Witam was ![]()
Mam dziewczynę, którą bardzo kocham. Jest starsza ode mnie o 2 lata i myślę o niej bardzo poważnie. Za 2 mce mamy ze sobą zamieszkać. Uwielbiam się z nią kochać i daje mi olbrzymią przyjemność oralnie i nie tylko.
Nie jestem egoistą w łóżku. Zawsze zajmuję się nią "kompleksowo". Zasypuję ją pocałunkami (szyjka, karczek, ustka, uda, pośladki), pieszczę jej sutki i piersi, za pomocą paluszków odnalazłem jej punkt G i uwielbiam ją w ten sposób podniecać. Kiedyś moja dziewczyna przyznała mi się, że nie miała nigdy orgazmu podczas bezpośredniej penetracji i jeśli ma orgazm to łechtaczkowy. Z początku wiadomo jak to faceta mnie to troszkę ujęło ale potem zrozumiałem, że jest to nieistotne bo najważniejsze jest by było jej ze mną w łóżku dobrze oraz by dawać jej maksymalnie dużą rozkosz. Widzę , że gdy się kochamy czasem pobudza swoją łechtaczkę paluszkiem. Wstydzi się tego, że nie ma orgazmu gdy jestem w środku. Wiem, że często problem leży bezpośrednio w głowie. Bardzo ją kocham i chciałbym dbać o nią najlepiej jak potrafię. Czy jest szansa, że ona kiedykolwiek będzie miała orgazm pochwowy ? Czy raczej skoro go nie ma teraz to już nigdy go mieć nie będzie ? Co ewentualnie mógłbym robić by było jej jak najcudowniej ze mną w łóżku i po prostu nie zawieść jej oczekiwać...
Z góry dziękuję za każdą racjonalną wypowiedź. Zaznaczam, że mam pewne doświadczenie w zakresie seksu i ona także, zamierzamy spróbować seksu analnego ponieważ moja partnerka dojrzała do tej decyzji a chce zobaczyć jak to jest...
Podobne tematy
Ogólnie z orgazmem u kobiet jest kłopot. Ja z doświadczenia poradziłabym pozycję na jeźdzca, i dobre zabezpieczenie, żeby się niczym nie stresować i zająć się tylko uprawianiem miłości ![]()
Ogólnie z orgazmem u kobiet jest kłopot. Ja z doświadczenia poradziłabym pozycję na jeźdzca, i dobre zabezpieczenie, żeby się niczym nie stresować i zająć się tylko uprawianiem miłości
Niestety ona jest bardzo "wąska" i ta pozycja odpada bo raczej ją boli niż ma z niej przyjemność... od tyłu owszem bardzo jej się podoba ![]()
A ja czytałam, że nie ma czegoś takiego jak orgazm pochwowy. W sumie pochwa nie może być za bardzo unaczyniona, bo bądź co bądź ma ona również za zadanie wydanie dziecka na świat i gdyby była tak ukrwiona jak łechtaczka, to kobieta by zeszła z tego świata, a nie urodziła dziecka. Więc natura jakoś tego nie rozwiązała. Mogę napisać jedynie, że dobra gra wstępna jest kluczem do zaspokojenia kobiety, poczucie bezpieczeństwa i przede wszystkim niemyślenie o orgaźmie. Może ona po prostu kiedyś sobie jakoś wyobraziła idealny sex/orgazm i teraz do tego dąży. Albo koleżnaki naopowiadały jak to było cudownie, a dziewucha się nakręca. Porozmawiajcie, albo Ty przejmij inicjatywę i delikatnie podczas stosunku pieść łechtaczkę...
A ja czytałam, że nie ma czegoś takiego jak orgazm pochwowy. W sumie pochwa nie może być za bardzo unaczyniona, bo bądź co bądź ma ona również za zadanie wydanie dziecka na świat i gdyby była tak ukrwiona jak łechtaczka, to kobieta by zeszła z tego świata, a nie urodziła dziecka. Więc natura jakoś tego nie rozwiązała. Mogę napisać jedynie, że dobra gra wstępna jest kluczem do zaspokojenia kobiety, poczucie bezpieczeństwa i przede wszystkim niemyślenie o orgaźmie. Może ona po prostu kiedyś sobie jakoś wyobraziła idealny sex/orgazm i teraz do tego dąży. Albo koleżnaki naopowiadały jak to było cudownie, a dziewucha się nakręca. Porozmawiajcie, albo Ty przejmij inicjatywę i delikatnie podczas stosunku pieść łechtaczkę...
Powiem szczerze, że problem być może tkwi o wiele głębiej... Otóż kiedyś ze łzami w oczach mi się przyznała, że "wujek" gdy była mała obudził się do połowy rozebrany obok niej a ona nie miała ubranka jako dziewczynka i że mega afera w rodzinie wynikła z tego tytułu.. aż mi się głupio zrobiło bo wiecie każdy ma jakieś swoje bolesne przejścia i historie ale być może to w jakiś sposób traumę w jej głowie pozostawiło bo ona sama do końca nie wie co i czy się wydarzyło... Bardzo ją kocham tak jak powiedziałem i jej przeszłość jaka by nie była nie ma dla mnie znaczenia
Mogę napisać jedynie, że dobra gra wstępna jest kluczem do zaspokojenia kobiety, poczucie bezpieczeństwa i przede wszystkim niemyślenie o orgaźmie. Może ona po prostu kiedyś sobie jakoś wyobraziła idealny sex/orgazm i teraz do tego dąży. Albo koleżnaki naopowiadały jak to było cudownie, a dziewucha się nakręca.
Nic dodać, nic ując. Trafiłaś w samą dziesiątkę.
Niestety to przerabiałem. Dobre, zazdrosne koleżaneczki, podszepty mojej byłej, ciągłe rozmyślania o wszystkim - a to, że chce orgazmu, a to co było w pracy, a to o pogodzie, a to co ma do kupienia itp. Na grę wstępną nigdy nie chciała tracić czasu. Ot i piekło gotowe. Co tam, że mogłem jej dać wielokrotny orgazm przez masowanie łechtaczki.....to bez znaczenia. Bo skoro moja była naopowiadała jej jaki to ja kiepski jestem, a wszystkie koleżanki wręcz mdleją od orgazmów po 3-5minunat stosunku no to znaczy, ze to moja wina, że ona nie dochodzi, bo chyba faktycznie jestem kiepski.
Żadne rozmowy nic nie dały, bo zamknęła się na mnie. Nie chciała/nie potrafiła powiedzieć o co chodzi, czego chce, co ją podnieca.
Mimo wszystko uważam, że rozmowa jest ważna, ale obie strony muszą się otworzyć i powiedzieć prawdę. Inaczej to prosta droga do piekła.
sukcezz - możesz z nią porozmawiać o jakości waszego seksu, czy czuje się z tobą spełniona, czy jest coś co mógłbyś poprawić i podkreśl to, aby się nie krępowała tego powiedzieć, bo ciebie nie urazi jeśli powie, że coś jest nie tak. Takie rzeczy trzeba wyjaśnić na starcie, bo później zbiera się przez to za dużo szlamu między ludźmi. Tylko nie używaj sformułowania "....bo ty nie dochodzisz od penetracji".
jadvinia napisał/a:Mogę napisać jedynie, że dobra gra wstępna jest kluczem do zaspokojenia kobiety, poczucie bezpieczeństwa i przede wszystkim niemyślenie o orgaźmie. Może ona po prostu kiedyś sobie jakoś wyobraziła idealny sex/orgazm i teraz do tego dąży. Albo koleżnaki naopowiadały jak to było cudownie, a dziewucha się nakręca.
Nic dodać, nic ując. Trafiłaś w samą dziesiątkę.
Niestety to przerabiałem. Dobre, zazdrosne koleżaneczki, podszepty mojej byłej, ciągłe rozmyślania o wszystkim - a to, że chce orgazmu, a to co było w pracy, a to o pogodzie, a to co ma do kupienia itp. Na grę wstępną nigdy nie chciała tracić czasu. Ot i piekło gotowe. Co tam, że mogłem jej dać wielokrotny orgazm przez masowanie łechtaczki.....to bez znaczenia. Bo skoro moja była naopowiadała jej jaki to ja kiepski jestem, a wszystkie koleżanki wręcz mdleją od orgazmów po 3-5minunat stosunku no to znaczy, ze to moja wina, że ona nie dochodzi, bo chyba faktycznie jestem kiepski.
Żadne rozmowy nic nie dały, bo zamknęła się na mnie. Nie chciała/nie potrafiła powiedzieć o co chodzi, czego chce, co ją podnieca.
Mimo wszystko uważam, że rozmowa jest ważna, ale obie strony muszą się otworzyć i powiedzieć prawdę. Inaczej to prosta droga do piekła.
sukcezz - możesz z nią porozmawiać o jakości waszego seksu, czy czuje się z tobą spełniona, czy jest coś co mógłbyś poprawić i podkreśl to, aby się nie krępowała tego powiedzieć, bo ciebie nie urazi jeśli powie, że coś jest nie tak. Takie rzeczy trzeba wyjaśnić na starcie, bo później zbiera się przez to za dużo szlamu między ludźmi. Tylko nie używaj sformułowania "....bo ty nie dochodzisz od penetracji".
Drogi kolego zatem moja kobieta czuje się spełniona i dostaje ode mnie to czego pragnie. Nie jest to tylko podsłyszane od niej czy coś ale także "cichaczem" z innej strony czy źródła. Eksperymentujemy, nadal się poznajemy i dajemy sobie wzajemnie rozmaite wskazówki. Jej bardzo zależy by mnie zadowolić. Jest chemia i jest miłość a to w połączeniu daje nam dobry seks. W zasadzie orgazm nie jest dla mnie najważniejszy tylko to by czerpała rozkosz i przyjemność z seksu ze mną. Przy mnie poczuła się pewnie i bezpiecznie bo jej ex czuł się właśnie urażony, że nie ma orgazmu i jej jazdę urządził.
No to w czym problem?
Daj spokój kolego autorze wątku! Jest Wam dobrze, macie orgazmy. Tak trzymać! Cieszę się, że Wam dobrze.
Orgazm pochwowy ciężko osiągnąć, o ile w ogóle można
Ja mogę mieć nawet kilka łechtaczkowych ale pochwowego nigdy nie miałam.
Jeżeli mogę coś doradzić to wybierzcie pozycję, w której podczas penetracji uciskasz jej łechtaczkę brzuchem. Jest to pozycja misjonarska, ściśle przylegacie do siebie, kobieta może podnieść też nogi, przyciskając uda do brzucha. Tylko podczas tych pozycji mam orgazm gdy on jest w środku, ale wiem że to wynika z podrażniania łechtaczki a nie z penetracji pochwy. Poza tym, z powodu tego że nie miałam orgazmu pochwowego nigdy jakoś specjalnie nie byłam rozczarowana ![]()
Orgazm pochwowy ciężko osiągnąć, o ile w ogóle można
Można - wiadomo każdy indywidualnie bo nie ma wspólnego wzorca dla nas wszystkich. Jeśli mój ślubny wprowadzi mnie odpowiednio wcześniej w właściwy nastrój i potrafi go we mnie podtrzymać to jak dodać tą całą oprawę plus jego "gabaryty" to w zasadzie moment i bbbaaannnggg!!!. Uczucie moim zdaniem nie do opisania bo to trzeba po prostu przeżyć na własnej skórze.
Małgorzatka napisał/a:Orgazm pochwowy ciężko osiągnąć, o ile w ogóle można
Można - wiadomo każdy indywidualnie bo nie ma wspólnego wzorca dla nas wszystkich. Jeśli mój ślubny wprowadzi mnie odpowiednio wcześniej w właściwy nastrój i potrafi go we mnie podtrzymać to jak dodać tą całą oprawę plus jego "gabaryty" to w zasadzie moment i bbbaaannnggg!!!. Uczucie moim zdaniem nie do opisania bo to trzeba po prostu przeżyć na własnej skórze.
Owszem, za czasów Dziadka Freuda utarła sie teoria o orgazmie łechtaczkowym i pochwowym. Ale to stare dzieje. Taki podział nie istnieje jak dowodzi wiele fachowych badań. Istnieje jeden orgazm! A czy będzie on osiągany po rzez pobudzanie łechtaczki czy penetrację zależy od tzw. ZZRS. czyli Zespół Zakodowanych Reakcji Seksualnych. A prościej. W jaki sposób kobieta w początkowej fazie dojrzałości seksualnej pobudzała się do osiągnięcia orgazmu. Jakie bodźce sie zakodowały w głowie. U mężczyzn jak wiadomo sprawa jest prosta. Genetyczne uwarunkowania pozwalaja mu osiągać orgazm od pierwszego niemalże razu, z kobietami tak prosta sprawa już nie jest. Musimy wykształcić w sobie reakcje na pobudzanie. Nauczyć sie osiągać orgazm. I było by genialnie, gdyby od początku pomagali nam w tym mężczyźni, wówczas prościej byłoby osiągnąć orgazm przez penetrację. A tak ? Kiedy same zaczynamy zabawę ze sobą, masturbując się, utrwalamy w mózgu tę przyjemność i potem na prawdę potrzeba dobrego partnera, który otworzy umysł na nowe doznania. Ale kochani. Najważniejsze, i należy się tym cieszyć, że w ogóle orgazm osiągamy, i to naprawdę nie istotne jaką drogą, bo pobudzanie, czy to płatków uszu, czy brodawek,czy łechtaczki to wciąż bodziec, który wysyła informacje do mózgu, a tam osiągamy jeden orgazm:)
Ps. Polecam audycję w radiu tokfm "kochaj sie długo i zdrowo" Którą fenomenalnie prowadził dr.Depko z Ewa Wanat.(niestety zakończyła się:(, Ewe wywiało do tv śniadaniowej) Warto ściągnąć podcasty http://www.tok.fm/TOKFM/0,89508.html, słuchawy na uszy, spacer,jogging i edukować się. Toć to jedna z ważniejszych sfer w życiu:))
Powiem szczerze, że nie wiem, co to jest orgazm pochwowy, ale wcale nie cierpię z tego powodu ;-).
14 2012-10-18 13:52:14 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2012-10-18 13:52:49)
TwilightSparkle napisał/a:Małgorzatka napisał/a:Orgazm pochwowy ciężko osiągnąć, o ile w ogóle można
Można - wiadomo każdy indywidualnie bo nie ma wspólnego wzorca dla nas wszystkich. Jeśli mój ślubny wprowadzi mnie odpowiednio wcześniej w właściwy nastrój i potrafi go we mnie podtrzymać to jak dodać tą całą oprawę plus jego "gabaryty" to w zasadzie moment i bbbaaannnggg!!!. Uczucie moim zdaniem nie do opisania bo to trzeba po prostu przeżyć na własnej skórze.
Owszem, za czasów Dziadka Freuda utarła sie teoria o orgazmie łechtaczkowym i pochwowym. Ale to stare dzieje. Taki podział nie istnieje jak dowodzi wiele fachowych badań. Istnieje jeden orgazm! A czy będzie on osiągany po rzez pobudzanie łechtaczki czy penetrację zależy od tzw. ZZRS. czyli Zespół Zakodowanych Reakcji Seksualnych. A prościej. W jaki sposób kobieta w początkowej fazie dojrzałości seksualnej pobudzała się do osiągnięcia orgazmu. Jakie bodźce sie zakodowały w głowie. U mężczyzn jak wiadomo sprawa jest prosta. Genetyczne uwarunkowania pozwalaja mu osiągać orgazm od pierwszego niemalże razu, z kobietami tak prosta sprawa już nie jest. Musimy wykształcić w sobie reakcje na pobudzanie. Nauczyć sie osiągać orgazm. I było by genialnie, gdyby od początku pomagali nam w tym mężczyźni, wówczas prościej byłoby osiągnąć orgazm przez penetrację. A tak ? Kiedy same zaczynamy zabawę ze sobą, masturbując się, utrwalamy w mózgu tę przyjemność i potem na prawdę potrzeba dobrego partnera, który otworzy umysł na nowe doznania. Ale kochani. Najważniejsze, i należy się tym cieszyć, że w ogóle orgazm osiągamy, i to naprawdę nie istotne jaką drogą, bo pobudzanie, czy to płatków uszu, czy brodawek,czy łechtaczki to wciąż bodziec, który wysyła informacje do mózgu, a tam osiągamy jeden orgazm:)
Ps. Polecam audycję w radiu tokfm "kochaj sie długo i zdrowo" Którą fenomenalnie prowadził dr.Depko z Ewa Wanat.(niestety zakończyła się:(, Ewe wywiało do tv śniadaniowej) Warto ściągnąć podcasty http://www.tok.fm/TOKFM/0,89508.html, słuchawy na uszy, spacer,jogging i edukować się. Toć to jedna z ważniejszych sfer w życiu:))
i tu ja się nie zgodzę choć czytałam podobne artykuły. ale jak to w naturze bywa odmian jest tyle ile kobiet no może tam można nieco to skalsyfikować. ja potrafię przeżyć oba orgazmy i bynajmniej u mnie one się zasadniczo różnią zarówno odczuciami samymi jak i umiejscowieniem. nie będę ich wartościować bo to jest według mnie idiotyzmem. orgazm to orgazm i jeśli jest przyjemny i prowadzi jest narzędziem do pogłębiania relacji między kochankami znaczy się wszystko jest tak jak być powinno.
Tak na marginesie to w moim akurat przypadku najsilniejsze "wstrząsy" mam podczas seksu analnego. Owszem orgazm może i jest jeden ale dróg i szlaków aby tam dotrzeć jest tyle ile kobiet na świecie.
realizacja tego jest prawie w 100% realna a najwazniejszym czynnikiem jest gra wstepna polegajaca na tym ze zaczynasz ja prowadzic od samego rana,mile slowa,kawa, sniadanie,wspolne zajecia domowe,przytulenie,cieple slowa,mile komplementy,wyskok na zakup ciucha,kino czy kolacja,dobre wino po powrocie do domu,zatanczyc tez warto,calkowicie odcinasz kobiete od problemow dnia codziennego,zero stresu,pelne jej bezpieczenstwo,satysfakcja z Ciebie a takze ze zwiazku z toba,eliminujesz jej obawy zwiazane z niepozadana ciaza,z tym ze dzieci uslysza,nakrecasz ja caly czas, pozniej tez musisz sie sprawdzic-prawie jak maratonczyk z wyuzdaniem,sila i meskoscia,a mowiac popularnie po prostu musisz ja dobrze przele......c,poza orgazmem zmoczy cale"wyrko".To jest wylacznie w psychice kobiety a nie w jej waginie.A pomysl analny jest odwazny,urozmaicenie,nowe doznania,ale nie do konca komfortowy dla kobiety,wadliwy w konsekwencjach nie tylko przy jego realizacji.A powracajac do orgazmu tzw pochwowego to mysle ze na bok nalezy odstawic techniki masturbacji dajacej jej satysfakcje,sama zacznie szukac podswiadomie innej formy niesamowitych doznan.Od twojej inwencji tylko zalezy czy ci sie to uda za 3-4-5-6 razem,warto byc konsekwentnym.Jak ci sie powiedzie to sam zobaczysz ze jej reakcje"wyrwa cie z butow".Powodzenia.
Tak czytam wasze wypowiedzi i może nawiąże nieco do nich. Moja kobieta osiąga orgazm owszem ale łechtaczkowy pomagając sobie "paluszkiem" np. gdy ją penetruję lub osiąga orgazm poprzez pobudzany przeze mnie punkt G. Niepotrzebnie się spinam ponieważ nieważny jest rodzaj orgazmu ale fakt, że go osiąga. Swoim postem chciałem zaznaczyć wyłącznie, że podczas samej penetracji do owego orgazmu nie dochodzi. Zatem ona sama z moją pomocą musi wypracować drogę do tego orgazmu a wiadomo, że dróg jest wiele. Jest bardzo czuła na mój dotyk i pieszczoty, zapewniam jej odpowiednią grę wstępną i nasz seks jest naprawdę z mojej perspektywy a także jej udany. Poćwiczę z pozycjami typu, że nasze ciała są mega blisko i podbrzuszem dla przykładu pocieram o jej łechtaczkę, może tędy droga
Spróbuję różnych wariantów w końcu pragnę mej kobiecie dawać dużo satysfakcji i szczęścia aczkolwiek jak wiadomo seks jest dopełnieniem miłości.
A ćwiczyła mięśnie Kegla?
ja również miałam problem, że nie zawsze szczytowałam. Potem właśnie poczytałam o tym, w jaki sposób mogę sobie pomóc.
I teraz za każdym razem mam orgazm, ale to trzeba sobie "wypracować" za pomocą tych właśnie mięśni.
Mało tego nawet mam kontrolę na tym, kiedy i w którym momencie chcę mieć orgazm.
A ćwiczyła mięśnie Kegla?
ja również miałam problem, że nie zawsze szczytowałam. Potem właśnie poczytałam o tym, w jaki sposób mogę sobie pomóc.
I teraz za każdym razem mam orgazm, ale to trzeba sobie "wypracować" za pomocą tych właśnie mięśni.
Mało tego nawet mam kontrolę na tym, kiedy i w którym momencie chcę mieć orgazm.
Nie ćwiczyła ale czytałem coś o tym i chciałem jej zaproponować...
Myślę, że oboje możemy sobie pomóc by było jak najlepiej między nami w łóżku i masz rację pewne rzeczy to ona sama musi sobie wypracować.
Ja tam przeżywam różne orgazmy, ale szczerze nie analizuję czy był taki czy śmaki. Zapraszam do obejrzenia filmu, chyba jest dostępny na youtube, a jego tytuł brzmi: "łechtaczka - tajemnicza nieznajoma" o ile dobrze pamiętam i podpisuję się pod tym! Poza tym racja: macie orgazm, cieszcie się nim i nie dzielcie włosa na czworo.
wiecie co a mi teraz coś według mnie ważnego przyszło do głowy. jak pieknie że sukcezz tak troszczy się o zadowolenie swojej partnerki i tak wnikliwie studiuje temat. mi osobiście sukcezz zaimponowałes swoją otwartością i chęcią zdobycia w tym temacie wiedzy. brawo :-)
TwilightSparkleł napisał/a:Małgorzatka napisał/a:Orgazm pochwowy ciężko osiągnąć, o ile w ogóle można
Można - wiadomo każdy indywidualnie bo nie ma wspólnego wzorca dla nas wszystkich. Jeśli mój ślubny wprowadzi mnie odpowiednio wcześniej w właściwy nastrój i potrafi go we mnie podtrzymać to jak dodać tą całą oprawę plus jego "gabaryty" to w zasadzie moment i bbbaaannnggg!!!. Uczucie moim zdaniem nie do opisania bo to trzeba po prostu przeżyć na własnej skórze.
Owszem, za czasów Dziadka Freuda utarła sie teoria o orgazmie łechtaczkowym i pochwowym. Ale to stare dzieje. Taki podział nie istnieje jak dowodzi wiele fachowych badań. Istnieje jeden orgazm! A czy będzie on osiągany po rzez pobudzanie łechtaczki czy penetrację zależy od tzw. ZZRS. czyli Zespół Zakodowanych Reakcji Seksualnych. A prościej. W jaki sposób kobieta w początkowej fazie dojrzałości seksualnej pobudzała się do osiągnięcia orgazmu. Jakie bodźce sie zakodowały w głowie. U mężczyzn jak wiadomo sprawa jest prosta. Genetyczne uwarunkowania pozwalaja mu osiągać orgazm od pierwszego niemalże razu, z kobietami tak prosta sprawa już nie jest. Musimy wykształcić w sobie reakcje na pobudzanie. Nauczyć sie osiągać orgazm. I było by genialnie, gdyby od początku pomagali nam w tym mężczyźni, wówczas prościej byłoby osiągnąć orgazm przez penetrację. A tak ? Kiedy same zaczynamy zabawę ze sobą, masturbując się, utrwalamy w mózgu tę przyjemność i potem na prawdę potrzeba dobrego partnera, który otworzy umysł na nowe doznania. Ale kochani. Najważniejsze, i należy się tym cieszyć, że w ogóle orgazm osiągamy, i to naprawdę nie istotne jaką drogą, bo pobudzanie, czy to płatków uszu, czy brodawek,czy łechtaczki to wciąż bodziec, który wysyła informacje do mózgu, a tam osiągamy jeden orgazm:)
Zgodzę się z tym, że orgazmu trzeba się nauczyć. Przyznam, że masturbowałam się kiedyś dosyć często i jeżeli partner nie powtarzał podobnych ruchów jak ja, mógł starać się a i tak nic z tego nie wychodziło. Jednak gdy wpadł na właściwy "tor" to nie było problemu i mogłam mieć kilka pod rząd. Trochę żałuję, że wyrobiłam w sobie takie nawyki i np penetracja nie sprawia mi większej przyjemności, chociaż sam fakt tego że "on" jest w środku bywa dla mnie baaardzo podniecający ![]()
A ćwiczyła mięśnie Kegla?
ja również miałam problem, że nie zawsze szczytowałam. Potem właśnie poczytałam o tym, w jaki sposób mogę sobie pomóc.
I teraz za każdym razem mam orgazm, ale to trzeba sobie "wypracować" za pomocą tych właśnie mięśni.
Mało tego nawet mam kontrolę na tym, kiedy i w którym momencie chcę mieć orgazm.
To prawda, kobieta także musi dać coś od siebie żeby mieć orgazm. Ja np cały czas muszę napinać właśnie mięśnie Kegla, nazywam to "pompowaniem":p bez tego nie da się szczytować, nawet gdy będę wyjątkowo podniecona. Kiedyś rozmawiałam z partnerem o tym i on powiedział mi, że faceci napinają właśnie mięśnie Kegla tuż przed wytryskiem, wcześniej nie muszą. Ja muszę cały czas, bo bez tego nic nie czuję.
Ja też kiedyś nie mogłam osiągnąć orgazmu pochwowego. Jednak zmieniło się to jak zaczęłam się skupiać tylko na stosunku (bardzo łatwo mnie rozkojarzyć). Tylko teraz jak już szczytuję pochwowo to nie jest to tak intensywne doznanie jak orgazm łechtaczkowy. Znam kobitkę, która w ogóle nie szczytuje. Ale wtedy najlepiej skonsultować się z ginekologiem i "leczyć".
poczytaj o ziołach stosowanych przez Azteków podczas rytualnych orgii - feminam libido ![]()