Witam wszystkich serdecznie. Chciałam opisac Wam swoja historię żeby poczuc się lepiej. Wiem ze pewnie będą same słowa krytyki ale chyba jestem na to przygotowana i może taki kubeł zimnej wody mi pomoże, ponieważ sama sobie już nie radze.
Zaczne od początku. Mam męza i jesteśmy razem prawie 6 lat (ponad 2 lata po ślubie)
Byłam szczesliwa, nikt inny się nie liczył i chciałam żeby tak zostalo. Jednak pewnego dnia poznalam fajnego chłopaka. Ma zone i 2 dwoje dzieci. Jak go poznalam to akurat nie był z zona ponieważ się poklocili i ona wyjechala do rodziców. Rozmawialiśmy coraz czesciej i wiedziałam , że on bardzo cierpi bo brakuje mu syna i coreczki. Nie pozwolila mu się nawet z nimi widywac przez pół roku. Było mi go szkoda i chciałam go bardzo wspierac rozmową. Pisaliśmy setki sms, potrafiliśmy rozmawiac godzinami. Mój maz tez go polubil i nagle stalo się. Zakochaliśmy się w sobie do tego stopnia, że nie potrafiliśmy bez siebie życ. Widywaliśmy się codziennie a nawet pare razy na dzien. Dzielily nas kilometry ale nam to nie przeszkadzalo. Nie potrafiłam zyc bez jego pocałunków, przytulenia, bez niego? Cale życie przewróciło mi się do gory nogami. Tak to się ciągnęło pół roku i nagle pogodzil się z zona i do siebie wrocili. Nagle zerwal ze mna kontakt. Strasznie to przeżylam. Jak tylko mój maz poszedł spac to płakałam czasami cala noc. Tak bardzo mi go brakowalo ale wiedziałam, że nic nie mogę zrobic. Zyłam tymi pieknymi chwilami i wspomnieniami. Cala swoja milosc przelalam na niego. Nikt i nic się wiecej nie liczylo. Minel miesiąc i wydawalo mi się, że już zaczynam powoli wracac do życia i pogodziłam się z tym wszystkim i nagle się odezwal. Powiedział mi ze bardzo tęskni, kocha ze nie może przestac myśleć o nas, że z zona dalej się nie dogaduje, ciagle się kłóca itd. Wszystko wróciło i dalej zaczęliśmy się spotykac, pisac, dzwonic. Chciałam to przerwac wiece razy ale nie potrafiłam. Pewnego dnia wszystko się wydalo. Ona się dowiedziała o nas i go zostawila. Chciałam żeby o na walczyl ale on nie chciał. Mowil ze już jej nie kocha i ze musi wyjechac za granice do Francji . Te ostatnie dni przed wyjazdem chciał spędzić ze mna i ja się na wszystko zgodziłam. Spędziliśmy cudowne chwile, było bosko i tak się stalo, że zdradziłam męza. To było takie nasze pozegnanie przed jego wyjazdem. Teraz go nie ma. Wyjechal i zerwal ze mna kontakt. Nie dzwoni, nie odp na sms. Zero reakcji z jego strony a ja tak bardzo tesknie. Nie radze sobie z tym wszystkim. Mysle o nim codziennie i zyje tymi marzeniami. Chce o nim zapomniec. Jego już nie ma 2 miesiace a ja dalej nie doszlam do siebie. Boje się ze jak wroci to znowu mu ulegne i będę to ciągnęła. Wiem, że za duzo osob już zraniłam i nie chce już tego robic. Chce zyc tak jak kiedys kiedy go nie znalam i kiedy bylam szczesliwa ale nie potrafie. Nie chce już plakac i cierpiec. Nie wiem co się ze mna dzieje. Zawsze gardziłam osobami które zdradzaja, nie szanowałam takich osob a sama tak zrobilam
Podobne tematy
To straszne o czym piszesz. gdzie Twój rozsądek? naprawdę trzeba pozwolić na takie sytuacje? nie masz wyobraźni? Nie chce po Tobie jeździć.. ale poradzę Ci abyś pobyła na tym forum i poczytała o zdradach i jej konsekwencjach.. polecam lekturę.. Może cos w Tobie drgnie i zaczniesz myśleć racjonalnie..
Mam nadzieje i zycze Ci zeby maz sie dowiedzial i Cie zostawil. Kochas tez Cie wystawi, wcale Cie nie kocha, zrywa kontakt kiedy mu wygodnie. Zostaniesz sama bedziesz miala nauczke, dawno tak perfidnej historii nie czytalem.
Skoro widywalas sie z kochankiem pare razy dziennie to jak bardzo musialas zaniedbac swoja rodzine. Gardze takimi osobami jak Ty.
Ale bym Cie po bluzgał. Zasłużyłaś na to, zero litości. Sobie kur*a trójkącik miłosny znalazłaś. Biedny ten Twój facet a Ty nie zasługujesz na to by z Tobą był.
Moim zdaniem powinnaś powiedzieć mężowi i ponieść konsekwencje, a sama spróbowac się poukładać.
Zachowanie Twojego kochanka wskazuje, że ma Cię kompletnie w nosie i nie liczy się z Twoimi uczuciami. Dlatego lepiej po prostu go wyrzucić z życia, bo to pewnie nie miłość, ale iluzja. Motyle w brzuchu i takie tam, a prawda jest taka, że on pewnie nie jest taki idealny.
Ehdi moj mąz wie o tym ze go zdradzilam. Musialam mu powiedziec bo nie moglam tak zyc. Na poczatku bylo ciezko ale mi wybaczyl bo wie, że mnie bardzo zaniedbywal. Bylam szczesliwa w małżenstwie ale brakowalo mi rozmowy ktora ON mi dawal. Mowilam mezowi o tym wielokrotnie ale chyba dopiero teraz zrozumial jak bardzo mi tego brakowalo.
Wiele łez polecialo czytajac te odpowiedzi ale dzieki temu chyba troche sie obudzilam. Jeśli chodzi o kochanka to wiem, że zalezy mu na dzieciach i pewnie dlatego urwal kontakt. Ja zycze mu jak najlepiej i nie zrobie drugi raz tego samego bledu ale boli to, że jak mu napisze zwyklego sms z jakims pytaniem to nie odpisuje (np chce odzyskac swoje rzeczy ktore mu pozyczylam). Chce o nim zapomniec bo wiem ze duzo osob skrzywdzilam swoim zachowaniem.
jeśli nie będzie konsekwencji w Twoim działaniu krzywdzić będziesz dalej.. Zwłaszcza męża, który już swoje dzięki Tobie przeżył a mimo to dostałaś szanse.. nie zmarnuj jej...
Smutna jest ta Twoja historia. Was ciągnie do siebie. Myślę, że on cierpi, tak jak i Ty, próbuje się odciąć byście już więcej nie ranili. Zadbaj o swoją rodzinę.
No coz, masz nauczke - nie baw sie nigdy wiecej w dobra Samarytanke.
Nie sadzisz, ze to niezla obluda "ratowac" malzenstwo obcemu facetowi (taki bidus zostawiony) kiedy we wlasnym nie wszystko gra.
Te rozmowy szczere , ktorych tak brakowalo w Twoim malzenstwie, okazaly sie tylko wspomieniem wartym tyle co nic.
Zapewne facet traktowal swoja zone, tak jak Ciebie - czyli chwilowo - dobrze, ze dostal kopa w zad. Znaczy sie zona najmadrzejsza w tym calym towarzystwie.
Nie dorabiaj sobie ideologii do tego faceta - zwykly zdradzacz, ktory zwietrzyl okazje. W dodatku ku...s w stosunku do Twojego meza, ktorego znal i lubil (?).
Obawiam sie, ze czeka Cie niezla jazda z mezem i ratowaniem malzenstwa tym razem swojego.
Wybacz, ale zdziwic sie, ze parzy reka w ogniu , to moze tylko male dziecko, a nie dorosla kobieta.
postaram sie nie zmarnowac tej szansy ale najgorsze jest to ze caly czas mysle o tamtym. Szukam sobie na sile zajecia zeby tylko nie myslec ale to mnie przerasta. Wiem, że teraz wszystko zalezy ode mnie i to ja musze byc silna. Wiem, że zasluzylam na wszystko co najgorsze ale ja nie chcialam go tak bardzo pokochac. Tak bardzo sie przed tym bronilam. Czułam tez ze on byl przy mnie bardzo szczesliwy. Tego sie nie da udawac ale musze z tym skonczyc mimo ze tak boli
Tiaa - szczesliwy, az sie nie odzywa z tego szczescia.................
Betina2 chyba masz racje. Gdyby naprawde mu zalezalo to by odpisal bo napewno wie , że sie o niego martwie. Nie rozumiem dlaczego tak robi... Wiem, że nie udawal. Widzialam to w jego oczach, zachowaniu. czesto mi mowil ze gdyby on byl wolny i ja to by byl najszczesliwszym czlowiekiem na ziemi...
Nie mam wątpliwości, że kochasz.. stało się....dlatego też widzisz ( widziałaś) wszystko tak a nie inaczej.. chciałaś tego ...przecież to takie piękne było..prawda?
jednak z boku wygląda to ciut inaczej.. facet miał odskocznie od swoich kłopotów.. Ty miałaś rozrywkę..i piękną romantyczną sytuacje.. Proszę bardzo. Tylko jak to teraz wygląda/? powtórzę; masz wybór... dostałaś szanse.. nie każdy by ją miał w tej sytuacji...........
Wiaderko zimnej wody? A prącie bardzo:
1. Kłamiesz. Wcale nie chcesz o nim zapomnieć, bo wypisujesz do niego smsy, "martwisz się", "żyjesz marzeniami", trujesz mu dupę o jakieś stare klamoty - żeby tylko znaleźć pretekst do zaczepienia go. A on na to - ciepłym moczem.
2. Francja to piękny kraj.... smyrnęłabyś sobie pewnie na wiosnę, tym bardziej że on tam wolny teraz sobie po francusku może do woli obracać. A Ty tutaj i szlag Cię jasny trafia, że on sobie może, a Ty nie. Obiad, sprzątanie, dzieci, gary i nadęty mąż rogacz.
3. Wcale się nie broniłaś przed uczuciem - spotykałaś się z kochankiem kilka razy dziennie. Co to za obrona? Jakaś zupełnie nieznana mi forma, która polega na wylądowaniu w wyrze. Podgrzewałaś sobie elegancko atmosferę, żeby na koniec dać tyłka, coby Cię tak prędko nie zapomniał. Przeliczyłaś się po prostu.
4. Skąd Ty masz tyle wolnego czasu? Może dziećmi się zajmij, bo przedkładasz własne dupcenie i szlochy za kochasiem nad zajmowaniem się nimi. Na spacer z dziećmi pójdź, pszczółki pokazuj, na plac zabaw, dodatkowe zajecia powymyślaj, w kinie dwie nowe bajki w 3D lecą i Ironman 3 - jeśli odpowiednio duże. Centrum Kopernika w Warszawie albo do muzeum. A nie tylko dupa i dupa i olaboga jakbym chętnie dała.
5. Gdyby Cię kochał - toby skiełczał przed Twoimi drzwiami z pierścionkiem w zębach. Gdybyś Ty kochała - odeszłabyś od męża i ułożyła sobie zycie na legalu z kochankiem. Ani Twoje dzieci nie stoją na przeszkodzie, ani jego - nikt Wam się ich wyrzekać nie każe. To co sobie zafundowałaś to "Dziewczęta z Nowolipek" vs harlequin desire. On zarobił darmową nockę u mężatki, podbudował wlasne ego i prysnął. Aleś se księcia przygruchała...
kropka.
przeciez zagubiona ola nie pisala ze ma dzieci tylko on z tego co zrozumialam
nie mam dzieci ale teraz bardzo sie z mezem staramy. Mam nadzieje, że nam sie uda. Dziekuje Wam za wszystkie odpowiedzi. Wiem, że macie racje. Jak dluzej o tym mysle to nawet sie ciesze, że przestal sie odzywac bo dzieki temu moze bedzie łatwiej zapomniec. Ja bym nie potrafila chyba tego zakonczyc a teraz jak juz wiem, że mu nie zalezy to szybciej zapomne. Chcialabym zmienic numer ale narazie nie moge bo trzyma mnie umowa, która za rok sie konczy. Przezylam z nim cudowne chwile, mam piekne wspomnienia ale to juz koniec. Nawet gdybym umierala z tesknoty to napewno to zakoncze. Zrozumialam, że mam cudownego meza, który mnie kocha mimo, że na to nie zasluguje i teraz to on bedzie dla mnie najwazniejszy... Wiem, że nie bede taka szczesliwa jak z tamtym ale bede sie napewno starala...
nie mam dzieci ale teraz bardzo sie z mezem staramy. Mam nadzieje, że nam sie uda. Dziekuje Wam za wszystkie odpowiedzi. Wiem, że macie racje. Jak dluzej o tym mysle to nawet sie ciesze, że przestal sie odzywac bo dzieki temu moze bedzie łatwiej zapomniec. Ja bym nie potrafila chyba tego zakonczyc a teraz jak juz wiem, że mu nie zalezy to szybciej zapomne. Chcialabym zmienic numer ale narazie nie moge bo trzyma mnie umowa, która za rok sie konczy. Przezylam z nim cudowne chwile, mam piekne wspomnienia ale to juz koniec. Nawet gdybym umierala z tesknoty to napewno to zakoncze. Zrozumialam, że mam cudownego meza, który mnie kocha mimo, że na to nie zasluguje i teraz to on bedzie dla mnie najwazniejszy... Wiem, że nie bede taka szczesliwa jak z tamtym ale bede sie napewno starala...
Poczekaj z tym dzieckiem.
Uwazam ze to jest bardzo zly pomysl, bo sprawa jest bardzo swieza i pewnie niedokonca jest przerobiona.
Urodzi sie dziecko przyjda rozne problemy i zaraz wszystko wyplynie znowu.
Chyba ze maz ot tak juz sobie ze wszystkim poradzil?
Ja bym sobie dala czas.
19 2013-05-14 13:11:12 Ostatnio edytowany przez wreszcie_wolna (2013-05-14 13:24:13)
Zagubiona Ola, z tego co wiem to nie musisz zrywać umowy jesli chcesz zmienic numer telefonu, możesz to zrobić w trakcie jej trwania. A z dzieckiem faktycznie się jeszcze wstrzymaj aż się upewnisz że oboje z mężem poradzicie sobie z tym co zrobiłaś .
Dzisiaj sie pytalam to powiedzieli mi ze nie moge zmienic numeru(albo po prostu im sie nie chcialo) Moj maz chce miec dziecko i ja tez wiem ze gdybysmy wczesniej chcieli to tej calej historii by nie bylo ale zawsze bylo jakies ale... Na poczatku chcialam spokojnie magistra obronic, pozniej znalesc prace i gdy juz wszystko bylo na dobrej drodze to pojawil sie ON i dalej juz wiadomo... Teraz wiem, że dziecko nas bardzo zblizy i oboje tego chcemy. Dzieki temu bym mogla zapomniec o wszystkim
Podziwiam Cię, że przyznałaś się do zdrady. Ale musisz mieć męża, który bardzo Cię kocha, skoro potrfił Ci to wybaczyć. i uważam, że dziecko to bardzo dobry pomysl na umocnienie Waszego zwiążku, życzę powodzenia:**
Co ja tu czytam? Ty masz magistra? A Ty smutna ile masz lat? Wiecie co to dojrzalosc?
Ola szambo masz w zwiazku ktore wybije pewnie nie raz a za dziecko sie bierzesz. Choc sama jestes nieszczesliwa. Na co Ty chcesz narazic dzieciaka? Na niestabilnie emocjonalna mame?
Ogarnij moze swoje uczucia, emocje, stworz zdrowy zwiazek . Chcesz dziecko zeby zapomniec o kochanku? A cilo to jakas zabawka jest?
Co to dziecko to jakis cement czy zaprawa ze ma sluzyc do umocnienia zwiazku?
Szok..
Co ja tu czytam? Ty masz magistra? A Ty smutna ile masz lat? Wiecie co to dojrzalosc?
Ola szambo masz w zwiazku ktore wybije pewnie nie raz a za dziecko sie bierzesz. Choc sama jestes nieszczesliwa. Na co Ty chcesz narazic dzieciaka? Na niestabilnie emocjonalna mame?
Ogarnij moze swoje uczucia, emocje, stworz zdrowy zwiazek . Chcesz dziecko zeby zapomniec o kochanku? A cilo to jakas zabawka jest?
Co to dziecko to jakis cement czy zaprawa ze ma sluzyc do umocnienia zwiazku?
Szok..
Tylko weź pod uwagę to, że każdy w życiu popełnia błędy i nie mogę one skreślić szansy na szczęście. Grunt żeby zrozumieć błędy i więcej ich nie popełniać!!!
Teraz wiem, że dziecko nas bardzo zblizy i oboje tego chcemy. Dzieki temu bym mogla zapomniec o wszystkim
Tego nie wiesz.
Zakladasz tak.
Dziecko wbrew pozorom, to wywrocenie swiata do gory nogami.
Nie idealizuj tak, bo to sie zle skonczy.
Ja Cie tylko ostrzegam, decyzje podejmujesz sama ![]()
Masz racje Katharsis69. Nie wiem tego ale szukam ratunku dla siebie i dla mojego meza. Wierze, że wtedy wszystko sie zmieni i bedziemy szczesliwi juz na zawsze.
Zgadzam się z Danielem w 100%..
Ola, dziecko to obowiązki przez 24 godz. na dobę, 7 dni w tygodniu, bywa, że dziecko jest chore, płacze cały dzień. Czasem bywa bardzo ciężko, jest zmęczenie, brak czasu na wszystko i jak coś w związku nie gra, to wszystko może runąć.
Nie zrozum mnie źle, dziecko to największy skarb, ale najpierw trzeba dorosnąć do tej decyzji. Dziecko nie rozwiąże Waszych problemów, a przybędą nowe. Zastanów się dobrze, żeby potem się nie okazało, że Twoje dziecko będzie przez Was cierpieć.
w takiej sytaucji chcesz starać się o dziecko ? ?
...większej głupoty zrobić się chyba nie da...
najpierw doprowadzać się do ładu
bo jesteś w rozsypce
i
nie wiadomo czy będziesz ze swoim męzem...
Z mezem zaczynamy wszystko od nowa. Chce wierzyc ze sie uda i bedzie dobrze. Z kochankiem nigdy nie bede bo nie chce mu niszczyc rodziny. za duzo zlego juz zrobilam...
zeby zaczac wszystko od nowa to musisz zupelnie zapomniec o kochanku a to troche potrwa. jesli tego nie zrobisz to nígdy nie bedziesz szczesliwa. Nie udawaj niczego tylko daj sobie czas zeby sie wyleczyc. Placz tez duzo pomaga. Zrob wszystko zeby wrocic do normalnego zycia
Olu dzieci to sobie wybijcie z głowy.Dzieci nie ratują związku,nie maja być łatą na wasze zaniedbania,zdrady itd.to najgorszy z pomysłów jaki może być.Jesli myslisz o innym to sie rozejdz z mężem aż Ci przejdzie albo zakochasz się w innym i tak na okragło.Ja tutaj problemu nie widze.A jesli Cie mąż zaniedbywał to i moze kogoś miał.Przyznam,że w tym świecie rozwiazłosci i w ogóle to już nic mnie nie zaskoczy.Jedno jest pewne-najpierw trzeba się rozwiesc a dopiero bawić sie w pszczółkę.
wrocil z tej swojej Francji i tylko raz sie odezwal. Byl taki chamski i nie mily... tak bardzo to zabolalo. Nauczylam sie bez niego zyc i myslalam, Ze chociaz zostaniemy w dobrym kontakcie bo oboje nie chcielismy tego ciagnac. Tyle razy mu w zyciu pomoglam a on to tylko wykorzystal. Teraz wiem, ze wszyscy mieliscie racje, ale ja nie potrafie zrozumiec jak mozna tak potraktowac osobe, ktora wczesniej byla dla niego wazna. (tak twierdzil) Nie pamietal nawet o moich urodzinach, ktore mialam wczoraj. Nie krytykujcie mnie. Chcialam sie tylko wygadac bo tylko tu moge. Chcialabym juz o wszystkim zapomniec i wymazac z pamieci te wszystkie fajne chwile, ktore mielismy. Nie sadzilam, ze kiedys tak mnie potraktuje i bedzie taki chamski.
Tyle razy mu w zyciu pomoglam a on to tylko wykorzystal. Teraz wiem, ze wszyscy mieliscie racje, ale ja nie potrafie zrozumiec jak mozna tak potraktowac osobe, ktora wczesniej byla dla niego wazna. (tak twierdzil) Nie pamietal nawet o moich urodzinach, ktore mialam wczoraj. Nie krytykujcie mnie. Chcialam sie tylko wygadac bo tylko tu moge. Chcialabym juz o wszystkim zapomniec i wymazac z pamieci te wszystkie fajne chwile, ktore mielismy. Nie sadzilam, ze kiedys tak mnie potraktuje i bedzie taki chamski.
Olu, jak świat światem...wszyscy wiemy jak spora cześć romansów się kończy. Zazwyczaj romans z mężatką jest atrakcyjny i kuszący... "ona jest w związku więc się nie wygada bo sama może stracić grunt pod nogami, a że atrakcyjna to czemu nie"...
Wcale nie wiesz czy byłaś dla niego ważna. Tak mówił? A co niby miał mówić, żebyś chciała się z nim spotykać? Gdy ktoś jest dla nas ważny, to robi się wszystko aby być z tym kimś, a nie spotyka za plecami męża kilka razy w tygodniu. To był zwykły romans, przygoda, rozrywka... pogódź się z tym i miej nauczkę na przyszłość.
Jak to mądrze piszą osoby na forum "nie odchodzi się DO KOGOŚ, tylko OD KOGOŚ". Żeby być szczęśliwym, najpierw trzeba odejść od tego z kim się jest nieszczęśliwym, a potem można szukać szczęścia w czyichś ramionach. Skorzystanie z innej opcji, często kończy się płaczem, nieszczęściem i zachwianiem zaufania, co skutkuje i tak rozpadem związku.
Z dzieckiem również radziłabym poczekać, aż między Toba a mężem wszystko się ułoży, aż zapomnisz o tym "kochasiu" i uspokoją się twoje emocje. Wierzenie, że dziecko scementuje "nadszarpnięty" związek, że od razu wszystko się zmieni i będzie pięknie jak w bajce, to złudne marzenia, mrzonki... Z własnych obserwacji widzę, że bardzo rzadko się tak dzieje.
33 2013-06-13 08:31:45 Ostatnio edytowany przez Drzazga (2013-06-13 08:49:51)
Chce o nim zapomniec. Jego już nie ma 2 miesiace a ja dalej nie doszlam do siebie. Boje się ze jak wroci to znowu mu ulegne i będę to ciągnęła.
Nie wiem co się ze mna dzieje. Zawsze gardziłam osobami które zdradzaja, nie szanowałam takich osob a sama tak zrobilam
Jeśli chodzi o kochanka to wiem, że zalezy mu na dzieciach i pewnie dlatego urwal kontakt. Ja zycze mu jak najlepiej i nie zrobie drugi raz tego samego bledu ale boli to, że jak mu napisze zwyklego sms z jakims pytaniem to nie odpisuje (np chce odzyskac swoje rzeczy ktore mu pozyczylam). Chce o nim zapomniec bo wiem ze duzo osob skrzywdzilam swoim zachowaniem.
Jak dluzej o tym mysle to nawet sie ciesze, że przestal sie odzywac bo dzieki temu moze bedzie łatwiej zapomniec. Ja bym nie potrafila chyba tego zakonczyc a teraz jak juz wiem, że mu nie zalezy to szybciej zapomne. Chcialabym zmienic numer ale narazie nie moge bo trzyma mnie umowa, która za rok sie konczy. Przezylam z nim cudowne chwile, mam piekne wspomnienia ale to juz koniec. Nawet gdybym umierala z tesknoty to napewno to zakoncze. Zrozumialam, że mam cudownego meza, który mnie kocha mimo, że na to nie zasluguje i teraz to on bedzie dla mnie najwazniejszy... Wiem, że nie bede taka szczesliwa jak z tamtym ale bede sie napewno starala...
Teraz wiem, że dziecko nas bardzo zblizy i oboje tego chcemy. Dzieki temu bym mogla zapomniec o wszystkim
wrocil z tej swojej Francji i tylko raz sie odezwal. Byl taki chamski i nie mily... tak bardzo to zabolalo. Nauczylam sie bez niego zyc i myslalam, Ze chociaz zostaniemy w dobrym kontakcie bo oboje nie chcielismy tego ciagnac.
Ola,
Najważaniesze - nie "róbcei" sobie z mężem dziecka. To nie zabawka, to nie lek na Wasze problemy.
To człowiek, który powinien trafić na właściwe warunki do rozwoju , wychowania.
Najpierw trzeba stworzyć mu warunki - dwoje rodziców, wzajemnie się kochających, wspierających , nie obarczonych istnieniem w nich osób trzecich.
Dopiero potem mozna myśleć i przygotowywac się na dziecko.
Pojawienie się dziecka teraz, może znaczyć zwiekszenie się traumy, pojawienie się następnego człowieka który będzie cierpiał.
Przytoczyłem powyższe fragmenty Twoich postów, ponieważ wskazują na Twoją (obecną ?) chcwiejnośc emocjonalną :
- wspominasz kochanka
- zdradziłaś choć gardzisz osobami które zdradzają ( TO było silniejsze ode mnie = jestem słaba)
- zostajesz przy mężu chociaż jesteś przekonana że z tamtym będziesz szczęśliwsza,
- boisz się że jak wróci to znowu mu ulegniesz,
- wraca i kontaktujesz się z nim, ale On jest chamski nie jest miły... i przeżywasz traumę.
To dodatkowy argument na to żeby dać sobie spokój z dzieckiem.
Nie jesteś jeszcze przygotowana psychicznie na dziecko.
W natłoku problemów, obowiązków które na Was spadną po pojawieniu się dziecka, zupełnej zmianie życia, możecie się z mężem jeszcze bardziej pogubić.
Przy obecnym Twoim obecnym rozchwianiu emocjonalnym, może to być gwóźdź do trumny Waszego małżeństwa.
Nawet nie jesteś pewna czy nie zrobisz czegoś czym gardzisz, bo... jest silniejsze od Ciebie ![]()
Pisałaś gdzieś że jedyne co Cię usprawiedliwia to fakt że się zakochałaś...
Wybacz, ale jest żadne usprawiedliwienie dla oszustwa. Nie piszę tego żeby Cię zdołować.
Nie, wprost przeciwnie powinnaś otrząsnąć się z tego co zrobiłaś i dać sobie prawo do życia bez rozpamiętywania swojej winy.
Pisze to dlatego byś zrozumiała że potrzebujesz popracować nad sobą, tak by znowu "coś" nie stało się silniejsze od Ciebie.
W innych postach pisałaś, że nie walczysz o kochanka, ponieważ nie chcesz by odchodził od swojej rodziny, dzieci..
- to jakieś pomieszanie z poplątaniem ( to po co ropoczynałaś, jak się ma do tego rozpoczynanie naprawy małżeństwa, staranie o dziecko - skoro nie jesteś z kochankiem dla dobra jego rodziny ?)
To że kochanek był chamski i nie miły, wcale nie oznacza, ze jak odezwie się i będzie wspominał, mówił czułe słówka to mu nie ulegniesz.
Szczególnie, jeżeli w Twoje małżeństwo zacznie przeżywać kryzys, np z powodu pojawienia się dziecka.
Usłyszałem kiedyś bardzo mądre stwierdzenie:
" Wychowywanie dziecka trzeba zacząć zanim się urodzi, potem jest już za późno"
Minelo tyle czasu a ja dalej tesknie i mysle o nim mimo, ze kontakt zostal calkowicie zerwany. Czasami nawet placze po nocach. Myslicie, ze powinnam pojsc do psychologa czy to z czasem samo minie. Chcialabym zeby bylo juz normalnie. kazda chwile spedzam z mezem ale mimo wszystko nie zapomnialam o nim. Teraz moj maz jest najwaznijszy i nie moge zrozumiec tego co sie ze mna dzieje...
Nie twój maz nie jest dla ciebie najwazniejszy nie oszukuj siebie i jego..... wolisz niegrzecznego chłopca który kiwnie palcem i będziesz leciec na jednej nodze.......dostałas szanse ale jej nie wykorzystujesz ......a ztym dzieckiem to trzeba sie powstrzymac bo za dużo osob bedzie cierpieć..........nie wyciągasz wniosków ze swojego dziadostwa i psycholog ci sie przyda i zabierz ze sobą męża może być tam potrzebny.
Ola a może najlepszym wyjściem jest wziąć rozwód, wyjechać do Francji i żyć szczęśliwie z kochankiem. Przeraża mnie czasami głupota innych. Ty Męża nie kochasz. Żyjecie razem, ale osobno. Nie oszukuj Jego ani siebie. Daj mu szansę na ułożenie sobie życia z kimś, kto zasługuje na Jego miłość - Ty nie zasługujesz...
Ola jest z kołem ratunkowym przykre to
Ola, im dłużej myślisz o kochanku tym bardziej ci się wydaje że go kochasz... On był twoją odskocznią od codzienności ale pogódź sie z tym, ze on należy do przeszłości choć nigdy nie powinien był pojawić się w twoim życiu. Pomyśl czy ty kochasz swego męża? Czy może fascynacja kochankiem cię kompletnie zaślepiła? Co do dziecka-odradzam jak tu wszyscy. Co do męża to powinnaś być wobec niego szczera. Naważyłaś piwa to powinnaś ponieść tego konsekwencje.
Roza na szczescie mysle coraz mniej i teraz tylko moj maz sie liczy i spedzam z nim kazda chwile. Wiem ze bardzo zle zrobilam ale zrozumialam co jest teraz najwazniejsze. jedno jest pewne. nigdy wiecej czegos takiego nie zrobie. Na szczescie bledy ucza a mnie duzo nauczyly i nie chce juz tych samych popelniac
40 2013-07-11 08:36:20 Ostatnio edytowany przez Drzazga (2013-07-11 09:27:41)
. Wiem ze bardzo zle zrobilam ale zrozumialam co jest teraz najwazniejsze. jedno jest pewne. nigdy wiecej czegos takiego nie zrobie. Na szczescie bledy ucza a mnie duzo nauczyly i nie chce juz tych samych popelniac
Dlaczego piszesz "nigdy więcej czegoś takiego nie zrobię"?
Jeżeli czegoś ta historia może Ciebie nauczyć to właśnie tego,
że Ty nie możesz powiedzieć "Ja - nigdy tego nie zrobię".
Teraz już wiesz ze nie możesz byc pewna swoich zachowań,
że masz w sobie skłonność do poszukiwania lepszych wrażeń
i wtedy nie liczą się koszta, straty ( moralne, cierpienie innych).
Dlaczego teraz tak ochoczo mówisz że Ty nigdy więcej ?
Przedtem tak nie myślałaś o sobie ?
BTW, to nie jest atak na jakaś Twoją ułomność, z reguły nikt z nas nie może powiedzieć o sobie Ja - NIGDY.
Ale wielu tak chce o sobie myśleć, a wtedy łatwo jest zrobić "wyjątek od reguły" ![]()
Hej ja Ciebie doskonale rozumiem przezyłam to samo,
imyslałam ze juz zawsze będe myslec itesknic zatym drugim..
ale pomału dochodze dosiebie..iteraz najwazniejszy jest tylko muj mąź,zerwalam wszystkie kontakty ztamtym izaczynam odnowa zmoim mezem..
są chwile wkturych wracają wspomnienia otamtym..iwtedy sobie przypominam dzien naszego ślubu ipowiem ci jest mi lzej..
dasz rade kochana..pozdrawiam
Ola po co ty w ogóle wychodziłaś za mąż ? jesteś typem singla, nie nadajesz się do budowania stałych relacji niestety. Odejdź od męża, daj mu spokój i pozwól mu żyć, a sama staraj się popracować nad sobą bo tego bardzo mocno potrzebujesz
wyszlam za maz z milosci i nigdy wczesniej mi sie to nie zdazylo. wiem ze zle zrobilam i jest mi z tym zle. gdybym mogla cofnąc czas to bym tego nie zrobila. Przed slubem bylismy tyle czasu razem i nawet o innym nie pomyslalam. znowu lezki polecialy piszac to wszystko. Maz mnie bardzo kocha i nie pozwoli mi odejsc mimo tego ze wiem ze by sobie poradzil bo jest bardzo przystojny i rozrywkowy. poza tym mj bardzo dobre serce dlatego nie moge sobie darowac tego ze tak go skrzywdzilam
Myślę,że chciałabyś kochac swojego męża tak jak go kochałaś na początku. Do zdrady doszło ponieważ żar opadł, a nowy partner dał Tobie świeżość. Uważam,że tam gdzie jest miłość i szacunek względem partnera tam nie ma miejsca na zdrady. Wiem,że jest Tobie przykro ale podejrzewam,że tylko fakt że jestescie małżenstwem sprawił że nadal jesteście razem. Mąż bał się rozwodu więc wybaczył. jesteś młodą kobietą i jeszcze kawał życia przed Tobą. jeśli zdradziłaś męża po zaledwie dwóch latach małżenstwa to pewnie zdradzisz go ponownie a to jest tylko kwestią czasu
. Przemysl to co piszę i zastanów się czy warto byc przy kimś kogo nie kochasz, kogo nie szanujesz i kogo wcześniej czy późnie pomownie zdradzisz, zranisz
Olu ty sie poprostu pogubiłaś..
niewierze ze niekochasz swojego meza..jestes tylko pogubiona zyjesz tamtym męzczyzną iskupiasz sie tylko natamtym..weź odetnij mysli odtamtego wmawiaj sobie ze tamten cie niekocha iniebylas dla niego nikim waznym..niemysl o nim dobrze tylko zle..
iprzypomnij sobie za co pokochalas swojego meza bo napewno cie pociagał podobał ci sie tez byly motylki wbrzuchu tez bylas szczesliwa iwalcz o to malrzenstwo
wlasnie natym polega malrzenstwo na walce osiebie niepoddawaj sie iniewierz swojemu zauroczeniu kochana to minie..
boto tylko zauroczenie..amiłosc prawdziwą masz przy mezu..
Olu niepoddawaj sie..małrzenstwo to ciagła walka odrugiego czlowieka
zrobilas bład tak zrobilas,ale to nieoznacza ze niemozesz tego naprawić..
kazdemu trzeba dać szanse naprawienia błeduw..nikt znas niejest idealny ibezbłedny..pogubilas sie tak jak ja..iwiem ze czasu niecofne ale moge sie zmienic itytez mozesz..inieprawda ze jak raz zdradzilas to bedziesz to znuw robić..ci cotak piszą iosądzają niemają takiego prawa..
bokazdemu sie moze zdazyc zrobic bład isie pogubić..
Betinka masz racje. Tylko przy mezu bede szczesliwa i bede walczyc o to malzenstwo. Wiem ze latwo jest napisac zostaw go i odejdz a wiem wtedy ze bym skrzywdzila i jego i siebie bo sie kochamy i zycie osobno by bylo cierpieniem. Nie chce przekreslac wspolnych lat przez moja glupote. ja chce walczyc i byc tylko jego bo teraz jest najwazniejszy
Masz racje kochana,walcz azobaczysz zewszystko sie ulozy...
ja cały czas walcze isie niepoddaje..
bo wiem ze to co slubowalam przed ołtarzem jest najwazniejsze..ito nas zawsze będzie trzymać razem..nasza miłosc..
jak bralismy slub ksiadz nam powiedział zejak bedzie zle wnaszym zyciu iciezko to zebysmy popatrzyli naswoją obrączke isobie przypomnieli tamten dzień..
tojest najwazniejsze..
trzymaj sie olu i głowa dogury walcz kochana inieogladaj sie zasiebie teraz najwazniejsza jestes ty itwuj mąz..pozdrawiam
jak bralismy slub ksiadz nam powiedział zejak bedzie zle wnaszym zyciu iciezko to zebysmy popatrzyli naswoją obrączke isobie przypomnieli tamten dzień..
Dlaczego nie popatrzałaś na tą obrączkę kiedy rozpoczynałaś romans z kochankiem ?
ściągnąłąś ją zanim poszłaś z nim do łóżka ?
To pytania retoryczne, nie musisz na nie odpowiadać.
Ich przesłanie jest inne.
Takie, że powtarzanie haseł pomaga ale nie załatwia sprawy.
Kiedy znowu nastąpi kryzys, to znowu możesz zapomnieć spojrzeć na obrączkę.
Dopóki nie odpowiecie sobie same przed sobą ( albo przy pomocy terapeuty) na podstawowe pytania,
które wyjaśnią Wam co takiego stało się w WAS, że zachowanie nieakceptowane przedtem, stało się silniejsza od Was,
dopóki nie będziecie same znały dnia ani godziny kiedy TO Was znowu dopadnie,
Płytkie i powierzchowne "Ja już nigdy" albo "popatrz najpierw na obrączkę" nie załatwią sprawy..
wtedy zgodzę się z Michmo, staniecie się obie kolejnym potwierdzeniem reguły o "ciele puszczonym"
Drzazga piszesz czemu niepopatrzylam na obrączke..jak szlam dołózka zkochankiem?
to ci odpowiadam niepopatrzylam bo bylam slepo zapatrzona wniego zauroczona nim,dosłownie...tak to muj bład ja towiem ze zle robilam tak jak ola towie..
iniepisz ze zrobimy to znowu wchwili slabosci,bo my chcemy zmian nalepsze..bylysmy gupie islabe ale czlowiek moze zrozumiec swuj blad i go naprawić..ty nigdy niezrobilas zadnego?taka jestes idealna?ze oceniasz nas ipiszesz zeitak zrobimy to samo botakie jestesmy zreguły..
Biedna pogubiona Olu...
Oto, co mam Ci do powiedzenia:
1. Zdrada to nie błąd, zagubienie,chwila słabości ( to również do ciebie Betinka) etc. TO CELOWY, ŚWIADOMY AKT OKRUCIEŃSTWA PORÓWNYWALNY Z MORDERSTWEM, które, jak wiadomo, jest działaniem NIEODWRACALNYM ergo NIENAPRAWIALNYM
Tego się dopuściłaś i jeśli masz jeszcze resztki przyzwoitości i szczątki emocjonalnej inteligencji, to postaraj się je uruchomić i uświadom sobie, że teraz będziesz musiała z tym żyć
To na początek...
2. Nie kochasz swojego męża, to truizm, ale ktoś, kto kocha nie zadaje cierpienia kochanej osobie. Mam, żonę i córeczkę i prędzej sam bym się powiesił, gdyby mi przyszło do głowy zdradzić i stracić je obie.
3.Dziecko, jak już kilku przedmówców wspomniało, to bardzo zły pomysł. Powtórzę tylko za innymi: Dziecko nie scementuje ruiny, którą jest twoje małżeństwo. Biedne maleństwo pojawi się w życiu osoby o dojrzałości emocjonalnej pantofelka (Ty) oraz ciężko zranionego, sfrustrowanego człowieka (twój Mąż), którego zachowanie przez najbliższe tygodnie, miesiące a nawet lata może być nieprzewidywalne, bo wysoce emocjonalne.
To tyle, chociaż ciśnie mi się na klawiaturę znacznie więcej nieprzyjemnych epitetów...
Nie pozdrawiam
52 2013-07-11 14:39:48 Ostatnio edytowany przez Drzazga (2013-07-11 14:41:14)
betinka30, nie chciałem Twojej odpowiedzi na moje pytania.
Ty sama sobie na nie odpowiedz.
Skoro napisałaś :
To że byłaś zauroczona to nie wyjaśnienie, to był skutek, ostatni etap, w którym 90% ludzi już ulegnie.
Dalej nie wiesz dlaczego do niego doszło, jak zahamować.
To że chcesz zmian na lepsze to świetnie,
ale wiesz ze dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane... ![]()
Sugeruję przemyślenie, popracowanie nad sobą, swoimi myślami, okreslenie chwil w których dojdzie do głupiej emocji, określenie priorytetów, okre4slenie granic naprawdę to ogromna robota.
Chęci nie wystarczą, zapału z czasem zabraknie... zostać mogą tylko wpojone wzorce zachować.
Te które miałaś przedtem zostały zrujnowane, przekroczyłaś tą granicę, za drugim razem bedzie nawet łatwiej ją przekroczyc... moze znowu mąż sie nie dowie, moze tym razem kochanek okaze sie fair i nie porzuci jak poprzedni.. te mysli mogą pojawić sie w Twojej głowie za jakis czas.
Doom nigdy nie mow nigdy. Zobaczysz jakie zycie jest nie przewidywalne. nie mozesz wiedziec co będzie bo może się jeszcze okazać że pojawi się w Twoim życiu jakas kolezanka w ktorej sie zakochasz i wtedy nie bedziesz myslal normalnie. Nie wiesz na jaka probe zycie Cie wystawi i jaka da Ci lekcję.
Dobrze zgadzam sie zrobiłysmy zle ito niewybaczalne,to niemamy juz szansy na naprawe swoich błeduw?
piszesz ze ola niekocha swojego meza askad towiesz?
bo sie zagubila to juz niekocha..
dziewczyna sie stara naprawic to co zburzyła awy niedajecie jej zadnych szans potepiona nawieki..
Ludzie nigdy byscie niewybaczyli?iniedali szansy drugiemu czlowiekowi?Bóg daje nam szanse jak sie pogubimy a ludzie niepotrafią..
55 2013-07-11 14:59:16 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-07-11 15:02:55)
betinka, zagubiona ola - mnie razi, że jedziecie z takim poziomem emocji, pasji, górnolotnych zwrotów i idealistycznych założeń, który dla mnie wyraźnie wskazuje, że w tych waszych zdradach tkwicie nadal po uszy i to jest wasza emocjonalna baza - wy dalej zyjecie zdradą, przezywacie zdradę, ZDRADZACIE waszych mężów
w waszych emocjach jest:wstyd za zdradę, żal za zdradę, bół za zdradę, poczucie skrzywdzenia za zdradę
w waszych emocjach jest TYLKO TA ZDRADA
i jak czytam te egzaltowane wielkie słowa - to sobie myslę tak... przydałoby się wrócić do rzeczywistości, zacząć ją dostrzegać i budowac oddolnie każdy dzień, a nie kreować się na ofiary, nawrócone magdymagdaleny, święte od teraz już krowy i tak dalej...
praca organiczna, nad soba i związkiem
betina- a ciebie, powiem szczerze, nie potrafię potraktowac poważnie. jak widzę twoją ortografię, do której dałabym prawo może siedmiolatkowi, to nie potrafię uwierzyć, że masz więcej niż 8 lat... jeżeli nie wiesz, że istnieje "u" otwarte" i "ó" zamknięte, jeżeli nie odróżniasz "Z" od "RZ" - to przez szacunek do czytelników wrzuć swoje wypowiedzi do worda, dobrze?
mnie osobiście wewnątrz boli, jak ktoś pisze BÓL przez u otwarte, albo wyraz błędów - napisany przez u otwarte,,, brrrrr
niestety przepraszam cię bardzo - może niesprawiedliwie- ale automatycznie przyczepiać ci łatkę.... więc proszę - szanuj siebie
56 2013-07-11 15:00:43 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-07-11 15:01:53)
Doom nigdy nie mow nigdy. Zobaczysz jakie zycie jest nie przewidywalne. nie mozesz wiedziec co będzie bo może się jeszcze okazać że pojawi się w Twoim życiu jakas kolezanka w ktorej sie zakochasz i wtedy nie bedziesz myslal normalnie. Nie wiesz na jaka probe zycie Cie wystawi i jaka da Ci lekcję.
ale to nie odbiera mu prawa do tego, aby uważał, że on nigdy tego nie zrobi i nie zamierza
relatywnośc moich decyzji tu i teraz nie może zależeć od tego, co się wydarzy w przyszłości
inaczej nie miałabym prawa powiedzieć - nie zamierzam nigdy kraść -bo może kiedyś będe głodna i ukradę??
mam prawo do swoich sądów, norm i zasad
i doom też ma...
i nawet jesli zycie je zweryfikuje ( z całego serca zycze ci, żeby nie weryfikowało - i nie wierzę, że to zależy tylko od tego "TZW ŻYCIA" - myslę, że zależy głownie od ciebie...) to nie zmienia to faktu, że ma prawo tak sądzic, tak mysleć i tak czynić
Drzazga..
ja pracuje nad sobą..iwiem dlaczego doszlo dotej zdrady,brakowało mi wmalrzenstwie zrozumienia..szczerej rozmowy mialam problemy wswoim zyciu iniemialam oparcia wmęzu..oddaliłam sie odniego izaufałam tamtemu..
to niejest usprawiedliwienie zaluje tego bardzo ichocby nawet kochanek nieodszedł ichcialbyc zemna ja bym to urwała..bo wiem ze zle robiłam..kocham tylko meza ito uswiadomienie doszlo do mnie potym wszystkim..chce to naprawic siebie naprawić..stac sie silną czy niemam szans na nowe zycie?odnowa zmezem?
Bóg daje nam szanse jak sie pogubimy a ludzie niepotrafią..
to świetny przykład, bardzo uniwersalny, sprawdzony od wieków,
jaki są warunki takiego odpuszczenia grzechów ( nie jest to wybaczenie):
1. Rachunek sumienia
2. Żal za grzechy
3. Mocne postanowienie poprawy
4. Szczera spowiedź
5. Zadość uczynienie
Przemyśl to dla siebie, co z tego zrobiłaś a co należy jeszcze zrobić.
Ostatni punkt może przysporzyć kłopotów.
W 3. chęci trzeba podeprzeć działaniem który je uwiarygodni.
ponadto, wiesz ze spełnienie tych warunków nie daje zupełnego odpuszczenia win,
jedynie pozwala dalej "funkcjonować".
Słuchaj End aluzja
moje błedy ortograficzne to zostaw wspokoju..nauczycielka sie znalazła..
sory ale ja tu nikomu niewyzucam jak pisze ijakie błedy robi..wiec jak masz ztym problem to nieczytaj,
a co do naszej sytuacji,to nierobimy sie na świete krowy ani na magdymagdaleny..
wiemy co zrobiłyśmy iniemuwimy ze jesteśmy ofiarami..piszemy tu poto zeby odwas zyskac wsparcie ja tak jak ola chcemy zacząć odpoczątku..coty byś zrobiła jakby tobie sie to przytrafiło?
Drzazga..
ja pracuje nad sobą..iwiem dlaczego doszlo dotej zdrady,brakowało mi wmalrzenstwie zrozumienia..szczerej rozmowy mialam problemy wswoim zyciu iniemialam oparcia wmęzu..oddaliłam sie odniego izaufałam tamtemu..
sorry, betinka bedę upierdliwy.
To co napisałaś to nie są prawdziwe powody.
Wiele osób ma podobne problemy ale jednak postępują inaczej, unika zdrady.
Dlaczego to nie zadziało u Ciebie ?
Nie pisz mi odpowiedzi.
Przemyśl i odpowiedz sobie sama.
Zagubiona Olu, Betinko,
Jestem wielu rzeczy niepewny, stale wątpię, również w siebie, ale tego, że nie zdradzę jestem pewien. Sam doświadczyłem zdrady, wiele lat temu, za czasów kawalerskich i wiem jakie spustoszenie czyni w umyśle i organizmie człowieka zdradzonego.
Mam wiele koleżanek w pracy i poza nią, ale moje doświadczenie życiowe (jakkolwiek patetycznie to zabrzmi) oraz, co równie ważne, moje wartości wpajane od małego sprawiają, że wręcz fizycznie brzydzę się zdradą. Nie byłbym nawet zdolny do tzw. zdrady odwetowej. To poniżej mojej godności osobistej. Tego też, zdaje się, zdradzający nie potrafią lub nie chcą zrozumieć: zdrada upadla obie strony, tą zdradzaną, ale przede wszystkim tą zdradzającą. Więc, Olu nie wyjeżdżaj mi tutaj z "... nigdy nie mów nigdy..."
Cliche pt. Każdy ma prawo naprawić swój błąd, to bzdura. Istnieją błędy nie do naprawienia. Zdrada jest jednym z nich. Na tematy teologiczne się nie wypowiadam, bo jestem głęboko niewierzący i argument "Bóg daje szanse" mnie śmieszy.
Jesli rzeczywiście chcecie się zmienić, to jedyne co wam pozostaje, to jak słusznie zauważyła End_aluzja, to praca od podstaw na sobą.
Słuchaj End aluzja
moje błedy ortograficzne to zostaw wspokoju..nauczycielka sie znalazła..
?
betina - pisanie niegramatyczne, nieortograficzne, bez interpunkcji - jest odznaką lekceważenia czytelnika
oznacza, że nie szanujesz człowieka, który cię czyta i masz go w dupie
i jesli zależy ci na tym, aby doprowadzić do tego, aby osoby, które uważają, że taka forma pisania jest twoim świadomym lekceważeniem drugiej strony tej komunikacji zaczeli Cię ignorowac, to możemy do tego doprowadzić. ale uważam, że taka lekcja (nauczycielka się znalazła) nie jest tobie, ani nikomu do niczego potrzebna....
ja szanuję ciebie,. ty szanuj mnie
co do faktu, czy robicie z siebie święte krowy i mariemagdaleny, czy nie, to wyjasniam
MARIA MAGDALENA- to była nawrócona grzesznica, która zrozumiała swoje błędy, upadła do stóp pana, umyła mu włosami nogi.... i potem została święta,,,,,
i porównanie was do marii magdaleny mówi tylko, że nagle jesteście w swoich oczach takie wielkie, takie wyjątkowe, bo nagle zrozumiałyście że koorestwo to jednakże jest koorestwo...
a święte krowy - bo z takim oburzeniem reagujecie na każda opinię na temat tego, co zrobiłyście - bo jak wasz mozna ganić za SŁABOŚĆ?, ZYCIE, które wam to przyniosło? i tak dalej?/
pytasz mnie, co ja bym zrobiła, jakby mnie się to przytrafiło??
po pierwsze betina, nie używał zwrotu - "to się przytrafiłó". przytrafić, to mi się może oderwany z dachu sopel, który spadnie mi na głowę - nie z mojej winy (chyba, że bylo ostrzeżenie na chodniku, a ja je zlekcewazyłam), przytrafić, to mi się może niespodziewany opad deszczu, gdy ide sobie ubrana w piekne lekkie buciki i szyfonową kieckę....
zdrada się wam nie przytrafiła. powinnas mnie zapytać:
a co ty byś zrobiła po tym, jakbys zdradza la swojego męża, po tym, jakbyś z pełną świadomością podjeła decyzje o zniszczeniu waszej relacji, waszego małżeństwa, po tym, jak naraziłaś waszą rodzinę na rozpad??
a ja odpowiem tobie tak, jak drzazga
po pierwsze zastanowiłabym się - co mnie pchneło do takiej desperacji i takiego gnojstwa
co takiego stało się ze mną - że poszłam jak w dym w coś, co jest niczym
jak mogłam uwierzyć w takie słowa
i co się zdarzyło, że zobaczyłam miłośc tam, gdzie była zwykła chemia
czego mi brakowało w moim codziennym zyciu
czego mi brakuje, że nie umiem byc szczęsliwa z tym, co mam
a wtedy mozna iśc do przodu
WINA za zdradę spoczywa tylko i wyłącznie na tobie BETINA, na tobie zagubionaola
dopóki nie uświadomicie sobie, że same jesteście sobie winne i to WY zrobiłyście to, co zrobiłyście - nie naprawicie niczego
bo naprawić trzeba najpierw siebie
a więc musicie wiedzieć, co z Wami jest nie tak
rozumiecie?? to nie jest przytyk żaden
po proostu z jakis powodów, w okreslonej sytuacji dałyście się złapać na lep....
(są takie feromonowe na cmy i mole...)
co się zdarzyło w Was, ŻE BYŁYŚCIE NA TO PODATNE?
i co zrobić, aby to nie zdarzyło się w przyszłości??
Ja wierze WBoga iwto ze jesli sie popełni bład mozna to naprawić niezgodze sie ztobą zezdrady niemozna wybaczyć,jezeli ktos szczerze załuje ichce poprawy to zawsze ma szanse na nowe zycie..
Zagubiona Olu, Betinko,
Jestem wielu rzeczy niepewny, stale wątpię, również w siebie, ale tego, że nie zdradzę jestem pewien. Sam doświadczyłem zdrady, wiele lat temu, za czasów kawalerskich i wiem jakie spustoszenie czyni w umyśle i organizmie człowieka zdradzonego.
Mam wiele koleżanek w pracy i poza nią, ale moje doświadczenie życiowe (jakkolwiek patetycznie to zabrzmi) oraz, co równie ważne, moje wartości wpajane od małego sprawiają, że wręcz fizycznie brzydzę się zdradą. Nie byłbym nawet zdolny do tzw. zdrady odwetowej. To poniżej mojej godności osobistej. Tego też, zdaje się, zdradzający nie potrafią lub nie chcą zrozumieć: zdrada upadla obie strony, tą zdradzaną, ale przede wszystkim tą zdradzającą. Więc, Olu nie wyjeżdżaj mi tutaj z "... nigdy nie mów nigdy..."
Cliche pt. Każdy ma prawo naprawić swój błąd, to bzdura. Istnieją błędy nie do naprawienia. Zdrada jest jednym z nich. Na tematy teologiczne się nie wypowiadam, bo jestem głęboko niewierzący i argument "Bóg daje szanse" mnie śmieszy.
Jesli rzeczywiście chcecie się zmienić, to jedyne co wam pozostaje, to jak słusznie zauważyła End_aluzja, to praca od podstaw na sobą.
doom, kiedy poznałam mojego męża, opowidał mi o tym, że jego ojciec zdradzał mamę - a on widział, jak ona cierpi,, i że on nigdy, nigdy nie popełniłby tego, co jego ojciec
przez całezycie - do dzisiaj, nie znosi żadnego porównywania z jego ojcem - w jakiejkolwiek sprawie.. np, powiesz - marudzisz jak ojciec -a on się jezy....
rozumiesz doom??
i mój mąż, który zawsze jechał z grubej rury na każdego kto zdradzał - pierwszy do linczowania, negatywnej oceny,,, zrywania kontaktów - ZDRADZIŁ MNIE
doom? potraktuj to jako ostrzeżenie, zyczliwe takie.... kurna - ludzie sobie w głowie potrafią wszystkie śrubki przestawić, żeby trochę przyjemności zaznać.... więc szanuj siębie zawsze, tak jak teraz i dbaj o siebie
ja też uważam, że nie zdradzę,,, z wielu powodów
ale również dlatego, bo nie chcę nigdy pomyslec o sobie tego, co myslę o moim męzu w kontekście zdrady.....
o nie.. az tak się nie poniże, nie zbrukam, i nie podeptam- w moich włąsnych oczach....
Ja wierze WBoga iwto ze jesli sie popełni bład mozna to naprawić niezgodze sie ztobą zezdrady niemozna wybaczyć,jezeli ktos szczerze załuje ichce poprawy to zawsze ma szanse na nowe zycie..
betina, w tej akurat sytuacji decyzje podejmuje także druga srtrona - ten zdradzony.. a uwierz... od niego uzyskac szanse na nowe zycie jest znacznie trudniej, niż uzyskać ją w swoich oczach - to znaczy od boga