Witam, pisze tutaj pierwszy raz bo juz zupełnie nie wiem co mam myśleć o mojej sytuacji i nie mam zwyczajnie obiektywnej osoby, której mogłabym sie poradzić. Jestem w zwiazku od roku z pewnym chłopakiem, ale znamy sie dłużej. Wiedziałam od początku ze - powiedzmy otwarcie - zwyczajnie nie ma za dużo kasy ale przecież nie to sie liczy. Po pewnym czasie zaczęło mi to ogromnie przeszkadzać, ponieważ nigdy nie zapłacił za mnie jak gdzies wyjdziemy a co więcej nigdy nawet nie zaproponował że za mnie zapłaci. Zawsze jak gdzies idziemy to albo każdy płaci za siebie albo płacę ja. Na początku naszego związku poszliśmy do kina i ja w żartach powiedziałam ze zapomniałam portfela i mam tylko 2 zł które wyciągnęłam przypadkiem z kieszeni... on sie przeraził i powiedział ze ale no to jak... przecież on za mnie nie ma jak zapłacić, ma tylko dla siebie. Pomyślałam ze no przecież okej, nie chce aby mnie utrzymywał. Ale Ostatnio byliśmy na spacerze i powiedział ze ma ochote na lody, więc poszliśmy. Szkoda tylko ze każdy musiał zapłacić te 4 zł za siebie... bardziej absuradalny (wg mnie oczywiście) przykład .. poprosiłam go kiedyś aby kupił mi sok, ponieważ czekał na mnie a ja nie miałam możliwości wstąpić do sklepu. Sok kosztował 2 zł które musiałam mu oddać. Przykład następny, nie ma samochodu ani prawa jazdy ... jak jedziemy gdzies autobusem i musze sobie kupić bilet za 1.40 zł ... niestety również musze mu oddać. A nawet ostatnio miałam jeden wolby i zapytał czy bym mu nie dała. Ja rozumiem, ze mozna nie mieć kasy czy coś... ale chyba to nie są duże pieniądze i niezmiernie miło by mi było gdyby chociaż kiedys zaproponował ze on zapłaci... Nie chce przecież zeby ciągle mi stawiał, ale zawsze myślałam ze czasami to facet powinien zapłacić za swoją kobietę ? Moze jestem jakas staroświecka, nie wiem.. Czasami tez powtarza, że przecież wspomniałam kiedys ze nie lubię jak sie za mnie płaci. Jasne, wolę zapłacić za siebie bo głupio sie czuje jak ktos wydaje na mnie kasę... ale bez przesady, jesteśmy parą, to chyba normalne ze czasami jedno płaci za dwoje ? Co więcej, mówił ze nie ma kasy, postawiłam mu obiad i picie jak zaszliśmy do sklepu, niby mówił ze przecież dziewczyna nie będzie za niego płacić, ale mówił to z takim przekonaniem zeby tylko mnie nie przekonać i ja zapłaciłam. Jest naprawdę cudownym człowiekiem, dobrze mi z nim, mówi ze mnie kocha, zależy mu... ale ja czasami po prostu chciałabym sie poczuć jak kobieta
Jasne, kupił mi prezent na urodziny... czy dał czekoladki za które nie musiał płacić... ale mimo to jest mi ciężko. Co mam zrobić z tym wszystkim ? Akceptować to i mieć nadzieje ze z czasem jak zacznie zarabiać moze więcej to sie to zmieni ? Głupio mi o tym nawet z nim gadać... bo wyjdzie od razu ze jestem materialistą a on będzie mi mówił ze mówiłam ze nie lubie jak sie płaci za mnie i ze niby czemu to facet ma płacić i gdzie jest tak napisane ze to faceci powinni wszystko... z prawkiem tez tak jest, wgl nie chce go zrobić, bo przecież mam ja. Ciężki jest do mnie dojazd bez auta, ale to chyba tez na niego nie działa. Ogólnie wiem ze nie ma łatwych rodziców i zawsze u niego w rodzinie było oszczędzanie, oszczędzanie mimo ze 20 tys na auto mieli i wydali bo taki mieli kaprys.
z góry dzięki za pomoc.
Podobne tematy
jakis dusigrosz zwracanie za bilet i sok to przegięcie ![]()
,,Zawsze jak gdzies idziemy to albo każdy płaci za siebie albo płacę ja.,,
masakra, co za gość
4 2015-07-05 03:19:56 Ostatnio edytowany przez ZrezygnowanaSky (2015-07-05 03:21:15)
zwiewaj od chytrusa dziada:(
No tak być absolutnie nie powinno. Temat delikatny, żeby móc mu powiedzieć wprost, że coś jest nie tak... Teraz facet bez prawka jest na tym świecie ''niepełnosprawny''. Domyślam się, że na prawko pieniążków też by nie znalazł i w tym problem. Rozumiem, że pracuje?
Odpuść sobie trochę... ogranicz z nim kontakt. Może się ocknie, zobaczy, że coś jest nie tak. Ale faceci to ciężki przypadek. My kobiety po prostu dostrzegamy więcej, jesteśmy wrażliwsze i jest nam w życiu trudniej.
Ciężka sprawa. Mnie to by przeszkadzało. Uważam, ze powinnać ograniczyć z nim kontakt i szczerze porozmawiać.Pomyśl : co za przyszłość Cię czeka z takim kolesiem? Nie jest dobrze, gdy facet jest rozrzutny ale bardzo zle , gdy jest sknerą.
7 2015-07-06 03:17:38 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-07-06 03:17:55)
Z tego co p widać, że niestety raczej jest skąpy i to bardzo. Osoba, która nie jest skąpa nie kazałaby za wszystko oddawać pieniędzy, nawet za bilet za 1,4 zł. W Waszym związku nie będzie równości, sam tak naprawdę chętnie jak widać przyjmie, byś Ty za niego zapłaciła co umiesz zrobić, a zrobiłaś, a sam nawet jak kupuje Ci sok za 2 zł, to każe Ci oddawać pieniądze. Dla mnie taki związek byłby bez sensu, nawet z koleżanką nigdy się tak nie wyliczam, to jest dla mnie normalne, że mogę jej coś czasem postawić, czasem ona mi. No, ale w relacji koleżeńskiej prędzej można by zrozumieć, ale w związku to naprawdę nie odpowiadałoby mi takie podejście. Jak sama piszesz nie jest to żadne oczekiwanie, że facet będzie stawiał, ale normalna sprawa, że swojej kobiecie nie żałuje, by kupić sok choćby.
Inaczej to nie wygląda nawet na poważną relację, a do tego planując życie z taką osobą, to będziesz miała zawsze ciężko, bo nie będziesz mogła liczyć na jego pomoc nawet jak będziesz w ciąży. Jest to dla mnie zaprzeczenie ogólnie miłości, cecha, która skreśla faceta jak dla mnie jak chodzi o poważne związki. Wiem, że to może być dla Ciebie trudne, ale moim zdaniem lepiej byłoby zerwać niż męczyć się, bo takie osoby się nie zmieniają. Możesz powiedzieć co myślisz, powiedzieć, że Ci to nie odpowiada, ale małe są szanse, że ktoś tak skąpy się zmieni. Dlatego wtedy albo to akceptujesz albo rozstajesz się, bo to jest niestety taka cecha, że raczej się takie osoby nie zmieniają, jak widać po naprawdę wielu historiach. Jest bardzo mocno zakorzeniona, najwyżej można by coś z tym zrobić, gdyby on chciał, ale jak widać nic nie chce zmienić.
Gusia, fajne to nie jest ale może faktycznie sama sobie kuku zrobiłaś stwierdzeniem, ze nie lubisz, jak ktoś za Ciebie płaci. Myślę, ze powinnaś na początek porozmawiać i powiedzieć, że tyczy się to obcych facetów a nie Twojego :-) i nie masz nic przeciwko, żeby on Tobie stawiał. Przy okazji wybadasz jaka jest jego filozofia odnośnie pieniędzy. Jeśli faktycznie nie będzie chętny na zmiany czy do tego aby jednak czasem Cie finansować to warto się nad tym zastanowić bo potrafi to uprzykrzyć życie.
Ja jak się umawiam to zawsze na tych pierwszych paru spotkaniach płacę i zawsze wystarczy mi gest że dziewczyna chce się dołożyć i tyle mi to starcza. Jeśli ja zapraszam to ja płacę i tyle ![]()
To musi być on strasznie skąpy mi by było głupio żeby się tak rozliczać za sok czy inne pierdoły.
OOO matko jaka sknera. Niesmaczne
Wiesz, ja miałam podobnie z moim mężem, gdy zaczynaliśmy "chodzić". On pracował ( ja też), rodzina była całkiem bogata, ale uważali, że skoro z nimi mieszka, to powinien oddawać całą wypłatę matce. Nie miał nawet na własne ciuchy,a co mówić na stawianie mi.Tak, że zorientuj się lepiej jak sprawa wygląda u niego w domu, bo może podobnie.
Gusia, fajne to nie jest ale może faktycznie sama sobie kuku zrobiłaś stwierdzeniem, ze nie lubisz, jak ktoś za Ciebie płaci. Myślę, ze powinnaś na początek porozmawiać i powiedzieć, że tyczy się to obcych facetów a nie Twojego :-) i nie masz nic przeciwko, żeby on Tobie stawiał. Przy okazji wybadasz jaka jest jego filozofia odnośnie pieniędzy. Jeśli faktycznie nie będzie chętny na zmiany czy do tego aby jednak czasem Cie finansować to warto się nad tym zastanowić bo potrafi to uprzykrzyć życie.
Według mnie ten tekst o nie placeniu za siebie to jest tylko pretekst. Nie obwiniałabym dziewczyny, ze akurat to spowodowało ze tak się zachowuje. Jakby na to nie patrzeć- facet zachowuje sie dziwnie i nie mówcie ze to normalne żeby się rozliczać z kazdej złotówki. To ja się tak nie rozliczam ze zwykłymi znajomymi, a co dopiero z partnerem. Byłoby dla mnie niepoważne jakby mi kto chcial oddawać zlotowke. No chyba ze macie po 14lat, a cala akcja dzieje sie w gimnazjum...
Dziękuje wam za wszystkie odpowiedzi, dały mi do myślenia... że to jednak nie jest moje widzimisie i tylko mi to nieodpowiada. Odpowiadając na wiadomość wyżej - nie mamy po 14 lat i nie jesteśmy w gimnazjum.
Tylko przykro mi czasami jak ide z koleżanką gdzies na miasto i czasami ona mi postawi coś a czasami ja jej i nie ma żadnego problemu... podczas gdy mój partner... nie postawi mi nawet nigdy kina a nawet soku. Co więcej, zawsze jak np. kupie sobie cos do picia podczas spotkania z nim... on tez z niego "korzysta"...
Poza tym, dobrze sie przy nim czuje wiec pewnie dlatego to toleruje/tolerowałam. A moje słowa ze nie lubie jak ktos za mnie płaci... przywołuje zawsze, wiec to tak jakby jego wytłumaczenie na to, ze nie chce nigdy za nic zapłacić, uważa ze to jest usprawiedliwienie chyba... i jak czytałam kiedys ze faceci nawet za ostatnie swoje pieniądze kupią swojej kobiecie głupiego kwiatka - tylko zeby zobaczyć jej uśmiech ...
Ma ciężkich rodziców jeśli chodzi o pieniądze, zawsze oszczędzają, kupują jak najtaniej ... mimo ze są przeciętnie finansowo rodziną, wiec moze problem wziął sie faktycznie z domu.
Jest cwany. Znalazł sobie jelenia, pod twoją postacią oczywiście i jest szczęśliwy:-) a ty jesteś naiwna. Dlaczego on ma coś zmieniać, skoro ty się na to godzisz, jak pokorna jałówka? Tego nigdy nie zrozumiem. Godzicie się na coś, a potem narzekacie. Zawsze, jak się nóżka tupnie, efekt jest lepszy, nie wiedziałaś?
,,Zawsze jak gdzies idziemy to albo każdy płaci za siebie albo płacę ja.,,
masakra, co za gość
Gdyby to napisał facet że on zawsze płaci albo każdy płaci po równo, to byłby super facetem. Ten kobiecy materializm...
Widać kupowanie kobiecych odczuć popłaca ![]()
nie Remi gdyby płacili po połowie albo raz jedna osoba raz druga to byłoby ok a nie że ona go sponsoruje
dla mnie to nie jest facet
czyli jak ona ,,kupuje,, jego uczucia to jest ok?
co się dzieje z młodymi mężczyznami dzisiaj?
bark męskich wzorców? zanik meskosci?
ja nie podchodzę do tego tak, że uczucia się kupuje czy ze mezczyzna ma zawsze stawiac kobeicie
nie absolutnie nie
ale dziwne jest jeśli to kobieta przejmuje role mężczyzny w związku
nie Remi gdyby płacili po połowie albo raz jedna osoba raz druga to byłoby ok a nie że ona go sponsoruje
dla mnie to nie jest facetczyli jak ona ,,kupuje,, jego uczucia to jest ok?
co się dzieje z młodymi mężczyznami dzisiaj?
bark męskich wzorców? zanik meskosci?ja nie podchodzę do tego tak, że uczucia się kupuje czy ze mezczyzna ma zawsze stawiac kobeicie
nie absolutnie nie
ale dziwne jest jeśli to kobieta przejmuje role mężczyzny w związku
Szczerze, to brak wzorców męskich jest. Nie wiem, czy widzisz, ale bardzo dużo jest młodych ludzi którzy wolą facetów. I nie ja to wymyślam, takie informacje mam od kobiet.
Wykształcone, dobrze zarabiające kobiety chętnie przejmują rolę mężczyzny i to postępuje cały czas, więc nie wiem czemu się jako kobieta dziwisz? To normalne. Tak normalne jak płacenie za siebie pół na pół albo kobiety za mężczyznę. Jeśli zarabiasz więcej niż twój facet a rynek to umożliwa, to jaki problem by kupić coś własnemu facetowi?
Remi żaden problem tylko dlaczego nie działa to w druga stronę? Zauważ ze dziewczyna nie wymaga żeby ja zabral na wakacje i za wszystko zaplacil (mało jest takich kobiet) a zwyczajnie chciała by dostać choć tego kwiatka za 2 zl. Liczy się gest a nie wydana suma.
Ja bym mu powiedziała wprost, że mam dosyć rozliczania się co do grosza. A jakby jeszcze nalegał na oddawanie 2 zł to bym mu się zapytała czy naprawdę mi żałuje albo że następnym razem ja zapłacę.
juz sama nie wiem czy ja go sponsoruje czy nie... po prostu bardzo mnie denerwuje ze nawet nie zapłaci za głupie jedzenie z maka jak pójdziemy... i akceptowałam to przez długi czas, bo moze nie ma kasy a moze coś tam... ale od czasu kiedy czasami wolał kupić sobie głupią gazete za 15 zł niż postawić mi głupie lody za 4 zł... to juz cos nie tak mi sie wydawało... i na to miał a na dziewczynę nie?
i własnie, jak ktoś napisał... ja czasami sie czuje jak facet w związku... to ja kupuje, daje czasami kase a on płaci, mam prawo jazdy nawet a on nie... zawsze myślałam ze to facet powinien, ale chyba miłość mi przysłoniła..
gusia05 to nie jest normalne wymaganie by jego dziewczyna zwracała mu za sok 2 zł czy ileś.
Nie wiem czy jeszcze to ktos przeczyta czy nie, ale dałam mu jeszcze jedną szansę bo jest mi z nim naprawdę dobrze, jest taki opiekuńczy i kochany... wiec ciężko mi to po prostu przerwać. Przy wyjściu na miasto delikatnie dałam mu do zrozumienia, ze nigdy nie zapłacił i ze placi teraz ... chyba uznał to za żart. Sytuacja była dokładnie taka sama jak wcześniej... Mieliśmy gdzieś podjechać, powiedział ze kupi bilety (wiedział, ze nie mam) i było okej, kupił i byłam poztywnie zaskoczona bo nie chciał ode mnie tych 3 zł. Niestety za szybko sie ucieszyłam, jak wyjęłam po coś tam portfel później to oczywiście było "i jeszcze 3 zł za bilety
". Poszliśmy do sklepu, on coś tam miał sobie kupić i mówiąc ze mam straszną ochotę wzięłam sobie jakiegos batona za 2 zł i powiedziałam "Ty płacisz". Okej, zapłacił... po czym po wyjściu ze sklepu musiałam mu oddać te 2 zł a za głupie cukierki za 3 zł które zjedliśmy razem... powiedział ze na pół i musiałam mu oddać 1.50 zł. Nie ma super sytuacji materialnej, ale wiem ze miał ze sobą pieniądze... te głupie 70 zł nawet... Zauważyłam ze on nauczył sie tego w rodzinie bo nawet jak cos kupuje w sklepie to wybiera rzeczy najtańsze... i nie weźmie napoju który jest smaczny za te 3-4 zł tylko gorszą podróbkę która jest straszna ... ale nieważne bo jest tańsza i kosztuje 1.80 ... albo bo jest promocja... to weźmie to, nieważne jakie. Jak widzicie, sytuacja jest dziwna i chyba troche komiczna... tyle ze nie dla mnie, bo to człowiek z którym spędziłam juz 1.5 roku.
Szczera rozmowa to jedyne wyjscie. Po kilkunastu miesiacach nie bedzie o to latwo, bo moze uznac ze sie "czepiasz".
Hahaha
a ja myslałam, ze mój były był sknerą - wprowadził sie do mnie i z wielkim szokiem przyjał ze dzielimy opłaty po połowie (ale zapłacił), nie dzwonił bo szkoda było mu $ na rozmowy, no ale nigdy nie kazałby mi oddawać 1,5 zł za bilet. Dodam ze facet był w dobrej sytuacji finansowej, ja byłam studentką na utrzymaniu rodziców + jakies dodatkowe grosze z szkoły językowej.
Nie masz co sobie zarzucac z tym 'przeciez nie lubisz jak ktoś ci stawia' - on znalazłby zaraz inne wytłumaczenie ![]()
np. u mnie była taka sytuacja. Miałam zajecia z angielskiego z jakas dziewuszką. Jest koniec stycznia, robimy lekcje o walentynkach. Po lekcji podchodze do niego i pokazuje mu co ta dziewczyna musi sie nauczyc z walentynek (jakies tam 'doves, hearts, chocolate box i inne pierdółki) i tak patrze sie na te obrazki w ksiazce i mowie ze to w sumie komercyjne swieto.
W lutym.
Przed walentynkami pytam sie czy gdzies wychodzimy do kina/restuaracji itd bo trzeba juz to zarezerwowac. A on na to wielkie oczy i mówi, że przeciez ja nie świętuje bo mówiłam, że to komercyjne święto.
Chodziło, o to żeby oszczędzić kase. W koncu wyszlismy ale caly czas był naburmuszony i wziął ze soba 20zł.
Ba dum tsss! Wymówkę zawsze sie znajdzie, chocby coś wyrwać z kontekstu.
Po prostu taki charakter. W pewnych stytuacjach mozesz go przycisnac (jak ja z rachunkami) ale jest tego limit, no i on sam z siebie bedzie probował na wszystkim zaoszczedzić.
Dla mnie jest to totalnie dziwna sytuacja. U mnie w rodzinie przez pewien okres czasu było naprawdę krucho z kasą. Tatę zwolnili z pracy, pracował tylko dorywczo. Nauczyliśmy się bardzo oszczędzać, właściwie na wszystkim. Więc wiem że w takiej sytuacji ważne jest nawet głupie 3 złote. Nie raz też zdarzało mi się kupować coś czego nie lubiłam bo było tańsze. Więc ja radziłabym wprost pogadać z facetem i się go zapytać czy może ma problemy finansowe. Zapytać dlaczego zawsze jak on zapłaci wymaga zwrotu. Po prostu pogadać. A i jak rozumiem facet nie pracuje?
Nie wiem nawet jakbym miała zacząć taką rozmowę, bo on zaraz powie ze jestem materialistką dla której liczy sie kasa albo zebym poszła do byłego (wie o nim a był to chłopak mądry i w naprawdę dobrej sytuacji materialnej) więc on zawsze tak to powtarza.
I tez przytoczy móje słowa, ze nie sama mówiłam ze nie lubie jak sie za mnie płaci... albo ze nie ma kasy. Ale tak, on pracuje... co prawda zaczął niedawno, ale pracuje... mieszka u rodziców, wiec za nic nie płaci a co więcej co miesiąc mu tam kiedys dawali 100 zł. Więc ja rozumiem wszystko, ale kiedy chodzi o te małe kwoty jak 1.50 czy 2, 3 zł... po prostu jest mi az głupio i dziwnie ze mój facet ode mnie tego wymaga. Na początku nawet nie myślałam o tym, tylko mu oddawałam czy pół na pół... ale po jakimś czasie zaczęło mi to mocniej doskwierać no a teraz dzięki wam wiem, ze chyba ja wiele nie wymagam i nie przesadzam a jest to po prostu dziwna i chora sytuacja.
Nie wiem nawet jakbym miała zacząć taką rozmowę, bo on zaraz powie ze jestem materialistką dla której liczy sie kasa albo zebym poszła do byłego (wie o nim a był to chłopak mądry i w naprawdę dobrej sytuacji materialnej) więc on zawsze tak to powtarza.
Zapytaj w momencie jak on ci każe oddać za coś co kupił. Zapytaj czy zawsze musicie się tak rozliczać i jak długo jeszcze będziecie się tak rozliczać. Bo co będzie w przyszłości? Jak zamieszkacie razem to też będzie wymagał od ciebie żeby wszystko było na pół? A jak on będzie zarabiał więcej? Albo jak ty stracisz pracę to co on zrobi? Zapytaj go o to. I jak ci rzuci takim argumentem co pisałaś powiedz że to są tematy zastępcze i nie o to pytałaś.
Ale też weź pod uwagę że może niekoniecznie jest tak źle. Np podam ci przykład mojego brata. Ma dziewczynę i też jak coś kupują dzielą się po połowie, ale on oszczędza bo składa na samochód, z którego na pewno będą korzystać razem. Więc może tak jest w przypadku twojego faceta?
28 2015-07-15 10:35:07 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-07-15 10:36:35)
Nie wiem czy jeszcze to ktos przeczyta czy nie, ale dałam mu jeszcze jedną szansę bo jest mi z nim naprawdę dobrze, jest taki opiekuńczy i kochany... wiec ciężko mi to po prostu przerwać. Przy wyjściu na miasto delikatnie dałam mu do zrozumienia, ze nigdy nie zapłacił i ze placi teraz ... chyba uznał to za żart. Sytuacja była dokładnie taka sama jak wcześniej... Mieliśmy gdzieś podjechać, powiedział ze kupi bilety (wiedział, ze nie mam) i było okej, kupił i byłam poztywnie zaskoczona bo nie chciał ode mnie tych 3 zł. Niestety za szybko sie ucieszyłam, jak wyjęłam po coś tam portfel później to oczywiście było "i jeszcze 3 zł za bilety
". Poszliśmy do sklepu, on coś tam miał sobie kupić i mówiąc ze mam straszną ochotę wzięłam sobie jakiegos batona za 2 zł i powiedziałam "Ty płacisz". Okej, zapłacił... po czym po wyjściu ze sklepu musiałam mu oddać te 2 zł a za głupie cukierki za 3 zł które zjedliśmy razem... powiedział ze na pół i musiałam mu oddać 1.50 zł. Nie ma super sytuacji materialnej, ale wiem ze miał ze sobą pieniądze... te głupie 70 zł nawet... Zauważyłam ze on nauczył sie tego w rodzinie bo nawet jak cos kupuje w sklepie to wybiera rzeczy najtańsze... i nie weźmie napoju który jest smaczny za te 3-4 zł tylko gorszą podróbkę która jest straszna ... ale nieważne bo jest tańsza i kosztuje 1.80 ... albo bo jest promocja... to weźmie to, nieważne jakie. Jak widzicie, sytuacja jest dziwna i chyba troche komiczna... tyle ze nie dla mnie, bo to człowiek z którym spędziłam juz 1.5 roku.
Gusiu05, to naprawdę nie ma sensu. Tylko będziesz cierpieć. Dałaś mu szansę, wiele razy z nim jak piszesz rozmawiałaś, teraz dałaś szansę, by się wykazał, żeby coś zmienił, a on nadal żąda, byś oddawała mu za wszystko co kupi. Nawet jak podzieli się z Tobą cukierkami, to każe Ci oddawać połowę. Jak widać on nie chce zmienić swojego podejścia. A z takim podejściem jak będziecie razem mieszkać to za wszystko będziesz mu musiała oddawać pieniądze. Dla mnie to przeczy, że on jest opiekuńczy, a nawet jakby w innych kwestiach był to dla mnie taka wada jest nie do przyjęcia, bo jak to potem będzie wyglądać? Ty np w ciąży, kupi coś dla Ciebie i dziecka, zaraz Ci każe oddać. Jak tak postępuje to może dojść do jeszcze gorszych sytuacji, że np będzie wyliczał ile zużywasz wody itp. A skoro już o takie małe kwoty żąda byś oddała, to nie łudź się, że jak zamieszkacie to będzie inaczej. Będziesz ciągle w stresie. Moim zdaniem zdecydowanie nie ma sensu z nim być.
Nie wiem czy jeszcze to ktos przeczyta czy nie, ale dałam mu jeszcze jedną szansę bo jest mi z nim naprawdę dobrze, jest taki opiekuńczy i kochany... wiec ciężko mi to po prostu przerwać. Przy wyjściu na miasto delikatnie dałam mu do zrozumienia, ze nigdy nie zapłacił i ze placi teraz ... chyba uznał to za żart. Sytuacja była dokładnie taka sama jak wcześniej... Mieliśmy gdzieś podjechać, powiedział ze kupi bilety (wiedział, ze nie mam) i było okej, kupił i byłam poztywnie zaskoczona bo nie chciał ode mnie tych 3 zł. Niestety za szybko sie ucieszyłam, jak wyjęłam po coś tam portfel później to oczywiście było "i jeszcze 3 zł za bilety
". Poszliśmy do sklepu, on coś tam miał sobie kupić i mówiąc ze mam straszną ochotę wzięłam sobie jakiegos batona za 2 zł i powiedziałam "Ty płacisz". Okej, zapłacił... po czym po wyjściu ze sklepu musiałam mu oddać te 2 zł a za głupie cukierki za 3 zł które zjedliśmy razem... powiedział ze na pół i musiałam mu oddać 1.50 zł. Nie ma super sytuacji materialnej, ale wiem ze miał ze sobą pieniądze... te głupie 70 zł nawet... Zauważyłam ze on nauczył sie tego w rodzinie bo nawet jak cos kupuje w sklepie to wybiera rzeczy najtańsze... i nie weźmie napoju który jest smaczny za te 3-4 zł tylko gorszą podróbkę która jest straszna ... ale nieważne bo jest tańsza i kosztuje 1.80 ... albo bo jest promocja... to weźmie to, nieważne jakie. Jak widzicie, sytuacja jest dziwna i chyba troche komiczna... tyle ze nie dla mnie, bo to człowiek z którym spędziłam juz 1.5 roku.
straszne,
wyobraź sobie macie dziecku i jemu tez kupuje wszystko co najtańsze a złej jakości
jesteś w ciąży a witamin nie kupi bo drogie itd
Zrób tak, że oznajmisz mu że skoro Ty ostatni stawiała to teraz jego kolej.
Jak nic nie zrobisz to nic się nie zmieni.
Niepotrzebnie mu ulegasz. Ja bym na twoim miejscu po prostu mu tych paru złotych nie oddała i koniec kropka, dodając komentarz jakim to jest sknerą, że kilku groszy na dziewczynę mu szkoda.
Możesz też spróbować metody zwalczania ognia ogniem - sama zacznij rozliczać go z każdego grosza. Chociaż z jego nastawieniem istnieje duża szansa, że wcale go to nie ruszy.
Zerwij z nim, bo to jakiś psychol.
Po prostu w większości innych aspektów jest chyba okej... jest czuły, zabawny, mówi mi ze mnie kocha, akceptuje itd... ale własnie problem jest z tą kasą... no i tez czasami nie czuje ze mu zależy na mnie. Ma etapy gdzie jest idełem i własnie taki czuły, kochany... a czasami "żartuje" mimo ze mnie to boli... np o innych kobietach. Chciałabym czuć sie dla mojego faceta najpiękniejszą, najlepszą kobietą i innej by nie chciał a w pewnych momentach zupełnie sie taka nie czuje a tym, ze nie zaprosi mnie do głupiego kina i nie wyjdzie z inicjatywą zapłacenia za nie, tylko mnie utwierdza ze mu nie zależy... juz sama nie wiem co mam zrobić, ale chyba jak piszecie zerwanie będzie dobrą opcją, bo nie ma co sie męczyć mimo, ze szkoda mi tego czasami i jednak mimo, ze czasami mnie boli to jest bardzo duzo momentów ze jest mi bardzo dobrze...to takie skomplikowane ;c
"mowi mi ze mnie kocha"- patrz na to jak sie facet zachowuje, a nie co mówi.
bo on zaraz powie ze jestem materialistką dla której liczy sie kasa albo <b>zebym poszła do byłego</b> (wie o nim a był to chłopak mądry i w naprawdę dobrej sytuacji materialnej)
noo, to chyba dosadniej nie mógł powiedzieć ze mu nie zależy i dlatego też nie chce inwestować w ten zwiazek.
Jak tak czytam ten i tego typu wątki to wówczas zaczynam się zastanawiać jakim cudem tacy "faceci" mają w ogóle powodzenie.
Rada jest prosta, zostaw go w cholerę bo ewidentnie coś z nim jest nie tak.