Hej,
w ostatnim czasie moja przyjaciółka, z którą znam się 15 lat poznała nowego chłopaka ( czerwiec 2012 ) z trudną przeszłością. Zażywał on przez kilka lat narkotyki - amfetaminę. Poznali się w trakcie odbywania jej praktyk psychologicznych w Monarze.
Kiedy dowiedziałam się, że ktoś taki się jej podoba to starałam się ją ostrzec przed tym jakie problemy mogą pojawić się w ich związku - sądziłam zresztą, że sama powinna o tym dobrze wiedzieć kończąc psychologię.
Sprawy potoczyły się bardzo szybko, ona zakochała się tak, że nie widzi świata poza nim. Od lipca są razem on pod koniec sierpnia wyszedł z Monaru a już od września ze sobą zamieszkali.
Wszystko dla nich jest wspólne: pieniądze, jedzenie, mieszkanie, kot... Nie mogę się z nią nawet normalnie skontaktować, bo on oczywiście zna jej wszystkie hasła i czyta wiadomości. Zdradziła również mu moje tajemnice.
Chcę zaznaczyć, ze ona mu na to pozwala i nie widzi w tym nic złego. Natomiast w sytuacjach kiedy próbuję jej zwrócić na pewne kwestie uwagę ona reaguje nerwowo twierdząc, że chcę zniszczyć jej związek a to jest to na co czekała całe życie.
Zwracam jej uwagę na to, że: jak był w Monarze mówił, że nie będzie w ogóle spożywał alkoholu - dwa tygodnie po wyjściu już był pijany. Mówił, że nie będzie palił - pali. Ona oczywiście mi mówi, że przecież on w Monarze nie leczył się na uzależnienie od alkoholu lub papierosów a to normalne, że skoro mu tam tego zakazywali to teraz chce nadrobić.
Jest wiele takich sytuacji... np. zadzwoniła kiedyś do mnie prawie z płaczem, mówiąc, że jest chyba dla niego niewystarczająco dobra. Jako przyczynę tej sytuacji podała fakt, iż nie ugotowała mu obiadu.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że to NIE ON ją do czegoś zmusza, ale ona sama tego chce i oddała mu wszystko. Nie posiada już żadnej strefy prywatności, bo chce z nim wszystko robić. Jak się ze mną parę razy spotkała to sama mówiła, że ciągle za nim tęskni.
Z uwagi na to, że studiujemy w innych miastach nie spotykamy się tak często jak dawniej, ale do momentu kiedy go poznała wszystko było w porządku. Ostatnio jak przyjechałam do jej miasta to zaprosiłam ją do siebie na noc, na co ona mi odpowiedziała: " nie ma takiej opcji, nie wyobrażam sobie nocy bez mojego misia ".
Moja wypowiedź jest dość chaotyczna za co przepraszam, ale to kwestia emocji.
Proszę Was o radę i pozdrawiam.