Witam! Na wstępie, chciałbym zaznaczyć - jestem maturzystą(zmieszajcie mnie z błotem, ale doradźcie), ale nie mam z kim porozmawiać na ten temat i trafiłem tutaj..
Jest źle. Sytuacja naprawdę kijowa - pokrótce: poznaliśmy się z M. w szkole - od głupiego bajeru na korytarzu i wspólną znajomą, poprzez wspólny zespół, aż do związku. Na początku chciałem zaznaczyć, że bardzo się starałem, bo chciałem jej pokazać, że mi zależy - ja rozhukany imprezowicz 'łagodnieje' dla niej - skreśliłem inne dziewczyny, niestety też zwykłe znajome/ych, odpuściłem imprezy, wciąż kręciłem się w okół niej. To ja chodziłem na kompromis, ja ulegałem ja byłem dla niej kochany - poranne przechadzki, niespodzianki, kwiatek, kawa - zapomnij, żeby ona coś do tego dokładała. W sumie to była i jej i moja pierwsza miłość(na nikim mi tak nie zależało wcześniej, nie mówię już o stażu). Byliśmy tak różni, że nikt, by nam nie życzył dobrze: ja imprezy, alkohol, papierosy, rock, koncerty, samochody, ona pop, spokojna, nigdzie nie wychodzi wieczorem, a przypał to może miała, za nieodrobienie pracy domowej. Po pół roku bycia ze sobą zaczęliśmy sypiać razem - to było coś nowego i dla mnie i dla niej - romantyczne uniesienia 17latków..teraz to dla mnie trochę śmieszne, jednak wtedy było urocze:) Niestety nie byłem z nią w 100% szczery i teraz widzę, że to był błąd..po jakimś roku wszystko zaczęło się sypać-ona wszędzie widziała zdradę, kłamstwo jakąś nielojalność, ja straciłem poczucie wolności i skończyło się na tym, że musiałem co raz to więcej ukrywać, by ona się nie złościła, bo normalne rzeczy typu spotkanie się z kolegami(!) były problemem..kłótnie o wszystko i wszędzie problem-ja miałem dosyć ciągłego uginania, choć czasem chciałem żeby było po 'mojemu' - zbędne nadzieje musiało wyjść na jej. Po takim kolejnym pół roku(te wakacje) wzlotów i upadków, ja trafiłem do szpitala i całe plany wakacyjne poszły się gryźć - zostały 2 tyg u niej na działce i kolejne 2 u mnie, które były pełne skrajności-albo niebo na spacerze, w łóżku albo na jeziorze, albo piekło w kuchni, kto co ma zrobić, albo że ja chce poczytać książkę, a ja telewizję i dupa..
Ostatecznie po naprawdę poważnej sprzeczce stwierdziłem, że jak wrócimy rozstanę się z M.
Tak też zrobiłem-2 dni przed rozpoczęciem szkoły powiedziałem jej wszystko jeszcze raz i że chce się z nią rozstać. Nie było łatwo, jednak jakoś to wyszło..potem niestety trochę zdziczałem - szybko znów się 'rozhukałem' jednak to zerwanie było bardzo z rozsądku, mniej z uczuć i wyszło na to że po 1,5miesiąca jesteśmy razem, a ja znów się czuję usidlony przez 'rozkapryszoną księżniczkę' M. Mówiła o zmianach itp, jednak niestety wraca stara M. Nie chciałbym jej ranić i wyjść na takiego co bawi się uczuciami - że o rozstaliśmy się o znów jesteśmy razem, a po 2-3 tyg znów jej powiem, że z nią zrywam.. masakra, już mi brakuje życia singla, znajomości które jako tako się odtworzyły i dręczy mnie życie na bardzo krótkiej smyczy-którą częściowo sam sobie zgotowałem..ale teraz boję sie wyjść na takiego drania co co tydzień zmienia zdanie..
Pomożecie? adison.
Podobne tematy
Pomożemy:) Myślę ,że powinniście szczerze porozmawiać,powiedz jej ze związek nie polega tylko na tym żeby być tylko i wyłącznie z tą drugą osobą 24h/7,że do normalnego funkcjonowania potrzebni są też znajomi,potrzeba trochę czasu dla siebie samego bo inaczej zadusicie się. i tu jest jeszcze kwestia zaufania,jeśli nie będziesz nic odwalał a ona zobaczy że może Ci zaufać to pewnie nie będzie się czepiać,na to potrzeba czasu od razu pewnie tak nie będzie. Wychodząc gdzieś z kumplami napisz jej krótkiego smsa żeby wiedziała że myślisz o niej a nie że zerwałeś się z łańcucha i zapomniałeś o całym świecie. Następnego dnia też się odezwij żeby nie musiała się zastanawiać co się z Tobą działo że ciągle milczysz,myślę że małymi kroczkami dojdziecie do porozumienia. Jak wyskoczysz gdzieś z kumplami zaproponuj jej żeby ona w tym czasie umówiła się z koleżankami niech też się rozerwie i sama zobaczy ze ze znajomymi też fajnie czasem gdzieś wyskoczyć a nie tylko z druga połową.
Niby teraz mieliśmy zacząć od nowa..ale tak się nie da jest po prostu mega bagaż tego co było - skąd ja mogę wiedzieć, że mogę jej zaufać i że mi się nie dostanie, jak zaproponuję to 'wyjście z kumplami' czy coś?
w to wszystko jest wmieszana moja przyjaciółka - z którą też 'musiałem' zerwać i zerwałem kontakt - teraz znów jesteśmy przyjaciółmi i przykład z ostatniej chwili:chciała żebyśmy poszli na koncert happysadu, a w tym czasie M. mnie na niego zaprosiła(żebym miał niespodziankę itp). One się nie lubią i kolejny problem. Tu ktoś na kimś mi zależy/nie zależy, a tu przywrócona znajomość 10letnia po prawie dwóch latach przerwy przez M.
zależy/ nie zależy z M. to jest tak- raz jest super, a raz masakra - wszystko ok jeden temat sie pojawi, albo coś co nie pasuje do lovestory i zje***y humor do końca dnia, albo zaszczuty tydzień:<
Nie mów Jej jak ma się dla Ciebie zmienić. Pracuj nad sobą, zobacz jakie to trudne. Dorośnij.
Dzięki bardzo - dla niej straciłem znajomych, przestałem grać na perkusji, rzuciłem palenie - to było bardzo trudne, a ona na tym sobie hulała, poza tym nie mówiłem jej i nie mówię na co ma się zmieniać, tylko to co mi się nie podobało - żeby wiedziała gdzie popełniła błąd i niech sama zadecyduje czy chce to zmieniać czy na przykład coś odpuścić
jeżeli sądzisz, że trzeba zakończyć ten związek to zrób to jak najprędzej. Nie możesz zwlekać tylko dlatego, by jej nie zranić.