Witam. W grudniu skończę 26 lat. Po ślubie jestem ponad 4 lata. Mam 4 - letnią córeczkę. od dłuższego czasu nęka mnie myśl o rozwodzie ale za każdym razem odrzucałam ją od siebie. W chwilach gdy między mną a moim mężem było źle byłam gotowa złożyć pozew. Niestety po kilku dniach złość mijała i chciałam dać nam kolejną szansę... Ale ile jeszcze? Mój mąż jest w moim wieku ale jedyne co go interesuje to gry na komputerze, mecze i alkohol. Nie mogę z nim o niczym porozmawiać. Nie jest wogóle uczuciowy - nie wiem czy kiedykolwiek sam od siebie powiedział mi, że mnie kocha. Jest okorpnie nieodpowiedzialny. Zdarza mu się upić z kumplami kiedy zostawiam mu dziecko pod opieką, zdarza mu się pić w pracy ( a pracuje na rusztowaniach i dachach), ostatnio nawet jechał po pijaku!! Z dwóch poprzednich firm został zwolniony właśnie za picie ( w jednej prawie co poniedziałek nie było go w pracy bo leczył kaca, a w drugiej przyszedł do pracy na pierwszą zmianę już napity). Myślałam, że to się zmieni. Jeśli mu powiem, że odejdę jak się nie zmieni to przestanie. Ale nie... Ciągle jest tak samo... On pochodzi z rodziny patologicznej. Teściowa z teściem mają rozwód bo on pił i bił. Ale ja w domu miałam to samo!! I właśnie dlatego zawsze chciałam, że w życiu dorosłym moja rodzina wyglądała inaczej!! Jakby tego była mało w grudniu zeszłego roku zdradził mnie z jakąś 18-stką. Nie chodził do pracy tylko do niej... Ciężka historia. Ale wybaczyłam, chciałam zapomnieć - ciężko jest i jeszcze mi się nie udało zapomnieć. Ale mamy dziecko i dla niej chciałam się starać scalić naszą rodzinę. Parokrotnie wyprowadzałam się do mamy na kilak dni, żeby mu pokazać, że nie żartuję i że naprawdę mogę odejść. On nie widział problemu - w końcu miał spokój. Mówi, że mnie kocha ale to chyba takie wymuszone bo najpierw muszę go zapytać "kochasz mnie?" Wczoraj znowu przyszeł z pracy napity... a dzień wcześniej obiecał naszej córce, że przerobią nowy numer gazety "naucz mnie mamo"... bardzo czekała na to, bo z reguły to ja z nią pracuję... po przedszkolu całą drogę pytała czy to dzisiaj tatuś ją nauczy nowej literki. A tatuś przyszedł ale w takim stanie, że nie potrafił się nawet umyć i przebrać po pracy i kompletnie nie rozumiał co się do niego mówi. Mówiłam mu wielokrotnie, że jak chce się napić to niech zaprosi kolegów gdzieś w weekend do baru i sobie odbiją. Nie mam nic przeciwko. Ale on zawsze robi to w najmniej odpowiednich momentach. Jakby podświadomie robiąc mi na złość. Po każdych kłotniach i cichych dniach to ja robię pierwszy krok. Kiedyś gdzieś wyczytałam o takiej liście, którą się pisze do ukochanje osoby. Są tam rzeczy, które się lubi, kocha i nienawidzi w drugiej osobie. Powiedziałam zróbmy to. Skoro nie chcesz rozmawiać to napisz jak mam się zmienić. Listę zrobiłam tylko ja. On powiedział, że nie ma co pisać. Kilka dni było fajnie a później wszystko od nowa.... Wczoraj wieczorem przeczytałam mnóstwo na temat rozwodów... Ciągle drże na samą myśl o nim... Ale nie jestem szczęśliwa... Czuję, że to nie to. Że to nie jest moje miejsce na ziemi. Muszę też myśleć o córce. Ale próbuję sobie wmówić, że będzie szczęśliwsza kiedy będzie miała szczęśliwą mame. Moja przyjaciółka mi się dziwi... Mówi "czego Ty od niego chcesz? przecież Cie nie bije, nie wyzywa". Ale czy aż do tego musi dojść, żebym mogła zawalczyć o siebie? Moja mama jako żona alkoholika - dmaskiego bokera też nie wie o co mi chodzi... Nie wiem co robić. Czekać aż córka podrośnie na tyle, że zrozumie, że mamusia nie kocha tatusia to mogą się rozstać? Boje się też pytań w sądzie... Przecież to nie tak, że nie ma dobrych chwil... Bo są.... Ale coraz bardziej chodze sfrustrowana... To nie to... Nie wiem jak to wytłumaczyć ale to nie to. Wynajmujemy mieszkanie... Sama się na nim nie utrzymam... Nie mówiąc o przedszkolu córki i moich studiach... Nie wiem gdzie szukać rady? Wsparcia... dzisiaj porozmawiam z mężem... po raz kolejny ale czy to mam sens...
Podobne tematy
kochana rozumiem cię... jak czytam to jakby o swoim... gry, nieodpowiedzialność, niechęć do rozwiązania problemów.. nawet alkohol (chociaż w przypadku twojego męża problem jest bardziej nasilony)...nawet te listy o których pisałaś zrobiliśmy...
Też w sumie mamy dobre chwile... i dla tych chwil trwam w tej gównianej sytuacji... i dla dzieci.... ale co do zasady nie jestem zadowolona z mojego życia...ltzn z mojego związku.
Niewiele Ci doradze bo sama jestem zagubiona... ale wiedz że nie jesteś sama... i że wcale nie jesteś dziwna że masz takie a nie inne odczucia.
Nie rozumiem idei bycia z kimś "ze względu na dzieci", pomimo, że facet nie jest ani mężem, ani ojcem - poza tym, co na papierku. Im prędzej zrozumiesz, że wręcz wyrządzasz swojemu dziecku krzywdę, pozostając pod jednym dachem z tym facetem (który swoją drogą nie kocha ani Ciebie, ani dziecka), tym lepiej dla Was obu. Jak na razie Twoja córka wychowuje się w patologicznym domu, czyli dokładnie takim, jakiego nie chciałaś dla niej i dla siebie stwarzać.
Od bardzo dawna namawiam do niewykorzystywania dziecka i tzw. jego dobra dla usprawiedliwienia swej decyzji o pozostaniu w toksycznym związku.
Jeśli chcesz zostać w tym związku, zrób to ze względu na siebie, bo obawiasz się finansowych konsekwencji odejścia od męża czyli, że nie stać Cię będzie na zapłacenie za obecne mieszkanie, Twoje studia, itp.
Powiedz sobie: "Jestem z nim, bo mam z tego korzyści finansowe; będę z nim, bo moje zyski są większe niż ponoszone przeze mnie koszty." Brzmi nieładnie? Ale prawdziwie.
Podświadomie powieliłaś dom własnego dzieciństwa, mimo że go nie chciałaś. To właśnie cały paradoks,że innego nie znałaś i dlatego szukałaś mężczyzn i sytuacji,która panowała w Twoim rodzinnym domu. Mężczyzna,który mógłby stworzyć z Tobą zdrowy dom wydawał Ci się nudny dlatego znalazłaś to co masz.
Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla Ciebie i dziecka.
nieogarnieta
nie walcz i porzuć nadzieję na to, że alkoholik sam z własnej dobrej woli zmieni się. To są jednostkowe przypadki.
Z tego o czym napisałaś to Twój mąż jest uzależniony od alkoholu, hazardu, a być może od seksu także.
Upijanie się z kumplami podczas gdy opiekuje się dzieckiem świadczy o tym, że alkohol jest w jego życiu ważniejszy.
Chroń dziecko, by pijani kumple nie wykorzystali łatwej okazji.
Ja myślę, że dobrze byłoby, żebyś to Ty zamiast czekać na zmianę swojego męża - sama dla siebie pomocy poszukała.
A znajdziesz ją w przychodni uzależnienia od alkoholu ........... tak, tak...... właśnie tam.
Potrzebna Tobie jest terapia dla osób współuzależnionych. Tak się składa, że Ty także chora jesteś.
Tam zrozumiesz jakie masz szanse na to, żeby mąż widząc Twoją zmianę i konsekwencje...... zechciał coś sam ze swoim
problemem zrobić.
matko... wy macie racje!! oczy mi przesłonił fakt, ze nie musze zrywac mojej coreczki w nocy i z nia uciekac przed agresywnym mezem (jak ja mialam w dziecinstwie), ze nie slucha wyzwisk (z reguly robie mezowi szybko lozko zeby poszedl spac), ze nie widzi mnie z siniakami (bo moj maz nigdy na mnie reki nie podniosl)...
poki co daje sobie chwile na wymyslenie jakiegos planu B... nie moge pozwolic zebysmy nie mialy dachu nad glowa czy jedzenia w lodowce...
patologia... jak ja sie zawsze obawialam tego slowa... w zyciu do glowy by mi nie przyszlo ze i ja tak zyje... o patologii ucze sie na studiach (studiuje pedagogike) ze tez nie potrafilam tego nazwac po imieniu...
nie zaslaniam sie dzieckiem jako kims kto laczy mnie i mojego meza... nie jestem pewna czy nie wyrzadze jej wiekszej krzywdy rozwodem, rozbiciem jej poukladanego na swoj sposob malenkiego swiata...
o osobach wspoluzaleznionych czytalam niedawno artykul w gazecie... i moze dlatego nie wzielam tego do siebie bo tam byly skrajne przypadki...
poki co dziekuje wam za rady, za slowa, za wsparcie, za zrozumienie i nie zrozumienie...
Myślę, że większą krzywdę wyrządzisz dziecku czekając, bo za kilka lub naście lat i przeżycia jakich w tym czasie dozna, doprowadzą ją w ślepe zaułki.
Dziecko szybko akceptuje nowe zwłaszcza wtedy, gdy jest bezpieczne. Im dłużej mąż pije, tym gorzej to widzę.
Jej ten jeszcze maleńki świat rośnie razem z nią. Będzie coraz większy, coraz gorszy, coraz bardziej traumatyczny.
Można przecież tego uniknąć.
Powtarzam wielokrotnie różnym osobom: dziecku potrzebny jest szczęśliwy, spokojny dom, w którym dużo jest miłości, wsparcia, dobrej atmosfery.
I niczego bardziej dzieci później nie żałują, jak tego, że mamusia poświęciła dla nich swoje szczęście. Oj, nie są za to wdzięczne.
nie wiem córka wogóle widzi, że jest coś nie tak... mąż pije i owszem ale żadko... fakt, że na 1 czy 2 piwach nie umie skończyć ale zdaża się, że nie pije pół roku a czasami, że zrobi to 2 razy w m-cu... poza tym jest spokojny - zaraz się kładzie spać, więc nie wiem czy córka odbiera to jako coś co burzy jej świat... mnie to tak strasznie irytuje, bo miałam to w domu i jest to dla mnie ogromny stres mimo, że mąż jest spokojny...
tak czy siak już nawet nie o samo picie chodzi tylko o taką oziębłość...
wczoraj myślałam, że porozmawiamy... pierwszy raz nie próbowałam robić pierwszego kroku... i co? nic! mąż obejrzał TV, ułożył do snu córkę a później pościelił sobie w osobnym pokoju łóżko i poszedł spać... nigdy tak nie robił... zawsze kładł się do naszego wspólnego łóżka i udawał, że nic się nie stało... tak się chyba nie zachowują ludzie, którzy kochają? którym zależy? albo to jest niema zgoda "tak, rozejdzmy sie" albo on nie umie okazać uczuć... nie wiem... chyba będę musiała jednak zrobić pierwzy krok i rozpocząć rozmowę jak on widzi dalej naszą przyszłość...
Mam wrażenie, że to Ci się może przydać. Bardzo obszernie o DDA - dorosłych dzieciach alkoholików.
Przypuszczam, że znajdziesz tam zarówno coś o sobie jak i o swoim mężu - i o emocjach z jakimi będzie się może borykać w przyszłości Wasza Córeńka.
http://www.od-do.org/audycje-radiowe/