Na początku witam was..Wróciłam do was po różnych przejściach a przede wszystkim po dłuższym czasie.Dlaczego ? Bo jestem chole... samotna w swoim świecie i wiem ,że na Was netkobietki zawsze mogłam liczyć ...Tak strasznie dużo wydarzyło się w moim życiu ,tylko pytam Boga ze łzami w oczach dlaczego tak strasznie boleśnie mnie doświadcza,kilka razy dziennie modle się o to żebym tak zwyczajnie ,tak po prostu była szczęśliwa....Zaczne banalnie- czyli od początku...poznałam Konrada kilka mięsiecy temu ,był w moim mieście na kursie z pracy z kilkoma chłopakami.Trzech z nich bardzo polubiłam ,dogadywaliśmy się spotykaliśmy ,fajnie spędzliśmy czas jak grupka dobrych znajomych...Owszem Korad spodobał mi się od samego początku,wysoki ,przystojny ,do tego z niezmieskim poczuciem humoru i wieloma innymi cechami ,które mnie w nim urzekły bez idealizowania jego osoby ale właśnie było jedno zasadnicze ''ale'' miał żone,dziecko,ułożone życie więc nawet nie wymieniliśmy się jako jedyni numerami telefonów...Kurs dobiegł końca chłopaki porozjezdzali sie w swoje strony ja zostałam tu ,mając kontakt z pozostałą dwójką.Nie wiedziałam co słychać u Konrada,nie pytałam ,może zwyczajnie pierwszy raz w życiu dałam sobie spokój.Ale po kilku miesiącach ,siedząc przed tv zwyczajnym wieczorem dostałam tel od jednego z mojej ''bliższej'' dwójki ,że znowu zawitał w moje str ,że jest na innym dwutygodniowym kursie i żebym wyszła pogadać bo przecież tyle się nie widzieliśmy.Bez zastanowienia udałam się na spotkanie i nawet przez myśl nie przeszło mi ,że Konrada też zobacze..poszlismy na spacer,gadaliśmy ,śmialiśmy się jak starzy ,dobrzy znajomi tylko z wyjątkiem takim,że dowiedziałam się ,że Konrad zwrócił na mnie uwage już dawno ... po kilku godz odprowadzii mnie i nieoczekiwanie dostałam smsa i tak to się zaczęło...tylko,że ja obiecałam sobie -już nigdy ie wejde w żadną emocjonalną relację z zajętym facetem ..wyszło inaczej ...Ten kurs też już dobiegł końca a mi jest tak choler... zle ,przykro ,tak bardzo tęsknie za jego zapachem ,głosem,nasyzmi rozmowami ,za nim ...Chiałam to skończyć i powiedziałam wprost,że lepiej dla nas ,dla niego będzie jeśli zapomnimy o sobie ..ale nie potrafie ani ja ani on ..spotkaliśmy się ,rozmawialiśmy zaskoczył mnie swoją dojrzałościa ...I myślę ,ierwszy raz w życiu napawdę czuję ,że chcałabym być z mężczyzną ,właśnie z nim...jak to możliwe ,że tak bardzo się zaangażowałam ,że tak mi na nim zależy ? czy jest sens walczyć i spotykać się na razie da trudnych warunkach....Nie chce oceny ,chce usłyszeć czy warto walczyć o coś czego nigdy w zyciu jeszcze nie czułam ????
Podobne tematy
To nie jest żadna relacja czysto fizyczna ....Pierwzy raz w życiu czuję ,że oś co kyje się pod pojęciem miłość naprawdę może istnieć....
A wiesz co się za nim kryje?
Może dla niego to byłaby wygodna relacja, takie widywanie się z Tobą od czasu do czasu?
Ile masz pewności, że dla Ciebie zrezygnowałby z tego w czym teraz jest?
Moim zdaniem odpuść.
to jest początek...chciałam odpuścić ale nie potrafie ,naprawdę pierwszy raz w życiu czuję ,że nie chce i nie potrafie odpuścić...Nie jest z osób tak wyrachowanych...Nie jest to dla Niego wygodna relacja bo naprawdę bd musiał się bardzo gimnastykować żeby się ze mną spotkać ...Może to dziwne ale chwile rozawialiśmy o tym ...mam wrażenie ,że bałby się tego,że to ja w pewnym momencie odpuszcze...
nie chce Go bronić ...chce zrozumieć...Ożenił się dlatego ,że byli ze sobą jakiś czas i pojawiła się nieplanowana ciąża ,rodzice strasznie przymuszali go do ślubu przez długi czas...wiem ,że dla was to może być banalne ale On jest strasznie skryty w sobie i gdy rozmawialiśmy o tym czułam,że mówi prawdę ,czułam nie dlatego , ze chcialam aby tak naprawdę było po prostu czasem widzisz w drugiej osobie niespotykaną prrawdę ,prawdę ukrytą w słowach....
No on jest taki wyjątkowy dla Ciebie, bo chemia Ci buzuje, mi nie, więc z innej perspektywy patrzę ^_^ .
Ależ ja ani Ciebie, ani jego nie oskarżam, ani nie bronię, jak widzisz zadaję same pytania, nie bez powodu zresztą.
Dobra, rozumiem, że to jest początek. Nie wiem w jakiej relacji on tkwi, ale sam fakt, że bardziej słucha się rodziców (ślub) daje już małą podpowiedź. Jest dorosły i odpowiada za swoje czyny, a ślubu wcale brać nie musiał, więc nie się pierdołami nie usprawiedliwia.
Proszę Cię tylko, żebyś przemyślała sobie na spokojnie, choć nie wiem czy teraz będziesz w stanie, tą sytuację. Zadaj sobie jeszcze raz te moje wcześniejsze pytania.
właśnie nie chodzi tu o chemie ? Nie jest dla mnie priorytetem tak jak i dla niego przespać się i pożegnać ,lubie jego wygłupy,uśmiech,oczy,radość..przyziemne rzeczy ,na które wcześniej nie zwracałam uwagi u facetów...owszem pragne ale wiesz czego najbardziej nie jego ciała tylko wspólnych chwill,wspomnień...Jest młody ma 23 lata więc z jednej strony nie jest dla mnie to dziwne ,że poczuł się odpowiedzialny za kogoś kto miał przyjść na świat...
A może właśnie chodzi? Na początku zawsze jest przy tych fascynacjach.
Zresztą przeczytaj teraz swoje posty... to ideał anioł, a nie człowiek
Bez wad, piękny i idealny.
Nie wiem na jakiej podstawie wywnioskowałaś z moich wcześniejszych postów jakiekolwiek sugestie co do łóżka (z tym Ci się chemia kojarzy ^^ ?). Początek, czyli zakochanie lub zauroczenie, choć u Ciebie i tak bym obstawiła to drugie (pamiętaj, że nie siedzę w Twojej głowie i mogę się mylić ^_^ ) = chemia
.
Jeszcze jak już się targujemy o to dziecko, okej fajnie, że poczuł się odpowiedzialny, ale jeśli wiedział, że nie chce z nią być mógł sobie odpuścić ślub -.- Jeśli faktycznie został "przymuszony" do tego małżeństwa (chociaż... O! a może to tylko taka bajeczka, że nie dość, "że jestem taki piękny, to jestem pokrzywdzony przez los") i jest jakaś napięta sytuacja u nich to dziecko to wyczuje i wcale w takim wypadku nie jest dla niego lepiej, że ma oboje rodziców pod jednym dachem.
Poza tym krótko go w zasadzie znasz, idealizujesz.
Jednak zrobisz co uważasz za stosowne.
Wiesz zawsze gdy jest ta chemia ,fascynacja myśle inaczej o facecie ,nie interesują mnie jego szczegóły ,nie patrze na 'normalne'' rzeczy tylko myślę co by było gdyby coś między nami zaszło a tu jest inaczej ...tęsknie za wspólnymi chwilami,po prostu jego obecnością....Wiesz co? nie jest ideałem piękna ale ideałem mojego typu faceta jeżeli chodzi o wygląd..Ma wady jak każdy z nas jest bardzo skryty w sobie ,łatwo się poddaje ,odpuszcza i wiele innych słabszych cech ,które ja dostrzegam ale jeźeli kogoś akceptujesz to i z wadami i zaletami ,nie chce Go zmieniać....Fakt poyślałam,że chodzi Ci tylko i wyłącznie o pociąg fizyzny ,któy prowadzi do łóżka .Oczywiście on jest u nas ,pragniemy siebie ,swojegoo dotyku,ciał...ale tak samo mocno pragniemy siebie jako człowieka.Kiedyś rozmawiając z księdzem powiedział mi ,że miłość składa się z przyjażni ale też z pociągu fizycznego jeżeli nie ma jeden z tych rzeczy to tak naprawdę nie ma to sensu....Do tej pory z mojej strony nie było tych dwóch rzeczy na raz,nawet będąc w 4 letnim związku zakończył się on dlatego,że nigdy nie doszło między nami do zbliżenia po prostu było przywiązanie,ogromna przyjażń ale nie pociąg...Właśnie nie chciał mi opowiedzieć o tym jak naprawdę było bo powiedział ,ze pomyśle sobie ,że robiz siebie biednego faceta...wiesz życie nie jest tak proste widziałam to w swoim domu ...moja mama była z moim ojcem 16 lat mimo,że nie była szczęśliwa ale poniżana i kataowana a robiła to wlaśnie dla dzieci...nie idealizuje ,jest we mnie ziarenko niepewności ,nieufności itd ale jakoś dziwnie czuje,że to jest TEN facet ,z którym mogłabym być szczęśliwa teraz pytanie czy warto się w to plątać ?? czy odpucić i żałować może do końca życia i zadawać sobie pyt co by było gdyby ??? Wiesz kiedyś odpuściłam a za jakiś czas dostałam wiadomość ,że ten chłopak nie żyje...
... omg nastepny biedny ktory wpadl, ale jako ''prawdziwy odpowiedzialny facet'' nie odejdzie od rodziny i nastepna ktora wierzy w bajeczki. No przestan zyc marzeniami, zejdz na ziemie, jakby bylo mu zle to by zakonczyl swoje malzenstwo. Wyjezdza na szkolenia, nudzi sie, Ty jestes takim ''zapelniaczem'' czasu jak sie raz na x czasu nudzi.
chcesz roztrzasac cos z kazdej strony co tak naprawde nie istnieje, czas dorosnac a nie wierzyc w bajki i wszedzie szukac ksiecia i dopisywac piekne czasami tragiczne love story, ktore chcesz aby sie konczylo happy endem
on nie powiedział ,że nie odejdzie i tego nie ma w moim poście ,ja podałam powód dla ,którego został proszę Cię o czytanie tekstu ze zrozumieniem .Myślisz,że chciałby się dalej po szkoleniu spotykać z ''zapelniaczem'' i gimastykować się żeby poświęcić chwile czasu dla tej odskoczni,którą jestem w Twoim mniemaniu ja .Nie jestem księżniczką żeby szukać księcia po prostu chce doradzić się was czy warto walczyć ?
Powiem najjaśniej jak potrafie.Po prostu pierwszy raz w życiu nie chce odpuścić mimo ,że wiem ,że happy endu może nie być...
13 2012-10-20 10:48:12 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-10-20 10:50:48)
Karolajna, wierz...są faceci "cudowni, odpowiedzialni, z nieziemskim poczuciem humoru, czuli, wrażliwi ahhh...ehhhh...." którzy latami spotykają się, nieźle się przy tym gimnastykując z tak zwanymi "zapełniaczami"... każdy mówi jaki to on nieszczęśliwy w małżeństwie, jak żona go nie szanuje, że nie chce z nim sypiać, że to, że tamto... Na prawdę każda z tych dziewczyn myśli, że jej historia jest inna, wyjątkowa, że to jej się uda... Nie Ty pierwsza i nie ostatnia. To na prawdę nie jest złośliwość z mojej strony, ale po prostu jesteś naiwna i zauroczona gościem, któremu znudziło się siedzenie u boku nudnej zony i szuka czegoś "świeżego"...
Wystarczy ci taki układ? Tylko tyle oczekujesz od życia? Nie uważasz, że stać Cię na więcej, niż wyrywanie żonatego kolesia ze "szpon" jego złej żony? On zawsze będzie miał zobowiązania, dzieci... będą czasami chore, będą alimenty...rosnące w miarę jego ewentualnych zarobków (wściekła żona będzie chciała się przez to zemścić, jeśli nie rozstaną się w zgodzie, o ile w ogóle...). Takie masz ambicje na życie? Proooszę Cię... chyba dla nikogo, to nie jest wymarzone życie...
p.s.
Jeśli jednak jawnie mówisz, że nie chcesz odpuścić, to znaczy że nie jest dla Ciebie ważna ani rodzina, ani małżeństwo... nie szanujesz ludzi... więc pchaj się w to g...o i nie życze ci happy endu...
latami nie tkwiłabym w takiej relacji ale nie mogę na samym początku znajomości oczekiwać ,że on zostawi wszytsko i wpakuje się w coś nieznanego ...nie mam prawa t ego oczekiwać...Ja nie myśle,że to nam się uda,że moja historia będzie inna ,lepsza ,szczęśliwsza....Nie wiem może po prostu aż tak czuję się samotna? o tymm też myślalam,rozważałam każdą opcje...Owszem wiem,że masz rację ,że nie mówisz tego w żaden sposób złosliwie ale wiesz co? myślę ,że co ma być to będzie,wiem ,że byłabym w stanie zaakceptwać nawet minusy tego co by było potem ale myślę ,że Bóg nade mną czuwa i ,że jeżeli skończy się to nie tak jakbym ja naprawdę tego chciała i mimo poczucia ogromnego w sobie,żebym nie odpuszczała On i tak będzie przy mnie i po raz kolejny pomoże mi wstać po upadku...Owszem nie jestem w stanie chyba poszanować kogoś dlatego,że sama nie miałam nigdy prawdziwej rodziny może dlatego chce ją zbudować mimo,że zdaje sobie sprawę ,że nie buduję się szczęścia na czymś nieszczęściu ?
nie chce oceny...chce pomocy? może wysłuchania,rozowy ,doświadczenia bardziej doświadczonych...
Jeśli potrafisz żyć ze świadomością, że rozpieprzasz małżeństwo, odbierasz męża żonie i dziecku ojca, to jasne, walcz.
Ale dla świata i dla tego faceta będziesz zawsze ''tą drugą''.
Gorszą.
Może dla Ciebie tak ale nie dla tych,na których mi zależy .Rozumiem Cię masz prawo do swojego zdania.Myślisz ,że jak osoby po przejściach wiąrzą się po raz drugi to zawsze o swoim nastepnym partnerze myślą w kategoriach ''gorszy,gorsza'' ?
Nie wiem czy chcesz tej pomocy.
Na to mi to nie wygląda. Z każdą chwilą przekonujesz nas, że praktycznie podjęłaś już decyzję.
Margolinka dostatecznie wyczerpała sprawę.
To, że nie jesteś w stanie poszanować kogoś, świadczy o Tobie, a nie o tym, że nie posiadasz doświadczenia w danej kwestii, wybacz.
Nie podjęłam... czytam wasze posty po kilka razy i myślę,że skończę to ,skasuje numer ...mimo ,że mam poczucie ,że zależy mi na nim i że warto walczyć to dochodzę do wniosku ,że nie do końca tak trzeba...nie rezygnuje ze względu na wasz tok myślenia o mojej osobie ale ze względu,że pocierpie i przestane a jak los ma nas złączyć to kiedyś to zrobi bez mojej ingerencji w jego małżeństwo...
nie chce oceny...chce pomocy? może wysłuchania,rozowy ,doświadczenia bardziej doświadczonych...
Tutaj nie ma co pomagać...jakich chcesz rad...jak go oderwać od rodziny i dzieci...jak zmusić do zapomnienia o nich ...? Wątpię żeby ktoś, udzielił Ci tutaj pomocy jakiej oczekujesz...bo ty chcesz jedynie poklepania po plecach i utwierdzenia w tym, że "dobrze robisz"...
Podjęłaś już decyzje Karolina, nie liczysz się uczuciami innych ludzi, myślisz jedynie o sobie i swoich potrzebach...
To, że nie miałaś rodziny i nie zaznałaś szczęścia, w żaden sposób nie jest usprawiedliwieniem Twojego zachowania, nie rozgrzeszaj się...i nie wybielaj...
Nie ważne czy ktoś był dzieckiem alkoholika, narkomana, czy kogokolwiek innego...to nie upoważnia go do rujnowania życia innym i zabierania ojca dzieciom...
To co robimy w życiu...wraca do nas ze zdwojoną siłą...pamiętaj o tym i nie płacz, gdy któregoś dnia jakaś dziewczyna zobaczy "sens życia" w Twoim mężu czy chłopaku... poklep ja po pleckach i powiedz, że współczujesz jej nieszczęśliwego życia i życzysz happy endu...
wiesz co po prostu czasem dobrze jest z kim pogadac dlatego zrobiłam to tutaj ,nie oczekuje poklepania po plecach i powiedzenia brnij w to dalej bo to ,że byś mi to powiedziala nie jest mi do niczego potrzebne .Może właśnie potrzebowałam kopa żeb się ogarnąć ?
Właśnie.
Ogarnij się i zostaw tą rodzinę w spokoju.
Karolina, pewnie że dobrze pogadać, jednak gdy sama napisałaś:
Powiem najjaśniej jak potrafie.Po prostu pierwszy raz w życiu nie chce odpuścić mimo ,że wiem ,że happy endu może nie być...
to widać tu czarno na białym, że decyzja zapadła...
Jeśli jednak myślisz wciąż nad nią, to ode mnie dostaniesz jedyną (według mnie oczywiście) radę... zrób to, co uznasz za słuszne, żebyś potem mogła bez odrazy patrzeć na swoje odbicie w lustrze.
Ja na pewno nie mogłabym patrzeć na siebie, gdybym rozbiła komuś rodzinę. Dla mnie facet w związku jest "nietykalny", żeby był najcudowniejszy, najmądrzejszy, najprzystojniejszy... mam swój rozum i go używam. W życiu nie wdałabym się w taki układ, ucięłabym to na samym początku.
napisałąm tak może po prostu dlatego,że tak bardzo czuje się samotna ,może i nie chce odpuścić ale tak będzie lepiej...zadzwonie do niego i powiem mu,że kasuje jego numer ,że to nie ma sensu łątwiej mi będzie gdy podziękuje za to co było i pójde w swoja str..:(
Rozumiem, że możesz czuć się zagubiona w tej sytuacji.
Nawet będąc chemią, to nie znika jak bańka mydlana, tym bardziej, że dużo sobie "dopisałaś"na jego temat.
Niestety nie możemy mieć wszystkiego, co chcieliśmy, ale najlepiej starać zachowywać się tak, abyśmy chcieli być sami potraktowani i patrzeć się na siebie bez wstydu.
Powodzenia.
to nie jest dopisanie...miałam go ale przez chwile i to był mój błąd trzeba było iśc w drugą stronę gdy Go spotkałam..nauczka na przyszłość .
Mam wrażenie, że troszeczkę mylnie interpretujesz moje słowa czasem - tak, teraz chodzi mi o "dopisanie" = życie wyobrażeniem.
Nie ma sensu się tu o to spierać.
Faktycznie jeśli wiedziałaś, że jest żonaty, to był błąd i to potężny. Co ciekawe to też bardzo dobrze świadczy o nim, ale cóż...
To nie jest żadna relacja czysto fizyczna ....Pierwzy raz w życiu czuję ,że oś co kyje się pod pojęciem miłość naprawdę może istnieć....
Karolllajna, znowu czytam temat, jakich ostatnio jest dużo. Kocham go naprawdę mocno, mam uczucie i chcę być szczęśliwa. Czy to że się w kimś zakochałaś wystarcza dla Twojego sumienia że zniszczysz czyjąś rodzinę? Nigdy nie będziesz szczęśliwa, bo szczęście jest wtedy gdy żyjemy w zgodzie z samym sobą, a nie robimy podłości innym.
to nie jest miłość chyba,nie wiem ,pierwszy raz czuje coś takiego...wiesz może jestem zwykłą i podłą egoistką ale nie mam wyrzutów sumienia...mówie wam to wprost chociaż wiem ,że zaraz zostane zlinczowana ze te słowa
Dla mnie to koniec ... nie wiem podświadomie tego nie chce ale tak trzeba ...ide zadzwonie do niego po raz ostatni
nie mam odwagi zadzwonić może lepiej zakończyć to bez słowa ??????
32 2012-10-20 13:09:13 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-10-20 13:09:56)
Tak, tak Karolina..."idę zadzwonić...ale nie mogę..." ... "on zadzwonił, nie chce się z nim spotykać...ale się spotkam"... "on mnie całuje, ja się bronie...ale ulegam" ...
Znam takie tematy, Twój nie pierwszy...
Albo to zakończysz teraz...albo będziesz brnęła w to dalej, bo zawsze będzie jakieś "ale"...
nie będzie ''ale'' bo plusem w tym wszystkim jest odległość ,nie mieszkamy w jeden miejscowości więc nie natkniemy się na siebie...''Mój nie pierwszy '' widocznie tak już mam życiu ułożone wybacz nie będę Cię za to przepraszać
Nie masz za co mnie przepraszać... to Twoje życie...
a z tym, że "Twój nie pierwszy", miałam na myśli temat na forum...
"rozmawialiśmy zaskoczył mnie swoją dojrzałościa ...I myślę ,ierwszy raz w życiu napawdę czuję ,że chcałabym być z mężczyzną ,właśnie z nim.."
Droga Autorko..... ja tutaj dojrzałości nie widzę... widzę jedynie oszustwo z jego strony- ma rodzinę, jak napisałaś, a mimo to jesteś skłonna powielać schematy jakich tysiące i które kończą się zawsze łzami i nieszczęściem.
Zobacz, czy z jego strony to też jest tak "wyjątkowa" relacja. Zobacz. - Czyny. Ultimatum - żona albo Ty . I dowody na to kogo wybrał. Jeżeli "przestraszy" sie takiego ultimatum i tak łatwo odpuści - pomyśl. jest o co walczyć?
nie chce Go bronić ...chce zrozumieć...Ożenił się dlatego ,że byli ze sobą jakiś czas i pojawiła się nieplanowana ciąża ,rodzice strasznie przymuszali go do ślubu przez długi czas...wiem ,że dla was to może być banalne ale On jest strasznie skryty w sobie i gdy rozmawialiśmy o tym czułam,że mówi prawdę ,czułam nie dlatego , ze chcialam aby tak naprawdę było po prostu czasem widzisz w drugiej osobie niespotykaną prrawdę ,prawdę ukrytą w słowach....
byl z nia jakis czas, spal z nia i sie nie zabezpieczal to chyba logiczne ze mogl wpasc. i przede wszystkim ten przyklad pokazuje ze nigdy nie zostawi zony.
jezeli nie kocha zony, nie chce z nia byc to niech sie rozwiedzie i potem szuka partnerki. po za tym moze akurat maja kryzys i potem znow beda szczesliwi bo w koncu kiedys byli ze soba szczesliwi bo inaczej to do lozka by razem nie poszli. bo ja rozumiem ze moze pojscie do lozka z kims nie oznacza odrazu milosci ale jakis rodzaj fascynacji i szczescia w tym jest. i jeszcze jedno pomysl ze na czyims nieszczesciu szczescia nie zbudujesz. a skoro sa nadal malzenstwem to nie rob krzywdy innej kobiecie. ja rozumiem ze sie zauroczylas, ale to jest narazie tylko zauroczenie. on potem moglby zrobic to samo tobie i po pewnym czasie powiedziec ze to byla pomylka.
wiecie co ?nie chce tego roztrzasac juz...bylo minelo ? odpuscilm mimo ,ze cos tam mowi w srodku jeszcze walcz ale juz nie chce ,nie warto ...Dziekuje ,ze byliscie przy mnie ,za wasze wypowiedzi i wsparcie .Po raz kolejny obcy mi ludzie pokazali ,ze mam gdzie sie wygadac i mogli mnie przestrzec przed glpotami mlodosci .Jeszcze raz bardzo dziekuje...