co raz częściej łapię się na tym, że myslę o tym, czy mój zwiazek to napewno to, czego szukałam, czy to ten facet, z którym powinnam być. Jestesmy ze soba ponad rok, wszyscy dookoła mówią ze piękna z nas para, że swietnie do siebie pasujemy. Prawie się nie kłócimy - jak juz to na prawdęo rzeczy mało ważne. On jest czuły, mowi mi, że kocha. Ale mi brakuje tego czegoś, zaskoczenia, rozmów na inne tematy niż rzeczywistość, czegoś co moglibyśmy robić wspólnie oprócz jedzenia i spania ze soba. Czasami zastanawiam się, jakby to wygladało, gdyby nic nie zostało oprócz nas dwojga, czy życie byłoby znośne.
Dwa razy dostałam w życiu porzadnego kopa. Dwa nieudane zwiazki, przy czym jeden trochę toksyczny.
Nie wiem czy to rutyna, która poprostu wkradła się między nas, czy to cos poważniejszego.
Czy warto tkwić w związku tylko dla poczucia bezpieczeństwa,że ta osoba bedzie z nami jutro.
to właśnie jest miłośc?
wiem ,ze jesli odejdę zranie go bardzo
nie wiem czy to co tu pisze wynika z mojej niedojrzałości?
Któraś z was tak też miała?