Ja z kolei jestem samotną matką. Mój chłopak (a ojciec dziecka) był niesamowicie wierzącym człowiekiem. Biegał do kościoła w każdy piątek, świątek. Myślałam, że nasz związek przetrwa pomimo różnic ? ja osoba niewierząca, on stawiający Boga na pierwszym miejscu. Długa historia. Mimo wszystko, stało się, w wieku 18 lat poszliśmy do łóżka. Jeden jedyny raz. On potem czuł się winny z tego powodu, żałował, po szkole zamiast wrócić do domu, szedł do kościoła i się modlił za to co zrobił. Postanowiliśmy dać sobie czas i odpocząć od siebie. On wyjechał oczywiście na jakieś religijne kolonie. A ja w między czasie dowiedziałam się, że jestem nim w ciąży. Po kilku dniach nawet zaczęłam się cieszyć z tego ale on skutecznie ochłodził mój zapał po powrocie mówiąc, że między nami koniec, że on wybiera Boga. Nie powiedziałam mu o ciąży, bo po co? Aby żałował tego także? Szybko zniknął z mojego życia wyprowadzając się jak najdalej ode mnie.
Mieszkaliśmy wtedy na wsi, wiadomo, ludzie by zaraz gadali i rodzice ze strachu o swoją reputację, zabrali mnie i wyprowadzili się do innego miasta. Ale nawet po przeprowadzce było źle. Nie było dnia aby rodzice nie wypomnieli mi jak mną gardzą, jak nienawidzą, jak bardzo ich zawiodłam. W ciąży zamiast przytyć, schudłam 15 kg bo rodzice ograniczali mi jedzenie mówiąc, że dziwki i bękarta karmić nie będą. Na szczęście dziadkowie jakoś się o tym dowiedzieli, przyjechali i mnie zabrali. Wyszłam z domu w czym stałam. Rodzice nie pozwolili mi zabrać nawet dodatkowej pary majtek. Wszystkie moje rzeczy u nich zostały które potem wyrzucili. Do dziś nie mamy ze sobą kontaktu.
Dziadkowie przyjęli mnie, ubrali, nakarmili, pomogli przy opiece przy dziecku. Miałam setki wątpliwości, chciałam dziecko oddać. Miałam jednak koło siebie dwójkę wspaniałych ludzi którzy mnie wspierali. Szczerze? Nie wiem jakby nasza historia się potoczyła gdybym była sama, całkowicie sama. Może bym zaliczyła grono tych złych matek które porzucają swoje dzieci. Byłam dzieckiem które ma dziecko. Dziadkowie nie pozwolili mi zrezygnować z nauki więc po powrocie ze szkoły czekały mnie lekcje, opieka nad dzieckiem, obowiązki domowe. Bywało, że spałam na dobę po 2-3 godziny. Przeżyłam, chociaż było piekielnie trudno, piekielnie ciężko i nigdy nie powiem, że macierzyństwo to coś prostego i łatwego bo to najcięższa orka jaką sobie można zafundować.
Dziś mój syn ma 15 lat. Problemy dalej bywają, zmieniła się ich ranga tak jak mówi przysłowie: małe dzieci nie dają spać, duże żyć;) 2 lata temu pojawił się znów ojciec mojego dziecka. Pojawił się jako ksiądz, wikary na naszej parafii. Poznał się z moją babcią, która potem przedstawiła mu mnie (sądząc, że się nie znamy) a on przeanalizował wszystko i sam się domyślił, że ma syna? Był zszokowany chyba bardziej niż ja. Naszą wspólną decyzją było to, że pozostawiamy to tak jak było, nie ujawniamy synowi prawdy. Jego tatuś przeraźliwie się boi, że wieść o tym, że ma dziecko zablokuje mu drogę do objęcia probostwa...
Co będzie dalej? Życie jak widać jest pełne niespodzianek, zakrętów...
Nie wiem czemu napisałam to, może komuś to pomoże, da do myślenia... ![]()