrezygnować nie pomoże mu żadna terapia, ani szczera rozmowa. Mój ojciec był 3 razy na odwyku. Teraz jest trochę lepiej, ale wspomnienia pozostały. Nie umiem mu wybaczyć tego co nam zrobił. Wiem że czasami się udaje z tego wyjść. Mojej koleżanki ojciec nie pije od 10 lat. Życzę ci powodzenia.
Mój mąż pije od 7-u lat (jesteśmy małżeństwem od 25). Był 2x na prywatnym leczeniu w przeciągu ostatnich 3-ech lat (głupio pisać ale paradoksalnie dopiero po odwykach zaczął pić na dobre - cena jednego odwyku 10 000 zł).NIe mamy na szczęście dzieci. Ja b. cierpię. Jego rodzina to głównie alkoholicy, do których może zawsze iść na flaszeczkę (sponsor finansowy) i posłuchać, że jest wspaniały(tzw. pijackie rozczulanki, żona to ta zła baba co nie pozwala na drineczka). Nie jestem na tyle niezorientowana, żeby siebie obwiniać. Dlaczego nie mogę odejść? Bo kiedyś było cudownie, bo sie boję, choć jestem wykształcona i mam dobra pracę. Mój brat i jego rodzina wstydzą się nas- konkretnitnie "takiego wujka". Mogłabym jeszcze wiele pisać -łącznie o mojej próbie samobójczej (która jak dzisiaj po kilku latach stwierdzambyła idiotycznym wołaniem o pomoc). Na zewnątrz jestem zadbana i usmiechnięta -robię wszystko, by nie być zapłakanym obiektem współczucia. Myślę poważnie o tym, by się rozstać. czy wystarczy mi determinacji, odwagi, siły????
Mój mąż pije od 7-u lat (jesteśmy małżeństwem od 25). Był 2x na prywatnym leczeniu w przeciągu ostatnich 3-ech lat (głupio pisać ale paradoksalnie dopiero po odwykach zaczął pić na dobre - cena jednego odwyku 10 000 zł).NIe mamy na szczęście dzieci. Ja b. cierpię. Jego rodzina to głównie alkoholicy, do których może zawsze iść na flaszeczkę (sponsor finansowy) i posłuchać, że jest wspaniały(tzw. pijackie rozczulanki, żona to ta zła baba co nie pozwala na drineczka). Nie jestem na tyle niezorientowana, żeby siebie obwiniać. Dlaczego nie mogę odejść? Bo kiedyś było cudownie, bo sie boję, choć jestem wykształcona i mam dobra pracę. Mój brat i jego rodzina wstydzą się nas- konkretnitnie "takiego wujka". Mogłabym jeszcze wiele pisać -łącznie o mojej próbie samobójczej (która jak dzisiaj po kilku latach stwierdzambyła idiotycznym wołaniem o pomoc). Na zewnątrz jestem zadbana i usmiechnięta -robię wszystko, by nie być zapłakanym obiektem współczucia. Myślę poważnie o tym, by się rozstać. czy wystarczy mi determinacji, odwagi, siły????
dlaczego nie możesz odejść? bo jesteś współuzależniona
jak najszybciej na terapię i Al-anon, jak się umocnisz to podejmiesz odpowiednie decyzje
Alkohol jest czyms okropnym ,potrafi tak zniewolić człowieka .Życie z taką osobą musi być naprawde trudne, człowiek chciałby pomóc .Ale ta druga osoba tej pomocy nie oczekuje ,wręcz czuje sie "szczuta" .Miałem ojca lubiącego wypić(urządzał maratony po 4-5 dni raz na 2-3 mies-wszystko zaczeło się po wypadku)-niestety nie dane jest mu być wśród nas.I zawsze myślałem,że ten problem zniknął z życia naszej rodziny(przy mnie i moim bracie ,przemysł monopolowy dawno by zbankrutował).Niestety zauważyłem niepokojące sygnały wśród pokolenia młodszego -najgożej jest z moim 15-letnim bratankiem ,lubi słabsze alkohole-wina ok 16-20% .Nie raz zwracaliśmy uwagę rodzicom ,ale jakoś nie potrafia dostrzec potencjalnego zagrożenia.Może to ja jestem przewrażliwiony.Kilka razy ja próbowałem z nim porozmawiać ,że to nie sposób na życie i że człowiek musi mieć jakieś ambicje(na wsi jesteśmy uważani za raczej przedsiębiorczą i majętną rodzinę- jak na polskie warunki),że warto sobą coś reprezentować .Swoim postępowaniem motywować ludzi do działania,do walki o lepsze jutro.Czasem myślę ,że to może przez to iż on jak i jego starszy brat posiadali rzeczy ,o których ich rówieśnicy nawet nie myśleli .Ale czy odpowiedni standard życiowy ,może być demotywujący i budzić skrajności-albo jak zwykle dmucham na zimne
Alonko, b. dziękuję za odpowiedź. Wiem, że jestem wspóuzależniona ale po tych leczeniach męża, jakoś nie mam zaufania (tam przy tej firmie odwykowej tez funkcjonuje grupa alonek) -ciekawe czy muszą tez tak słono płacić. A w moim małym miasteczku nie ma mowy -mąż to prawie VIP. NIe sądzę, by nagłaśnianie tego wszem i wobec cos ,by dało. Do dużego miasta nie mam czasu, bo już dawno sprytnie uciekłam w pracoholizm:)). Dziekuję, że mnie czytasz i słuchasz. Pozdrawiam ciepło!
ja własnie rozstaje sie z alkocholikiem chociaż bardzo go kocham to nie potrafie z tym zyc i nie jestem w stanie mu pomóc,zreszta on tej pomocy nie chce..nie chce do końca życia mysleć że czegoś nie zrobilam ale co mam zrobic..mam dwoje dzieci mieszkam z nim pół roku,a on dzis oświadczył że nie bedziemy już razem bo on nie widzi naszej przyszłości,bedzie żył tak jak chce..więc co mogłam innego zrobić-w sobote sie wyprowadzam
Alonko, b. dziękuję za odpowiedź. Wiem, że jestem wspóuzależniona ale po tych leczeniach męża, jakoś nie mam zaufania (tam przy tej firmie odwykowej tez funkcjonuje grupa alonek) -ciekawe czy muszą tez tak słono płacić. A w moim małym miasteczku nie ma mowy -mąż to prawie VIP. NIe sądzę, by nagłaśnianie tego wszem i wobec cos ,by dało. Do dużego miasta nie mam czasu, bo już dawno sprytnie uciekłam w pracoholizm:)). Dziekuję, że mnie czytasz i słuchasz. Pozdrawiam ciepło!
Al-anon jest nieodpłatne, to są grupy samopomocowe, anonimowe.
Najlepsze terapie dla alkoholików są na NFZ,bezpłatne,
w tych samych poradniach możesz Ty także uzyskać pomoc.
A że mąż jest Vip-em, czy to ważne? czy myślisz że nikt nie widzi , że on pije?
Zamiatanie wszystkiego pod dywan pozwala mężowi nie widzieć problemu.
mój mąż jak pisałam wcześniej chodzi na terapię i nie pije ok 3 lat jest na razie dobrze lecz w kwietniu kończy mu się również przysięga i on twierdzi że będzie chciał z całych sił nie pić obiecuje ciągle powtarza lecz wiem że nie mogę opierać się na jego obietnicach bo on sam nie wie kiedy zapije.jest nerwowy bardzo także przy większych nerwach może sięgnąć znów po alkohol boję się myślę już coraz częściej co będzie dalej od czasu gdy chodzi na terapię nie jest zazdrosny jak kiedyś nie czepia się żartuje jest wesoły lubi jeżdzić na grupę zawsze ma chęć lecz obawiam się że to wszystko pęknie .a mamy przecież dzieci które bardzo przeżywały jak pił .dodam że mamy z mężem rodziców alkoholików także on i ja bardzo wiele ucierpieliśmy w tym naszym życiu i wiem że to się pamięta te wszystkie awantury krzyki strach lęk przed wszystkim bardzo ciężko z tym walczyć .
piszę znowu bo mam problem chodzi o to że jakiś czas popalałam papierosy i oczywiście mąż mi tego zabraniał to nie jest dużo 2 lub 3 dziennie oczywiście gdy go nie ma w końcu po kłótniach powiedział że mogę jednego wszystko było dobrze aż do tej pory urządził mi awanturę że mam tego nie robić kończy mu się przysięga i myślę że to jest powód jego pretensji że ja mogę a on nie może pić ale ja mu tłumaczę że jeżeli znałby umiar to by mógł pić ja też znam, umiar bo nie kupuję paczki dziennie gdy sobie uzbieram te 10 zł to kupię i my starcza na długo nie wiem co mam robić najpierw pozwala a teraz co mam się jego słuchać co on powie bardzo przeżywam to wszystko te koniec przysięgi bo wiem że na pewno nie będzie dobrze nie mam pracy jestem na jego utrzymaniu każdy grosz jest liczony nie robię moim zdaniem mu krzywdy robię co do mnie należy w domu i przy dzieciach i nie mam pojęcia co mam robić czy posłuchać się i skończyć z tym czy nie .
Tyle czasu, spróbuj z nim pogadać - jesli Cię nie biję może uda mu się jakoś pomóc, namówić na terapię a wcześniej miał takie problemy ?
Witam was zarejestrowałam się na portal poniewaz nie daje juz sobie rady z męzem alkocholikiem.Jestesmy po slubie 10 lat od kiedy pamietam mąz zawsze lubiał wypić jednak wtedy niewidziałam w tym problemu ,kiedy w pracy dostał napadu padaczki dało mi to do myslenia że to napewno po spozywaniu nadmiernej ilości alkocholu,tłumaczyłam błagałam nie pij ale on twierdził ze nie ma problemu mamy 9 letniego syna który na to wszystko patrzy ale teraz sie juz miarka przebrała został zwolniony z pracy własnie przez alkochol,chce mu bardzo pomóc ale niewiem jak on sie leczyc nie chce czytałam ze mozna złozyc wniosek do sądu o przymusowe leczenie odwykowe chce ratowac nasze małzenstwo i rodzine wczoraj nie dzisiaj nie pił wszystkie pieniądze mu zabrałam może sie uda poztanowiłam tez na próbe go zostawimy chociaz na tydzien moze to da mu do myslenia aby zgodził sie dobrowonie leczyć.
nie do sądu tylko do gminnej komisji do rozwiązywaniu spraw alkoholowych w rodzinie-powinnaś mieć taką w urzędzie miasta. Wtedy męża wezwą na rozmowę, potem Ciebie. Jeśli nie miałaś akcji z policją to powiem szczerze że ogólnie długo trwa takie postępowanie bo oni długo badają sytuację a dopiero potem kierują sprawę do sądu. Po drugie nie ma czegoś takiego jak zmusić kogoś na odwyk on sam musi chcieć. Ja wiem coś o tym, bo sama nie raz męża namawiałam na odwyk i skończyło sie tak, że wczoraj kazałam mu się wyprowadzić wręcz go wyrzuciłam. Teraz się nie kontaktujemy ze sobą, co dalej zrobi ze swoim życiem to jego wybór ja nie mam na nie wpływu.
http://www.prozdrowie.pl/Artykuly/Zdrowie-A-Z/Alkoholizm/List-alkoholika-do-swojej-rodziny
Moja historia jest chyba taka sama jak twoja justyna4552...Mój też pije i gdy szłam już złożyc dokumenty rozwodowe on zaczął znowu płakać,błagać kolejny raz uległam.Powiedział, że pójdzie na terapie i był niby rozmowy z psychoterapeutą pomagały,było dobrze 3 miesiące, w ciągu tego czasu zaszłam w ciążę,było super tak jak być powinno.ale teraz znowu coś pękło i dlatego takiego wieczoru jak dzis siedzę sama i zastanawiam się czy wróci pijany czy nie wróci wcale..a to tylko i wyłącznie dlatego że jestem miękka i mam to czego chciałam,nie potrafiłam byc stanowcza to mam męża pijaka,dziecko w drodze i kredyt mieszkaniowy na głowie...
Byłamszczęśliwa ja też jestem w ciąży za 1,5 miesiąca urodzę drugą córeczkę. Musisz się zastanowić czy chcesz żyć w niepewności i stresie, czy chcesz aby Twoje dziecko dorastało i oglądało pijanego tatusia. JA wiem nie jest to łatwa decyzja, ja męża ostrzegałam chyba ze 3 miesiące że jeśli nie pójdzie się leczyć, jesli nie zmieni pracy (tam wszyscy piją) to odejdę. Właśnie we mnie wszystko pękło jak poszedł po wypłatę i zniknął na 2 dni zero telefonów, zero smsów a po powrocie oznajmił że pił i był z kolegami w zakopanem bo nie miał co robić. A co ze mną, co z córką. Wtedy wybuchłam i go wyrzuciłam. Ma czas żeby wybrać swoją drogę życiową. A ja skupiam się na sobie i córkach. Trzeba być konsekwentnym i nie rzucać słów na wiatr
asia powiem ci szczerze że już dawno bym odeszła ale nie mam gdzie,kredyt jest wspólny a na dodatek jestem z nim tylko i wyłącznie bo zapewnia mi stabilizację finansową ,wiem jak to brzmi,ale to dlatego że ja ze swoją najniższą krajową nie wynajmę stancji,ponieważ nie utrzymam dziecka..Jak byłam sama to oczywiście nie martwiłam sie bo przeżyłabym za tą najniższą a teraz.....Naprawdę jestem rozbita...Wczoraj oczywiście powtórka z rozrywki.. po godzinie 21 wrócił pijany jak "bela" i co z takim tu wyjaśniać.Zabrałam klucze mu od mieszkania i dziś zobaczę go pijanego przed drzwiami to powiedziałam już mu rano jak wychodził do pracy,że chociaż miabły mnie zabic nie wejdzie.
Narazie, nawet jak jest pijany to przynosi mi tą wypłatę do domu razem z powkitowaniem a za co pije nie mam pojęcia..Nie zdarzyło się jeszcze żeby nie przyniósł mi tej wypłaty i przepił..Nawet jak jestem z nim w ostrej kłotni to i tak przyniesie.Nie zaobserwowałam też żeby podbierał mi pieniąndze,zawsze wiem ile mam i miałam,nic nie ginie..Ale co dalej ze mną nie wiem
Rozumiem Cię, a nie masz rodziny która Ci pomoże. Na dziecko alimenty możesz zażądać. Ja mieszkam u rodziców, ale łatwo też nie będzie bo skończy mi się macierzyńskie, rodzicielskie itp a kto mi sie malutką zajmie żebym mogła do pracy wrócić. No mój to ostatnio nie przynosił kasy, jak go zapytałam o to skąd ma na picie (bo niby mu szef wypłaty nie dał) to usłyszałam odpowiedź że nie trzeba mieć kasy bo zawsze ktoś postawi z tym że on robi w gastronomi i tam pija na kreskę a potem ściągają im z wypłaty bo tam wszyscy piją, ćpają i grają na maszynach.
Nie ukrywam, że jest mi ciężko powstrzymać się aby do niego nie napisać. Myślę jak to będzie jak urodzę, informować go o tym czy to olać.
on ma kuratorkę i wczoraj mi ona powiedziała że on wie czego ja od niego oczekuję i że zdaje sobie z tego sprawę co robił. Ale z drugiej strony to tylko takie jego gadanie a ja chce mieć dla siebie i córek normalną rodzinę bez stresów, nerwów.
Ja to sobie tak właśnie,przemyslałam parę spraw,że już jak go wyrzuciłam z tego domu to tylko przyjmę go z powrotem jak zobaczę jakiś dowód że zaczął się leczyć,czy jest zaszyty-chociaż teraz nie wiem gdzie to się robi na lewo,bo już od dłuższego czasu nie robili wszywek alkoholowych zostało to wstrzymane....Napisał esa że finansowo bedzie pomagał,i narazie zobaczę jak to będzie..Jestem w naszym mieszkaniu jego wygoniłam,powiedziałam że dość tego,zobaczę jak to sie potoczy.Będzie mu zależało na rodzinie ,będzie wiedział co zrobić...Powiem ci że mnie też ciągnie do napisania do niego ale wtedy zobaczy że jestem miękka i słaba psychicznie,chociaż jestem to on nie może tego wiedzieć..
Powiem ci że nasze przypadki podlegają pod wizyty u psychoterapeuty,bo jesteśmy osobami współuzależnionymi.
Ja rozmawiałam z psychologiem i powiedział zanim zacznę pomagać męzowi muszę sama zacząć chodzic na rozmowy,i właśnie,chyba się zdecyduję i pochodzę zobaczę jakie będą efekty co mi to da...
Powiem ci asiu że ty jesteś bardzo silną kobietą,w twoich słowach i wypowiedziach jest bardzo dużo siły i determinacji.
Zdecydowałaś sie już i tak na duży krok wprowadzić się do rodziców,zostawić go by przemyślał..
Ale to właśnie robimy dla swoich dzieciątek,czyli wszystko co najlepsze..
Myśmy się wprowadzili do moich rodziców jakieś 3 lata temu, bo brat się wybudował i tata zaproponował żebyśmy zamieszkali z nimi. Ucieszyłam się, bo mąż wcześniej grał na maszynach i ma sporo długów a wiadomo że rodzice nie biorą tyle kasy co za wynajem, więc mógł spłacać te długi. Potem wpakował się w interes który nie wypalił i kolejne długi. Myślę że to wszystko go dobiło, że chciał dobrze a nic mu nie wyszło.
Jeśli chodzi o terapię byłam w zeszłym roku, ale tam się podpisuje kontrakt i trzeba spełniać wszystkie jego wymogi. Był wyjazd obowiązkowy, na który praca nie pozwoliła mi jechać i zostałam wykreślona z grupy. Takie zasady są u mnie.
Silna nie jestem to tylko pozory. Jestem teraz stanowcza bo jakbyś usłyszała od męża że idzie po wypłatę i że jak wróci to pomoże sprzatać i znika na 2 dni po czym ktoś go przywozi pijanego w środku nocy. A rano Ci powie że był w zakopanem bo nie miał co robić. A ja , a dzieci to właśnie to nic. Widzisz Twój chociaż napisał a mój milczy i ma wszystko g......
Czytam ten wątek i przypomina mi się dzieciństwo, pijany ciągle ojciec, awantury, Mamy powyrywane włosy. Mój strach. To jest koszmar, koszmar który siedzi we mnie mimo, że jestem już dorosłą kobietą i mam dorosłych synów.
Kobiety które żyją z alkoholikami i twierdzą, że dla dobra dzieci to tak naprawdę robią im największą krzywdę jaką mogą Matki wyrządzić dzieciom. Moja psychika jest wypaczona. Mimo, że radzę sobie w najtrudniejszych sprawach to rozkładają mnie moje własne emocje. Nie radze sobie w domu, jest we mnie taki sam strach jak w was. Mimo, że mąż nie pije ale ma swoje za uszami, może gdybym była bardziej asertywna to moje małżeństwo wyglądało by inaczej i ja byłabym bardziej szczęśliwa.
Miejcie w sobie tyle siły aby ochronić swoje córki, pokażcie im siłę jaką mają w sobie kobiety. Nie tak jak moja Mama. Ona pokazała mi, że należy trwać bez względu na wszystko, nie ważne nawet upodlenie.
Boję się nawet kłócić, paraliżuje mnie strach jak mąż patrzy na mnie ze złością mam wrażenie, że mnie za chwilę uderzy. Nigdy tego nie zrobił i nie zrobi ale ja się boję najzwyklej w świecie się boję.
Widzisz asiu dobrze,że masz rodzinę która ci pomoże i możesz tam mieszkać...Zawsze cię rodzice wesprą,pocieszą..
To u mnie tak nie ma z tą terapią,tam jeśli nie możesz przyjść dzwonisz wcześniej do terapeuty informujesz i jakoś inaczej to on stara się załatwić...
No mój po dwóch i pół tygodnia w końcu w sobotę przestał pić, w sobotę wypił jeszcze jedno piwo..Zapisał się do super w porzo gościa,którym jest psychoterapeuta pomagający ludziom z problemami alkoholowymi.Dzwonił do mnie ten terapeuta wczoraj poinformował mnie że był u niego mój mąż,długo rozmawiali.Mąż obiecał temu Panu że będzie chodził a jeśli godziny pracy nie pozwolą mu stawić sie na ustaloną godzinę to ma dzwonić i o wszystkim informować terapeutę.Cieszę się,od dwóch i pół tygodnia w końcu się uśmiechnęłam,że jakaś iskra nadziei jest..Co z tego wyniknie zobaczymy,na dzień dzisiejszy dobre i to dla mnie niż nic...Ten terapeuta chce żebym przyszła do niego sama na wizytę,opowiedzieć mu o zapędach alkoholowych mojego męża..
Wczoraj go wpuściłam do domu,bo mąż chyba mu powiedział że przez picie wyrzuciłam go z domu i kazał go wpuścić z uwagi na to że podjął jakieś kroki i żeby go nie zniechęcić do dalszej terapii i działania ....
Wpuściłam,ale z mojej strony było nie zręcznie,nie chciałam nic pokazywać po sobie i też nie bardzo z nim rozmawiać.
Ale odpukać,starał się poszedł po zakupy,zrobił obiad,i jakoś tak próbował chyba mnie "przekabacić"i załagodzić sytuację..
I tak się boję o to jak to będzie ile to potrwa,czy dziś pojdzie na tą wizytę,czy wróci z pracy trzeźwy..Przez bardzo długo,albo i zawsze będą te obawy i dylematy.To już jest uprzedzenie.Nie da się tak od razu zaufać na nowo,człowiek jest bardziej ostrożny na te zaufanie.
Widzisz Twój mąż się stara, więc poczekaj, zobacz jak to będzie wyglądało dalej. Ja bym się też cieszyła, gdyby mój też się starał, ale on się w ogóle nami nie interesuje. Wysłałam mu dziś smsa bo dostał awizo i ma list do odebrania i napisałam żeby mi pieniądze wpłacił bo potrzebuję na dzieci. Zadzwonił że pieniądze da mi na koniec miesiąca bo dopiero dziś poszedł do pracy (niby szef mu dał karę i nie pracował od środy-niedzieli ). Na tym rozmowa się skończyła trwała może 10 sekund. Jaki wniosek miał tyle wolnego a nawet nie zadzwonił do córki, do mnie u nas to już raczej koniec pokazuje jak mu nie zależy na rodzinie.
no trochę jest przykre jak my kochamy a ta druga osoba nie okazuje zainteresowania.
Nie będę ci doradzać,bo chyba nie byłabym najlepszą do tego osobą,nawet nie wie co ci powiedzieć.Bo wiem jakie to trudne,jak cholernie boli.
Jestem w podobnej sytuacji,tylko że u mnie ciągle powracająca nadzieja,ciągle czekanie na lepsze,ciągle wierzenie na nowo.
Chyba bym wolała już by nie wracał,by się nie odzywał.Wtedy bym wiedziała przynajmniej , że to koniec i muszę jakoś to przeboleć.. A na razie mam tak,że mam ciągłą nadzieję,ciągle staram sie uwierzyć w tą chęć zmiany. Chwilowo dał mi oddech złapać od tych ostatnich ciężkich dni,Ale otrząsnę się ponownie jak zacznie pić za jakiś czas i znowu wszystko okaże się farsą..Gdzieś w głębi duszy czuję , że będzie kolejny raz....
Jest to trudne i wiem doskonale co czujesz. Pamiętam jak pracowałam i miałam 2 zmianę a on wolne i siedział w domu to za każdym razem szłam z myślą a może zrobi coś miłego dla mnie, może jakaś kolacja, może posprząta, może wspólny spacer i za każdym razem rozczarowanie przeważnie spał po piwkach.
Może namów męża na leczenie, może się zgodzi jak nie to zgłoś go do gminnej komisji rozwiązywania spraw alkoholowych bo mieszkacie razem. My osobno więc i tak nic nie zrobią. U mnie nadal cisza, która mnie dobija