Witam. Jakoś mnie tak naszło. Chyba chwila słabości. Dlatego jestem tutaj. Wczoraj moja dziewczyna zakończyła ze mną związek. Nie trwało do długo a raczej bardzo któregoś bo tylko 2 miesiące. Jednak nigdy nie spotkałem kogoś tak wspaniałego jak ona. Ale do rzeczy. Wszystko układało się jak to na początku wspaniale. Zawsze byłem gdy mnie potrzebowała. Wspierałem, troszczyłem się, otaczałem opieką, zabierałem w różne miejsca a czasem po prostu siedzieliśmy sobie w domu. Lecz przeczuwałem, że coś się dzieje nie tak po pewnym czasie
No i wczoraj dostałem SMS, Ze musimy porozmawiać ale nie przez telefon. Wiedziałem co się szykuje i przygotowałem się jakoś na to.
Gdy się zobaczyliśmy, chwilę czekałem na nią. Już gdy się zbliżała miała łzy w oczach. Więc pytam o co chodzi. Powiedziała, że przeprasza ale to koniec, że nie czuje tego co ja do niej i nie umie tak dalej.
Powiedziałem, że rozumiem i szanuje jej decyzję choć było mi ciężko. Zapytałem czy jest pewna tego i jeśli jest niech mi to powie jeszcze raz prosto w oczy. Znów łzy ale powiedziała. Więc powiedziałem jej że w porządku. do uczucia nikogo nie można zmuszać. Powiedziałem że ie i poszliśmy w swoje strony.
Jednak coś mnie naszło i zaraz popędziłem za nią, dogoniłem złapałem za rękę, ona całą zalana łzami, przytuliłem, ona się wtuliła we mnie, wypłakała. Uspokoiłem ją troche. Powiedziałem, że mam nadzieje, że kiedyś spotka kogoś do kogo poczuję coś wspaniałego, że będzie się o nią troszczył, opiekował, zabierał gdziekolwiek, zaskakiwał. W zasadzie wszystko co robiłem ja.
Po tym wszystkim ciężko mi. Musiałem się wygadać anonimowo.
Ale sam nie wiem czy zachowałem sięw tej sytuacji dobrze. Czy powinienem powalczyć?