Witam, nie jestem kobietą ale mam nadzieje ze Wy kobietki doradzicie mi co moge zrobic w mojej jakze ciezkiej sytuacji.
Jestesmy ze z moja zona 9 lat. Rok temu z powodu naszej bardzo ciezkiej sytuacji finansowaj wyjechalismy do Anglii w celu odrobienia sie oraz sprobowania nowego lepszego zycia za granica. Mielismy firme ktora niestety nie zostala przez nas odpowiednio dopilnowana co doprowadzilo do bankructwa i dlugow ktore ciagna sie za nami do tej pory. Jak to zawsze w takiej sytuacji bywa nasze stosunki malzenskie ulegly znacznemu pogorszeniu. Oddalismy sie od siebie , przestalismy rozmawiac , kochac sie ze soba, jedyne co nam pozostalo to ciagly stres i oraz krzyki. Nie jestesmy w stanie sie porozumiec. Cala ta sytuacja doprowadzila do tego ze JA
stalem sie zupelnie innym czlowiekiem. Zaczalem pokazywac zonie ze mam ja gdzies, przestalo interesowac mnie co ma do powiedzenie, nie sluchalem jej, nie patrzylem na nia, wyzywalem ( moze nie w taki najgorszy wulgarny sposob ale jednak ), doprowadzilem do tego ze wydawalo mi sie ze jest mi obojetna. Moja zona ciagle plakala i pomimo tego wszystkiego walczyla o mnie bardzo dlugo a ja sie tym zupelnie nie przejmowalem. Kiedy jechalismy do Angliii moja zona powiedziala mi w samochodzie ze chce zostawic wszystko za soba i ze kocha mnie najbardziej na swiecie i ma nadzieje ze Anglia odmieni nasz los. Wtedy uslyszala ode mnie ze ja juz jej wlasciwie nie kocham i ze nie wierze ze cos sie zmieni...
Po przyjezdzie do Anglii bylo tylko gorzej... nie okazywalem nalezytego szacunku mojej zonie. Zamknalem sie w sobie, zylem swoim zyciem. W pewnym momencie zona zaczela mi opowiadac ze w pracy (pracuje jako admin w wielkiej korporacji ) przyciaga uwage wielu mezczyzn a najbardziej jednego... jej menadzera. Opowiadala mi o jego podchodach troszke sie przy tym nabijajac z tego. Ja wiedzac jak mnie kocha ufalem jej bezgranicznie i nie przypuszczalem ze cos sie moze stac wiec puszczalem to mimo uszu i dalej bylem dla niej taki jaki bylem wczesniej... totalna swinia bez uczuc. Zona coraz czesciej mowila mi o tym az w koncu rozplakala sie jednego dnia i zadal mi pytanie na jakim etapie zycia jestesmy i czy ja jeszcze kocham?
Odpowiedzialem ze mam to gdzies i ze moze robic co chce.
Nie wiedzialem co sie dzieje ze mna, nie potrafilem wydusic zandego milego slowa w jej strone... nie umiem tego wytlumaczyc. Wtedy moja zona dala mi do zrozumienia ze moge tego zalowac.
Pewnego wieczoru wrocilem po pracy i cos mnie tknelo na rozmowe. Przyszedlem do niej i powiedzialem jak ja przepraszam za wszystko, za cale nasze zycie , za to jaki dla niej bylem i ze chce sie zmienic i ze bede sie staral jak nigdy. Moja zona sie rozplakala ale widzialem ze byla jakas dziwna...
Na drugi dzien kiedy wracalem z pracy zapytala mnie sie czy chce ratowac nasze malzenstwo, odpowiedzialem ze tak i wtedy zona powiedziala ze dobrze ale ona musi sie zwolnic z pracy zeby kogos nie widziec... swojego menadzera...
Nagle zrozumialem co sie stalo, ile moge stracic. Otworzylem oczy i poczulem ogromny bol. Mialem wczesniej male podejrzenia ale ufalem jej caly czas... az na drugi dzien zainstalowalem szpiega w komputerze i dostalem sie na jej poczte. To co tam zobaczylem przewrocilo moj swiat do gory nogami. Plakalem jak dziecko. Zadzwonilem do niej i powiedzialem ze wiem wszystko i ze widzialem najgorsze ...
Wtedy ona powiedziala ze mowila mi tysiac razy a ja jej nie sluchalem... i faktycznie mowila...
Wrocila do domu i mowi ze musi do tego gdoscia zadzwonic b zakonczyc ta relacje. Tak tez zrobila. Rozmawialismy potem bardzo dlugi czas . Staramy sie zaczac od poczatku. Problem jest w tym ze zmienilem sie o 180 stopni i zaczalem sie ogromnie starac ale widzialem ze niby jest super ale cos jest takiego w niej niepewnego: nie chce sie za bardzo przytulac, kochac ze mna ale jak twierdzi ze zmecznia. W koncu zaczelismy wczoraj rozmawiac. Powiedziala mi ze jest na rozstaju, ze nie wie cosie dzieje z jej zyciem, ze nie chce mnie stracic i nie dopusci do tego i ze widzi jak sie zmienilem lecz ma " maly" problem :nie jest w- stanie wyrzucic tego goscia z glowy. Wiem ze oni sie juz nie kontaktuja i on zapomnial o niej szybciej niz ona o nim ale kiedy to wczoraj uslyszalem rozplakalem sie jak bobr. Pytam sie gdzie jestesmy? Czego ona chce? Czy wierzy w to ze moze mnie jeszcze pokochac? Nie potrafila odpowiedziec...
Najbardziej nie moge zrozumiec tego ze ich relacja odbywala sie tylko na zasadzie mailii (jestem pewien) i on dobrze wiedzial co do niej pisac... w koncu wyzalila mu sie ze jest nieszczesliwa w malzenstwie i wlasnie tak to sie zaczelo. Nie potrafie pojac jak kontakt mailowy mogl wplynac tak na jej zycie? Pytalem sie nie raz co by poczula w sytuacji odwotnej to odpowiadala ze nie mogla by zyc i dlatego tym bardziej nie potrafie zrozumiec jej zachowania.
Ja nie moge tak zyc. Teraz wiem ze ja kocham nad zycie ale ten bol ze chciala kochac sie z innym facetem i marzyla o nim wieczorami i ze mysli o nim dalej jest nie do zniesienia. Ja mam 29 lat ona 33. Powiedziala mi rowniez ze chce miec dom, nas: mnie i nasza 4 letnia corke ale nie chce zalowac kiedys ze podjela taka decyzje...
Ja jestem teraz w okropnym stanie, bol przeszywa mnie na wylot. Jestesmy "niby" razem, spimy razem, mieszkamy nadal razem ale nie moge zniesc mysli ze juz nie jestem ten jedyny. Kiedy mowie jej ze chce odejsc bo nie moge zyc z kobieta ktora nie wie czego chce ona mnie blaga zebym nie odchodzil i tak kolo sie zamyka ze bedzie dobrze.
Jak dlugo mam zyc w niepwenosci i czekac az da mi do zrozumienia ze mnie kocha lub nie? Co mam zrobic bo strasznie cierpie? Jak odejdzie to umre poniewaz nigdy nikogo nie kochalem tak jak jej ...teraz to wiem...poprotu znow chce byc tym jedynym. Blagam pomozcie bo zle ze mna...