Postanowiłam napisać, aby podzielić się moim "gorącym" problemem. Jestem chyba dojrzałą już kobietą, 45 lat. Tak o sobie myślałam.;) Do tej pory.
Jestem w separacji z mężem po długoletnim związku. Byłam/jestem (już nie wiem) w kilkumiesięcznym związku z nowym partnerem.
Tak. Jest to wynikiem zakochania. I to takiego, które pozwoliło mi poznać ten stan, zanim go zobaczyłam fizycznie. No nieistotne.
W każdym razie, zamieszkaliśmy razem. Na kilka miesięcy. Wcześniej spotykaliśmy się na krótkich 3-dniowych wyjazdach. Już od samego początku przeszkadzało mi, że On ma bardzo bliski kontakt ze swoją ex partnerką. Byli razem 5 lat. Minęło już od ich rozstania następne 4 lata. Cały ten czas są w bardzo bliskich stosunkach telefonicznych, gg itd. Raczej się nie spotykaja. Dzielą ich setki kilometrów. W każdym razie już podczas naszych "krótkich" spotkań, On przepraszał, że niestety musi co 10 minut odpisywać na sms, ponieważ Ona potrzebuje Jego wsparcia i pomocy psychicznej. Ma nowego partnera ale on nie jest taki jak powinien. ona się męczy....itd. Jest słaba psychicznie a On jest jej przyjacielem i od tego Ona Go ma. Zacisnęłam zęby i jakoś to wytrzymałam. Później, gdy już zamieszkaliśmy razem, bywały okresy, że się nie kontaktowali ale było to najdłużej tydzień. Bywało, że przepraszał mnie i wieczorem ok. godziny spędzał przy komputerze "klikając" z nią na gg. Wymieniając drobne uprzejmości typu "życzę Ci aby się polepszyło", "bądź mocna", "nie przejmuj się", "rzuć to wszystko..." itd. Pytał nawet czy może Ją pozdrowić od "NAS". Niby doskonale zdaję sobie sprawę, że skoro tak to wygląda już od lat, to teoretycznie nie jest to zagrożenie dla związku, ale bardzo mnie to boli i przeszkadza. Nie mówiłam nic, poniewaz to "tylko przyjaźń". I nie mam prawa niszczyć czegoś co trwa lata. My znamy się ok. 8 miesięcy.Teraz gdy wyjechał i pisaliśmy na gg, zapytałam dlaczego tak "słabo reaguje" i okazało się, że oczywiście szczerze jak zawsze, napisał, że jednocześnie pisze z Nią, ponieważ Ona tradycyjnie już przeżywa jakieś swoje życiowe "dramaty". Niestety teraz to już się wściekłam i wylałam cały swój żal, deklarując aby już nie wracał. Uznałam, że nie mam prawa żądać od Niego aby "zniszczył przyjaźń" wieloletnią, ale znów ja nie mogę pogodzić się wewnętrznie z takim stanem rzeczy. Bardzo mi teraz źle ale nie widzę alternatywy. Czy postąpiłam słusznie? Co zrobiłam źle? Będę wdzięczna za podpowiedzi....
Podobne tematy
Nie chciałabym partnera, który więcej się zajmuje ex niż mną...
Dziękuję.:) On ma teraz pretensje, że niczego nie sygnalizowałam. Nie dawałam do zrozumienia. Jednak myślę, że niewiele by to zmieniło. To według Niego przyjaźń i jeśli żywię uczucia do Niego, powinnam akceptować Jego przyjaciół. Czy można to jakoś "uregulować"? Czy skazane jest na niepowodzenie?
[...]Bardzo mi teraz źle ale nie widzę alternatywy. Czy postąpiłam słusznie? Co zrobiłam źle? Będę wdzięczna za podpowiedzi....
To już Ty sama sobie odpowiedz na to pytanie. Nikt inny tego nie może wiedzieć.
Dodam, że nie potrafię Ci jednoznacznie napisać, czy ślepota to coś złego. Można pewnie z tym żyć, choć nie ma się pełni życia i nie zna się pewnych bodźców.
Zdziwisz się pewnie, skąd ta ślepota? Ano, sama napisałaś, że czujesz się źle, ale nie widzisz alternatywy. Pamiętaj, ze ten rodzaj ślepoty nie jest dożywotni i zawsze możesz dojrzeć. Zastosowałaś rozwiązanie znane od wieków, nazywa się to wylaniem dziecka razem z kąpielą.
Człowiek dojrzały widzi alternatywę.
Miałam na myśli alternatywę, która pozwoliłaby coś poskładać. Widzę oczywiście jedną. Aż taka "ślepa nie jestem"Jest taka, że albo pogodzę się na dyskomfort albo "zamknę temat".
Nikt by nie chcial aby nasza druga polowa bardziej interesowala i zajmowala sie swoim bylym partnerem. Ja tez bym tego nie akceptowala. Ta kobieta jak najbardziej stanowi zagrozenie, obarcza go swoimi problemami, ciagle wypisuje. To ze byli razem nie znaczy ze ma ciagle jej pomagac bo ona swietnie da sobie rade. Zapewne ma kolezanke czy przyjaciolke a zawraca mu glowe doskonale wiedzac ze zwiazal sie z inna kobieta. Ja bylabym ostrozna..
I dodam jeszcze z wlasnych doswiadczen i obserwacji ze przyjazn miedzy kobieta a mezczyzna NIE ISTNIEJE. Chocby oboje sie wyperali i mowili ze to niemozliwe to kiedys nadejdzie taki dzien ze jedno od drugiego bedzie oczekiwalo czegos wiecej niz tylko przyjazni.
Dziękuję, chociaż pocieszajace to nie jest.:) Coraz więcej widzę....przeciw niż za.....
On ciągle pisze prosby o spróbowanie, pisze że bardzo chce.....Ale nie wierzę, że po tylu latach gotów byłby zaprzestać tych kontaktów. W "najlepszym" razie...przestanie być taki szczery i będzie to robił "po cichu". Budować coś na kłamstwie? Nie sądzę aby to był pomysł na układanie życia. Oczywiście, zostawił na moim komputerze "ślady". Przeczytałam trochę tej korespondencji. Niby niewinne pocieszanie, ale i buziaki na pożegnanie i inne takie" idz już", "skoro mnie wyganiasz?", "no bardzo to Cię nie wyganiam" itd. Czy ja jestem przeczulona czy o co tu chodzi? Może ktoś obiektywnie patrząc zobaczy to w "prawdziwszym" świetle?
Ten człowiek jest nawet po 4 latach emocjonalnie związany z byłą żoną. Kiedyś coś podobnego przeżyłem - emocjonalne zaangażowanie podczas związku z kimś innym. I powiem Ci, że to faktycznie może zniszczyć związek, o ile partnerka lub partner nie mają dość zaufania, za to mnóstwo obaw.
Nauczyłem się jednej prawdy - że praktycznie żadna kobieta nie zaakceptuje innej kobiety w życiu swojego mężczyzny. Więc wybór dla mężczyzny jest prosty - albo obecna partnerka, albo problemy z obecną, przez obecność byłej. Tutaj dodatkowo jego była żona zamiast dać mu swobodę, pozwolić na życie z Tobą egoistycznie ciągle się wtrąca... Może ma jakiś cel w tym?? Może chce rozwalić wasz związek, bo jej związek nie daje jej radości? Kobiety tak potrafią - mi związek się nie udaje, to mojemu byłemu również nie uda...
Aby wam się udało - On musi zrozumieć, że ratuje was tylko natychmiastowe odcięcie pępowiny od byłej, co pozwoli na emocjonalne odejście od niej i powoli zapomni a skupi na Tobie. Czy to możliwe do realizacji? W przypadku gdy Cię straci prawdopodobnie zrozumie to, w każdym innym będzie bardzo ciężko. Może postaw wszystko na jedną kartę - odejdź na miesiąc, dwa, a gdy pokaże jak bardzo mu zależy na Tobie - wróć. Czasami trzeba umieć zagrać pewną rolę, by osiągnąć cel.
Pozdrawiam ![]()
Trochę nie jestem w stanie zrozumieć tego "emocjonalnego zaangażowania" po związku, o którym pisze Remi. Aczkolwiek nie podważam, że coś takiego istnieje. Trudno jest zacząć nowe życie, mając już bagaż doświadczeń. Trzeba jednak sobie uzmysłowić, że przeszłość jest przeszłością, a życie toczy się dalej. Cholernie trudna sprawa, ale czas nie płynie wstecz. Jeżeli on się rozstał z nią, to z jakiegoś poważnego powodu i nie rozumiem tego jej przywiązania. To, co powiedział Remi. Kobieta nie pozwoli na szczęście swojemu ex, o ile sama wpierw nie będzie szczęśliwa... Biję brawo za jej egoistyczne podejście. Wiem, że Ci trudno, bo chciałabyś sobie spokojnie ułożyć życie na nowo, ale chyba musisz odnaleźć w sobie energię i uzmysłowić problem Twojemu partnerowi. Nie daj się tym głupim szantażom, że to jego wieloletnia przyjaciółka. W związku, facet (moim zdaniem) nie powinien mieć prawa do posiadania "przyjaciółek". Ty jesteś jego przyjaciółką i na Tobie powinien skupiać uwagę. Powalcz z tym... Jeżeli Twój partner będzie nalegał, że łączy ich przyjaźń, że nie chce z niej zrezygnować. To Ty zrezygnuj z jego. C'est la vie...
Trzeba pamiętać, że jeśli spędzasz z kimś dnie przez lata, to człowiek się przyzwyczaja, czasami bardzo mocno. I nawet rozejście nie jest w stanie owych więzów przerwać, oczywiście jeśli dalej jest kontakt. Jeden potrzebuje miesiąca, a inny potrzebuje roku by z czystą kartą zacząć życie od nowa. Poza tym byłe partnerki oprócz złych cech, mają również te, za które ów mężczyzna kochał...
Jeśli mówi - że masz zaakceptować, bo to przyjaciółka - to faktem jak pisze Okruszka jest szantaż. Może mu ta sytuacja pasować, aby jej nie zmienić, właśnie tak mówi. Co oznacza, że żywi jakieś resztki uczuć do byłej żony, albo ma złudzenia, wszystko oczywiście podsycane przez byłą żonę, która ma z tego kto wie czy nie pożywkę w nudne wieczory albo satysfakcję, że w pewnej części jest jej i że jest lepsza niż Ty autorko... Kobiety kochają rywalizować między sobą i budować czasem własną wartość na krzywdzie drugiej.
Bardzo dziękuję, za te mądre wypowiedzi.
Już byłam bliska uwierzenia, że to ze mną jest coś nie tak. Tyle czytałam o pięknych rozstaniach i przyjaźniach po-związkowych. Myślałam, że może coś mi "na głowę" padło. Jednak zaufałam swojej intuicji.
Od początku to sprawiało mi przykrość i w miarę upływu czasu, niestety tylko się pogarszało.
Nie mogę niczego zbudować z kimś kto jedną nogą tkwi "tam", a drugą "tutaj". Bardzo trudno mi jednak mu to uzmysłowić.
On sprawia wrażenie, że wierzy w to co mówi. Zupełnie jak by nie uświadamiał sobie faktu, że kontynuuje jakąś "chorą relację" zamiast przyjaźni, jak to nazywa. Nie wiem czy uda mi się do Niego trafić. I jest jeszcze jeden aspekt. On "na przestrzeni" tych czterech ostatnich lat, był w jakichś krótkotrwałych związkach i utrzymuje, że zawsze gdy z tamtymi kobietami mu nie wyszło miał przyjaciela w postaci ex. Co, jeśli nam też się nie uda? To ja pozbawię Go jego "prawdziwej ostoi". Jakkolwiek idiotycznie to brzmi, nie chcę brać na siebie brzemienia za unieszczęśliwienie Go. Proszę mnie tylko nie wyśmiewać:) Wiem doskonale jak to brzmi. Sama nigdy bym się nie posądziła o uwikłanie w tak absurdalną sytuację. Zdaję sobie sprawę, że decyzję muszę podjąć sama, ale chciałam aby ktoś "z boku" to zobaczył.Moje widzenie może być zafałszowane emocjami. Pozytywnymi i negatywnymi. Ambiwalencja. Jestem trochę rozdarta. Co tam trochę......bardzo.
To Twoje życie. Jeśli on chce je dzielić z Tobą, przychodzi na Twoich zasadach. Jeśli Twoje i jego zasady są bardzo zbliżone, będzie ok. Jeśli są zupełnie inne - nic z tego nie będzie (bo i Ty wchodzisz do jego życia, więc na jego zasadach).
Już wiesz, czego nie chcesz. Nie ma żadnego powodu, żebyś budowała związek na zasadach, z którymi się nie zgadzasz i które są nie do przyjęcia.
Jeśli on przez 4 lata wciąż ma serce przy byłej, niech się z nią zejdzie i nie zawraca Ci głowy.
Sprawa już jest bardzo jasna:) Wczoraj bardzo długo rozmawialiśmy. On ma jakieś zobowiązania wobec niej o charakterze moralno-etycznym. Musi ją podtrzymywać na duchu. Do lipca. Jej partner jest do tego czasu na kontrakcie i on nie może ograniczyć jej swoich kontaktów. Od lipca będzie już "wolny". Hurrraaaa!!!!
Prawie się upłakałam ze śmiechu.;) No cóż, w tej sytuacji to ja "wolna" jestem od zaraz.;) Obiecałam że będziemy utrzymywac kontakt wirtualny. Będzie Mu tak lżej to zaakceptować;). Teraz ja będę ex-nr 2 (?)
Z tą róznicą, że to ja mam Go podtrzymywać. A może utworzę łańcuszek Św. Antoniego. Przepraszam za analogię związaną ze Świętym, ale to tylko takie skojarzenie. Cieszę się, że zorientowałam się w porę i żałuję tylko jednego, że niepotrzebnie zadawałam sobie cierpienia przez kilka miesięcy. Mogłam "postawić sprawę na wokandzie" od razu. Oszczędziłabym sobie przykrości. Z drugiej zaś strony, doceniam nasze wspólne kilka miesięcy, było wiele cudownych chwil i może dla nich było warto? To pytanie juz na zawsze pozostanie bez odpowiedzi. I niech tak będzie. Życie się toczy. Idę dalej. Nikogo nie szukam. Może coś kiedyś samo mnie znajdzie? A może nie.....kto to może wiedzieć?
Pozdrawiam i dziękuję wszystkim respondentom. Wasze opinie i wskazówki były dla mnie bardzo cenne.:)
On ma jakieś zobowiązania wobec niej o charakterze moralno-etycznym. Musi ją podtrzymywać na duchu. Do lipca. Jej partner jest do tego czasu na kontrakcie i on nie może ograniczyć jej swoich kontaktów. Od lipca będzie już "wolny".
Co to w ogole ma byc, no nie wierze. Sama widzisz ze w swojej hierarchii postawil ja wyzej niz Ciebie, to przykre...
No cóż. Chciał zjeść cukierka i mieć cukierka. W dodatku bardzo pięknie potrafi mówić i pisać. Prawdziwy "mistrz". Całe życie spędził w necie. Trudno się dziwić.
Wczoraj opiywał jaki to jest nieszczęśliwy z tego powodu, że musi podejmować takie wybory. Że chodzi o Jego człowieczeństwo. Ja nawet "podjęłam grę". Też lubię pisać. Zaczęłam wraz z Nim ubolewać nad Jego niedolą. Napisałam, że teraz dopiero widzę jakim jest wspaniałym człowiekiem i nie mam prawa przeszkadzać mu w tym "posłannictwie". Muszę się wycofać dla Jego dobra.:)
Próbował protestować za chwilę, ale wyjaśniłam, że nie byłabym warta Jego uczuć gdybym nie usunęła się w obliczu tak poważnych spraw. Obawiam się, że pokonał się swoją bronią. Chyba mi to jednak bardzo pomogło:) Nie jestem już taka "struta" jak ostatnio. Były momenty, że myślałam o swojej przesadzie. Że ja zawaliłam. Niepotrzebną zaborczością. Teraz już wiem, że miałam jednak "nosa". Nie wolno wątpić w swój instykt. Szczególnie kobietom. Mamy to "coś". I trzeba tego słuchać. Teraz mi już lekko i czuję się "lżejsza". Zacznę nareszcie normalnie spać i jeść. I przysięgłam sobie, że nie oglądam zdjęć i nie czytam starej korespondencji. I słowa dotrzymam. ![]()
Kurczę.....trochę to nie na miejscu....ale mam wrażenie że się cieszę.:)
Każdy postępuje wedle swojego sumienia.
Jeżeli bardzo chcesz coś zrobić
i masz wewnętrzne przekonanie,
że powinieneś to zrobić, to rób.
Intuicja jest często równie ważna jak fakty.