Witam
Mam 4 letnią córeczkę i jestem po takich przejściach z "moim" facetem że czasami mam wrażenie że nie mam po co żyć. On cały czas mnie zdradza nie potrafi odmówić żadnej kobiecie kłamie, poniża, zrzuca cała winę na mnie czepia się o byle co żeby tylko sie pokłócić. Nie chodzimy już nigdzie razem pewnie boi się że któraś z jego koleżanek nas zobaczy razem on juz nawet sie z tym nie kryje, dzisiaj oznajmił mi że zostaje na noc u kolegi dla mnie znaczy to tylko jedno... i co mam zrobić
Przez 5 lat tkwię w tym czymś i nie umiem się uwolnić im bardziej on mnie olewa tym bardzie ja jego potrzebuję nabawiłam się już nerwicy, ciągle się denerwuję, płaczę, nic mi się nie chce, nawt wstawać rano z łózka. Wpadłam już w taka rutynę ze poprostu gdy dowiaduje się o kolejnej koleżance mojego faceta nic z tego nie robię tylko w ciszy sama płacze w kącie i czekam aż mu się znudzi, to jest coś okropnego.
Do innych kobiet pisze miłe rzeczy tak jak kiedyś do mnie a teraz aż szkoda pisać to strasznie boli bo kiedyś to ja byłam wyjątkowa, najważniejsza ale pewnie sie mu tak samo znudziłam jak te lalunie na kilka nocy...
Taki typ faceta którego pewnie już nic nie zmieni ![]()
Czy ja tak wiele oczekuję?? trochę szacunku, miłości i wierności po prostu normalnego życia!!!
zasługuje na to ja i moja córcia również wiec nie wiem dlaczego jeszcze tkwię w tym wszystkim może boję się życia w pojedynkę. Nie chcę pozbawiać małej ojca ale nie wiem jak długo jeszcze to wytrzymam...