Pisze, bo nie mam co z soba poczac jest mi zle..bardzo zle. Znalismy sie jakos z 6-7 lat jako przyjaciele. Od stycznia tego roku zaczelismy sie spotykac.Najpierw troche to niesmiale bylo, potem juz lepiej.Byly wyjazdy na narty, spedzanie u niego wieczorow. Czulismy sie super w swoim towarzystwie. Czas lecial.. troche sie poprawilo, ale brakowalo mi tego ze nigdy nie wzial mnie za reke..tak jakby bal sie. Kiedys rozmawialismy o tym, powiedzial ze to musi przyjsc z czasem, ale ze idzie ku dobrej drodze. Pozniej brakowalo mi wyjsc do kina, do teatru z nim.Oczywiscie sygnalizowalam mu to.Nie chodzilo mi wcale o to aby obdarowywal mnie drogimi prezentami, drogimi wyjsciami do restauracji..zwykle wyjscia we dwoje. Takie male rzeczy, ale chcialam zeby jakos zadbal o nasz zwiazek.Proponowalam mu wspolne wyjazdy, zawsze jakos mowil ze "pojedziemy" nigdy nie bylismy. Byl tylko jakis slub jego kolezanki, grill moich znajomych. Ja mam nienormowany czas pracy dlatego tez przy mnie mial luz. Kiedy ja pracowalam, on chodzil sobie z kumplami na basen, na pilke. Tak na serio wydaje mi sie ze facet powinien sie z tego cieszyc, bo jak dla mnie to mial jak u Pana Boga za piecem.Planowalismy narty, sylwestra.Tzn nie wiem..teraz to wydaje mi sie ze ja planowalam, a nie on. Chcialam zeby teraz lecial ze mna na wakacje, ale ze wzgledu na urlop nie polecial. Polecialam z kumpela. Kiedy wrocilam i przyjechalam do niego steskniona powiedzial, ze przemyslal sobie wszystko i duzo nas dzieli: zaczal mowic, ze on chodzi czesto do kosciola, ja srednio, ze on nie lubi zwierzat, a ja tak itp. Dla mnie to byla kompletna bzdura..przeciez wiedzial to od samego poczatku. Spytalam sie wprost: czy kogos poznal: odparl, ze tak. To mnie zabilo. Tak jakby strzelil mi ktos w twarz.Wyszlam od niego i juz sie nie odezwalam. Po kilku dniach wyslal sms.. jak mi leci itp. Pisal ze im glebiej wchodzil do rzeki tym bardziej zdawal sobie sprawe ze to nie to. Dla mnie jest to kompletnie niezrozumiale, bo wg mnie to on tkwil w stagnacji i nie robil nic aby poprawic sytuacje. A przeciez poznaje sie ludzi wlansie na wyjazdach, na wspolnym spedzaniu czasu- ale nie przed tv. Napisalam ze po tym co mi zafundowal to powinien sie domyslec jak sie czuje i zeby juz go to nie interesowalo. Potem troche smsow z jego strony- ze zadna "znajoma" sie nim nie interesuje ( w domysle: nie mam nikogo) itp., czy biore nadgodziny pracy aby o nim "dupku" zapomniec itp.. Nie wiem po co sie odzywa, nie wiem po co ja tez sie odzywam. Jets mi mega zle. Najgorsze to, ze jest mi przykro, mam zal do niego ze nic nie robil, mimo iz chcialam, a on byl taki obojetny. Byl moim przyjacielem, facetem.. i to chyba boli najbardziej.
Musze dodac, ze wyslalam mu ostatnio smsa ze zwyczajnie brakuje mi go, ale nic nie odpisal.
Podobne tematy
Jeśli już teraz nie interesuje sie by gdzieś cię zabrać to pomys jak by było gdybycie byli małżeństwem. Będziesz czy sie zaniedbana i nieszczęśliwa. A wymyślone powody by z tobą zerwać co dziecinne jeśli byliście przyjaciółmi tak długo to wiedział z kim sie wiąże. Moim zdaniem powinnas sie postarać i o nim zapomnieć na 100% poznasz pewnego dnia faceta który będzie robic wszystko by cię przy nim zatrzymać
powodzenia x
Dzieki. Ja juz sie zaczynam zastanawiac czy nie [powinnam isc do jakiegos psychologia bo moze to ze mna jest jakis problem. On mi ciagle pisze w smsach, ze z "moimi przekonaniami" nikt nie wygra itp.
Nie wiem czy chodzi mu o kosciol- moje zdanie o nim czy o co..jesli chociaz powiedzialby raz " pojdz ze mna do kosciola" to poszlabym, czemu nie. Chcialam isc z nim na kompromis bo na tym zwiazek polega.
Nie bylo kolorowo, to fakt, ale czulam sie przy nim bezpiecznie i zawsze mialam kogos z kims moglam wyjsc, fajnie spedzic czas. Troche sie do tego przyzwyczailam.. z tymze liczylam ze cos wiecej bedzie od niego wychodzic.. ze pojedziemy gdzies w gory na 1 dzien, 2 dni.., ze wezmie mnie na romantyczna kolacje, zorganizuje jakis fajny wieczor. Ale liczylam i sie przeliczylam. Zawsze konczylo sie tak samo..siedzenie u niego, pogaduszki przed tv. Czasem jakies wyjscie, ale zazwyczaj srednio na jeza.
No nie wiem.. to sa przeciez takie male sprawy, ale wie sie wtedy ze czlowiekowi zalezy. Mowilam mu o tym, sygnalizowalam, ale jak grochem o sciane. Nie wiem...moze faktycznie nie czul nic do mnie, a traktowal mnie jak kolo zapasowe.. Tylko po co sciemnial mowiac mi ze mnie uwielbia itp. Bo ja mu w to uwierzylam..uwierzylam mu chyba jeszcze bardziej bo mowil to jako moj przyjaciel.. traktowalam go bardziej. Wiem, ze jestem temperamentna, mam swoje zdanie ale szanowalam jego opinie.. i jesli ktos mi mowi ze im glebiej wchodzil w ta relacje ( gdzie dla mnie to bzdura- bo on nie robil nic, aby ja poglebic!) to bylo nie to..no to rece opadaja. Z pustego i Salomon nie naleje..
Aronio, jeżeli możesz i chcesz, to napisz do mnie. Może i moje zdanie - mam 51 lat - Ci się przyda. Mój mail: alaska1961@interia.pl I wiesz mi, nie potrzebujesz psychologa. On traktował Cię jak przyjaciółkę, Ty oczekiwałaś czegoś więcej. Jedyne o co można mieć do Niego żal, to o to, że widząc już na początku Twoje "przekierunkowanie" z przyjaźni w stronę związku, brakło mu odwagi na szczerą rozmowę, na to, by Ci przekazać, że woli was na etapie przyjaźni. Nie zrobił tego. I szkoda. Zachował się jak półgłówek. Szukał bzdurnych powodów w które sam nie wierzył. Ale są mężczyźni mężczyźni, którzy tak "mają". I ja tymi mężczyznami - tchórzami przed powiedzeniem prawdy - gardzę.Wiem, że jest Ci bardzo ciężko, cierpisz, czujesz się odrzucona. Wiem, bo też kochałam bez wzajemności i długo nie mogłam się po tym pozbierać. Zdaję sobie z tego sprawę, że dzisiaj brzmi to dla Ciebie jak banał. Ale czas płynie i leczy rany. A teraz przytulam Cię do serducha, Kochana.
Napisałam do Ciebie maila:)
kurka..chcialam dzisiaj w przyplywie emocji napsiac do niego....... co u niego itp...no ale coz..powstrzymalam sie.
Niech to wszystko szlag!
Kurcze..brakuje mi jego obecnosci takiej zwyczajnej... ale jestem silna i nie pisze, nie odzywam sie. On pewnie swietnie sie bawi..i pewnie nawet nie pomysli sobie o mnie...jest to takie smutne;/
Wiem, jak można przywiązać się do przyjaciela. Ja mam tak z bliskim kolegą z pracy,bardzo go lubie, jest jedną z nielicznych osób, przy których jestm sobą, mogę mu się zwierazać, ale jestem związana z kims innym i nie zamierza tego zmieniać, a on wysyłą mi dziwne sygnały, jakby chciał czegoś więcej (własnie dzisiaj założyłam o tym nowy temat), chociaż raczej nie związku, bo on jest perzeciwny stałym związkom. Boję się, że z tej przyjaźni nic nie będzie, tym bardzie, że on przebąkuje coś o odejściu z działu, w którym razem pracujemy. Wiem, że będę bardzo za nim tęsknić, jak za kimś bliskim, ale to jego decyzja. Ale jeżeli on coś faktycznie do mnie czuje, to może tak będzie lepiej....Chcę powiedzieć, że wiem, jak mocno można być związanym z kimś, kogo się uważa za przyjaciela i jak trudno odnaleźć się w życiu bez tej osoby. Ja sie powoli próbuje oswoić z tym, że może nasze drogi będą musiały się rozejść i nie mogę sobie z tym poradzić. Dlatego życzę Ci dużo siły i wytrwałosci. Jak to ktoś mądry napisał "wszelkie przywiązanie jest zawsze źródłem bólu"....niestety.