Nie wiedziałam do końca jak zatytułować ten wątek...
Przeczytałam niedawno i uderzyła mnie "straszna" prawdziwość poniższego:
"Kobiety wiele osiągają, ale tego nie zauważają. Od co najmniej trzydziestu lat niezliczone debaty krążą wokół tematów podwójnego obciążenia matek, nieadekwatnego wynagradzania pracy kobiet i niedostatecznego poważania kreatywności, jednak wątpliwości co do własnej wiedzy i umiejętności są głęboko zakorzenione. (...)
Inne doświadczenie uświadomiło mi, że kobiety mają niskie mniemanie nie tylko o własnych umiejętnościach, ale także ogólnie o zdolnościach i kreatywności całego kobiecego świata. (...)
Także matki córek nie wierzą w jakość własnych osiągnięć, także wówczas gdy twierdzą, że jest przeciwnie. Ponieważ uważają, że sukces ich i ich córek jest wynikiem szczęśliwego zrządzenia losu lub czystego przypadku, nie zachęcają dziewczynek do aktywnego działania. Przez to zaniedbują również motywowanie córek, by nabywały umiejętności ułatwiające osiągnięcie sukcesu. Burger i Siedenspinner stwierdziły w czasie badań empirycznych, że kobiety odnoszące sukcesy zawodowe i te, które uzyskały awans społeczny, wzorują się bardziej na ojcach. Wynika z tego, że dla wiary w osobiste możliwości wciąż jeszcze brakuje kobiecych przykładów do naśladowania. Obie autorki stwierdziły jednocześnie, że córkom pomaga, ?gdy matki są w stanie cieszyć się z nimi, kiedy istnieją po temu powody, np. z praktyki zawodowej, z dobrej oceny i udanego przyjęcia
Jednak wydaje się, że matki przenoszą na córki niską ocenę własnych dokonań. Chwalone machają zawstydzone ręką i podkreślają pomoc otrzymaną ze strony innych. Wyjaśnienia jakie dają córkom na temat swych oczywistych umiejętności, umniejszają z reguły osiągnięcia. I tak traktują z łatwością osiągnięte sukcesy jako wynik talentu danego przez boga lub jako czyste szczęście, podczas gdy mężczyźni w podobnej sytuacji uważają to za oczywisty dowód własnej genialności. (...)
Jednocześnie matki sądzą, że ich zadaniem jest wychowanie córki do kobiecości. A ten najwyższy nakaz stoi w sprzeczności z wolą osiągnięć. ?Kobiety rzadko mogą sobie pozwolić na zawodowe ambicje i uczucie spełnienia w pracy, nie narażając się na to, że inni będą postrzegali je jako 'niekobiece'", napisały socjolożki Gip-ser i Stein-Hilbers w latach 80-tych. Od tego czasu stosunki niewiele się zmieniły. W życiu kobiet ciągle istnieją te sprzeczności, które uważane są za przyczynę problemów matek, które pragną określić własną pozycję."
Claudia Breitsprecher "Matki i córki. Wzajemne relacje."
Ostatnio usłyszałam od najbliższej mi osoby, że nic do tej pory nie osiągnęłam, bo wszystko co mam to zasługa mojego współpracownika.
A uwierzcie mi mam wiele powodów do dumy, i choć trudno mi samej tak myśleć i nie raz mówiłam i myślałam "udało mi się, bo mam szczęście", osiągnęłam bardzo dużo (a jak na swój wiek ogromnie) i chciałabym jeszcze więcej (też trudno się przyznać).
Nie chciałabym tutaj skupiać się na relacjach z matkami (o których pisze autorka), ale o tym naszym podejściu do własnych osiągnięć - nie tylko zawodowych, ale też rodzinnych (bo fajne dzieci, zdrowa rodzina, szczęśliwy związek, prowadzony dom, godzenie życia zawodowego z rodzinnym to również osiągnięcie, które od kobiety wymaga dużo pracy i wielu UMIEJĘTNOŚCI) oraz osiągnięć kobiet w ogóle.
Co o tym myślicie?