Witajcie. Piszę tu bo już naprawdę nie daje rady, nie mam chęci do niczego ... nie mam chęci żyć.
Poznałam chłopaka w lutym, na imprezie u mnie, przyszedł z kolegą. Od razu jak Go zobaczyłam zakochałam się.
Dużo rozmawialiśmy, smieliśmy się, jak to po alkoholu, zaczełam płakać, mówić mu wszystko to co złego mnie spotkało.
Pocieszał mnie, przytulał, położył mnie do łóżka, przykrył kocem i całą noc przy mnie siedział ...
Następnego dnia napisał do mnie, pisaliśmy dużo, o wszystkim dosłownie. Naprawde mi się podobał, ja Jemu.
Zaproponował pierwsze spotkanie, spotkaliśmy się i po 4 spotkaniach byliśmy już ze sobą. Było wspaniale.
Nagle zaczeło się psuć wszystko. Mamy razem trudne charaktery, on jest bardzo zazdrosny i ja. Mamy swoje zdanie i koniec.
JEst bardzo nerwowy ... reaguje na wszystko nerwami, ja czasami też wszystko zle odbieram i wychodzi jedno wielkie nieporozumienie.
Wyjechałam do niemiec do rodziców na miesiąc, rozmawialismy na skype, pisaliśmy i nagle zaczeło sie psuć, ciągle wrzaski, mówił
że już ma dość tego wszystkiego, że się meczy ... zakończył związek.
Wróciłam z niemiec, męczyłam się, tęskniłam za nim, nie pisałam bo wiem ze tego nie chciał. Dwa miesiace rozłąki ...
Dowiedziałam się że pytał sie znajomych o mnie, co u mnie, co robie, czy mam kogoś. Że chciałby ze mną być dalej bo mnie kocha
ale boi się tego co będzie, że bedzie znów takie rycie bani ... Zadzwonilam do niego 1 września, zaproponowałam spotkanie.
Spotkalismy się, rozmawialismy, śmieliśmy, troche wspominaliśmy, było tak zajebiście że żal było odchodzić ...
Odprowadziłam o na autobus i wróciłam. Czułam się jakbym wróciła dopiero z wakacji i go wreszcie zobaczyła, poczułam ulge.
Czasami pisaliśmy i tyle ... Nastały jego urodziny, zaprosił mnie. Do klubu. na początku nie chciałąm przyjsc ( dzien przed trochę się
znów pokłóciliśmy) ale zaproponował mi znów. Zgodziłam się. Byłam mega szczęśliwa. kiedy Go zobaczyłam, zaczeło mi serce bardzo bić.
Staneliśmy i się przytuliliśmy. Później poszlismy ze wszystkimi wypić, toast, zaśpiewać mu sto lat i na parkiet. Tańczyłam z roznymi
chłopakami, on z dziewczynami ale wzrokiem bylismy przy Sobie, podchodził do mnie tanczyć, ja do niego. Jak sie mnie chłopacy jacys uczepili,
podchodził i mówił by dali mi spokoj bo bedzie zle. Mówił ze jest moim chłopakiem i się odczepiali.
Po czasie zaczelismy się całować, namawiałam go by spał u mnie, bo i tak mnie odprowadził a do domu miał daleko. Na początku nie chciał.
ale wkoncu się zgodził. Spaliśmy przytuleni do siebie, tak jak wtedy, tego nam brakowało ... nastepnego dnia, lezelismy do 14.
Rozmawialismy o wszystkim, mówił że zawsze mnie kochał, ze brakowało mu mnie, ja to samo ... było wspaniale!
Byliśmy znów razem. Było bardzo dobrze, prawie sie nie kłóciliśmy. Nagle zaczeło sie znów psuć
znów jakieś kłótnie ... znów próba skończenia
tego związku. ALe nie. Kocham go bardzo mocno, zalezy mi na nim, z nikim mi tak dobrze nie było. Piszę to i płacze ... chcę Go bardzo.
Zostawił mnie ... na drugi dzień napisał że jezeli bede potrzebowała pomocy on zawsze będzie. Cześto się kłóciliśmy o psychologa dla mnie..
Potrzebuje takiej pomocy, potrzebuje się zmienić, dla Niego, dla Siebie. Zapytałam się czy chciałby czasami ze mna pisać, rozmawiac, skejp,
czy wyjść gdzies na spacer, do centrum, po prostu porozmawiać. On na to że jasne, ze bardzo sie cieszy ze to zaproponowałam, ze
nie jestem mu obojętna i ze też tego chce ...Dostalismy zaproszenie na urodziny mojej przyjaciolki JAK JESZCZE BYLIŚMY RAZEM, teraz nie chciał
juz iść ale go poprosiłam o to ... bez Niego nie chciałam tam iść. Zgodził się. Za dwa dni, przychodzę po niego pod szkołę i jedziemy do centrum
po prezent. Chcę o niego walczyć bo Go kocham, on napisał mi ze tez mnie dalej kocha ale ma dość rycia bani .. Muszę mu pokazać że bardzo mi zalezy
że chcę go, że tęsknie, że się ZMIENIE. Będę o niego walczyć, bede robić dosłownie wszystko.. kiedy kupimy jej ten prezent, troche pogadamy jak znajomi
bedzie juz chciał jechać do domu, poproszę by mnie wysłuchał i powiem mu wszystko, że tęsknie, nie daje rady, zrobie wszystko by znów mi zaufał,
pokochał tak jak wtedy, by był ze mną a nigdy go juz nie skrzywdze ... będzie inaczej bo dostałam teraz mega kopa i nie chce go stracić kompletnie,
ze brakuje mi go cholernie, brakuje mi jego obecności, przytulenia .. że juz go nie zawiode. Byle by poczekał na mnie ... ;(
proszę Was o pomoc i Wasze opinie ... co o tym myślicie. od 2 dni siedze zamknieta w pokoju i rycze, nie mam sil ... ![]()
1 2012-11-18 11:42:06 Ostatnio edytowany przez sooooutee (2012-11-18 11:55:21)
Podobne tematy
Ile macie lat,że pozwolę sobie zapytać ? Wiesz według mnie ten związek to jest jakaś porażka. Jak Ty sobie wyobrażasz życie po ślubie jeżeli teraz już są takie problemy ? Miałam podobny problem. Mój chłopak zrywał ze mną jak tylko coś mu się nie spodobało,oboje wybuchowe charaktery ale to zawsze ja próbowałam się zmienić,to zawsze ja chciałam powrotu i rozmowy. Teraz coś się stało.. była kłotnia (podejrzewam,że to był tylko pretekst do tego aby się rozstać (ponieważ wyprowadziłam się do innego miasta aby rozpocząc kolejne studia na których mi zależało)). Od 7 października nie jesteśmy ze sobą. Było bardzo ciężko bo byliśmy razem 4 lata i codziennie spedzaliśmy dzień po kilka godzin,wszystko robiliśmy wspólnie. Tylko zapytaj się czy jest sens tkwić w takim czymś ? Ja na początku miałam ogromny żal do mojego faceta o to,że zerwał (przecież ja go tak kochałam),ale z drugiej strony po upływie tego ponad miesiąca zdałam sobie sprawę,że on faktycznie miał racje bo do siebie nie pasowaliśmy. Zdecydowałam się na wizytę u psychologa 29 listopada. Mam nadzieję,że on mi coś pomoże bo jestem zmęczona psychicznie i to jest inwestycja w samą siebie,nie po to żeby do niego wrócić i żeby widział jak się zmieniłam,ale po to żeby żyło mi sie lepiej i żebym była lepsza osobą (pomimo tego,że nie uważam żebym była zła). Ten związek nauczył mnie wiele i bede miała lekcje do nastepnego związku jak postępować i czego się wystrzegać juz na początku ![]()
mamy po 18 lat ...
Bardzo mało związków w tym wieku jest już na stałe,do końca życia. Ja dopiero teraz uświadomiłam sobie jakie życie jest piękne. Powoli staje na nogi(on mnie do tego zmusił,nie dał mi wyoboru). Nie popełniaj mojego błedu... zaczęłam palić papierosy,brałam tabletki na nerwy bo spać nie mogłam,ciśnienie 90/40. Dziwie się,że jeszcze normalnie funkcjonuję. Ty masz byc na pierwszym planie swojego życie a nie facet... Kobiety z reguły sa zbyt emocjonalne,a to jest wielki błąd.
Jakbym czytała o sobie. Ja byłam z chłopakiem 3 lata. On chciał dwa razy w tym czasie zerwać, ale zostawał jak się potem okazało z litości. Teraz jestem po miesięcznym ale już definitywnym rozstaniu. Tez było, jest mi cholernie ciężko. Chodzę do psychologa....ale wiem jedno, ja błagałam by wrócił....ale nie dość, że zatraciłam w tym wszystkim siebie, pozbawiłam się jakiejkolwiek godności to jeszcze wyszło mi to na złe. Pomyśl, jeżeli człowiek kocha to nie zostawia drugiej osoby, nawet na chwilę....bo czy taka jest miłość?? Jak potem możesz czuć się bezpiecznie i stabilnie...jeśli partner zostawia Cię kilka razy. Jeśli nie jesteś w stanie wytrzymać z najgorszą wersją mnie samej, to nie zasługujesz na najlepszą wersję mnie samej...
ja wiem że on mnie też nadal kocha ale jak napisał NIE CHCE JUŻ RYĆ SOBIE BANI.
kocham Go strasznie, chcę walczyc o niego ostatni raz, chcę mu pokazać że MOGĘ ...
moze potrzebuje troche czasu, ja po po prostu na tą chwile jestem wrakiem. Potrzebuję go, jego obecności... bez Niego nie daje rady.
Myślałam tak samo jak Ty....Robiłam tak sam jak Ty. Ale gdyby Cie kochał to nie zostawiłby Cie...ani razu by Cie nie zostawił! Ty masz żyć dla siebie...! nie dla niego. Jeśli chcesz coś zmienić zmień to dla siebie, nie dla niego!! W swoim życiu to TY powinnaś być najważniejsza sama dla siebie, rozumiesz? Mnie też było cholernie ciężko...zabić się chciałam i mimo, że Go kocham, to wiem że nie będziemy razem....bo po co być razem u ciągle się kłócić i ranić nawzajem....? Może tak ma być, może pisane jest nam coś innego. Jesteś jeszcze młodziutka....ja w Twoim wieku też byłam rok z chłopakiem i jak się rozstaliśmy to byłam załamana, myślałam, że się już nigdy nie zakocham i co? Zakochałam się, byłam z facetem 3 lata...mam dużo wspomnień tych dobrych i złych, jestem miesiąc po rozstaniu....ale zrozumiałam jedno ŻYJE SIĘ dla Siebie...nie dla kogoś...
A weź Ty mi roztłumacz co oznacza to "ryć sobie bani", które za każdym razem jest powodem Waszego rozstania?
Witaj...
Najlepsze co możesz zrobić teraz dla niego to zrób dla siebie: Bądź sobą i nad sobą pracuj. Czyli bądź 100% oryginałem siebie a nie nieudaną kopią kogoś - jego.
Jak mawia powiedzenie "zobacz siebie w drugim człowieku i drugiego człowieka w sobie"
I tu powstaje pytanie: dostrzegłaś siebie w nim? Ty byłaś "jakaś tam" dla niego, a czy on był identico dla Ciebie??? Dostrzegasz teraz w Waszym związku znak "=" między Wami
Tu się mogę pokusić o porównanie Was... Ty go nadal kochasz, wszelkie jego wady i zalety a on?
Kochał w Tobie Twoje zalety albo wady a przez to rozstanie pokazał, że jednak Ciebie tak do końca przez "coś tam" nie kochał.
Jeśli kogoś kochamy, nawet całym sobą, to kochamy przede wszystkim to, jaka ta osoba jest a nie jaka - dla Nas i Naszego widzimisię -ma być. To jest fundamentalna zasada w związku., którą mało kto rozumie.
Dowód:
Małżeństwo czy też związek w każdej innej postaci dwojga ludzi to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co sie oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku.
A jeśli chcesz o niego zawalczyć, to polecam Ci metodę 34 kroków dla małżeństw w kryzysie, będących tak jak większość tutejszych forumowych związków - w separacji czyli osobno. Znajdziesz ją na tym forum.
Bo największym błędem jaki teraz zrobisz ze sobą, będzie dostosowanie się w pełni do jego chorych zasad współżycia w związku.
I parafrazując tu powiedzenie ks. Pawlukiewicza - "kochasz nie jego ale Twoje wyobrażenie o nim". Brutalne ale prawdziwe.
Ty jesteś w związku dla partnera drogą a on jest drogą dla Ciebie. Nie jesteś jego własnością i "narzędziem" w jego rękach.
A jeśli już własnością, to tylko w znaczeniu partnerki lub późniejszej żony. Masz być dla niego sobą i tylko sobą w każdej formie związku. I jeśli tego nie zaakceptuje - to jego problem, nie Twój.
A jeśli już coś robić ze sobą i zmieniać w sobie, to nigdy dla kogoś! Tylko dla siebie!
Bo ze wszystkich rzeczy na tym świecie, to właśnie bycie sobą wychodzi Nam najlepiej.
Chcę o Niego zawalczyć ostatni raz ... Może robię błąd ale chcę tego.
Dlatego chciałabym jakaś pomoc ... co mam zrobić, czy dać mu czas, czy co ![]()
Nie rozumiesz, że przedłużasz tylko swoje cierpienie? Powiedz mi, na co chcesz mu dać czas??
Popieram Vinnge, napisz co to znaczy, że "ryjesz mu banie"?
Co za akcje odstawiasz, że koleś chce Cie wysłać do psychologa?
pierw powiem czy napisze a potem pomyślę ...
kiedy jest źle, potrafię wszystko powiedzieć, nie umiem ugryźć się w język a potem ma być niby dobrze.
Czasami nie potrafie zrozumiec co on do mnie mówi, nie widze w tym nic złego ...
tak mi powiedział.
Znaczy, że jak on zrobi tak:
JEst bardzo nerwowy ... reaguje na wszystko nerwami
to Ty masz obowiązek ugryźć się w język?
Czasami nie potrafie zrozumiec co on do mnie mówi, nie widze w tym nic złego ...
A on zawsze Cię słucha i rozumie wszystko co chcesz mu przekazać? Czy reaguje nerwami, bo jest bardzo nerwowy?
Naprawdę dam Ci dobrą radę. Zacznij żyć dla siebie....nie dla niego, Jeśli Tobie coś w sobie przeszkadza, nie jemu to zmień to. Jeśli czujesz, że potrzebny Ci psycholog to idź do niego. Dla siebie. Ja nie widzę przyszłości dla takiego związku...
16 2012-11-18 13:51:42 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-11-18 14:12:09)
Nadal ogólniki, najpierw mówisz potem myślisz. Pytanie co mówisz?
Bo miałam taką znajomą, że potrafiła przy wszystkich znajomych kłócić się z facetem i leciały naprawdę ostre słowa typu "Ty wulgaryzm, żebyś zdechł, wulgaryzm, frajerze" etc. Więc jeśli kłotnie przybierają tego typu obrót to lepiej się rozstać bo to jest patologia.
nie, nigdy Go nie wyzwałam, ani on mnie.
chodzi o to że powiem to czego wcale nie czuje, pod wpływem emocji, by mu DOGRYŹĆ tylko
a potem tego żałuje i mowie ze nie chciałam tak powiedzieć
i wiem ze tu też wina leży z mojej strony ...
A myślisz, że Gdyby Cię naprawdę kochał to by odszedł? wątpię...
myślę że tak, on jest bardzo nerwowy, w dommu też mu się nie układa, sam na siebie musi prawie wszystko robić, jego tata jest alkoholikiem ... myslę ze to przez to jest taki. No i wszystkie poprzednie dziewczyny go zdradziły..
Słuchaj. Jak chcecie sobie ciągle do gardeł skakać to bądź z nim , ale prędzej czy później źle to się skończy.
Jeśli coś mówisz, to w tym momencie tak myślisz... Dopuszczasz to.
Jeśli nie bluzgasz, to może niech on idzie do psychologa? Skoro taki nerwowy, biedaczek.
Mój Kochany bierze na klatę, gdy się ciskam (bo jestem impulsywna); moja złość mija błyskawicznie, gdy on na mnie patrzy i nie zaczyna się wykłócać. Uświadamiam sobie, że nie ma sensu pyszczyć, bo przecież go kocham. Jeśli jesteś impulsywna, szukaj takiego, który szuka kobiety z temperamentem. Nie trzymaj się jego, skoro on potrzebuje gumowej lali.
Nie zmieniaj się dla nikogo, bądź sobą.
Nie warto się w to pakować kolejny raz.
Sama to przechodziłam.
Byłam w związku 3 lata i po rozstaniu cały mój świat legł w gruzach.
Musisz się pozbierać dla samej siebie.
Im dłużej będziesz się starała o ten związek, tym trudniej będzie Ci to przeżyć.