Kaja74 - trwa jakiś czas, dluższy, kilka lat (z 5) i wlasnie takie jest - przeszywa, towarzyszy praktycznie cały czas. Kiedyś tak nie bylo - dużo robilam, czytałam, rozwijałam się...potem kilka zdarzeń, które mnie przybiły - śmierc ojca, choroba psychiczna chłopaka, bezrobocie jakis czas, brak wsparcia rodziny i ich obojętnosc (czy bezradność), kolejny związek, który był fajny, ale i burzliwy i w którym obydwoje stanęlismy w miejscu, nie wiedzac czego chcemy, dalsze problemy z robotą , częste jej zmiany, brak kasy, szansy na rozwój, w końcu mój wyjazd samotny zagranicę, praca tu, nauka języka, jakies nieszczesliwe zakochanie w 60 latku, którego uwazałam za przyjaciela (jednego z ostatnich tu w Niemczech), chwile przygnębienia, zalewane alkoholem (niestety) ,obojętnośc znajomych, kolezanek (kazdy ma swoje sprawy), wielka nieufność do męzczyzn.....i taka walka w pojedynkę...
Moj smutek wynika z rozczarowania ludzmi i ich obojętności, braku zrozumienia....
Są rzeczy których sie boję - np. depresji (moj ojciec umarl, cierpiąc na depresję), alkoholu....
Mówisz, że nie walczysz? Ja się staram jakoś emocjonalnie uspokoić, żyć dniem, rozwijać się, nie miec zbyt wielkich już oczekiwań od ludzi ...
Czy sie usmiecham - nie wiem, chyba nie, albo b. rzadko...lubie się odizolować np. i pójśc na spacer zupełnie sama, pojechać rowerem sam (tylko ja ), pojśc do lasu sama - i to robię . No i zycie towarzyskie - wiekszosc moich znajomych mnie meczy, spotykam sie z nimi, a nawet usmiecham czasem, ale mnie mecza, bywa ze denerwują....