Hej wszystkim
)
Mam 19 lat mieszkam w Katowicach jestem dopiero co po maturze. Oczywiście mam problem z chłopem. On ma 20 lat i mieszka w Zabrzu w sumie to nie aż tak daleko od Katowic. Poznaliśmy sie w maju od tamtej pory jesteśmy nie rozłączni niestety ale przez telefon. Dzwonimy i piszemy sobie milion sms-ów dziennie i wisimy na telefonie. Czuje, że jest zakochany we mnie ale to jest leń. Pomimo tej malutkiej odległości widziałam go 4 razy a jest juz w sumie pazdziernik!!!! Ja inicjuje spotkania i on mówi, że przyjedzie ,,jutro,, i tak przez miesiąc. Boje się, że to nie ma sensu. Oboje szukamy na razie pracy ale tak to siedzimy w domach wiec ja nie rozumiem dlaczego on chce się widywać tak żadko!!! On nienawidzi jezdzic autobusami wręcz dostaje nerwicy jak pomyśli, ze ma jechać godzine. Ale co to jest godzina drogi do ukochanej osoby no nic!!! Ja sama bym przyjechała jakby zaproponował. Nie wiem co o tym myslec!! Zawsze sobie mówie, że jak teraz to przełoży to zakończe to ale nie umie on jest taki kochany. Wiem co robi w każdej minucie ufam mu bezwarunkowo no gadamy całymi dniami, wiec dlaczego tak wyglądają te spotkania. Nie da się tego wytłumaczyć w normalny sposób a ja chciałabym się do niego przytulic i wiedzieć, że jest przy mnie. Sama się zastanawiam czy to nie jakaś szczeniacka miłość z jego strony ale on wydaje się bardzo zaangażowany w tym co mówi. Jest też bardzo zazdrosny bo jaka wcześniejsza dziewczyna go zdradziła i dlatego jesteśmy w stałym kontakcie. kłócimy się w sumie jedyne o te spotkania bo ja czasem już nie wytrzymuje i pękam ze złości. Mówi, że chciałby żebym mieszkała tam bo widywalibyśmy się dziennie albo jak by miał auto to by przyjeżdżał często. Nie wiem co ja mam zrobić. Pokochałam go za to jaki kochany jest ale ile można się nie widzieć. Czy to jest normalne? Co o tym sadzicie?