Tak jestem zazdrosna,
układa nam się nad wyraz dobrze,
ale jak wciąż układam w głowie jakieś puzzle.
Nigdy nie zabraniam mu wychodzic na imprezy samemu, i wcale nie mam problemow z zasypianiem gdy wiem że on baluje. Nie mam raczej takich myśli (no może czasem).
Ale potem nagle mnie uderza takie uczucie dziwne że wulgaryzm a co jak on zdradziłby mnie? I wtedy zaczyna się szpiegowanie.
Nigdy nic z tego szpiegowania nie wynalazłam co by było podejrzane.
Zwierzałam się z tego przyjaciółce i ona też twierdzi że przesadzam i że moj luby mnie kocha i to widać, zebym przestała więc się przejmować i bać, bo nie ma o co.
Ale ja niestety mam ciągle te uderzenia - takie nagłe. Strachu i niepewności.
W przeszlosci bylam zdradzana moze to dlatego.
Ale chcę się od tego uwlonić bo to powoduje że się denerwuję. Że mu sprawdzam fejsbooka gdy wychodzi. Nic tam nie znajduję, z dziewczynami b.rzadko gada a jak coś to kolezanki które mu sie nie podobają.
Raz widzialam ze gadal z jakąś o imprezach, po męsku zartowal (jak to moja przyjaciolka okreslila - męskie gadki by nie wyjść na cipe), byłam cholernie zazdrosna a potem okazało się że ta dziewczyna ma chłopaka - a ja nadal jakoś o nią była zazdrosna, choc juz więcej do niej nie zagadał i pewnie tylko się kolegują ...
Nie wiem czemu tak mam. Poradźcie coś i proszę nie piszcie bym szła do psychologa - ja znam przyczyne swojej niepewności - bylam w przeszlosci zdradzana i stąd obawy ze taki bedzie kazdy kolejny związek. Więc analizy nie potrzebuje. Potrzebuje jakiejś rady jak sobie z tym radzić.
Nie używaj takich słów!