netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

22 odpowiedzi6 169 wyświetleńzałożony przez malina88, 23.10.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

1

Temat: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

Może dla kogoś to wydać się błahe ale ja nie jestem już w stanie myśleć o niczym innym...chciałabym,żebym ktoś mi pomógł, powiedzial co mysli o tym wszystkim, czy może to ja wymyślam sobie problemy. Potrzebuję obiektywnego spojrzenia.
Ze swoim chlopakiem jestem juz 3 lata. M. jest ogólnie bardzo dobrym człowiekiem, jest uczciwy, spokojny, pracowity. Wiem,ze mnie nie zdradza, nie wykorzystuje i w ogóle jest ok. Bez nałogów, wychodzenia codziennie do kolegów itp itd. Normalny facet. Ma fajna rodzine, ktora mnie lubi. Wszystko na pozór jest idealnie. Ale... rozstawaliśmy sie już dwa razy, tzn. ja z nim zrywałam. Dlaczego? Dlatego,że ciagle mam wrazenie,ze to jest dobry facet do "chodzenia" ale nie do małżeństwa. M. jest bardzo pracowity, ale jednoczesnie nigdy nie potrafi upomniec sie o swoja kase. Ciagle jakis szef robi go w bambuko, a on nawet sie nie zlosci bo uwaza,ze to sa "zamrozone" pieniadze i w kazdej chwili moze je wyjąć. Akurat...tylko jak zaczelo sie robic zimno to chodzil bez kurtki bo nie mial kasy,zeby kupic (stare zniszczone). Jest taki dobry dla wszystkich, że aż ci***waty. Boje sie o nasz wspolna przyszłość, tego,ze bede z nim klepala biede bo on nie potrafi klocic sie o swoje. Nie jestem materialistką, ale uwierzcie mi kazda odpowiedzialnie myslaca kobieta wie,ze sama miloscia dzieci nie nakarmi.  Rozmawiamy o przyszłości dosyć duzo,a ja wiem,ze to sa tylko rozmowy bo on bardzo duzo mowi, natomiast malo dziala, ze niby czeka na mnie az skoncze studia. Ja koncze mgr zaocznie, pracuje wiec na co tu czekać? moglibyśmy przecież już zacząć jakąś "wspolna przyszlosc"... A nawet jelsi nie ze mną czemu dla siebie nic nie robi???????   M. zbliza sie do 30stki i oprócz swojego BMW nie ma nic. Ok... jest mu ciezko, bo od rodzicow, ktorzy sami klepia biede nie dostal w zyciu nic i nie dostanie, ale na te przepracowane godziny to naprawdę powinien juz coś swojego miec chociaż w POWAZNYCH planach a nie tylko w "kiedyś", "po studiach" ... Ja zaraz koncze swoje studia, mysle o jakiejs wyprowadzdzce, moze o pojechaniu na misje, chcialabym w zyciu naprawde cos zrobic, coraz rzadziej uwzgledniam w planach NAS...bo z jego osobowością boje sie, ze stane w miejscu...ze nic nie zrobię. A on dla siebie teraz nic nie robi wiec jak ma zrobic dla nas?

Jest jeszcze coś takiego co mnie niepokoi... nasze stosunki intymne. Nie mam na niego ochoty. Nawet jak mnie dotyka to jest mi to obojętne. Przez pewien czas myslałam,ze to od tabletek anty, ktore biore juz kilka lat, ale przeciez chociazby sytuacja z ostatnich dni. Do mojej szkoly przyszedl nowy historyk (jestem nauczycielką), wchodzę do pokoju, widzę młody, przystojny aż się zatrzęslam. Pomyslałam WOW Co za facet? mmmmmm...  Czyli jednak potrafie na faceta spojrzeć z pożądaniem. Mój jest jakiś taki ..nie wiem...denerwuje mnie w nim to,że nie potrafi się dobrze ubrać, że chodzi od 3 lat w 4 t-shirtach non stop i tych samych spodniach zaczelam mu nawet na rozne okazje kupowac zamiast gadzetow np. swetry, co by mogl w koncu zmienic garderobę. Nie chce go zmieniać jako tako,bo przeciez wiedzialam z kim sie wiążę i nie chce go dostosowywac do siebie, ale po prostu przyszedl taki moment,ze zaczelam sie z nim wstydzic wyjsc gdziekolwiek. Wiem,ze faceci tacy są, ze sie nie martwia wygladem, no ale bez przesady. chodzic w jednej koszulce, spac w niej i wstac i znowu w niej chodzic. Przerazilo mnie to ostatnio. Nawet moj brat, ktory jest dosyc balaganiarski i tez na manikir nie chodzi by tak nie zrobil. To sa rzeczy, ktore o czyms swiadczą...
Poza tym nigdy nie kupuje mi kwiatow, chodzi mi bardziej o taki symbol, on tego nigdy nie byl nauczony(rodzina biedna, takich gestow nikt nikomu nie okazywal, abstrakacja), ale podczas naszych rozmow ja mu dawalam znac,ze kobieta czasem potrzebuje. Ja mu czesto robilam rozne prezenty, nawet groszowe sprawy,ale za to jak sie cieszyl,ze pamietałam..a on? sad  Potrafi mnie przytulic, mowi,ze kocha codziennie, ale wiecie sami,ze wszystko musi byc poparte czynami, nie mamy po 16 lat, mi nie wystarczy ławka w parku i patrzenie sobie w oczy...jest mi strasznie smutno....

Czy to rutyna czy po prostu budze sie po raz trzeci? I ostatni ? Błagam Was powiedzcie jak to wygląda...

2

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

to smutne.
Jesteście 3 lata razem to i krótko i długo krótko w perspektywie małzeństwa 20 letniego.
To nie jest troche tak że to taka bezpieczna przystań zdroworozsądkowa żeby nie być starą panną.
Czesto wybieramy rzeczy z przyzwyczajenia w obawie przed nowym.

Wymieniłaś sterte rzeczy miedzy wami ale to nie przypomina w żadnym miejscu uczucia.

Ludzie sie nie zmieniają zwłaszcza jeśli tego nie zrobili do tego czasu.
gdzie będziesz za rok za dwa. dalej będziesz na to narzekała.

czasami trudno skończyć coś co tyle trwało ale dobry chłopak to nie ten którego porzadasz i nie ten z których  chciałabyś mieć dzieci i to tez nei ten ktory ma kontrole nad swoim życiem i mozesz mu powierzyć kawałek swojego.

Temat do przemyslenia.

3

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

No to rozstańcie się na dłużej i za rok lub dwa zobaczycie jak będzie.

4

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

Uważam że ludzie albo sa razem albo nie i należy ponosić jakąś odpowiedzialnosć za to czy jesteśmy ze sobą czy nie. Takich bycie i rozchodzenie wprowadza do związku tylko i wyłącznie element tymczasowości i niepewności.
Fajnie jest mieć furtkę ale czy kosztem kogoś innego?

5

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

Ciężka sprawa... na prawdę ciężka.. Jesteś bardzo ambitna i to dobrze. W tych czasach, my kobiety musimy być bardzo silne, kształcić się i robić karierę bo na facetów nie ma co liczyć. To, że spotkałabyś mega przystojnego faceta, z charakterem.. którego byś pragnęła itd.. nawet przy kasie nie znaczy, że nie miałby innych dużo gorszych wad.  Mam już za sobą jedno małżeństwo pięcioletnie, potem bylam w kimś zakochana na zabój.. trwało to 4 lata i on okazał się lovelasem.. najgorszym z możliwych ,był oczywiście atrakcyjny, romantyczny, przystojny... po prostu jedyny w swoim rodzaju.. i to też nie wystarczyło aby stworzyć związek. Potem postanowiłam sobie, że już nigdy się nie zakocham i związałam się z kimś kto wydawał mi się zabawny, miły, fajny itd.. świetnie się rozumieliśmy i nawet mamy dziecko a okazał się tyranem, katem psychicznym (pisałam o tym osobny post tutaj) i nie mogę się od niego uwolnić... przeżywam koszmar.
Piszę to wszystko, bo chcę Ci pokazać, że nie ma reguły na facetów i po jakimś czasie zawsze okazuje się, że nie jest tak fajnie jak nam się wydawało... różowe okulary spadają z oczu i widzimy człowieka pełnego wad i nie dowierzamy, że to ten sam człowiek, którego kiedyś kochaliśmy.
Jeśli męczysz się w tym związku, jeśli wstydzisz się go, jeśli czujesz pożądanie do innego mężczyzny to nie jest dobrze.. i to oznacza albo, że potrzebujecie długiej przerwy albo, że to nie jest to czego oczekujesz. Widzę,że jesteś ambitna, wykształcona, zadbana... i świetnie dasz sobie radę sama.. a może nawet lepiej niż z nim.
Ja bym na Twoim miejscu przeprowadziła jeszcze jedną poważną rozmowę, tak aby nie zranić jego uczuć ale jednocześnie powiedzieć szczerze wszystko co Ci na sercu leży. Jeśli to nie pomoże to napisz list... zawsze list lepiej przemawia do faceta niż słowa. Opisz różne sytuacje, jak się czułaś w jakich sytuacjach... Napisz, że się męczysz w tej relacji..  i poproś aby ci odpisał lub odpowiedział.
Skoro to dobry, pracowity facet, który Cię kocha to może warto jeszcze powalczyć? Chyba że nic nie czujesz... to lepiej powiedz mu to od razu.
pozdrawiam

6

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

Właśnie nie wiem czy coś czuję...w każdym razie kiedyś potrafiłam Mu powiedzieć "Kocham Cię"... teraz nie jestem w stanie tego na głos wypowiedzieć...po prostu nie umiem... chociaż jak pytam samą siebie czy Go kocham to nie odpowiadam "Nie kocham" tylko  "Nie wiem" .... tkwię w tym jak w czarnej dziurze, zawieszenie...  Nie wiem co mam robić sad  boję się,że jak Go zostawię to później będę żałowała, bo wiadomo jak się coś traci to przeważnie się docenia, ale teraz też nie potrafię jakoś tak normalnie sobie z Nim żyć jak dziewczyna z chłopakiem. 

sad

7

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

Ja bym na Twoim miejscu wyjechała na jakiś czas, jeśli masz taką możliwość... Np. na parę miesięcy do Anglii na kurs j. angielskiego.. Albo coś w tym stylu.Nie mówiłabym mu o swoich uczuciach.. aż bym się nie upewniła czy rzeczywiście jest tak źle. Moim zdaniem przerwa dobrze wam zrobi i pokaże czy tęsknicie za sobą... czy się kochacie.

8

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

Może Ty go po prostu nie kochasz...?

9

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

miałam bardzo podobnie, jakbym siebie czytała w niektórych momentach..
-słowa "kocham Cię" nie przechodziły mi już przez gardło
-też nie dbał o szczegóły które były dla mnie ważne i o tym dobrze wiedział, tylko nie wiem nie chciało mu się?
-nie pociągał mnie, wręcz budził niechęć czasami, zbliżenia nie zaspokajały mnie
-podobali mi się inni fizycznie i miewałam fantazje
rozstałam się i spadł mi ciężar z ramion smile

10

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?
ogień napisał/a:

miałam bardzo podobnie, jakbym siebie czytała w niektórych momentach..
-słowa "kocham Cię" nie przechodziły mi już przez gardło
-też nie dbał o szczegóły które były dla mnie ważne i o tym dobrze wiedział, tylko nie wiem nie chciało mu się?
-nie pociągał mnie, wręcz budził niechęć czasami, zbliżenia nie zaspokajały mnie
-podobali mi się inni fizycznie i miewałam fantazje
rozstałam się i spadł mi ciężar z ramion smile

No i jak dalej potoczyło się twoje życie? Jesteś teraz szczęśliwa?

11 Ostatnio edytowany przez malina88 (2012-10-27 22:08:59)

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

U mnie jest tez tak, podejrzewam,że ta cala niechęć może wynikać z takiej rzeczy,a  mianowicie jak zaczelismy byc razem i zaczelismy uprawiać sex, rzadko kiedy mogłam mieć swoje zdanie. On chciałby to robić non stop, na początku widywalismy się raz na dwa tygodnie, raz na tydzień (bo mieszkał dosyć daleko) i po pewnym czasie zaczełam zauważać,że te nasze spotkania sprowadzaja sie w zasadzie do jednego, niby tez sobie siedzielismy, gadalismy, wyszlismy na piwo, ale jakby to powiedziec...sex musiał być. Ja nie czulam sie z tym komfortowo a on nie rozumiał,że może czasem byśmy tego po prostu nie robili. Ze widujemy się tak rzadko to warto byłoby też jakoś inaczej sie ze sobą związać, np. emocjonalnie. Nie chcialam tak za kazdym razem. Do tej pory jak nie chce to jest jakis mniejszy czy wiekszy foch, ale w sumie gdyby nie byl taki natarczywy to ode mnie inicjatywa tez by wychodziła...a tak to po co? Skoro znałam scenariusz każdego wieczoru..."facet ma potrzeby" ...  kobieta też:/

12

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

sam22 ogólnie nie jestem, ponieważ mam problemy w życiu,
ale jeśli chodzi o związki to jest mi dużo lżej że nie jestem już z nim.
a dlaczego pytasz?

13

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

Czy wedlug Was jest jakaś szansa...a raczej czy jest sens ratować taki związek? Nadal nie wiem co mam robić... moje fantazje na temat innych facetów wcale nie znikają, a przecież jak sie kogoś kocha to chyba wgl nie powinny miec miejsca...a moze kazdy zwiazek to przechodzi? Czy rutyna polega własnie na tym?  sad

14

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

Kiedyś już pisałam o moim związku, że chciałabym się rozstać i wgl,że tak dużo rzeczy mi nie pasuje..no ale zeszliśmy się i staramy się jakoś od nowa wszystko poukładać.  Od dłuższego czasu jednak ja znowu mam wrażenie,że w tym związku czegoś nie ma,że jest jakiś brakujący element...

wałkujemy temat tatuażu już dłuższy czas, mam już dwa, on nie zgadza się, nie pozwala mi na trzeci, bo moje ciało "nie jest brudnopisem".
Doszliśmy w końcu do porozumienia, że jeśli zrobię go na nodze to ok, ale w innym miejscu nie ma mowy, ja właściwie chciałam na plecach...i przystałam na propozycję nogi, ale po głębszym przemyśleniu w sumie dlaczego ja mam ustąpić, nie chce tatuazu na nodze, chodzi o fakt, o to dlaczego ciągle ja muszę się poświęcać, rezygnować, iśc na kompromis (kompromis w naszym zwiazku to taka sytuacja w ktorej to JA ide na ustepstwo)

ale jeszcze coś z innej beczki, ale jednak jakos zwiazane z moja frustracja...mieszkam pod Warszawą, on znacznie dalej, chciałabym od przyszłego roku poszukać pracy w stolicy i tam zamieszkać (lepsze szanse, mozliwości), jednak on Warszawy nie lubi, więc ja dla Niego postanowiłam,że juz trudno, porzucę myśli o Warszawie i pojdę w jego rodzinne strony,żebysmy byli blizej do siebie i wgl, chociaż wyprowadzka pod Łódź naprawdę nie jest dla mnie fajną opcją, nie dość,że szanse na wszystko mniejsze to zaczynać trzeba wlaściwie od zera...a Warszawe przynajmniej lubię i moglabym w koncu znalezc dla siebie cos normalnego, nie ciagle na umowe o dzieło (jestem nauczycielką). No ale Jego praca...ok, postanowialam,ze jakos tam czegos dla siebie poszukam dla naszego dobra i dobra naszego zwiazku. Moze nie to,ze sie poswiece, zrobie to bez łaski, po prostu dla nas.

i może dlatego,że ja gotowa jestem na przeorganizowanie mojego całego życia dla Niego, boli mnie tak bardzio,że On mi czegoś "zabrania", ok, zwiazek polega na tym,ze ktos cos musi pozmieniac, ja nie chce,zeby mi dziekowal do konca zycia, kwiaty przynosil i wgl jaka to jestem cydowna bo sie przeprowadzilam, ale powiedział,że jak zrobię tatuaz to mnie zostawi... mówi, to poważnie, tylko nie wiem czy później wściekłby się na zabój czy naprawdę postanowiłby odejść...tak czy siak...czuje się maksymalnie ignorowana i ŻADNE argumenty nie trafiają, ani fochy, ani szlochy  nawet tez nie...   


...boli mnie naprawde bardzo to,że ja się staram, a tu o taką wydawałoby się błachostkę jest groźba,że odejdzie...jak ja mam to traktować ? Przecież to jest szczeniackie z Jego strony ...

15

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

dodałam w starym temacie, jak kazał moderator i nawet zbity pies się nie odezwie:( dziękuję moderatorze, temat na pewno przyciąga tłumy..

16

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?
malina88 napisał/a:

Kiedyś już pisałam o moim związku, że chciałabym się rozstać i wgl,że tak dużo rzeczy mi nie pasuje..no ale zeszliśmy się i staramy się jakoś od nowa wszystko poukładać.  Od dłuższego czasu jednak ja znowu mam wrażenie,że w tym związku czegoś nie ma,że jest jakiś brakujący element...

wałkujemy temat tatuażu już dłuższy czas, mam już dwa, on nie zgadza się, nie pozwala mi na trzeci, bo moje ciało "nie jest brudnopisem".
Doszliśmy w końcu do porozumienia, że jeśli zrobię go na nodze to ok, ale w innym miejscu nie ma mowy, ja właściwie chciałam na plecach...i przystałam na propozycję nogi, ale po głębszym przemyśleniu w sumie dlaczego ja mam ustąpić, nie chce tatuazu na nodze, chodzi o fakt, o to dlaczego ciągle ja muszę się poświęcać, rezygnować, iśc na kompromis (kompromis w naszym zwiazku to taka sytuacja w ktorej to JA ide na ustepstwo)

Nie musisz, nikt ci nie każe - Twoje ciało, twoje życie, twój wybór wink Ja bym nie szła ze swoim szczęściem na kompromis. Cokolwiek jest dla ciebie szczęściem.

Poza tym, czy wyobrażasz sobie, że ten związek bedzie na całe życie? Czy traktujesz tego mężcyznę poważnie? Może takie pytania sobie zadaj.

17

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

Hej,
czytam Twój post i jakbym widziała swój były związek, tylko widzisz u mnie było trochę inaczej. nie mówił ze mnie rzuci itd - bo nie potrafił to ja go rzuciłam. Jesteście po prostu kompletnie inni, a on do tego nie rozumie słowa partnerstwo i chyba do końca nie zachowuje się jak facet który jest zakochany i stracił dla kobiety głowę. Przynajmniej ja czytając tówj post nie widzę tutaj szaleństwa a wszystko jest takie letniutkie...

Ja mojego też kochałam. On twierdził gdy na nim to wymusiłam, że kocha tylko nigdy nie powie tych słów. Gorzej było z tym, że też nie pokazywał, a gdy nie dostosowałam sie do jego wizji życia w 100% to był foch, bunt, problemy z komunikacją. Nie mówiąc wprost chciał, bym zrezygnowała ze swoich pasji, zainteresowań, rodziny na rzecz jego (a on nie miał żadnych). Właściwie bym zrezygnowała z siebie.

Nie rezygnuj z siebie bo nie warto. Wiem to z własnego doświadczenia. A wg mnie to się nie uda... Takie wzajemne wychowywanie jest bez sensu, albo kupuje się kogoś całego - albo wcale. TY potrafisz, on nie..

18

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

Nie pasujecie do siebie. Nie widzę w tym co napisałaś ani jednej pozytywnej emocji. Małakobietka ma rację, to jest letnie.....

19

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

Zostawiłam go...i powiem,że nie boli, jest mi to obojętne...jest mi lekko.

20

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?
malina88 napisał/a:

Zostawiłam go...i powiem,że nie boli, jest mi to obojętne...jest mi lekko.

Czemu więc byłaś z nim tak długo i rozważałaś takie ''kompromisy''? Aż tak silne przyzwyczajenie?

Nie mysl, że cie krytykuję czy cokolwiek, po prostu - interesuje mnie, jakie mechanizmy za tym stoją.

21

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

Wiesz malinko, ja myślę, że Ty go po prostu przestałaś kochać... Miłość, to nie tylko to, że mówi się "kocham cię" i inne tego typu słówka. To tak, jak wspomniałaś, też kompromisy, ustępstwa, rezygnowanie z czegoś dla kogoś, ale też wzajemna fascynacja. On Cię nie fascynował. Nie widziałam tego w Twojej wypowiedzi. Mój poprzedni związek można byłoby zaliczyć do tej kategorii związków "jestem i tak ma być". Byliśmy ze sobą 4 lata, mieszkaliśmy ze sobą 2, jak studiowaliśmy. I to był facet, który nie potrafił pójść na żaden kompromis, no, chyba, że chodziło o wybór miejsca, żeby wyjść z domu i spędzić wieczór. Aczkolwiek też nie zawsze, bo jego koledzy mieli pierwszeństwo wyboru, ale już mniejsza z tym. U mnie to wyglądało tak, że ja po tych 4 latach zaczęłam myśleć o zaręczynach, chciałam powoli zacząć planować przyszłość. On angażował mnie w życie swojej rodziny (oczywiście pod względem pomagania im w ich rodzinnym interesie), nawet zarzucał mi, że mało pomagam, co przecież nie było moim obowiązkiem. Najbardziej zabolało mnie to, że tak jak i Ty czułam, że stoję w miejscu. Tylko z tą różnicą, że ja stałam w miejscu "związkowo", nasz związek się nie rozwijał. On obarczał mnie obowiązkami żony, ale nie był gotowy, żeby mi się oświadczyć. Odeszłam, był bardzo zaskoczony, bo nigdy wcześniej się nie rozstawaliśmy. Ogólnie rzecz biorąc byliśmy szczęśliwą parą, dopóki nie zaczęły się tematy przyszłościowe. I był jeszcze jeden problem. Ja mam problemy z hormonami, i długo borykałam się z dużą nadwagą. On nie potrafił pomóc mi wyjść z kompleksów... Nie chciał się kochać ze mną, co było dla mnie bardzo dziwne, bo przecież to facet. Jemu wystarczało raz na tydzień. Mi nie, ja sobie takimi intymnymi chwilami leczyłam swoje kompleksy, czułam się wtedy atrakcyjna dla niego, pociągająca... Aż do momentu, kiedy zdałam sobie sprawę, że jemu jest wszystko jedno jak wyglądam, oby miał gdzie sobie ulżyć, jak już go przyciśnie. Pod koniec naszego związku ważyłam 25kg mniej niż na początku. Udało mi się tak dużo zrzucić, i dalej go nie pociągałam i dalej czułam się nieatrakcyjna... Bardzo się cieszę, że uwolniłam się od niego. Zaczęłam normalnie żyć, teraz czuję się atrakcyjna, wartościowa, i cieszę się, że idę dalej, i zmierzam w jakimś kierunku, a nie stoję w miejscu...
Bardzo dobrze zrobiłaś, że odeszłaś od niego. Dałaś i sobie, i jemu szansę, na znalezienie osoby, z którą poukładacie sobie życie.

22

Odp: Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?
paulina20 napisał/a:
malina88 napisał/a:

Zostawiłam go...i powiem,że nie boli, jest mi to obojętne...jest mi lekko.

Czemu więc byłaś z nim tak długo i rozważałaś takie ''kompromisy''? Aż tak silne przyzwyczajenie?

Nie mysl, że cie krytykuję czy cokolwiek, po prostu - interesuje mnie, jakie mechanizmy za tym stoją.

Ciężko jeszcze powiedzieć dlaczego tkwiłam w tym tak długo, za jakiś czas będzie zapewne łatwiej odpowiedzieć na te pytania, z perspektywy czasu, ale teraz uważam,że tak to było przyzwyczajenie. I to,że suma summarum było mi z nim dobrze, wygodnie, woził mnie gdzie tam chciałam, odbierał z pracy, miałam go na każde skinienie, a jednak to nie byli to... może go nie kochałam...chyba właśnie tak było...zżyłam się z jego znajomymi, teraz wszystko będzie inaczej, ale przynajmniej po mojemu wink

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Rzecz o facecie,bo o kim innym mogłaby być?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026