Witam wszystkie Panie. Wiem że to forum damskie ale postanowiłem napisać tutaj. A wiec chce przedstawić swoja sytuacje.
Mam 23 lata a moja dziewczyna (była dziewczyna) 19. Jesteśmy ze sobą prawie 2 lata. W swoim nędznym życiu nie poznałem
lepszej dziewczyny. Jest zaradna, opiekuńcza, uczuciowa, stawiąca na pierwszym miejscu dobro rodzinne i co sobie bardzo cenię w ogóle nie obchodzi jej grubość mojego
portfela. I wszystko było by dobrze gdyby nie to że jest Świadkiem Jehowym a ja jestem Katolikiem. Od początku naszej
znajomości wiedziałem że jest innego wyznania. Oczywiście w miarę gdy się poznawaliśmy coraz bardziej się w niej
zakochiwałem ze wzajemnością. Dogadujemy się bardzo bobrze, no czasem dochodziło do małych kłótni, ale one w 99 % były
spowodowane prze zemnie. W ogóle jak moja matka dowiedział się z kim ja się zadaje to mało zawału nie dostała. Chodzi mi
oczywiście o to że dziewczyna jest Jehowa a matka zagorzałą katoliczką. Od samego początku suszyła mi głowę żebym się nie
pchał w ten związek bo w przyszłości mogą byś same problemy ale oczywiście jej w ogóle nie słuchałem. Matka sobie gadała
czas płyną ja się wcale tym nie przejmowałem. Ale od niedawna zacząłem się poważnie nad tym wszystkim zastanawiać. Czy mój
związek z nią ma przyszłość. Teraz niby jest fajnie ,ale jak pojawiło by się dziecko w związku to jestem pewny że była
poważna kłótnia o to w czyjej wierze ma być wychowywane, bo ja nie chciał bym przechodzić na wiarę Jechowych a dziewczyna
zadeklarowała ze też nie bierze takiej opcji po uwagę. (kto zna wiarę Jehowych choć trochę to wie że bardzo mocno
ingerują w życie prywatne wyznawców a to mi się cholernie nie podoba. W ogóle mają tam jakieś dziwne zakazy i nakazy) Wiem
że na pewno były by o to kłótnie. Dobrym przykładem są jej rodzice gdzie matka Jechowa, zmieniła wiarę właśnie z katolicyzmu na Jehowych jakieś 4 lata po
ślubie a ojciec został przy wierze katolickiej. I tak jak się patrze jak oni żyją, że każdy sobie to jestem przerażony tym
że i u mnie w małżeństwie mogło by tak być. Wiec postanowiłem podjąć decyzje o rozstaniu się. Zacząłem rozmowę że lepiej
dla naszego dobra było by gdybyśmy się rozstali to pozwoli nam to uniknąć problemów w przyszłości. Oczywiście popłakała
się. Mi już też łzy cisnęły się na oczy jak widziałem że płacze prze zemnie ale z trudnością udałem twardziela i się nie
rozkleiłem. Mówi do mnie że nie wyobraża być z kimś innym jak ze mną. Ja ostro stoję przy swoim że musimy się rozstać dla
naszego dobra. Ona pyta się czy mam kogoś. Ja mówię że nie (bo nikogo nie mam) W końcu powiedziałem wbrew swojej woli że
już jej nie kocham co jest kłamstwem i że już nie chce z ną być. To ją dobiło i wybiegła z domu. Poleciałem za nią bo nie
wiedziałem co jej może do głowy strzelić i poczekałem aż siostra po nią przyjedzie. Jeszcze tego samego dnia napisała do
mnie że mnie bardzo kocha i nie przestanie kochać. Ja nic na to nie odpisałem. Tamtego wieczora leżałem i ryczałem jak
dzieciak, myślałem że jestem twardszy. Następnego dnia pisze do mnie czy możemy się spotkać i porozmawiać. Napisałem że
tak. Najbardziej czego się boje w tym wszystkim to tego że jak zakończę to definitywne na 100 % to już nigdy nie znajdę
takiej dziewczyny na tym popapranym świecie i będę żył w przekonaniu że mogli byśmy żyć w miłości a kwestię wiary można by
pogodzić. Wiem że się rozpisałem ale to i tak jest skrócona wersja całej historii. Za wszystkie błędy przepraszam ale nigdy
nie byłem dobry z polskiego. Będę niezmiernie wdzięczny za odpowiedzi co w takiej sytuacji zrobili by inne osoby z forum.
Podobne tematy
Podam Ci przykład . Moja Ciotka katoliczka , a Jej mąż ateista . Nie mieli dzieci , bo Moja Ciocia była za wygodna . Razem przezyli 55 lat . Ale najlepiej w Twojej sprawie , by było może , żebyś przedyskutował ze Swoimi z rodzicami . No i dobrze by było , zeby na siłe nie namawiała Cię na zmianę wiary .
Wiesz, nie miałam tak do czynienia do końca ze Świadkami Jehowy, tylko z tymi, co chodzą po domach. Tak że wiadomo też ciężko powiedzieć. Dlatego ja nie wiem dokładnie jakie są ich zasady wiary, ale znalazłam coś takiego:
"Świadkowie dla swoich celów wyznaniowych stworzyli pewne normy zachowań których przestrzegają, oraz szereg czynności które są " zabraniane" albo "potępiane" przez organizację. Opierając się na badaniach dr Jerry R. Bergmana, wiarygodnego eksperta w dziedzinie zdrowia psychicznego świadków Jehowy w USA, możemy stwierdzić iż przestrzeganie rygoru i surowych zasad organizacji prowadzi w efekcie do zaburzeń i chorób psychicznych. Dr Bergman wymienia kilkadziesiąt tych ważniejszych, które określa jako "niewidoczny Talmud", i które uważa za główną przyczynę zaburzeń psychicznych wśród wyznawców tego ruchu religijnego. Kiedy rodzice są lojalnymi członkami organizacji, kodeks określonych zachowań jest wpajany dzieciom od najmłodszych lat. Oto lista zakazów i nakazów których wszyscy muszą przestrzegać, oraz czynności których świadkom Jehowy wykonywać nie wolno.
- noszenie lub posiadanie symboli - nie tylko religijnych = ( fałszywe bóstwa),
- jakikolwiek związek lub branie udziału w uroczystościach religijnych innych wyznań i czynnościach z tym związanych np. pogrzebach = ( bałwochwalstwo),
- obchodzenie urodzin = ( bałwochwalstwo),
- toasty w czasie wesel i innych uroczystości = ( fałszywe bóstwa),
- udział w wyborach = ( mieszanie się w sprawy świata),
- praca w sektorze zbrojeń = (popieranie wojen),
- obchodzenie jakichkolwiek świąt (= bałwochwalstwo),
- transfuzja krwi i oddawanie krwi = ( świętość krwi),
-spożywanie pokarmów zawierających krew np. kaszanka =(sprzeczność z Biblią )
- czytanie książek i publikacji innych wyznań religijnych = ( zaśmiecanie umysłu),
- przeszczep organów (w międzyczasie zmieniane) = ( grzech, niezgodne z Biblią),
- działalność w stowarzyszeniach młodzieżowych = (strata czasu),
- jakikolwiek udział w polityce; ubieganie się o stanowiska polityczne nawet na szczeblu gminy = ( pozostawanie nieskażonym przez świat),
- oglądanie filmów = ( grzeszny wpływ; stracony czas, który można poświęcić na głoszenie),
- pełnienie funkcji gospodarza klasy = ( pozostawanie skażonym przez świat),
- przynależność do harcerstwa = ( pozostawanie neutralnym),
-noszenie odzieży żałobnej = ( zwyczaj pogański),
- próby usprawiedliwiania się = (brak pokory),
- branie udziału w działalności związkowej = ( pozostawanie neutralnym),
- wielbienie lub naśladowanie gwiazdorów filmowych lub muzycznych = ( bałwochwalstwo),
- interesowanie się znanymi osobistościami i ich filozofią = (cześć oddawana ludziom, niebiblijne wartości),
- organizowanie spotkań młodzieżowych = ( pokusa seksualna),
- czerpanie przyjemności z pokazywania się publicznie - modelka = ( szukanie własnej chwały),
- datki na Czerwony Krzyż lub podobne organizacje charytatywne = ( popieranie organizacji religijnych),
- uczestniczenie w świętach zakładowych = ( światowe towarzystwo),
- modlenie się - wyłącznie w towarzystwie ochrzczonych, nienagannych Świadków Jehowy (tylko Świadkowie są prawdziwymi chrześcijanami),
- okazywanie zbyt wielkiej namiętności podczas stosunków płciowych z partnerem małżeńskim = ( niemoralność),
- taniec z kimś innym niż partner małżeński = ( pokusa seksualna),
- udział w zajęciach pozaszkolnych = ( wolny czas wykorzystywać na głoszenie),
- czytanie starej literatury Towarzystwa [Strażnica] = ( strata czasu),
- udział w sądzie jako przysięgły = (neutralność),
- udział w służbie wojskowej i formacjach cywilnych = ( ćwiczenie się do wojny),
- ćwiczenie technik samoobrony = ( pochodzenie militarne),
- opuszczanie wspólnych zebrań i działalności głoszenia = (nieposłuszeństwo względem Boga),
- używanie sformułowań takich jak: O Boże!, O Panie!, itp. = (zwracanie się do fałszywych bóstw),
- wizyta u psychiatry lub psychologa = ( może wprowadzić w błąd?),
- studia wyższe; niektóre kierunki kategoryczne zabronione = (światowe
towarzystwo, strata czasu),
- udział w reformach socjalnych i grupach samopomocy = ( strata czasu),
- wątpliwości skierowane przeciw Organizacji = ( wymierzone przeciw Bogu),
- gra w szachy, warcaby, karty itp. = ( charakter militarny),
- wypracowywanie nadgodzin = ( czas potrzebny na głoszenie),
- przyjaźnienie się z osobami spoza Organizacji = (światowe towarzystwo),
- noszenie przez kobiety spodni podczas zebrań = ( nieodpowiednie ubranie, upodobnianie się do mężczyzn)"
źródło: katolikos.republika Takie coś znalazłam
Czy u niej jest tak jak w tych punktach czy nie aż tak?
Wiesz, skoro się kochacie, to ja bym nie stawiała sprawy tak, że rozstanie. Starałabym się porozmawiać, bo może da się coś ustalić wspólnie. No, ale rozumiem, łatwa sprawa to nie jest, bo jak widzę Świadkowie Jehowy mają wiele zakazów i życie z nimi może być trudne. Chociaż na pewno wiele zależy od konkretnego człowieka.
4 2014-04-15 07:39:28 Ostatnio edytowany przez Doom (2014-04-15 07:40:18)
Kolejny przykład na potwierdzenie tezy, że religia zatruwa WSZYSTKO. I to religia, u której fundamentów leży zdaje się miłość do bliźniego. Czy to nie święty Augustyn powiedział Dilige et quod vis, fac? Co to za miłość, która ustępuje pola zabobonom? Co to za miłość, która pyta się innych o zdanie? Co to za miłość, która boi się przesądów i przejmuje się opinią tłuszczy?
Nie znam was, ale jeśli kochacie się tak mocno, jak na to wskazuje twój wpis, to może warto dokonać obopolnego poświęcenia własnych przekonań, które zaiste są pyłem w obliczu miłości!
Zaufaj mi, mówi ci to zatwardziały "bies", "czort" i ateista (niekoniecznie w tej kolejności) tak mnie nazywają hipokryci z sąsiedztwa, którzy co niedzielę tarzają się po posadzkach w kościołach, by po powrocie przywalić szanownej małżonce w alkoholowym transie.
Zacznijcie myślec na własny rachunek i nie marnujcie krótkiego życia na ewidentne bzdury, które istnieją tylko po to, by utrzymywać stały poziom strachu i poczucia winy u swoich wyznawców.
Podpisuję się pod tym co napisał Doom obiema rękami i nogami. Kochacie się! To jest najważniejsze! Miałam kiedyś podobną sytuację do Twojej. Matka mojego byłego zagorzała katoliczka ja raczej do takowych nie należę. Wyobraź sobie że kazała mi i swojemu synkowi chodzić do kościoła a jak nie to nie możemy się więcej spotykać. W końcu mój chłopak się wkurzył i powiedział dość! Kurde dlaczego Wiara ma ingerować zanadto w nasze życie.... a co gorsza inni ludzie. Co prawda rozstaliśmy się ale z innych powodów. Jeśli chcecie żyć razem kochacie się, szanujecie wzajemnie to róbcie to nadal! Nie patrz się na wiarę, na ludzi tylko i wyłącznie na Was i waszą miłość. Ludzie z innych wiar mogą być razem szczęśliwi. Przykładem jest mój Wujek i ciotka. Były jakieś awantury o chrzest, komunię mojej kuzynki ale są razem, wspierają się i decydują wspólnie do kompromisów. Da się.. Pozdrawiam i z całego serca życzę Wam żeby się Wam udało! Miłość prawdziwa jest cenniejsza niż złoto i serio chcesz zaprzepaścić to z powodu wiary?
6 2014-04-15 09:34:43 Ostatnio edytowany przez Sonia2012 (2014-04-15 09:42:12)
hej,hej
nie zgadzam sie z wczesniejszymi wpisami.
Posluchaj swojej mamy, ona ma racje.
Bylam swiadkiem wielkiej tragedii ze wzgledu na zwiazek katoliczki ze swiadkiem Jehowy.
Dla kazdego skonczylo sie zle, a zwlaszcza dla dzieci ktore przyszly na swiat.
Uwazam , ze slusznie z nia zerwales.
Ptak i ryba moga sie zakochac, ale gdzie uwija gniazdo?
Posluchaj mamy przez nia przemawia dosiwadczenie zyciowe i troska, duza troska o Twoje dobro
Zreszta Ty czujesz intuicyjnie, ze mama ma racje.
Beatka pisze o zwiazku ateistow i probie namowy rodzicow na trwanie w katolicyzmie...to zupelnie inna bajka. Beatka i jej maz / partner trzymaja jeden front.
Marieta pisze o zwiazku katolika z ateista...to tez moze funkcjonowac.
Ale Ty pytasz o zwiazek Katolika ze Swiadkiem J...a to mieszanka wybuchowa. Zreszta swietnie wymagania Swiadkow wypunktowala Truskaweczka.
Mysl i wyciagaj wnioski.
powodzenia
Sonia2012 ale jakich tragedii? Wiesz ile jest takich par? Ludzie to nie ptak i rybka. Zawsze da się zmienić wyznanie. Np. Nie trzeba chrzcić dziecka. Dziecko samo może później zadecydować jakiej chce być wiary. Skoro możemy decydować o swoim życiu to dlaczego wiara ma decydować za nas?
Twoim błędem było ze skłamałeś ze jej nie kochasz a nie powiedziałeś prawdy ze chodzi o religie .
Czy wy jesteście praktykującymi w swojej wierze ?? Ty chodzisz regularnie do kościoła , ona na zebrania światków jehowach .
Mam taki przypadek w rodzinie .
Ona katoliczka , on z rodziny jehowach .
Ich rodzica, dziadkowie tez to sie nie podobało były nawet szantaże ze nie nie przyjdą na wesele jeśli do takiego dojdzie .
Wiem ze ona broniła sie przed rodzicami pokazując przykłady z rodziny małżeństw katolickich gdzie były rozwody , alkohol , awantury itp. udowodniała ze wiara nie gwarantuje szczęścia.
Ona mniej praktykująca , do kościoła chodziła od święta " bo tak wypada aby rodzicom nie było przykro "
On bardziej praktykując bo chodził regularnie na te ich zebrania.
Zanim doszło do ślubu uzgodnili
czy dziecko będzie chrzczone czy nie, co za tym idzie potem komunia, bierzmowanie.
W razie transfuzji krwi czy przeszczepu jakie on ma ten temat zdanie .... bo jehowi są przeciwni.
I wiele innych tematów obgadali miedzy sobą nie zależnie co myślą rodzice czy nie .
Slub wzięli cywilny potem wesele . Rodzice przyszli i byli szczęśliwi . Jak dotąd są po ślubie jakieś 5 lat . I jak dla mnie żyją normalnie jak wszyscy . Wigilie czy śniadanie Wielkanocne spędzają z jej rodzicami natomiast ze względu ze święta są kilku dniowe , kolejny dzień spędzają z jego rodzicami . Ona księdza przyjmuje po kolędzie , mimo ze to jego dom ale on to szanuje.
Choinka stoi na Boże narodzenie ale to nie chyba kwestia wiary a porostu ogólnego nastroju w tym czasie .
Ona wiem ze z grzeczności, szacunku i ciekawości ( jak to wygląda w innej wierze ) również raz w roku chodzi na tzw. Pamiątkę - wiesz o czym mowie .
1listopada on z nią jeździ na groby - mimo ze jehowi tego nie robią .
Dziecka jeszcze nie maja , wiec ciężko mi powiedzieć czy to co ustalili przed ślubem będzie w praktyce.
Kazda wiara ma swoje zakazy , nakazy ale czy my młode pokolenie dostosowujemy sie do niego ?? Czy tylko raczej nasi rodzice i dziadkowie żyją w świecie wiary.
Pewnie wasi rodzice stosują jeszcze argumenty - a co ludzie powiedzą . Ale wy nie będziecie żyć z ludźmi tylko ze sobą
Była sytuacja ze zaprosiłam ich na moje urodziny , on mi od razu powiedział ale wiesz ze ja nie obchodzę tego typu świat i nie będzie życzeń ani prezentu . Powiedziałam ok. Chodzi mi o wasza obecność nie prezent. Przyjechali.
I tak przy każdej tego typu okazji ja wiem ze będą bez kolejnego tłumaczenia ze nie obchodzę takich świat .
Wydaje mi sie ze musisz z nią poważnie porozmawiać , bo boisz sie nie znanego. I za szybko podjąłeś decyzje o rozstaniu . Jeśli nie dojdziecie do porozumienia i nie będzie szans na kompromisy to wtedy razem będziecie mogli podjąć decyzje o rozstaniu bez kłamstw. Nikt nie każe wam zmieniać wiary a wybrać z każdej wiary to co dla was będzie najlepsze .
Beatko, wydaje sie ze nie znasz sily oddzialywania wspolnoty / zboru swiadkow J na poszczegolne jednostki. O bardzo trudnej drodze wyjscia/ odejscia od swiadkow...w przypadku gdy dana osoba chce odejsc. Specjalisci od sekt dokladnie opisuja ten proces.
hej,hej
nie zgadzam sie z wczesniejszymi wpisami.Posluchaj swojej mamy, ona ma racje.
Bylam swiadkiem wielkiej tragedii ze wzgledu na zwiazek katoliczki ze swiadkiem Jehowy.
Dla kazdego skonczylo sie zle, a zwlaszcza dla dzieci ktore przyszly na swiat.Uwazam , ze slusznie z nia zerwales.
Ptak i ryba moga sie zakochac, ale gdzie uwija gniazdo?Posluchaj mamy przez nia przemawia dosiwadczenie zyciowe i troska, duza troska o Twoje dobro
Zreszta Ty czujesz intuicyjnie, ze mama ma racje.
Oczywiście możemy się pięknie nie zgadzać. Być może zbyt upraszczam, tylko że dla mnie ten problem, to kwestia priorytetów. W moim życiu na tej liście w ogóle nie ma boga, religii, czy żadnego innego zabobonu. Numer jeden natomiast, to moja rodzina. Jeśli więc czytam, że ktoś może poświęcić coś realnego i pięknego, jakim jest rodzina (napisałaś, że w twoim otoczeniu tak było) w imię mrzonki, to ten ktoś jest ZEREM w moich oczach. Taki mój światopogląd i kręgosłup moralny. Rozumiem metaforę o rybie i ptaku, ale mówimy o ludziach, ich uczuciach, pragnieniu szczęścia i miłości, na którego to drodze stoi wiara w duchy! Przecież to absurdalne.
Doświadczenie życiowe. Jak ja nie znoszę tego stwierdzenia. Jakie mama ma doświadczenie życiowe w tej kwestii? Może warto ją zapytać, czy była kiedyś zakochana, nie wiem, np w buddyście i jak sobie z tym fantem poradziła? Co czuje intuicyjnie? Chłopak szlochał w poduszkę przez całą noc! Żadnemu zdrowemu człowiekowi intuicja nie podpowiada, by świadomie zadawał sobie i osobom ,które kocha - CIERPIENIA.
Zadaj mamie jeszcze jedno pytanie: Czy chodzi jej TYLKO o twoje dobro, czy może też jeszcze o to popularne, a żałosne: "Co ludzie powiedzą?"
Są idee, które nie są warte poświęcenia nawet minuty swojego życia, nawet splunięcia, a co tu mówić o miłości! (ale dzisiaj ze mnie Werter:) Do tych idei ja zaliczam boga i cały jego entourage.
Zacznijcie żyć własnym życiem.
Dziewczyny ale dlaczego uważacie ze oni maja zmieniać wiarę ?
Nie wiemy czy oni są praktykującymi w swojej wierze czy są porostu w tej wierze tylko chowani przez rodziców i dziadków .
Określenie ich wiary może być tylko na papierze - bo tak zdecydowali kiedyś ich rodzice.
Doom, z calym szacunkiem, ale to na Twojej liscie nie ma boga. Autor watku inaczej patrzy na zycie.
Sa ludzie dla ktorych wiara jest priorytetem, a Bog jest na pierwszym miejscu.
Tego dotyczy temat.
On widzi jak zyja rodzice jego dziewczyny, gdzie ojciec Katolik , mama Swiadek...i nie chce tego powielic. Absolutnie mu sie nie dziwie.
Skołatany... jesteś mężczyzną? czy małym nieporadnym chłopcem???
Ludzie, skoro między Wami jest taka miłość to czy nie możecie szanować siebie i swojego wyznania? Ty bądź po prostu katolikiem jak do tej pory a ona niech sobie będzie świadkiem. (Nie jehową..-bo to jest imię boga).
Moja babcia jest Śj ponad 20 lat, dziadek katolikiem są cudownym małżeństwem, nikt na siłę nikogo nie zmusza do pójścia" na swoją stronę". Przecież to jak będzie wyglądało wasze życie jest w waszych rękach. I zapewniam że wszystko jest do dogadania. To zupełnie normalne że boisz się zmian i przyszłości ale nienormalne i żałosne jest to że jesteś tchórzem i zamiast szczerze powiedzieć dziewczynie czego się boisz to Ty jej ciśniesz kity i ranisz ją do bólu bo niby nagle przestałeś ją kochać! Tchórz i tyle, bo możesz z nią zerwać skoro tak boisz się innego wyznania swojej dziewczyny ale powiedz jej chociaż prawdziwy powód zerwania! A potem pluj sobie w brodę,że straciłeś swoją miłość bo mamusia by nie zniosła.. tylko że z mamusią całego życia nie będziesz dzielił. Ludzie się dobierają i z muzułmanami bo się kochają i wspólnie ustalają zasady ich życia, szanują swoje religie bo się kochają i dla takich ludzi inne wyznanie nie stanowi problemu.Tylko trzeba szczerości i otwartości w rozmowie o religii a nie chowania głowy w piasek.
Dokładnie. Wasze życie jest w waszych rękach. Nie zastanawiaj się. Musicie przede wszystkim porozmawiać na spokojnie, na poważnie jak to widzicie. Co zrobicie i tego się musicie trzymać. Ustalcie pewne sprawy i bądźcie razem szczęśliwi!
Chyba że Wiara jest ale Was przeogromnym problemem który jest nie do przejścia. To już inna bajka. Wytłumacz jej jak to widzisz i razem podejmijcie decyzję. KOCHACIE SIĘ!
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Ktoś pytał żebym zapytał mamę o to czy chodzi o moje dobro czy tylko o co ludzie powiedzą. Mama powiedziała że to co zrobię to już jest moja decyzja bo ona z moją dziewczyną po ślubie nie będzie żyła. Powiedziała też że nie życzy sobie jej później pod swoim dachem. a gdybyśmy się nawet pobrali to nie miałbym się za bardzo gdzie podziać bo u niej w domu i tak jest już ciasno. Oczywiście gdybym miał pieniądze na kupno bądź postawienie własnego domu to bym nawet się tym przez sekundę nie przejmował. Wracając do naszej wiary to ja chodzę do kościoła nie w każdą niedziele bo co drugą mam pracującą ale jak ma wolną to staram się być na mszy i to nie dlatego żeby mamie przykrości nie robić tylko dlatego że tego potrzebuje. Co do mojej dziewczyny to też regularnie uczęszcza na te ich spotkania. Ale tu jestem pewny że jak by nie było nacisku ze strony matki to by nie zawsze tam chodziła. Dziewczyna ma trochę słabą psychikę, po prostu boi się tego co ludzie ze zboru powiedzą. Były takie sytuacje że jacyś tam ważniejsi członkowie zboru brali ją na rozmowę i maglowali. Rozmowa dotyczyła tego jak ona sobie wyobraża związek z katolikiem. Ogólnie w całej rozmowie był kładziony delikatny nacisk na to że lepiej było by jak byśmy się rozstali, bo wiara światków jehowyh musi stale się rozwijać. Oni sobie chyba tam myślą że jak się ożeni z katolikiem to istnieje duże prawdopodobieństwo że przejdzie na obca wiarę ( no w sumie maja ich obawy są słuszne ) W pierwszym poście pisałem że te ich metody ingerencji w życie prywatne drażnią mnie dogłębnie. To by była taka sama sytuacja i u mnie jak by ksiądz wezwał mnie na plebanie i zaczął mi gadać co ja mam robić i z kim się spotykać. Dla mnie te metody co oni stosują są delikatnie mówiąc chore, ale cóż ona może zrobić jak jest w tym wychowywana od 5 roku życia. W takim wieku była ja matka przeszła na wiarę świadków jehowyh. Wydaje mi się że ona ie jest aż taką zagorzałym światkiem jehowym bo jak zwyczajnie była bardzo zmęczona po pracy to nie zawsze szła na te ich spotkanie co odbywa się w tygodniu mimo że była mała kłótnia z matką o to dlaczego nie idzie. Rozmawiałem z nią wiele razy na temat tego co było by po ślubie. Mówiła mi że jak się ludzie kochają to zawsze można dojść do porozumienia. W dużej części zgadzam się z tym ale z tym porozumieniem to nie zawsze do końca wychodzi tak że jest 50/50, ktoś musi raczej ustąpić dola dobra ogólnego. Wiem że miłość może przetrwać na prawdę wiele przeciwieństw losu ale boje się że mogę tego wszystkiego nie udźwignąć. Znowu nabazgrałem dużo ale jak by się komuś chciało poświecić kilka minut na przeczytanie i odpisanie to byłbym bardzo wdzięczny.
16 2014-04-15 11:15:02 Ostatnio edytowany przez Doom (2014-04-15 11:21:33)
Doom, z calym szacunkiem, ale to na Twojej liscie nie ma boga. Autor watku inaczej patrzy na zycie.
Sa ludzie dla ktorych wiara jest priorytetem, a Bog jest na pierwszym miejscu.
Tego dotyczy temat.On widzi jak zyja rodzice jego dziewczyny, gdzie ojciec Katolik , mama Swiadek...i nie chce tego powielic. Absolutnie mu sie nie dziwie.
No tak przecież napisałem. "W moim życiu, na tej liście nie ma..." i tak dalej. Wyrażam własną opinię. Wot wsio.
Ja natomiast mu się dziwię. Sam bowiem chce cierpieć i zadaje ból. Jakie to chrześcijańskie, nieprawdaż? Kto go zmusza do powielania błędów? Rodzinne i społeczne uwarunkowania? Jesli tak, to może warto to zmienić?
Zabawmy się w zabawę pt. "Co by powiedział Jezus?" Wyobraźmy sobie, że nasze zakochane gołąbki stają przed synem cieśli i referują mój swój problem. "Jezu, kochamy sie strasznie. Wierzymy w ciebie, ale każde z nas trochę inaczej, trochę na inną modlę bo tak nam nakazali twoi "kapłani". Powiedzieli każdemu z nas, że to właśnie nasza forma wielbienia ciebie, jest tą właściwą. Tak mocno się kochamy, ale nie wiemy, jak to pogodzić? Pomóż nam!"
Ja myślę, że Hesus, najprawdopodobniej odpowiedziałby tak:
"Kogo chcecie zadowolić? Mnie, czy "starców", którzy mienią się mędrcami i wiedzą lepiej ode mnie, jak oddawać mi cześć. Na moje oko, Wy robicie, to całkiem nieźle. Zgodnie z moim przykazaniem, które jest lepsze niż pozostałe 10 (bez urazy Padre) bo z niego wynika cała reszta moralnych wskazówek. Miłujcie się zatem, żyjcie jak potraficie najlepiej pamiętając o tym jednym właśnie przykazaniu. Z Bogiem."
Czekam na Wasze propozycje.
P.S. Poly ma rację. Skołatanemu brakuje jaj, by porozmawiać o różnicach. Miał natomiast tyle odwagi, by zadać ból ukochanej i sobie również. Trudno pojąć. Tak bardzo boisz się mamy, kolego?
P.S.S. Doczytałem właśnie, twój post kolego. To, co mówi twoja matka odnośnie ciebie i twojej relacji z dziewczyną, ze nie chce jej widzieć pod swoim dachem, jest dla mnie obrzydliwe. Ona świadomie odbiera Tobie, własnemu dziecku, prawo do szczęścia. Takie świętojebliwe dewoty płci obojga wzbudzają mój wstręt. Czuję niemalże, przemożną chęć wzięcia prysznica, po rozmowach z takimi osobnikami.
Jak się nie boisz, to przekaż mamie, głębokie wyrazy pogardy od człowieka o ksywce Doom.
17 2014-04-15 11:26:44 Ostatnio edytowany przez Sonia2012 (2014-04-15 11:29:28)
Autorze watku, uwazam , ze duza dojrzalosc przemiawia przez Ciebie.
Widzisz, potrafisz dostrzec przyszlosc. Obserwujesz, wyciagasz wnioski.Brawo.
Jedno jest pewne Wasz zwiazek, przyszlosciowo malzenstwo bedzie generowalo olbrzymie problemy. Z ktorymi na codzien bedziecie sie musieli zmierzyc.
Widzisz jaki wplyw ma zbor na dziewczyne, jak mocno inwigiluje tu i teraz w Wasze zycie, myslisz ze po slubie ustapia?
Przecietna para po slubie ma dylemat w zwiazku ze swietami np. czy najpier zaklada sie lamki na choinke czy bombki.Bo w jedej rodzinie bylo tak a w drugiej siak. Banalne. Ty bedziesz mial dylemat czy w twoim domu w ogole beda swieta obchodzone? Ty bedziesz mial wybor isc do mamy na swieta czy zostac w domu z zona i ogladac tv? Mocno ciezki wybor. Nie wiesz nawet czy choinke bedziesz mial w swoim domu? Bo zony wiara bedzie mowila nie.
Ja tylko dotykam, delikatnie dotykam problemow z ktorymi przyjdzie Wam sie zmierzyc.
I dalej, pozostajac w kregu przykladu swiat Bozego Narodzenia - Prezenty dla dzieci od Sw Mikolaja- tez nie beda mialy racji bytu w Twoim domu jesli zona bedzie trwala przy swojej wierze. Jestes na to gotowy?
Piszesz, ze mam nie chce jej pod swoim dachem, tzn nie chce jej widziec w ogole czy nie chce zebyscie u niej zamieszkali?
" Mama powiedziała że to co zrobię to już jest moja decyzja bo ona z moją dziewczyną po ślubie nie będzie żyła. Powiedziała też że nie życzy sobie jej później pod swoim dachem."
Mama skrupulatnie Tobą manipuluje i chyba zapomniała jako zagorzała katoliczka o przykazaniu: miłuj bliźniego swego...widać jest bardzo nietolerancyjna.
To czy Twoja dziewczyna wytrwa w swojej wierze,zależy od niej samej i bez względu na zasady , mamę i innych prędzej czy później ona sama podejmie decyzję czy chce być ŚJ czy nie.
Wiele Cię drażni w tym wyznaniu jak większości społeczeństwa katolickiego. Ale katolicyzm jak widać powoli upada, chciałabym widzieć jak za 10 lat nasze dzieci będą traktowały kościół i księży, bo niestety przez afery pedofilskie ludzie którzy powinni być godni zaufania, ostoją i przykładem dla swoich owiec stracili wiele na wartości, o ile w ogóle ją kiedykolwiek mieli.
Więc otwórz też oczy i zaakceptuj to,że istnieją też inne religie i nie kłam drogi katoliku swojej dziewczyny w tak perfidny sposób, trochę odwagi. Może akurat ona pójdzie na większy kompromis ze swojej strony, bo pewnie tez sobie zdaje sprawę z tego że wspólne życie będzie tego wymagało.A jak się boisz mamy to podkul ogonek.
Ps: czy Ty masz zamiar całe życie żyć w mieszkaniu/domu swojej mamy??? Naprawdę nie widzisz innego wyjścia? nie widzisz możliwości chociażby wynajęcia jakiegoś gniazdka dla was?? Tysiące rodzin żyje na wynajmowanym,nie wszyscy mają możliwość budowy domu czy kupna mieszkania.
19 2014-04-15 12:04:38 Ostatnio edytowany przez Skołotany90 (2014-04-15 12:08:07)
Widzę możliwość wynajęcia mieszkania i nawet się nad tym swojego czasu mocno zastanawiałem.
Matka po prostu nie może myśleć że mogła by spać pod jednym dachem ze świadkiem jehowym. Pisał tam ktoś że jestem tchórzem być może ma racje. Ale właśnie nakłamałem z tym że jej nie kocham tylko dlatego żeby uniknąć w przyszłości dużych problemów. Teraz to sobie myślę że lepiej było by gdyby nasze życiowe drogi ogóle się nie zeszły. Ale jak sobie przypominam wszystkie wspaniałe chwile które spędziliśmy razem to aż nie mogę tego pojąc że wszystko już prawie skończyłem na 100 %. Nawet teraz jak to pisze to mi się ryczeć chce. Sprawa z tymi świętami to przedstawiała się tak że jak były święta bożego narodzenia to ja kupowałem jej prezenty i cieszyła się jak małe dziecko. Jej matka widziała jak przynoszę prezenty do domu. Ona na różne święta oczywiście też mi robiła prezenty. Tak samo jak na walentynki się obdarowaliśmy jakimiś tam drobiazgami. Na urodziny do kolegów chodziliśmy i wspólnie dawaliśmy prezent. Oczywiście jej matka nie wiedziała o wszystkich urodzinach i wszystkich prezentach bo by zaraz zaczęła jej wywodzenie na temat wiary. Nawet na wigilie powiedziała żeby do mnie mogła przyjść gdybym tylko ja tylko zaprosił. Nie wiem co mam zrobić teraz z tym wszystkim. Czy zakończyć to definitywnie. Najbardziej czego się boje to tego że na mojej drodze może już nie stanąć już taka wspaniała osoba. Chce się dzisiaj ze mną spotkać i porozmawiać.
20 2014-04-15 12:18:22 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-04-15 12:20:13)
Sprawa z tymi świętami to przedstawiała się tak że jak były święta bożego narodzenia to ja kupowałem jej prezenty i cieszyła się jak małe dziecko. Jej matka widziała jak przynoszę prezenty do domu. Ona na różne święta oczywiście też mi robiła prezenty. Tak samo jak na walentynki się obdarowaliśmy jakimiś tam drobiazgami. Na urodziny do kolegów chodziliśmy i wspólnie dawaliśmy prezent. Oczywiście jej matka nie wiedziała o wszystkich urodzinach i wszystkich prezentach bo by zaraz zaczęła jej wywodzenie na temat wiary. Nawet na wigilie powiedziała żeby do mnie mogła przyjść gdybym tylko ja tylko zaprosił. Nie wiem co mam zrobić teraz z tym wszystkim.
Jak widzisz ona w powyzszej sytuacji robiła wszystko czego według siadkow jehowy nie powinna robic a ukrywała czesc rzeczy tylko aby mama nie marudziła .
Jestescie jeszcze pod wpływem rodziców bo tak na w jakis sposób jestescie od nich uzaleznieni bo mieszkacie z nimi .
Zadaj sobie pytania :
Czy wymagam od niej aby zmieniła wiarę aby wziasc slub koscielny czy moze cywilny ci wystarczy.
Czy ona wymaga abys ty zmienił wiare .
Co dalej z dzieckiem - czy chrzczone itp to sa najwazniejsze rzeczy jakie powinniscie ustalic przed .
Widzę możliwość wynajęcia mieszkania i nawet się nad tym swojego czasu mocno zastanawiałem.
Matka po prostu nie może myśleć że mogła by spać pod jednym dachem ze świadkiem jehowym. Pisał tam ktoś że jestem tchórzem być może ma racje. Ale właśnie nakłamałem z tym że jej nie kocham tylko dlatego żeby uniknąć w przyszłości dużych problemów. Teraz to sobie myślę że lepiej było by gdyby nasze życiowe drogi ogóle się nie zeszły. Ale jak sobie przypominam wszystkie wspaniałe chwile które spędziliśmy razem to aż nie mogę tego pojąc że wszystko już prawie skończyłem na 100 %. Nawet teraz jak to pisze to mi się ryczeć chce. Sprawa z tymi świętami to przedstawiała się tak że jak były święta bożego narodzenia to ja kupowałem jej prezenty i cieszyła się jak małe dziecko. Jej matka widziała jak przynoszę prezenty do domu. Ona na różne święta oczywiście też mi robiła prezenty. Tak samo jak na walentynki się obdarowaliśmy jakimiś tam drobiazgami. Na urodziny do kolegów chodziliśmy i wspólnie dawaliśmy prezent. Oczywiście jej matka nie wiedziała o wszystkich urodzinach i wszystkich prezentach bo by zaraz zaczęła jej wywodzenie na temat wiary. Nawet na wigilie powiedziała żeby do mnie mogła przyjść gdybym tylko ja tylko zaprosił. Nie wiem co mam zrobić teraz z tym wszystkim. Czy zakończyć to definitywnie. Najbardziej czego się boje to tego że na mojej drodze może już nie stanąć już taka wspaniała osoba. Chce się dzisiaj ze mną spotkać i porozmawiać.
Kochasz, widać, że bardzo. Nie wiesz, co masz zrobić? Bądź mężczyzną. Przeproś za to straszne kłamstwo i powiedz, że ją kochasz. Tak po prostu. Jak chcesz, to płacz. W takiej sytuacji mężczyzna może.
Co do twojej matki, to podtrzymuję to, co napisałem wcześniej. Nie może się z tym pogodzić? Trudno. To jej problem. Niech się z tym męczy. Sama. Nie pozwól jej decydować o własnym szczęściu. Szukaj mieszkania, bo z mamusią długo nie pociągniesz. Po nicku wnioskuję, że masz 24 lata. To już czas, by pokazać, że możesz decydować o sobie sam. Odważ się być wolnym. Odważ się wziąć odpowiedzialność za siebie i za osobę, którą kochasz.
Poly znów ma rację.
Skołotany90 napisał/a:Widzę możliwość wynajęcia mieszkania i nawet się nad tym swojego czasu mocno zastanawiałem.
Matka po prostu nie może myśleć że mogła by spać pod jednym dachem ze świadkiem jehowym. Pisał tam ktoś że jestem tchórzem być może ma racje. Ale właśnie nakłamałem z tym że jej nie kocham tylko dlatego żeby uniknąć w przyszłości dużych problemów. Teraz to sobie myślę że lepiej było by gdyby nasze życiowe drogi ogóle się nie zeszły. Ale jak sobie przypominam wszystkie wspaniałe chwile które spędziliśmy razem to aż nie mogę tego pojąc że wszystko już prawie skończyłem na 100 %. Nawet teraz jak to pisze to mi się ryczeć chce. Sprawa z tymi świętami to przedstawiała się tak że jak były święta bożego narodzenia to ja kupowałem jej prezenty i cieszyła się jak małe dziecko. Jej matka widziała jak przynoszę prezenty do domu. Ona na różne święta oczywiście też mi robiła prezenty. Tak samo jak na walentynki się obdarowaliśmy jakimiś tam drobiazgami. Na urodziny do kolegów chodziliśmy i wspólnie dawaliśmy prezent. Oczywiście jej matka nie wiedziała o wszystkich urodzinach i wszystkich prezentach bo by zaraz zaczęła jej wywodzenie na temat wiary. Nawet na wigilie powiedziała żeby do mnie mogła przyjść gdybym tylko ja tylko zaprosił. Nie wiem co mam zrobić teraz z tym wszystkim. Czy zakończyć to definitywnie. Najbardziej czego się boje to tego że na mojej drodze może już nie stanąć już taka wspaniała osoba. Chce się dzisiaj ze mną spotkać i porozmawiać.Kochasz, widać, że bardzo. Nie wiesz, co masz zrobić? Bądź mężczyzną. Przeproś za to straszne kłamstwo i powiedz, że ją kochasz. Tak po prostu. Jak chcesz, to płacz. W takiej sytuacji mężczyzna może.
Co do twojej matki, to podtrzymuję to, co napisałem wcześniej. Nie może się z tym pogodzić? Trudno. To jej problem. Niech się z tym męczy. Sama. Nie pozwól jej decydować o własnym szczęściu. Szukaj mieszkania, bo z mamusią długo nie pociągniesz. Po nicku wnioskuję, że masz 24 lata. To już czas, by pokazać, że możesz decydować o sobie sam. Odważ się być wolnym. Odważ się wziąć odpowiedzialność za siebie i za osobę, którą kochasz.
Poly znów ma rację.
Doom też znów ma rację!
23 2014-04-15 14:15:44 Ostatnio edytowany przez Netik4 (2014-04-15 15:04:44)
Jestes bardzo dojrzałym facetem i bardzo dobrze zrobiłeś zrywając ten związek. Ja przed laty nie byłam taka mądra i tez jak przedmowcy myślałam ze miłość moze pokonać wszystkie problemy. Wystarczy sie dogadać co do ślubu, chrztow itp. Niestety. Nie w przypadku Św. Jehowy. Tez mnie wszyscy przestrzegali ale ja czułam ze miłość jest najważniejsza. Oczywiscie slub był tylko cywilny. Z tego wzgledu nigdy juz nie mogłam byc w pełni Katoliczka bo wg Kościoła złamałam przykazanie. To po pierwsze. Po drugie jego rodzina mnie nigdy nie zaakceptowała poniewaz byłam ta Zła ktora go odciagała od Boga. Po trzecie dzieci ochrzciłam, posłałam do komuni i bierzmowania (takie były nasze ustalenia przed ślubem) ale zawsze byłam bardzo osamotniona w tym co robie począwszy od zwykłych prozaicznych przygotowan po te bardziej duchowe co niestety w związku małżeńskim okazuje sie bardzo ważne. To wszystko działo sie bardzo powoli ale kazde święta uroczystości stawały sie przyczyna coraz większego oddalania sie od siebie. A normalnie powinien byc to czas ktory łączy ludzi. Świadkowie Jehowy nie uznają żadnych urodzin imienin Mikołaja itp. Tak wiec wszystkie te uroczystości sama organizowałam dla moich dzieci.. Rodzice meza czyli dziadkowie moich dzieci nigdy nie uczestniczyli w tych uroczystościach. Mogłabym napisac litanie roznych sytuacji ktore w praktyce sa nie do przebrniecia w sytuacji kiedy kazde z Was miałoby zostac przy swojej religii. Rodzice dziewczyny nigdy Cie w pełni nie zaakceptują i ciagle beda ja nastawiac przeciw Tobie. Oczywiscie moje małżeństwo nie przetrwało. Znam jeszcze jeden przykład z mojego otoczenia gdzie wszystko wyglądało podobnie. Również zakończyło sie rozwodem. Aha. I jeszcze jedno. Nie słuchaj opowieści z cyklu moja znajoma jest w takim zwiazku i wszystko.. Jest okej , ten kto nie przeł tego na własnej skórze nigdy nie bedzie wiedział jak jest na prawdę. To co działo sie w naszym małżeństwie wiedzieliśmy tylko my. Nigdy nie obnosilismy sie z tym na zewnątrz. Wrecz uchodxilismy za udane małżeństwo. Jako ze jestem osobą dosc tolerancyjna nie wpływałam na mojego meza odnośnie jego wyjść na zebrania kongresy.. Ale moja dusza wyła kiedy po raz kolejny zostawiał mnie w weekend sama z dziećmi podczas gdy on wyjeżdżał z rodzicami na kilkudniowe spotkania religijne. Dla nas nie miał czasu... Nigdy w zyciu po raz drugi nie weszłabym w związek ze Św. Jehowy...
Jestes bardzo dojrzałym facetem i bardzo dobrze zrobiłeś zrywając ten związek. Ja przed laty nie byłam taka mądra i tez jak przedmowcy myślałam ze miłość moze pokonać wszystkie problemy. Wystarczy sie dogadać co do ślubu, chrztow itp. Niestety. Nie w przypadku Św. Jehowy. Tez mnie wszyscy przestrzegali ale ja czułam ze miłość jest najważniejsza. Oczywiscie slub był tylko cywilny. Z tego wzgledu nigdy juz nie mogłam byc w pełni Katoliczka bo wg Kościoła złamałam przykazanie. To po pierwsze. Po drugie jego rodzina mnie nigdy nie zaakceptowała poniewaz byłam ta Zła ktora go odciagała od Boga. Po trzecie dzieci ochrzciłam, posłałam do komuni i bierzmowania (takie były nasze ustalenia przed ślubem) ale zawsze byłam bardzo osamotniona w tym co robie począwszy od zwykłych prozaicznych przygotowan po te bardziej duchowe co niestety w związku małżeńskim okazuje sie bardzo ważne. To wszystko działo sie bardzo powoli ale kazde święta uroczystości stawały sie przyczyna coraz większego oddalania sie od siebie. A normalnie powinien byc to czas ktory łączy ludzi. Świadkowie Jehowy nie uznają żadnych urodzin imienin Mikołaja itp. Tak wiec wszystkie te uroczystości sama organizowałam dla moich dzieci.. Rodzice meza czyli dziadkowie moich dzieci nigdy nie uczestniczyli w tych uroczystościach. Mogłabym napisac litanie roznych sytuacji ktore w praktyce sa nie do przebrniecia w sytuacji kiedy kazde z Was miałoby zostac przy swojej religii. Rodzice dziewczyny nigdy Cie w pełni nie zaakceptują i ciagle beda ja nastawiac przeciw Tobie. Oczywiscie moje małżeństwo nie przetrwało. Znam jeszcze jeden przykład z mojego otoczenia gdzie wszystko wyglądało podobnie. Również zakończyło sie rozwodem.
No cóż, przykro mi, że tak się sprawy potoczyły w twoim przypadku. Ja gardzę ludźmi, którzy w imię religijnych bzdetów odcinają się od najbliższych, ranią ich i siebie samych. Religia i wiara w jakiegoś tam władcę marionetek, ufanie ludziom, którzy rzekomo wiedzą, czego ten władca pragnie i oczekuje od tych kukiełek to według mnie jedna z wyższych form sado-masochizmu.
Czyż nie jesteśmy wolni? Czy nie możemy się tego wszystkiego wyrzec? Żyć tu i teraz? Kochać i być kochanymi bez przeszkód?
Tak się boicie, wy wierzący w tego wyimaginowanego starca, gdzieś tam, któremu nadaliście wiele imion, a który ponoć kocha was tak bardzo, że nawet nie zawaha się zesłać was do ostatniego kręgu piekła za grzechy? Jest wszechmocny, ale jakoś nie radzi sobie z pieniędzmi, dlatego na każdej mszy, zborze, czy innej religijnej nasiadówie wyciąga po nie pazerne łapska swoich sługusów?
Tak się tego piekła boicie, że nie zauważacie, iż sami tworzycie je tu i teraz dla siebie samych i swych bliskich?
Wybaczcie tyradę, ale takie historie sprawiają, że dostaję białej gorączki.
Doom
, teraz to ja jestem madra, mam takie same poglądy jak Ty. I wreszcie czuje sie na prawde wolną. Jedyna korzysc jaka wypłyneła z tego wszystkiego to to ze w takim samym duchu udało mi sie wychować moje dzieci, nie sa uwarunkowane żadna religia. Opisana przeze mnie historia zaczęła sie 20 lat temu. Ale autor wątku i jego dziewczyna znajdują sie w punkcie wyjścia i maja takie same dylematy. Jak bedzie ze ślubem jak z dziećmi. Obydwoje sa praktykujacy a rodzice juz sa przeciwni. Napisałam to ku ich przestrodze. Z takim podejściem jakie maja teraz beda przechodzić przez to samo zanim dotrze do nich jakie zadanie ma kazda religia na świecie...
Pozdrawiam.
Moj brat mial zone, katoliczke.Rozwiedli sie.Pare lat temu poznal swiadka jehowy, wzieli slub i sa szczesliwi.
Jesli masz jakies dylematy, to znaczy,ze jej wystarczajaco nie kochasz, dlatego powinienes odpuscic.
Autorze watku, uwazam , ze duza dojrzalosc przemiawia przez Ciebie.
Widzisz, potrafisz dostrzec przyszlosc. Obserwujesz, wyciagasz wnioski.Brawo.Jedno jest pewne Wasz zwiazek, przyszlosciowo malzenstwo bedzie generowalo olbrzymie problemy. Z ktorymi na codzien bedziecie sie musieli zmierzyc.
Widzisz jaki wplyw ma zbor na dziewczyne, jak mocno inwigiluje tu i teraz w Wasze zycie, myslisz ze po slubie ustapia?
Przecietna para po slubie ma dylemat w zwiazku ze swietami np. czy najpier zaklada sie lamki na choinke czy bombki.Bo w jedej rodzinie bylo tak a w drugiej siak. Banalne. Ty bedziesz mial dylemat czy w twoim domu w ogole beda swieta obchodzone? Ty bedziesz mial wybor isc do mamy na swieta czy zostac w domu z zona i ogladac tv? Mocno ciezki wybor. Nie wiesz nawet czy choinke bedziesz mial w swoim domu? Bo zony wiara bedzie mowila nie.
Ja tylko dotykam, delikatnie dotykam problemow z ktorymi przyjdzie Wam sie zmierzyc.
I dalej, pozostajac w kregu przykladu swiat Bozego Narodzenia - Prezenty dla dzieci od Sw Mikolaja- tez nie beda mialy racji bytu w Twoim domu jesli zona bedzie trwala przy swojej wierze. Jestes na to gotowy?Piszesz, ze mam nie chce jej pod swoim dachem, tzn nie chce jej widziec w ogole czy nie chce zebyscie u niej zamieszkali?
Zgadzam się. Faktycznie po przeczytaniu tego co teraz napisałeś to nieciekawie. Oczywiście ja uważam, że i tak warto porozmawiać, ale jeśli ona ma być nadal taka podatna na wpływy, to kiepsko... To może generować samo w sobie wiele konfliktów. No i generalnie lepiej chyba jak ktoś wierzy, bo wierzy, a nie dlatego, bo mama czy ktoś namawia....
Netik4, to Świadkowie Jehowy nawet urodzin, imienin itp nie uznają? Uuu to faktycznie nieźle. Te punkty co podałam wcześniej to były z jakiejś strony, ale jak piszecie to jest w tym dużo prawdy. Ja z doświadczenia nie piszę, bo nikogo tak bliżej ze Świadków Jehowy nie znałam. Ja tam nie mówiłabym, że każda religia jest zła, katolik nie raz dogada się z ateistą i czasem uda im się związek, widać w sytuacji Świadków Jehowy i innego wyznania czy nawet chociażby ateisty jest dużo trudniej. Ich związek byłby dobry chyba tylko na linii: Świadek Jehowy- Świadek Jehowy.... To w co wierzę to faktycznie dla nas po prostu zabobony, mają widać zupełnie inne poglądy, przez co naprawdę związek z taką osobą jest bardzo ciężki... No więc chyba faktycznie w wielu takich przypadkach lepiej odpuścić, zwłaszcza, jeśli ktoś jest zagorzałym ŚJ...
No albo z tymi transfuzjami krwi... Ja bym się zwyczajnie bała, że jak dziecko zachoruje, będzie potrzebna transfuzja, to mąż będzie oponował. Oczywiście nie słuchałabym się, i tak bym poszła do szpitala, żeby zrobili dziecku transfuzję, ale samo to, że mąż uważałby transfuzję za samo zło i tym sposobem, by wolał skazać dziecko na śmierć- samo to byłoby dla mnie bardzo złe i fakt, nie chciałabym mieć takiego partnera.
No, ale miałam nadzieję, że może są ŚJ, którzy aż tacy nie są, tak samo jak i katolicy są różni, dlatego radziłam rozmowę. No, ale oczywiście z ŚJ może być inaczej i większość może taka być, a wtedy życie razem nie uda się, będzie bardzo ciężkie i bez sensu... Wtedy faktycznie zdecydowanie trzeba uciekać.
Truskaweczko19, tak nie uznają żadnych świąt typu imieniny, urodziny. Imieniny to dla nich czczenie patronów katolickich, więc oczywiście odpada. Urodzin, też nie obchodzą, ale nigdy nie dowiedziałam się dlaczego. Przynajmniej moi teściowie nigdy nie przyszli na urodziny swoich wnuków, być może zewzględu na moją katolicką rodzinę? Nie wiem. Z tego co ja poznałam tę religię to jest to w dużej mierze religia antykatolicka. Ja mam teraz inne podejście do religii niż kiedyś. Nie uważam, że sama w sobie religia jest zła, ale to co już ludzie z nią robią może być złe. A odnośnie transfuzji, nawet nie wyobrazasz sobie jakiego szoku doznałam, gdy kiedyś w portfelu mojego męża odkryłam "niewinną" karteczkę - "żadnej krwi". Ponieważ bardzo dużo podróżował zawsze bardzo bałam się co by się stało gdyby miał jakiś wypadek i nie pozwoliłby sobie w razie czego podać krwi. Z racji tego, że to ja głównie opiekowałam się dziećmi, nawet nie było opcji, żeby w razie potrzeby moim dzieciom nie podać krwi.
porozmawiaj szczerze z dziewczyna tak jak rozmawiasz tutaj, wytłumacz jej swoje obawy, ustalcie zasady wspólnego zycia, poznasz jej podejście do tego, wtedy podejmij decyzje o wspólnym zyciu lub rozstaniu
Witaj! Moim zdaniem jeśli juz teraz pojawiają się watpliwości z Twojej strony to znak, że nie wszystko jest tak jak być powinno... napisałam Ci email... proszę zajrzyj w wolnej chwili. Pozdrawiam i życzę trafnego wyboru
Największym problemem w tym wszystkim są fanatycy religijni, czyli twoja matka.
Możesz z tą dziewczyną spędizć całe życie, ale jak sam widzisz -- bez matki. Więc wybór jest prosty -- albo dziewczyna albo matka.
Jak wybierzesz dziewczynę, to wtedy zbudujecie swój świat. Ona będzie świadkiem jehowy, a Ty katolikiem. Gwarantuję Wam, że Bóg nie strzeli w Was piorunami i nieszczęściami jeśli będziecie uczciwie żyć.
Swoją drogą bardzo wkurza mnie zachowanie Twojej matki. Bóg nakazał kochać każdego bez względu na wiarę, pochodzenie. Skoro Twoja mama jest taką zagorzałą katoliczka powinna chcieć Twojego szczęścia a nie jeszcze dawać Tobie ultimatum.
Swoją drogą bardzo wkurza mnie zachowanie Twojej matki. Bóg nakazał kochać każdego bez względu na wiarę, pochodzenie. Skoro Twoja mama jest taką zagorzałą katoliczka powinna chcieć Twojego szczęścia a nie jeszcze dawać Tobie ultimatum.
Beatko, to coś więcej niż tylko kwestia wyznania. Przecież tu chodzi o elementarne uczucia w relacji matka-dziecko. Matczyna miłość powinna być, ba często się tak przecież mówi, BEZWARUNKOWA. Z tego wynika pragnienie dobra dla własnego dziecka.
Ja jestem ojcem i kocham swoje dziecko BEZWARUNKOWO! Nie ma takiej rzeczy, która by to zmieniła. Moje dziecko może złamać mi serce, może wpędzić mnie do grobu - dosłownie, ale to wszystko nigdy nie sprawi, że przestanę je kochać! Zawsze i w każdej sytuacji będę pragnął dla niej szczęścia. Nawet wtedy, gdy jej definicja szczęścia będzie biegunowo odległa od mojej. Piszę to wszystko, będąc świadomym zagrożeń, jakie dzisiaj czyhają na młodych ludzi. Nie zrozumcie mnie źle, robię wszystko, by dziecko przed nimi chronić. Próbuję wykazać jedynie różnice w światopoglądzie.
Jeśli moje dziecko będzie złym człowiekiem, to pretensje i olbrzymi żal, będę miał przede wszystkim do siebie. Mówię o rzeczach skrajnych. W przypadku, który komentujemy chodzi o wyznanie, o bigoterię. Jeśli jego matka nie może być ponadto, to należy się zastanowić na zdrowiem psychicznym starej bigotki. Ma mocno zachwiane priorytety.
Szczerze? Musisz sie zdecydować, wiem , ze jest Ci cieżko itd,ale nie rób wody z mózgu tej biednej dziewczynie. Ńoe trzymaj jej w niepewności.
Doom właśnie o to chodzi. Szkoda że dla matki ważniejsza jest wiara jak szczęście dziecka....
Moje dziecko może złamać mi serce, może wpędzić mnie do grobu - dosłownie, ale to wszystko nigdy nie sprawi, że przestanę je kochać! Zawsze i w każdej sytuacji będę pragnął dla niej szczęścia. Nawet wtedy, gdy jej definicja szczęścia będzie biegunowo odległa od mojej.
Twoje słowa zainspirowały mnie do stworzenia oddzielnego wątku, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1951787#p1951787
Ja mysle ,ze gorliwy katolik z zagorzałym świadkiem Jehowym nie ma szans stworzyć udany i zgodny związek jeśli mamy przyszlosciwo myśleć a co za tym idzie rodzine/potomstwo brac pod uwagę . Ewentualnie ,kiedy dwie strony podchodzą z rezerwą do swojego wyznania, nie do przesady a tu da się wyczytać ,ze dziewczyna jest bardzo zaangażowana w swoja sektę, to na pewno nie byłoby komfortowe. Zresztą Ś.J sa bardzo radykalni, jeśli nie stosujesz się do ich reguł i zasad sekty wtedy ciebie wykluczają, nie ma miejsca na zdrowy dystans niestety. Zasady katolickie a Ś.J bardzo różnią się od siebie i jedna i druga negujeje nawzajem siebie, wręcz krytykuje. Tutaj nie widze nici porozumienia jeśli dwie osoby są mocno wierzące w swoich religiach
Zgadzam się SJ są bardzo radykalni zdarzają się sporadyczne przypadki odejścia członków tej wiary ale na to bym nie liczył,
Teraz może być całkiem sympatycznie problem pojawi się kiedy zamieszkacie razem, będziecie prowadzili dom i wychowywali dzieci. Kobieta jest w tym momencie na uprzywilejowanej pozycji. Przeczytaj sobie post truskaweczki i zastanów czy tak byś chciał wychowywać swoje dziecko? Czy chciałbyś żeby twoja żona była uzależniona od towarzystwa?
A jeśli myślisz, że ta dziewczyna jest wyjątkowa to wyjdź w miasto poznaj kilka innych dziewczyn wtedy będziesz miał porównanie.
Skołatany, kiedyś myślałam, że wystarczy miłość...
Może i wystarczy, ale czy twoja dziewczyna zrezygnuje z rodziny?
Nie wiem czy taki związek ma szansę, ale z własnego doświadczenia wiem jedno. Jest ciężko. I nie widzę żadnych szans jeśli w pobliżu będzie jej rodzina.
Nie chcę się rozpisywać o szczegółach. Podobne mam zdanie jak Netik4.
To może jakoś wygląda z zewnątrz, ale jest czasem bardzo trudno i smutno.
Teraz z perspektywy czasu bardzo żałuję swoich decyzji. Wydawało mi się, że jeśli się kochamy to się dogadamy. Byłam tolerancyjna.
Twoja mama ma niestety chyba rację.
Nie mogłam wychowywać dzieci w swojej wierze. Nie mogłam pójść z nimi do kościoła, posłać na religię.
Mąż nie wyraził zgody na chrzest.
Myślę też, że nigdy nie pozwoliłby mi odejść z dziećmi. Byłam do nich dodatkiem.
Zawsze gorsza, nie zaakceptowana przez jego rodzinę. Nasze dzieci gorszymi wnukami.
Moja rodzina też traktowała mnie z rezerwą. Nie wiedzieli czy przeszłam na jego wyznanie, jak jest.
Święta największy koszmar. Wyśmiewanie przy dzieciach mojego wyznania itd.
Po jakimś czasie zrezygnowałam z wyjść do kościoła w niedzielę. W tym czasie mąż wciągał syna w wyznanie.
Nigdy nie przyznał się jakiego jest wyznania. Więc raczej nie ŚJ.
Ale tak na prawdę to wielkiej różnicy nie ma.
Każdy fanatyzm jest szkodliwy.
Uważał się za lepszego, szydził z innych.
Bardzo Ci współczuję, że zakochałeś się w dziewczynie innego wyznania.
Jeśli już zdecydujesz się z nią na przyszłe życie to pamiętaj z dala od waszych rodzin.
Tylko wy we dwoje.
Rodziny trzymać z daleka.
Jeśli ona to potrafi zrobić i ty także to kto wie...
Ale to jest bardzo trudne życie.
Pamiętaj zawsze dla nich będziesz gorszy i obcy. A wasze małżeństwo może być "trójkątem".
Jeżeli z powodu jakichś zabobonów rzuciłeś dziewczynę, to to nie była miłość, tylko jakieś G.
Jeżeli z powodu jakichś zabobonów rzuciłeś dziewczynę, to to nie była miłość, tylko jakieś G.
Eh.. Pitagoras, niepotrzebnie wchodzisz na ambicję Autora. Prawdziwa miłość jest wtedy, kiedy patrzy się w tym samym kierunku na różnych płaszczyznach... A tu nie ma na to sznas. Niestety. Bynajmniej nie na tym etapie życia.
Doom właśnie o to chodzi. Szkoda że dla matki ważniejsza jest wiara jak szczęście dziecka....
dokładnie.. oraz "co ludzie powiedzą"
Ja mysle ,ze gorliwy katolik z zagorzałym świadkiem Jehowym nie ma szans stworzyć udany i zgodny związek jeśli mamy przyszlosciwo myśleć a co za tym idzie rodzine/potomstwo brac pod uwagę . Ewentualnie ,kiedy dwie strony podchodzą z rezerwą do swojego wyznania, nie do przesady a tu da się wyczytać ,ze dziewczyna jest bardzo zaangażowana w swoja sektę, to na pewno nie byłoby komfortowe. Zresztą Ś.J sa bardzo radykalni, jeśli nie stosujesz się do ich reguł i zasad sekty wtedy ciebie wykluczają, nie ma miejsca na zdrowy dystans niestety. Zasady katolickie a Ś.J bardzo różnią się od siebie i jedna i druga negujeje nawzajem siebie, wręcz krytykuje. Tutaj nie widze nici porozumienia jeśli dwie osoby są mocno wierzące w swoich religiach
Nie rozumiem.. to mówimy o religiach czy sektach? buhahaha
mortisha napisał/a:Ja mysle ,ze gorliwy katolik z zagorzałym świadkiem Jehowym nie ma szans stworzyć udany i zgodny związek jeśli mamy przyszlosciwo myśleć a co za tym idzie rodzine/potomstwo brac pod uwagę . Ewentualnie ,kiedy dwie strony podchodzą z rezerwą do swojego wyznania, nie do przesady a tu da się wyczytać ,ze dziewczyna jest bardzo zaangażowana w swoja sektę, to na pewno nie byłoby komfortowe. Zresztą Ś.J sa bardzo radykalni, jeśli nie stosujesz się do ich reguł i zasad sekty wtedy ciebie wykluczają, nie ma miejsca na zdrowy dystans niestety. Zasady katolickie a Ś.J bardzo różnią się od siebie i jedna i druga negujeje nawzajem siebie, wręcz krytykuje. Tutaj nie widze nici porozumienia jeśli dwie osoby są mocno wierzące w swoich religiach
Nie rozumiem.. to mówimy o religiach czy sektach? buhahaha
Ja nie rozumiem ani religii ani sekty ( dla mnie to synonim) tak wiec sama mam zagwozdkę często co jest czym ;)a o zrozumieniu jednego i drugiego już nie wspomnę ![]()
I jak rozwiązałeś swój "problem"?
Najlepiej by bylo jakbyscie z dziewczyna zmienili otoczenie i wyprowadzili sie do innego miasta/panstwa. Co do sj to raczej licza oni na twoja konwersje ale tutaj sytuacja jest dla dziewczyny trudna gdyz jej grozi 100% ostracyzm ze strony tamtego srodowiska oraz ew. zerwanie kontaktow ze strony matki, w przypadku zmiany pogladow i niej, ew. silny psychiczny nacisk. To sekta, ktora np. nie pozwala rozwijac zdolnosci u dzieci (lepiej glosic), w ktorej donosi sie na wspolbrata (sprawozdanie), w ktorej nie mozna otwarcie wyrazac swojego zdania (racje ma tylko tow. staznicy, nawet nie wiedza kto to jest i nie przejmuja sie zbytnio czestymi zmianami doktryny). Moim zdaniem taki zwiazek jest malo mozliwy chyba, ze wyrwiesz ja z tego srodowiska co wymaga jedynie nieco konsekwnecji i determinacji (np. kiedys chlopacy porywali dziewczyny). Tkwiac w tym w czym twkisz obecnie, czyli z dominujaca matka, niezdecydowany, niczego nie osiagniesz.