Witam serdecznie!
Nie miałam pojęcia do kogo udać się z moimi problemami, więc zdecydowałam się zaczerpnąć rady na forum. Od kilku miesięcy mieszkam z chłopakiem we Wrocławiu. Nasi rodzice postanowili zainwestować w naszą przyszłość i kupili nam mieszkanie. Jesteśmy razem od ponad czterech lat i do tej pory nasz związek miał się doskonale. Po ukończeniu liceum, X zaczął studiować we Wrocławiu, ja zostałam w Wawie. Widywaliśmy się rzadko, bo tylko w niektóre weekendy, jakieś dłuższe przerwy czy w święta, no i w wakacje, które należały jedynie do nas. I tak przez trzy lata trwaliśmy w związku na odległość, aż rodzice postanowili zakończyć naszą mękę. Przeprowadziłam się do Wrocławia, zmieniłam uczelnie, musiałam od nowa załatwiać sobie staż. Nie miałam tu żadnych znajomych, nie znałam miasta. No, ale to się nie liczyło, najważniejsze było to, że w końcu będę miała X-a na miejscu, do tego wspólne mieszkanie, tylko ja i on. Boże cieszyłam się jak głupia!!! Po kilku miesiącach jednak radość opadła, a i nasze cieszenie się sobą zmniejszyło do potrzebnego minimum. Oboje studiujemy dziennie i pracujemy. Ja zaczynam rok akademicki od października, X już zaczął. Cały czas się mijamy, nie mamy dla siebie w ogóle czasu i widzę, że to co nas łączyło powoli się ulatnia, wyrasta między nami jakiś mur i czasami nie mam już siły temu zapobiegać. X cały czas albo jest w pracy albo teraz na uczelni. Jak miał trochę wolnego, to wiecznie jeździł coś załatwiać albo tkwił przed komputerem, nie zaczęły mu się jeszcze studia, a on w sierpniu zaczął zaglądać do książek, jakichś starych notatek. Jego szef wiecznie czegoś od niego chce i zanim zdążę się odwrócić, jego już nie ma. Czasami było tak i w sumie teraz jest jeszcze częściej, że mijamy się w drzwiach. Wiele razy próbowałam z nim porozmawiać, żebyśmy tak zorganizowali swój czas, aby mieć go więcej dla siebie, ale on tylko powtarza, że przesadzam i szukam dziury w całym. Przez pierwsze tygodnie po zamieszkaniu razem, było naprawdę wspaniale, mieliśmy dla siebie czas. Choć pracował, a ja dopiero rozpoczynałam poszukiwania, potrafił np. wyłączyć telefon, wziąć wolne, wyjść ze mną do kina, na spacer, czy po prostu zorgaznizować jakieś spotkanie z jego znajomymi. Było zupełnie inaczej. Mi też nie jest łatwo, pracuję, zajmuje się ogólnie mieszkaniem, sprzątam, robie zakupy - najczęściej sama, staram się w miarę regularnie gotować obiady, robić jakieś ciepłe posiłki. Ale pomimo tego, zawsze znajdę dla niego czas, tylko, że wtedy on ma coś innego do roboty. Nie rozmawiamy tak, jak kiedyś, czasami mam wrażenie, że mnie nie widzi. Wczoraj wpadł do mieszkania z wykładów, zabrał jakieś książki i powiedział, że wychodzi do znajomych się uczyć. Nawet nie zauważył, że przygotowałam kolacje, wrócił po 22 jak już spałam. Innym razem umówiliśmy się na mieście, mieliśmy pójść do kina, potem do jego znajomych, bo robili jakąś domówkę. Czekałam na niego przeszło pół godziny, po czym podjechał po mnie w umówione miejsce i powiedział, że jest tak zmęczony, że zrobimy sobie seans w domu i odpoczniemy na kanapie. Zgodziłam się, ale skończyło się tak, że w połowie filmu złapał laptopa i czytał jakieś te swoje głupoty w ogóle nie zwracając na mnie uwagi, a jak tylko film się skończył poszedł spać bo rano musiał wstać. I tak jest cały czas, nawet jak jest w domu, to tak jakby go nie było. Prosiłam go od dwóch tygodni, zeby podjechał ze mną po deskę do prasowania, bo przecież skoro mamy samochód, to nie będę jechała z gigantyczną paczką autobusem, ale on nie miał czasu, więc na maxa wkurzona pojechałam sama, to miał pretensje, że nie poczekałam, bo przecież w końcu by ze mną pojechał. Nie wiem już co mam myśleć i co robić, to wszystko powoli zaczyna mnie przerastać i po prostu robię swoje, on swoje i już nawet nie staram się jakoś specjalnie o jego towarzystwo. Tylko, że kiedy już naprawdę w niego wątpie, on na te kilka godzin staje się dawnym sobą i od nowa mam wyrzuty sumienia, że go zlewam tak jak on mnie, a potem mija dzień i jest to samo. Jakiś czas temu bardzo źle się czułam, podczas okresu zaczełam miewać mocne bóle, o wiele mocniejsze niż wcześniej. Nie poszłam do pracy, zostałam w domu, napisałam mu smsa, ze bardzo źle się czuje i zeby wracajac z pracy zrobił jakieś zakupy. Godzinę po mojej wiadomości przyjechał do domu i spędził ze mną cały dzień, był jak do rany przyłóż, nawet ciągnął mnie do szpitala na zastrzyk przeciwbólowy, ale wtedy byłam tak szczęśliwa, że już nawet przestałam zwracać uwagi na ból. No, ale później wszystko znowu się pogorszyło. Boże, sorry za tak długą wiadomość, ale musiałam się gdzieś wygadać. Ja nie wiem co mam myśleć. Czasami chodzą mi po głowie różne głupoty, ze ma kogoś, że już mnie nie kocha, że mu się znudziłam. Nie wiem naprawdę. Może któraś z Was przez to przechodziła? Co o tym myślicie? Bedę wdzięczna za rady i opinie. Pozdrawiam.