od jakiegoś czasu nie wiem jak mam dotrzeć z czy też rozmawiać z tomkiem (moją drugą połową). Jak w każdym związku mamy swoje lepsze i gorsze dni ciesze się że go mam że jest ze mną i moim synem ale nie wiem co zrobić żeby zaczął ze mną rozmawiać. Czasem odnoszę wrażenie że po prostu staje się dla niego obca. kiedy próbuje z nim rozmawiać na istotny według mnie temat lub po prostu poznać jego opinie jest jakiś nie obecny interesuje go wszystko tylko nie to o co pytam,nie mówi nic lub zmienia temat. gdy on zaczyna rozmowę oczekuje ode mnie odpowiedzi na zadawane pytania czasem kiedy mu nie odpowiadam obraża się. mówię i proszę żeby zaczął ze mną rozmawiać lub po prostu pytam kiedy zacznie ze mną rozmawiać bo przecież tak się nie da ale to nic nie daje zbywa mnie tekstem że przecież normalnie ze mną rozmawia albo że pogadamy później a to później nie następuje. pewnie to głupie ale próbowałam pokazać jak to jest "miło" kiedy tak robi robiąc tak jak on obecne potrafi ale to nic nie dało usłyszałam tylko że jestem wredna i że mam go gdzieś i że on tak na pewno nie robi. czasem próbuje nie mówić nic nie zaczynać tematu radzić sobie sama bez porozumienia z nim żeby unikać nerwów i kłótni bo to najmniejszych efektów nie daje i nie ma sensu jednak nie chce żeby to tak dalej było a co robić też nie wiem. doradźcie mi coś
Podobne tematy
Trudno będzie zmienic jego zachowanie. Mój mąż miewa takie przypadki w pracy czy rodzinie i mnie też się taki trafił. Nic, dosłownie nic do takiego nie trafia. Wiesz ile osób próbowało? To był zmasowany atak i jak grochem o ścianę, a foch był jak diabli. Toż my wszyscy uwzięliśmy się i już, to on jest normalny, a my mamy coś nie teges z głową. Twój Tomek takie zachowanie ma zakodowane, koniec kropka. Możesz ze skóry wychodzic, a on i tak nic nie zakuma. Mało to bezrefleksyjnych ludzi?
Kolega z pracy potrafi godzinami opowiadac o tym co dla niego istotne, jego żona musi tego wysłuchac, a on jej w ogóle. To się w oczy rzuca, zwracaliśmy mu uwagę, bo kobiecie było przykro. I co? Nic! W końcu zaczęła wychodzic z pokoju, gdy on zaczynał swoje wywody. Stwierdziła, że i tak będzie się obrażał, więc co za różnica ile razy więcej. W pracy podobnie, i tak wiecznie na nas obrażony, więc unikamy rozmowy z nim. I tak to się kręci już ileś tam lat. Porażka, a jego żona to fajna babka i od czasu do czasu umilamy jej czas.
wiem nawet kto mu to zakodował,jego tata podobno też taki jest(tak bynajmniej wnioskuje po tym jak czasem tomka mama mówi o jego ojcu no i sama też to zauważyłam chociaż mam z nim prawie zerowy kontakt ) wiem też i widzę że jeśli chce to potrafi być inny. bywa tak że np po dwóch dniach czy nawet tygodniu trafia do niego to co mówię jednak zręcznie obraca to tak jakby sam doszedł do takowego wniosku czasem podnosi mi coś takiego ciśnienie ale doszłam do wniosku że nerwy przez takie coś nie mają sensu bo dość jest innych problemów a z drugiej strony niech sobie twierdzi że sam wpadł na to o czym najpierw ja mówiłam grunt że w ogóle na swój sposób się ze mną zgadza tak mi się bynajmniej wydaje chociaż wiem że mogę się mylić
Widzę, że zmiany w pracy nam się nie zgrały. Ty wieczorem, ja rano mam czas.
Tak podejrzewałam, z domu wynosimy o wiele więcej, niż nam się wydaje. Bywa, że mojemu mężowi powiem, że to czy tamto zrobił jak jego ojciec. Natychmiast się poprawia, bo ojca nie znosi.
Twój Tomek ma to utrwalone i wiesz kto jest "mentorem". Nie zaszkodzi chyba, gdy czasami napomkniesz " ależ ty jesteś podobny w działaniu do ojca, przyglądnij się jak rozmawia z matką". Jeśli jest kumaty szybko zaskoczy, jeśli nie to druga smutna wiadomośc: nie tylko z tym są problemy. Czy mąż nie jest przypadkiem uparty jak osioł i lubi postawic za wszelką cenę na swoim? Z tą opisywaną wadą idą i inne. Właściwie to cały zespół.
nie ja jedna mu mówiłam że zachowuje się jak ojciec lub podobnie do niego, mówią mu to czasem jeszcze jego matka i siostra (jednak jakieś wrażenie robi na nim to gdy słyszy to ode mnie) co do stawiania na swoim to bardzo tak lubi robić i to nawet bardzo ale że ja też jestem uparta to ostatnio gdy w mojej ocenie przegina i żeby mu pokazać jak to fajnie gdy tak robi robię podobnie jak on lub po prostu to co uważam za odpowiednie może to nie jest najmądrzejszy sposób ale jakieś efekty to daje nie na długo no ale zawsze coś. A co do tego mówienia że zachowuje się jak ojciec to jestem pewna że on sam zdaje sobie z tego sprawę, kiedyś mi powiedział że jeśli kiedyś będzie dokładnie taki sam jak ojciec to mam go "walnąć czymś ciężkim żebym ja nie miała z nim tego co ma jego matka z ojcem"
najczęściej problemy z dogadaniem się z drugą stroną spowodowane są, ze tak naprawdę nie słuchamy co ktoś ma nam do powiedzenia. Nie próbujemy zrozumieć odmiennego punktu widzenia i nie rozmawiamy ze sobą szczerze.
Facet może i chwilami zdaje sobie sprawę z tego jaki jest ( to o tym walnięciu go), ale tak naprawdę nic z tym nie robi. Ktoś powie - psychoterapia, tylko ile mężczyzn się na nią godzi? Czasami i to bywa bezskuteczne. Na upartego osła nie ma bata. Po iluś tam latach awansuje na "beton", następnie na "żelbeton".
Nie należy drugiego człowieka dopasowywac do naszych norm. Lepiej poszukac takiego, który nam pasuje. Wszelakie ustawiania charakteru pod siebie kończą się fiaskiem. Tylko te osoby są zmuszone pracowac nad sobą, którym ileś tam partnerów wskazało ich wady lub porzuciło mówiąc, że nie nadają się do związku.
Niektórzy polecają metodę zdartej płyty, tylko ileż razy można prosic o to samo. Ileż razy można pytac, słuchasz mnie?
Nie wiem, może ktoś mądrzejszy tutaj coś jeszcze doradzi. Obawiam się, że coś musiałoby mężem wstrząsnac i to mocno. Ewentualnie Ty bedziesz ze świętą cierpliwością drążyc skałę. Jęsli jednak jesteś podobnie uparta jak mąż, to wiesz... Trafił swój na swego i tylko metoda drobnych ustępstw i kompromisów zadziała.
Żeby poznac dobrze drugiego człowieka, trzeba naprawdę czasu. A miłośc to różowe okulary i naiwne myślenie, ze jakoś to będzie, damy radę, kochamy się przecież.