Na wstępie zaznaczę, że mam 20lat a dziewczyna 18 i już kiedyś tutaj coś pisałem w podobnej sytuacji. . Byłem z dziewczyną niespełna trzynaście miesięcy. Były gorsze momenty (kłótnie, rozstanie na 3 dni,), ale jednak kochamy sie oboje i było nam ze sobą dobrze.
Gdy ja byłem w klasie maturalnej, spotykaliśmy się codziennie, po kilka godzin dziennie. Tak dotrwaliśmy do końca roku szkolnego. całe wakacje spędzilismy razem, lepiej lub gorzej. Od polowy września przeniosłem się na studia.
już w czasie wakacji wiedziałem, że będzie trudno i ona też jednak oboje byliśmy optymistami. Ona uznała, że będzie się uczyć i w ten sposób częsciowo wypełni sobie czas wolny który jej zostanie gdy mnie nie będzie. Gdy zostało 6 dni do mojego wyjazdu, matka weszła na jej gadu-ggadu i zrobiłą awanturę w domu.
Od tamtej pory byłem Persona non grata w jej domu. Spędzaliśmy te ostatnie dni tylko u mnie lub na dworze.W tym czasie powstało trochę wspólnych planów, na przyszłość. Gdy wyjeżdzałem, bardzo to przeżywała cały dzien prawie płakała pisała do mnie non stop. Tak było przez jakieś 3 dni. Wtedy musiałem czekać na odpowiedź na sms nawet 5 godzin. Drażniło mnie to trochę na co zwróciłem jej uwagę.
Podczas jednej rozmowy telefonicznej także zwróciłem na to uwagę, ona to odebrała jako atak na siebie. Pokłociliśmy się trochę, ale zaraz pogodziliśmy. Dwa dni później dostaję od niej telefon, w którym dowiaduję się że nie możemy być razem. Że ona ma dużo nauki i nie ma dla mnie czasu, że dopiero minął tydzien i zdazylismy sie pokłócić przez telefon. Po kilku minutach tej rozmowy padło stwierdzenie "znajdziesz sobie kiedys lepsza, co urodzi Ci dzieci..".
Spytałem wtedy czy była u ginekologa, bo miała iść od jakiegoś czasu. Wyszło, że jest bezpłodna. Odrazu wsiadłem do pociągu i wróciłem do naszego miasta. Spotkaliśmy się, powiedziała że nie jest już wartościową kobietą, i nie chce mnie obciążać. Lekarz powiedział jej, że ten problem może być spowodowany tym że w wieku 12 lat została skrzywdzona. Powiedziałem, że dla mnie to nic nie zmienia, że dlla mnie jest ciągle taka sama i że można to leczyć.
Starała się przez całą rozmowę być oschła. Wpadła nawet na pomysł, że powie mi że tak naprawdę mnie zdradziłą, żebym o niej zapomniał i dał sobie spokój. Ostatecznie na pożegnanie powiedziała, że nie pozna drugiej takiej osoby, że nadal mnie kocha ale nie możemy już być razem. Przycisnela swoje wargi do moich i czułem że czeka na pocałunek. Pocałowałem ją a potem zrobiła to samo. Gdy wróciłem do domu, zacząłem czytać o bezpłodności.
W pewnym momencie uznałem, że wejdę na jej fejsbuka (nie wiem po co...emocje). Znalazłem tam rozmowę, w której rozmawiała z koleżanką. Stwierdziła, że nie chce ze mna byc bo juz mnie nie kocha, chce być sama, generalnie nie przestawiała mnie z dobrej strony. Zadzwoniłem do niej i odrazu o tym powiedzialem, uslyszalem tylko odpowiedz "a nie wpadles na to ze nie chce nikomu o tym mowic? wiec jej napisalam co innego".
Nastepnego dnia na mojego smsa czy nie mozemy sobie dac przerwy, odpisala ze nie chce mnie znać za to ze ja szpiegowalem. Kiedys ona także, bez powodu gdy moj telefon lezal luzem wziela go i przegladala. Zdarzyło się to dwa razy. Jednak wieczorem zadzwoniła do mnie, powiedziała ze przeprasza za sms. Że mnie kocha, i życzy mi szczescia. Dziś na gadu gadu rozmawiałem z nią chwilę, ponieważ chciała zwrócić mi moje rzeczy które posiada. Wyszła z tego dłuższa rozmowa, ostatecznie doszliśmy do wniosków ze pozostajemy w kontakcie, czasem jakiś skype, fejsbuk, jak bede w mieście to czasem spotkanie w realu.
Reasumując:
Dziewczyna chce być sama, nie chce być z kimkolwiek do matury (tak mi powiedziała)
Poniekąd rozumiem szok i decyzję jaki mógła wywołac wizyta u lekarza ponieważ zawsze chciała miec 4 dzieci i do tego miała w szkole i domu dużo stresów.
Wydaje mi się, że jest ona aktualnie trochę zagubiona. Gdy mówi, że mnie kocha to wierzę w to i jest to prawda. Tylko po chwili dodaje, że nie możemy już byc kiedykolwiek razem.
Tu mam pytania
Czy rzeczywiście tak jest? Czy ona nie chce być ze mną? Może poprostu dać jej czas(gdy oferowałem trochę odpoczynku, odrzuciła), żeby oswoiła się z sytuacją, żeby emocje opadły. Jeśli tak to ile?
Czy podtrzymywać z nią kontakt jesli chce zebysmy sie znowu zeszli? Może odciąć się, albo czekać aż ona pierwsza się odezwie?
A może dać za wygraną? Uwierzyć, że jednak nic z tego nie będzie.
Co mogę zrobić w tej sytuacji, a przede wszystkim jak jej pomóc?