Pisze na forum 1 raz, więc proszę o wyrozumiałość.
Jestem z partnerem 7lat razem, jak to bywa raz lepiej raz słabiej.
We wrześniu (zaraz przed 7 rocznica) mój partner oświadczył,że zauroczył sie koleżanka z pracy... była długa rozmowa, dużo płaczu... postanowiliśmy ratować nasz związek.
Małymi krokami pracowaliśmy nad nim (poprawiły się nasze relacje, sex itd), w paź przyszło kolejne załamanie z jego strony, znowu długa rozmowa,łzy a potem sex jak potwierdzenie tego,że ratujemy.
Wczoraj były andrzejki - partner poszedł na impreze firmowa na której była ta kobieta.
Powiedziałam bardzo delikatnie,że są andrzejki i jest mi przykro,że idzie na imprezę z firmy. Po jego powrocie do domu wielki problem,że ja go ograniczam,że jest na smyczy itd ---- nie rozumiem o co chodziło bo od bardzo bardzo dawna nie protestuje jak wychodzi z kolegami itd. Oświadczył,że jest mu ciężko,że walczy itd. Wyznanie mnie zdziwiło bo w życiu codziennym jest uśmiechnięty, często się kochamy (sam często zaczyna) - a to świadczy o pewnej formie bliskości. Sex od jakiegoś czasu jest lepszy, czuje,że on i ja emocjonalnie dajemy z siebie wiecej.
Jestem rozbita, nie wiem czy powiedział wczoraj te słowa (które strasznie zabolały) bo był zły i gadał co tylko można było aby mi dokładać czy faktycznie tak jest - ale jego zachowanie codziennie przeczy temu co mówi.
Kochane czy któraś z Was miała podobna sytuacje? Proszę o pomoc... jestem totalnie rozbita i załamana.
1 2012-12-01 12:13:51 Ostatnio edytowany przez samona (2012-12-01 12:39:52)
Podobne tematy
Tak, ja miałam. Jakbym czytała o sobie sprzed wielu lat
Ostatecznie okazało się, że to co nas łączyło najbardziej to był właśnie świetny seks. A tak poza tym mieliśmy zupełnie inne cele w życiu. Rozstaliśmy się i to była najlepsza decyzja w moim życiu ![]()
Jeśli mieszkacie razem wyprowadź sie i zero seksu. Jeśli jest coś więcej niź seks, jeśli jest uczucie, będziecie razem i tak.
Nie wierzę w pracę nad związkiem. Pracować 24/7? Czasem tylko się wyrwać i odpocząć? Straszne.
Jutro napisze więcej... dziś mieliśmy bardzo serio rozmowę... nagle okazało się,że nie chodzi o ta kobiety tylko o to,że jego zdaniem nasz związek się wypalił 3 lata temu... niestety nie potrafił mi powiedzieć, czemu tylko czasu się meczył...zaproponowałam,że się wyprowadzę - otrzymałam odpowiedź,że on nie chce sie abym się wyprowadziła...zgodził się iść na terapie..
Jutro napisze więcej... dziś mieliśmy bardzo serio rozmowę... nagle okazało się,że nie chodzi o ta kobiety tylko o to,że jego zdaniem nasz związek się wypalił 3 lata temu... niestety nie potrafił mi powiedzieć, czemu tylko czasu się meczył...zaproponowałam,że się wyprowadzę - otrzymałam odpowiedź,że on nie chce sie abym się wyprowadziła...zgodził się iść na terapie..
Podobno nadzieją matką głupich. Fajno, że chce spróbować i ty też. Powalczcie. Jednak sądzę, że powinnaś wyznaczyć sobie jakąś granicę tej walki. Idźcie razem na tę terapię.
Tak, ja miałam. Jakbym czytała o sobie sprzed wielu lat
Ostatecznie okazało się, że to co nas łączyło najbardziej to był właśnie świetny seks. A tak poza tym mieliśmy zupełnie inne cele w życiu. Rozstaliśmy się i to była najlepsza decyzja w moim życiu
Catwoman w jakim wieku poznałaś swojego obecnego ?
jak Ci się układa skoro nie było chemii od początku związku, jak wygląda wtedy seks jeśli nie ma chemii ? (przeczytałam to w którymś z Twoich postów)
czy w Twoim związku trzeba było wybaczać coś partnerowi czy jest cały czas idealnie ? (idealnie czyli bez większych zawinień)
Mojego męża poznałam chwilkę.... cztery lata temu ![]()
Układa nam się bardzo dobrze, potrzebne nam było porozumienie dusz, nie chemia.
Nie musiałam niczego mojemu partnerowi wybaczać, przyznam szczerze, że od początku to było TO.
Ja też nie wierzę w pracę nad związkiem. Związek jest fajny, jak obu stronom sprawia przyjemnośc.
Roboty jest za duzo juz w pracy zawodowej, a prywatnie kazdy chcialby odpocząć, zrelaksowac się......
Mojego męża poznałam chwilkę.... cztery lata temu
Układa nam się bardzo dobrze, potrzebne nam było porozumienie dusz, nie chemia.
Nie musiałam niczego mojemu partnerowi wybaczać, przyznam szczerze, że od początku to było TO.
brzmi pięknie
dobrze czytać że ktoś poznał swoją miłość w tym samym wieku w którym ja jestem.. mam 27 i jestem sama.
ale czy teraz czujesz chemię która działa na Ciebie podczas zbliżeń ? czy da się bez tego ?
ogień uwierz mi na słowo : miłość zaskakuje człowieka w najmniej oczekiwanej chwili
Logicznie układasz sobie w głowie plan na najbliższe miesiące i lata, gdzie nie widzisz tej drugiej połowy, już nawet nie wyobrażasz sobie, kto by to mógł być i nagle trach
Ja mojego męza poznałam w taki właśnie sposób, nieco ponad rok później wzięliśmy ślub. Oboje wiedzieliśmy, że nie chcemy bez siebie żyć dłużej.
Co do chemii
... ja świadomie zrezygnowałam z tych wszystkich motyli w brzuchu na rzecz przyjaźni, intymnej więzi, która z czasem się tylko pogłębia. Mój partner nie jest typem macho
Jeśli ktoś ogląda serial "90210" to mój mąż jest typem Maxa
(mąż Naomi) ; spokojny, mądry, ani trochę nienudny intelektualista, zatem niejako jego osobowość i mnie uspokaja i tak, bez chemii da się żyć a i pożycie małżeńskie jest udane ![]()
Ja też nie wierzę w pracę nad związkiem. Związek jest fajny, jak obu stronom sprawia przyjemnośc.
Roboty jest za duzo juz w pracy zawodowej, a prywatnie kazdy chcialby odpocząć, zrelaksowac się......
hmm... praca nad zwiazkiem ma sens. Czasem trzeba walczyć o miłość. Przeciez nie zawsze jest milo i przyjemnie. Dobrze jest w chwilach kryzysu pokazac, ze zalezy ci na ukochanej osobie. A potem znow dluuugo byc szczesliwym ![]()
Chyba ze od poczatku cos nie gra i są same problemy, albo zwiazek sie wypalil na dobre. Wtedy nie ma co sie meczyc.
Praca nad związkiem ma sens jeśli dwie osoby się kochają i widzą światło w tunelu.
Tak, czasem trzeba pokazac ze zalezy, jak jest kryzys, ale nie 24 h.
ogień uwierz mi na słowo : miłość zaskakuje człowieka w najmniej oczekiwanej chwili
podpisuje sie pod tym zdaniem
do niedawna myslalam, ze zawsze bede sama i moje zycie jest bez sensu, a teraz jestem najszczesliwsza osoba na swiecie
sama nie wiem, jak to sie stalo
nie wyobrazalam sobie siebie tak szczęsliwej
i to jest najlepsze, nagle zycie odwraca sie o 180 stopni ![]()
mi sie wydaje, ze to samona wlaczy o to, zeby ją partner znow pokochal. moja przyjaciolka byla kiedys w podobnej sytuacji. chlopak sie oddalal od niej, a ona o niego walczyla. teraz żałuje. bo to troche tak, jakby prosic faceta o milosc. bardzo smutna sytuacja i wiele przepłakanych nocy
jak walka ma byc jednostronna, to lepiej sobie darowac
17 2012-12-02 01:38:18 Ostatnio edytowany przez samona (2012-12-02 01:38:41)
Terrora ja chciałam dziś się spakować i odejść... to on powiedział, proszę nie i zaproponowała abyśmy poszli na terapię - wcześniej mocno oponował.
Jak tak, to moze daj mu szanse powalczyc i pokazac swoje uczucia. Staraj sie nie wychodzic z inicjatywą, nic mu nie narzucaj, nie proponuj. Niech robi co chce. A ty sie przekonasz, czy na serio mu zależy na was.
Samona, jeśli chcesz ratować związek - ratuj. Pamiętaj tylko o dwóch rzeczach:
1. na bieżąco obserwuj, czy zaangażowanie partnera w ratowanie związku jest przynajmniej równe Twojemu
2. określ czas. To bardzo ważne. Żeby nie dać się zwodzić przez najbliższe lata obietnicami, prośbami, huśtawką "kocham-nie kocham". Daj sobie (Wam) np. 3-6 miesięcy. Jeśli po wyznaczonym czasie sytuacja będzie wyglądała tak jak teraz - nie wahaj się ani chwili dłużej.
Mam doświadczenia łudząco podobne do Catwoman. Związek, w którym głównym łącznikiem był świetny seks - rozpadł się z wielkim hukiem. Tyle, że ja za długo zwlekałam, więc znacznie wyższą cenę zapłaciłam niż Cat.
Związek oparty tylko na świetnym seksie poprostu nie może się udać bo potem i tak wszystko się udać kończy z wielkim hukiem. Zobaczysz jak bedzie po terapii ale danie sobie jakiegoś czasu przez który będziecie pracować nad związkiem jest dobrym pomysłem. Trzymam za Was kciuki.
Po prostu dajcie sobie czas. Jest on sprzymierzeńcem wszystkich decyzji. Jeśli jest cokolwiek pozytywnego co możesz powiedzieć o swoim związku to daj mu szansę.
W wielu tematach opinie Artemidy są bardzo trafne ( w temacie seksu zwłaszcza). Ale nie do końca w kwestii selekcji właściwego partnera. Czasem warto dać sobie trochę czasu, dopracować pewne sprawy. Oczywiście tak jak ktoś tu już napisał, nie może to trwać w nieskończoność.
Witam. Ja jestem w takiej sytuacji i powiem Ci szczerze to ja robiłam przez ostatnie pół roku awantury itp a to tylko dlatego ponieważ po 7 latach małżeństwa w naszym związku pojawiła się monotonia, dążenie za pieniędzmi, zawsze sobie powtarzałam "suchy chleb wodą popijać" ale być szczęśliwa tylko tego pragnęłam w małżeństwie. Kocham męża ale pojawiła się osobą która sprawiła że czuję się naprawdę dobrze w jej towarzystwie. Jak napisałaś twój chłopak wrócił po Andrzejkach i zaczął Ci wygadywać moim zdaniem widział się z nią i czuł się wyjątkowo, po powrocie do domu wybuchł ponieważ chciał w tym momencie czegoś innego, a że to akurat byłaś Ty w pobliżu swój żal wyładował na Tobie.
23 2012-12-02 11:00:54 Ostatnio edytowany przez samona (2012-12-02 11:05:33)
Myślę,że tutaj nie chodzi tylko sex. Jak w każdym związku w tym temacie raz było lepiej a raz nie -ostatnio sie poprawiło. Jest szczery mówi mi co czuje co go męczy itd...ale jak mów,że powinnam odejść to on,że nie i on tego nie chce. Cała noc mnie dość mocno przytulał - on mnie,nie ja jego.
Nie rozumiem tego co powiedział,że nasz związek się wypalił 3 - 4 lata temu - ale ja pytam to czemu tyle czasy był ze mna, budowaliśmy coś razem itd to nie mam jednoznacznej odpowiedzi... może dalej kocha ale codzienność i ta kobita go dobiły....strasznie mi cieżko. Nigdy w życiu nie myślałam,że będę przechodzić przez coś takiego (dokładnie w7 roku związku). Z jednej strony mam ochotę to wszystko zostawić z 2 wiem,że to może być kryzys (mieliśmy już je) po którym może być lepiej...A poddać się bez wali to przegrać na starcie.
samona mam pytanie: czy zaczynaliście ten związek będąc nastolatkami?
Mieliśmy po 20 lat.
I pewnie byliście dla siebie pierwszymi partnerami seksualnymi?
27 2012-12-02 11:09:02 Ostatnio edytowany przez samona (2012-12-02 11:12:42)
CatW. - Nie.
Zastanawiam się czy nie poprosić go aby w mojej obecności skontaktował się z ta kobieta i poprosić aby jasno określił,że ich kontakty maja być tylko służbowe - może to głupie a może pokazać czy faktycznie chce to ratować.
Mój partner jest też człowiekiem depresyjnym ( często ma depresje), cierpi na nerwice (ostatnio znowu zdecydowała się brać leki) -może to też wszystko działa przeciwko nam... sam nie wiem - jestem bardzo zagubiona w tym wszystkim... i ten strach a co jak nam się nie uda... jak będę żyć, jak sobie poradze itd - wiem,że nie wolno myśleć czarno tylko trzeba pozytywnie i do czasu aż walczymy być wygranym.
samona, 7 lat to kawał czasu. Zwłaszcza w wieku od 20 do 27. Człowiek się zmienia, dowiaduje wielu rzeczy o sobie, chce jeszcze cegoś doświadczyć poza stałym związkiem. ZWYKLE to faceci tak mają, częściej niż kobiety. Z tego da się wyjść, o ile ma się pewność, że ma się do czynienia z osobnikiem zrównoważonym emocjonalnie.
29 2012-12-02 11:17:15 Ostatnio edytowany przez samona (2012-12-02 11:26:44)
cały czas mówi,że nie chce mnie skrzywdzić - nie wiem czy nie chce bo coś czuje czy nie chce bo będzie go sumienie gryzło.
Boli mnie,że wysyła sprzeczne sygnały, robi co innego, mówi co innego... zachowuje jak jak by było ok (do piątku), a potem mówi cała masę bardzo przykrych i bolesnych rzeczy, potem znowu,ze chce ratować i nie chce abym się wyprowadzała... może faktycznie ta terapia coś da...
Moja przyjacóiłka (siostra mojego partnera) dokładnie 2 lata temu ( 7 rok związku) miała to samo ze swoim partnerem - im terapia pomogła (oczywiście były bardzo trudne chwile - ale się udało , dziś są razem bardzo szczęśliwi.
Zapomniałam napisać ,że w nocy sam zaproponował wyjazd nad morze w przyszłym tyg - odpowiedziałam,że jeśli chce to możemy pojechać, a jeśli nie to niech się nie zmusza. Czytam bardzo dokładnie co piszecie i postanowiłam się trochę bardzie zydstansować i na wszelki wypadek lekko przeorganizować kilka spraw prywatnych i zawodowych.
No ja się po 8 latach związku rozstałam z partnerem a zaczeło się duużo wcześniej identycznie
To, ze nie chce Cię skrzywdzić to jest pewne. Wierzę na 100%. Ale jednocześnie jest to wiesz....między wierszami: "Nie wiem co robić, bo chcę dwóch rzeczy naraz".
On byłby najszczęśliwszy gdyby miał pewnośc, że gdy z tamtą mu nie wyjdzie, to Ty będziesz czekać.
Uważam, że najgorsze co Ty możesz zrobić, to usiąść razem z nim na tej emocjonalnej huśtawce.
No mnie się też wydaje, że to nie tylko o seks chodzi. Ten związek, z tego co pisze autorka, trwał 7 lat. Czy może trwać tyle związek oparty tylko i wyłącznie na seksie. W ciągu siedmiu lat można spotkać masę osób bardziej atrakcyjnych, bardziej seksownych. Myślę,, że związek oparty na seksie nie przetrwałby siedmiu lat.
32 2012-12-02 11:29:21 Ostatnio edytowany przez samona (2012-12-02 11:30:25)
Idziemy na ta terapie - zobaczymy może coś nam to da... Tak jak pisałam znam parę dla której terapia był bardzo trudna ale się udało - problem był dokładnie ten sam co u nas.
Zastanawiam się cały czas czy nie poprosić go aby tak dość jednoznacznie w mojej obecności dał jej samo do zrozumienia,że tylko kontakty firmowe - może to dziecinne ale chyba będzie miał szanse udowodnić,że chce walczyć.
Baziula - w kryzysie dla trwa dalej.
No mnie się też wydaje, że to nie tylko o seks chodzi. Ten związek, z tego co pisze autorka, trwał 7 lat. Czy może trwać tyle związek oparty tylko i wyłącznie na seksie. W ciągu siedmiu lat można spotkać masę osób bardziej atrakcyjnych, bardziej seksownych. Myślę,, że związek oparty na seksie nie przetrwałby siedmiu lat.
Może przetrwać. To nie wygląda wcale tak, że od początku umawiamy się, że będzie to związek oparty na seksie. Wręcz przeciwnie; wydaje się nam, że jest oparty na wszystkim innym, a koniec końców okazuje się, że 1)gdyby nie dobry seks, związek trwałby o wiele, wiele krócej, 2) po rozstaniu najmilej wspominasz jednak ten seks, 3) po rozstaniu uświadamiasz sobie, że nie było takiej GŁĘBI związku, jaką masz w kolejnym i gdy próbujesz znaleźc w głowie, co was właściwie łączyło z byłym, to pierwsze co Ci na myśl przychodzi to łóżko.
Idziemy na ta terapie - zobaczymy może coś nam to da... Tak jak pisałam znam parę dla której terapia był bardzo trudna ale się udało - problem był dokładnie ten sam co u nas.
Zastanawiam się cały czas czy nie poprosić go aby tak dość jednoznacznie w mojej obecności dał jej samo do zrozumienia,że tylko kontakty firmowe - może to dziecinne ale chyba będzie miał szanse udowodnić,że chce walczyć.Baziula - w kryzysie dla trwa dalej.
No i OK. Zobaczysz co z tego wyniknie, ja bym na czas DOCIERANIA DO SIEBIE NA NOWO wykluczyła na pewien czas seks i przyjrzała się tej więzi.
CatW. w naszym związku był już czas kiedy kochaliśmy się raz w mc - nie rozeszliśmy się wtedy więc może jednak coś z jego strony jeszcze jest.
Dziewczyny co myślicie o pomyśle aby poprosić go o odcięcie się oficjalne od tej kobiety?
Dziewczyny co myślicie o pomyśle aby poprosić go o odcięcie się oficjalne od tej kobiety?
Bardziej niż poproszenie, uważam, że powinnaś mu jasno powiedzieć, że dla was obu nie ma miejsca w tym związku, że ciebie trójkąty nie interesują, więc niech wybierze. Oczywiście bez płaczu i złosci.
Heh. Gdybyśmy umiały rozmawiać bez płaczu i złości. Spokojnie i rzeczowo, byłoby więcej porozumienia między kobietą i mężczyzną. Więcej problemów udałby się rozwiązać. Myślę, że to dlatego, iż decydujemy się na rozmowę zbyt szybko, zbyt pochopnie i pod wpływem emocji.
i tak będę musiała zrobić.
Zobaczymy jak dziś będzie przebiegać dzień.
Wiem,że to jest ten jedyny, dlatego walczę (jak walczymy to jesteśmy wygrani)- mam nadzieje,że odnajdziemy się na nowo. Może właśnie małym pozytywnym sygnałem jest to,że on nie chce abym odeszła - a logicznie problem miał by z głowy i drogę wolna do koleżanki.
A dlaczego faceci mają kochankę? Bo oszukują się, że to tylko na trochę, że kochają żonę i z nią chcą żyć. Niektórzy mężczyźni mają ogromny problem z wyborem, co powoduje cierpienie dwóch kobiet (o ile o sobie wiedzą) i "pozorne" cierpienie mężczyzny, które polega na nieumiejętności wyboru.
Niech wykaże się zdecydowaniem i honorem.
A i jeszcze jedno: nie wmawiaj sobie, że to TEN JEDYNY. Ja najsilniej czułam to samo krótko przed końcem
I chwała Bogu okazało się, że tego jedynego dostała inna kobieta, ja mam teraz cudownego męża ![]()
40 2012-12-02 11:57:48 Ostatnio edytowany przez samona (2012-12-02 11:59:12)
CatW - wiedziałam to od zawsze. Jak ja się zauroczyłam kimś (2 lata temu) to potrafiłam się od tego odcinać (było ciężko),aż do zapomnienia o nim ( wszystko od startu do uwolnienia się trwało około 6mc).
Przez jednego Pana, którego bardzo kochałam zostałam okrutnie zraniona, potem byłam długo sama i pojawił się on - jesteśmy razem w trudzie do teraz...
Wiem znam siebie,że jak nam nie wyjdzie to już nigdy nie zaufam....tfuu co ja mówię , wyjdzie nam - staram się tak myśleć w końcu z jakiegoś powodu w tych trudnych mc jesteśmy razem... nie odszedł i cały czas to podkreśla,a przecież problemu by nie miał i droga wolna do zwiazku z kolezanka
Jakbym siebie słyszała sprzed laty
Jednak życzę sukcesu i daj znać jak poszło na terapii- to duży krok.
Dzięki też myślę,że terapia to duży krok i pokazanie z jego strony,że faktycznie coś do mnie czuje i chce uratować nasz związek.
Bardzo dobry pomysł.. Przechodziłam przez to.
mam problem pomożecie ?
45 2012-12-02 16:13:22 Ostatnio edytowany przez samona (2012-12-02 16:47:26)
Gosiaczek -terapia pomogła? Wiem,że może być ciężko podczas niej...U mojej przyjaciółki mąż w trakcie terapii wyprowadził sie z domu, ale teraz są silnym zwiazku.
46 2012-12-02 16:43:29 Ostatnio edytowany przez samona (2012-12-02 17:11:34)
Wieści z frontu: prawie 3,5 H dziś leżeliśmy razem- wtuleni w siebie - może to dobry znak bo sam poprosił czy możemy się przytulić jak się położyłam. Poprosiłam spokojnie (ze łzami w oczach ale spokojnie) aby zerwał wszelkie kontakty z ta dziewczyna i ja chce być obecna jak będzie ja o tym informować. Poprosił czy może zrobić to sam na spokojnie bez awantury i palenia mostów (bo jednak pracują w jednym dziale w firmie). Zgodziłam się ale zaznaczyłam,ze ma być to jedno ostre cięcie -mam nadzieje,ze zrobi tak jak się umówiliśmy.
ps
Właśnie się dowiedziałam od partnera,że decyzja z jego strony już zapadła... chce być ze mną i zrobi wszystko aby uratować nasz związek. Ponieważ tak dziewczyna robi dla niego jakieś tam prywatne zlecenie przy stronie www -powiedział,że z nia porozmawia a jak ona zdecyduje,że nie dokończy tego to znajdzie sobie spokojnie kogoś innego.
Mam nadzieje,że to wszystko z jego strony jest szczere i uda nam się poukładać nasze relacje w związku na nowo.
Ja to rozumię.Małżeństwo czy długoletnie partnerstwo zmienia sie w monotonię,obowiązki.A o uczucia takie prawdziwe pozostają na lata.Teraz należy tylko próbować aby się udało.
Szczerze nie wierz w to.. To jest tylko kolejna nadzieja dla Ciebie ale tak naprawdę twój mąż zerwie kontakt z tą kobietą ale po pewnym czasie mogą po prostu dostrzec że tęsknią za sobą tak było i w moim przypadku. Przez miesiąc czasu zero kontaktu w pracy mijaliśmy się, uśmiechając się do siebie, po miesiącu poprosił mnie czy możemy być przyjaciółmi rozmawiać ze sobą jak koledzy z pracy i tak się stało ale z dnia na dzień nasze uczucie się pogłębiało i najbardziej odczuwały to nasze rodziny, dlatego postanowiliśmy wyjawić prawdę swoim partnerom życiowym.To jest prawdziwe uczucie, problemem jest to że twój mąż kocha Ciebie ale zarówno i inną kobietę. Przepraszam ale to prawda jak czytam twoje posty to tak jak bym czytała o moim małżeństwie i sytuacji w której teraz się znajduję.
Posty przeniesione
We wrześniu mój partner mnie zdradził - nie fizycznie ale wdał się we flirt z kol. z pracy.
Przyznał się i postanowiliśmy ratować nasz związek.
Niestety on myśli,że jak się przyznał i zdecydowaliśmy być razem to wszystko co było można niemal z dnia na dzień zapomnieć, wykasować i żyć szczęśliwie dalej.
Ja niestety nie potrafię sobie do końca z tym poradzić, jest mc spokoju aż nagle w głowie pojawia się obawa, strach i chęć szukania, sprawdzania itd... sprawy nie ułatwia fakt,że ta dziewczyna pracuje jego firmie.
Po jakimś czasie dostawałam sms'y z internetu - jestem w 100% pewna ,że wysyłała je ona albo jej przyjaciółeczki - partner nie wytrzymał i powiedział jej słów kilka. Oczywiście dostawiła komedie z płaczem,że to nie ona itd...
Wczoraj znowu była awantura, świadomie/nieświadomie wspomniałam o niej , mój partner wpadł w furie,że znowu o niej wspominam. Nie wiem dlaczego... ale wydaje mi się,że on nie rozumie co ja przeszłam,ile mnie to wszystko kosztowało nerwów i stresu.
Wydaje mi się też,że mój partner sam nie potrafi sie pogodzić z tym co zrobił.
Jego czyn nie pasuje do ideałów, wartości moralnych itd - może dlatego taka złościa reaguje jak pojawia się temat Pani M .
Cały czas mi mówi,że mam zapomnieć i już do tego nie wracać... ale czy można zapomnieć tak szybko...?
Czy ktoś z Was ma podobne doświadczenia?
Podobne....chyba i gorsze ehhh
Powiem z wlasnego doswiadczenia , na podstawie swoich przyzyc .
Maz , moj aktualnie byly , zdradzil , psychicznie fizycznie , na calosc poszedl. Mial romans.
Rowniez nie potrafilam zapomniec, walczylam z soba , bo dom , firma , dzieci , ale juz nie potrafilam , .
Nie kazda kobieta potrafi ot tak zapomniec, owszem jesli Twoj maz , nie mial romansu ukratkowych wyjazdow spotkan , jedynie byl to poczatek zauroczenia , jest dla Was szansa . Przemysl swoje wlasne uczucia i czego Ty dzisisaj chcesz.
w moim przypadku była zdrada najpierw na etapie zauroczenia, rozstaliśmy się odwołałam ślub, po jakimś czasie wróciliśmy do siebie, on zaczął zdradzać już na całego. Dziś tamten związek to przeszłość , szykuję się do ślubu z innym . Aczkolwiek czasami się zastanawiam po co był powrót, co miało znaczyć to zauroczenie. Czasami ktoś zdradzi , żałuje i paradoksalnie związek jeśli przetrwa faze kryzysów jest mocniejszy. Życzę szczęścia i porozumienia
Jak dobrze to znam
Narozrabiac i nie poniesc zadnych konsekwencji, nawet mowic o tym to za duzo...
chcialby, zeby bylo wszystko jak dawniej ale cos wyjasnic, postarac sie to gdzie tam, nie czepiaj sie,
wepchnij pod dywan i udawaj szczesliwa... koszmar.
Przezylam tak 5 lat zanim zrozumialam, ze szczescia juz z nim nie znajde
We wrześniu mój partner mnie zdradził - nie fizycznie ale wdał się we flirt z kol. z pracy.
Przyznał się i postanowiliśmy ratować nasz związek.
Niestety on myśli,że jak się przyznał i zdecydowaliśmy być razem to wszystko co było można niemal z dnia na dzień zapomnieć, wykasować i żyć szczęśliwie dalej.
Ja niestety nie potrafię sobie do końca z tym poradzić, jest mc spokoju aż nagle w głowie pojawia się obawa, strach i chęć szukania, sprawdzania itd... sprawy nie ułatwia fakt,że ta dziewczyna pracuje jego firmie.
Po jakimś czasie dostawałam sms'y z internetu - jestem w 100% pewna ,że wysyłała je ona albo jej przyjaciółeczki - partner nie wytrzymał i powiedział jej słów kilka. Oczywiście odstawiła komedie z płaczem,że to nie ona itd...
Wczoraj znowu była awantura, świadomie/nieświadomie wspomniałam o niej , mój partner wpadł w furie,że znowu o niej wspominam. Nie wiem dlaczego... ale wydaje mi się,że on nie rozumie co ja przeszłam,ile mnie to wszystko kosztowało nerwów i stresu.
Wydaje mi się też,że mój partner sam nie potrafi sie pogodzić z tym co zrobił.
Jego czyn nie pasuje do ideałów, wartości moralnych itd - może dlatego taka złościa reaguje jak pojawia się temat Pani M .
Cały czas mi mówi,że mam zapomnieć i już do tego nie wracać... ale czy można zapomnieć tak szybko...?
Czy ktoś z Was ma podobne doświadczenia?
Samotna mówi się że wybaczyć można, ale nie zapomina się nigdy.
Więc może nie zapominaj, skoro nie potrafisz ale wybacz mu, skoro chcecie dalej z nim być.
Jeśli on faktycznie żałuje tamtej sytuacji, jeśli obecnie się stara i jest wobec Ciebie szczery, to postaraj się nie wspominać o niej.
To ani Tobie, ani jemu nie ułatwi sprawy poukładania wszystkiego na nowo.
A co do pracy... może postarać się ją z czasem zmienić.
To by było najlepsze wyjście.
Staram się wybaczyć i zapomnieć... ale ciężko mi zapomnieć z dnia na dzień. Nie rozumiem czemu mój partner nie potrafi zrozumieć ile mnie to kosztowało tylko oczekuje,że z dnia na dzień będzie wszystko dobrze.
Samona, mąż na pewno rozumie. Jednak jeśli on faktycznie stara się wszystko poukładać na nowo, to i jemu jest ciężko, gdy Ty wciąż wracasz do przeszłości. Oboje musicie zapomnieć o tamtej sprawie, jeśli macie być razem. Nawet Ty musisz się starać. Nie możesz wciąż go "biczować", bo to w niczym nie pomoże, a wręcz przeciwnie. Może w końcu stracić chęci na staranie się, jeśli stwierdzi że i tak nie widać efektu jego starań.
Dlatego, jeśli widzisz w nim że chce Ci to wszystko wynagrodzić, że zrozumiał swój błąd, to staraj się panować nad swoimi emocjami i nie wszczynać kolejnych kłótni na temat owej "paniM".
Bo faceci tacy są, jest źle, potem jest ok a za ruski czas zowu coś nie tak i oni mówią, że "ciągle", "cały czas" "zawsze" jest źle, tak i owak jest.
Żałosne.