Witam, wiem że jest to forum głownie dla kobiet, lecz tylko kobieta może pomoc rozwiazac ten problem. Ponad miesiac temu poznałem fantastyczna dziewczyne, od poczatku wiedziałem, że bedzie z tego cos wiecej i było. Z poczatku ja okłamałem, robiłem to cały czas zachowałem sie jak zwykły frajer bo takim byłem i tego żałuje. Pokłocilismy sie ona była załamana moja postawa i ja rownież. W koncu powiedziałem jej cała prawde o sobie i mi wybaczyła choc już nie miała do mnie zaufania bo niby z jakiej racji. Zakochałem sie w niej ze wzajemnoscia. Starałem sie już nie kłamac mowic cała prawde aby odzyskac jej zaufanie i jej nie ranic. Narosł niestety jeden bardzo poważny problem. Kiedy zerkne na jakas dziewczyne nawet mimowolnie to od razu jest smutna, bo jest przekonana że mi sie nie podoba, jest brzydka i jej nie kocham, nie potrzebuje. Podoba mi sie bardzo ogolnie ładna z niej dziewczyna i każdy dzien z nią sprawia, że chce mi sie życ chocby tylko dla niej. Ale kiedy znowu sie spotykamy jest to samo. Już sie nawet poważnie zastanawiałem czy nie dac jej spokoju, odpuscic, bo ile można ciagnac to samo w nieskonczonosc. Chce sie zmienic nie patrzec, ale im bardziej sie staram tym gorzej mi idzie. Jestem szczery, ale to mało. Zerkne gdzies to wychodzi ze znowu patrze na jakis tyłek i jest jej smutno a ja sie z tym okropnie czuje. Mowi mi wtedy ´poprostu sie nie patrz´ jakby to było takie proste. Moj zawod też tego wymaga ze obserwuje ludzi. Juz sie do tego przyzwyczaiłem. Chce zmienic to żeby nie była smutna jak na jakas zerkne i tak nie ma z tym zwiazanych żadnych odczuc typu ´ o jaka fajna pupcia, ale bym ja ....´ itp. Zdarzaja sie sytuacje ze zerkne na jakas i pada pytanie ´ podoba ci sie ?´ ja mowie ze jest ładna jako dziewczyna i tyle mowi mi wtedy ´ jak ci sie podoba to idz do niej´. Jest jedno ale ja nie chce innej bo ja kocham i na niej mi najbardziej zalezy. Naprawde nie wiem już co z tym wszystkim robic ona sie nie zmieni ja proboje choc troche temu sprostac. Prosze o jakies rady czy da sie cos z tym zrobic czy jest tylko jedno wyjscie a mianowicie zakonczyc zwiazek.
Podobne tematy
Po prostu wytłumaczyć jak sprawa wygląda. Jeśli się nie uda, to trudno. Widocznie dziewczyna ma ze sobą duży problem, jeśli wymaga, że założysz sobie klapki na oczy i będziesz patrzył tylko na nią. Oczywiście zakładam sytuację, że nie robisz tego jakoś znacząco, tzn, nie rozbierasz spojrzeniem, nie oglądasz się za odsłoniętymi dekoltami itp ![]()
Wiesz to nie jest tak jak, że jak idzie jakas dziewczyna z dekoltem, spodniczka albo w opinajacych leginsach to sie obejrze po chamsku jak jakis napaleniec. To jest spojrzenie katem oka nic szczegolnego. Nie ma z tym żadnych odczuc. Jedyna przyjemnoscia z ktora mam jakies odczucie lub mysli to moja dziewczyna. Kiedys na poczatku chcialem jej pokazac że tylko ona sie liczy, miałem zamiar sie oswiadczyc. Moze to zbyt pochopne ale jak najbardziej szczere. Mowilem jej o tym zamiarze lecz stwierdzila ze to za wczesnie. Miała racje, zbyt czesto ja krzywdze tym ´ zerkaniem´. Nie chce aby była smutna i nieszczesliwa. Za bardzo ja cenie, szanuje i Kocham.
Ale z drugiej strony nie robisz absolutnie nic złego. Dziwię się, że dziewczyna nie docenia tego, że się dla niej starasz, tylko szuka dziury w całym bo sobie zerkniesz na jakąś pannę. Weź z nią poważnie pogadaj i się dowiedz co tak naprawdę sobie wkręca... Może ma jakieś poważne problemy z poczuciem własnej wartości i samooceną? Może jakieś przykre wspomnienia z wcześniejszych związków? Próbuj komunikacji.
Trafiłes w sedno sprawy. Chociaz nie powinienem tego pisac. Chce żeby przy mnie czuła sie wyjatkowo bo na to zasługuje. Trafiała na frajerow a ja chce pokazac ze nie jestem taki jak inni ktorych znała i ja krzywdzili.. Jestem stały w uczuciach, wierny a w tym nie widziałem nic złego. Głupio mi jak mowi że jest jej smutno z tego powodu i też sie czuje podle.
Jak chcesz pokazać, że jesteś inny, to po prostu bądź sobą. Nie uszczęśliwisz jej na siłę. Zawsze możesz pisać miłe SMS, wpaść niespodziewanie do domu/pracy/na ucelnię z kwiatkiem po buziaka, zaskoczyć ją np. weekendowym wypadem na piknik w piękną okolicę... Badź spontaniczny i nie pozwól by zwątpiła jaka dla Ciebie jest ważna i wyjątkowa. Uświadom ją, że jest najważniejsza na świecie, bo to z nią jesteś, a nie żadną inną, choćby i miss świata była, to się nie zmieni ![]()
Jest dla mnie najważniejsza. Ja to wiem że inne sie nie licza nie robie tego specjalnie tak żeby była zazdrosna lub myslała że chce ja zdradzic, bo nie chce i tego nie zrobie chce żeby w to uwierzyła i wiedziała o tym. To jest cieżkie do spełnienia bo ja wiem swoje a ona swoje. Może jakas kobieta sie wypowie na ten temat i doradzi co w tej sytuacji najrozsadniej zrobic.
Idontknow jako kobieta sama nie jestm pewna czy ufałabym w pełni facetowi który w ciągu miesięcznego związku zdążył mi nakłąmać w żywe oczy, wyznać miłość i zmiar oświadczyn, jeśli tak czujesz to ok, ale nie ma co się tak podpalać, wszystko wymaga czasu, również wzajemne poznanie się i nabranie zaufania dla drugiej połówki.
Co do tych spojrzeń na inne kobiety, to jeśli nie jest to jakieś perfidne odwracnie głowy to dziewczyna powinna trochę wrzucić na luz. Kobiety widzą takie rzeczy, sczególnie jeśli nie są pewne faceta. Myślę że możesz zwrócić uwagę na to żeby nie patrzeć w jakiś szczególny sposób na inne kobiety, ale nie przesadzajmy, oczu sobie nie zawiążesz. Jeśli ci na niej zależy( a zakładam że tak) to rozmawiaj z nia na ten temat, spytaj skąd jej niepokój. Piszesz że pokkreślasz że to ona jest najpiękniejsz i że tylko ją chcesz, super, ale kobieta musi też to czuć, w sposobie w jaki na nią patrzysz i w jaki ją traktujesz. To że uważasz ją za piękną, to nie znaczy że ona taką się czuje, może musi minąć trochę czasu, może musi lepiej cię poznać żeby zaufać i pozbyć się kompleksów.
Odpowiem jako kobieta
. Mysle, ze w Waszym zwiazku panuje podstawowy problem - brak w nim zaufania. Jest pragnienie bycia ze soba i jest uczucie, ale widac golym okiem, ze dziewczyna Ci nie ufa. Nie wiem, co jej zrobiles na poczatku tej znajomosci, ale ona bardzo boi sie, ze Cie straci. Kazda kobieta, na ktora spojrzysz, jest wiec dla niej potencjalna rywalka. My, ludzie, zostalismy stworzeni tak, ze lubimy patrzec na piekno, sprawia nam to przyjemnosc. I o ile takie patrzenie nie jest nachalne i ewidentnie nie krzyczy: "Ale bym ja/go...!" (co moim zdaniem jest nie w porzadku nawet wobec osoby, na ktorapatrzymy), to jest to w porzadku. Problem tkwi w tym, ze mezczyzni sa w stanie oddzielac takie odruchy od uczucia zywionego wobec danej osoby, a kobiety maja z tym problem. Dlatego kazde spojrzenie w strone innej kobiety traktuja jako wyrazny sygnal: "Jestes brzydka". Co moze Wam pomoc? Przede wszystkim obopolne budowanie zaufania. Jesli bedziesz robil wszystko, aby dziewczyna nie miala podstaw do watpienia w Twoja wiernosc, powinno byc lepiej.
Nachalnym tego zerkania nazwac nie mozna. Problem w tym że obojetnie jakie by ono nie było to i tak jest zle. Od pewnego czasu staram sie okazywac wiecej uczuc wobec mojej dziewczyny. Dziekuje za opinie i rady. Mam nadzieje że ona także to przeczyta i odniesie sie do tego jak sie spotkamy, bo nie mam przed nia żadnych tajemnic. Nie chce żeby sie denerwowała i smuciła, boje sie że ja strace już bezpowrotnie.
11 2012-03-20 00:02:49 Ostatnio edytowany przez fairytale (2012-03-20 00:04:52)
Dziewczyna nie musi Ci ufac, jeżeli ją oklamałeś. A poza tym, znacie sie dość krótko więc to naturalne, zaufanie przychodzi z czasem. Zastanawia mnie tylko, czemu ona tak bardzo się boi że Cie straci? widocznie nie moze uwierzyć w to, ze ktoś móglby naprawdę ją pokochać. Porozmawiaj z nią, wytłumacz sytuację i może zapytaj jej, jakby się czula gdybyś Ty co chwile sugerował jej, ze patrzy na jakiegoś innego faceta.To naturalne, że mijając ludzi patrzymy na nich, niektórzy nam sie podobają, ale co z tego? I tak osoba z która jesteśmy jest najważniejsza. Ona musi zrozumieć to, że jej zachowanie tylko szkodzi Waszemu związkowi, a Ty nie robisz nic zlego.
12 2012-03-20 16:15:48 Ostatnio edytowany przez idontknow (2012-03-20 16:20:45)
Wiem że nie musi mi ufać, skoro zachowałem się jak ostatni frajer. Najgorsze jest to, że jak nawet na jakąś spojrzę głównie tyłek, nogi, piersi to Ona myśli że jeśli patrze na inne to mi się nie podoba i też czuję się jak debil bo myślę żeby zamknąć się w jakimś pomieszczeniu, bo tam nikogo nie będzie i na nikogo nie spojrzę. Wtedy są wybory albo My albo patrzenie. Nie potrafię tego wyjaśnić dlaczego spojrzę na inną, wiem że z Nią chcę być bo Ją wybrałem i nic tego nie zmieni. Już nawet myśle o rezygnacji z siłowni chociaż karnet mam do końca listopada, przynajmniej tam na nic nie spojrzę.
Tak, racja, zrezygnuj koniecznie z siłowni! i w ogóle to zamknij siebie i ją w domu i absolutnie nigdzie nie wychodźcie, bo co będzie jak spojrzenie znów pokieruje sie w stronę jakiejś kobiety? No i koniecznie sie zaręczcie, bo przecież po miesiącu znajomości to chyba pasowałoby już jakieś konkretniejsze kroki podjąć, przecież ją tak bardzo kochasz, bo tak dobrze się znacie. A to , że od początku nie byłeś z nią szczery (czyli ile - 2 , 3 dni skoro Wasz związek trwa miesiąc) to naprawdę brak słów - powinieneś ją teraz przepraszać juz do końca życia, a ona powinna się z tego powodu smucić do końca życia.
Zarówno Ty jak i ona to zachowujecie się tak dziecinnie i niedojrzale, że aż ręce opadają.
Twoja dziewczyna ma ewidentnie problem ze sobą... Wytłumacz jej, że to normalne, że facet spojrzy czasem na atrakcyjną dziewczynę. Jak nie zrozumie to trudno. To jest normalne zachowanie i nie możesz się dać zamknąć w klatce i robić wszystko pod jej dyktando. Mój facet też czasem spojrzy na inną dziewczynę i co z tego? Ja też lubię sobie popatrzeć. I na ładne dziewczyny i na facetów. Co nie znaczy, że mojego faceta nie kocham, jaki to ma w ogóle związek? Szczerze mogę przyznać, że widziałam mnóstwo przystojniejszych facetów od mojego, ale co mi po samej twarzy, czy ładnym ciele? Nie jestem przecież z kimś dla wyglądu.
15 2012-08-04 20:21:28 Ostatnio edytowany przez idontknow (2012-08-04 22:06:37)
Witam ponownie,
Jutro minie 6 m-cy odkąd jestem z moją dziewczyną, z czego się bardzo cieszę. Przez ten czas prowadziliśmy wiele kłótni, a wszystko na jeden temat, mianowicie są nim kobiety. Przepraszam jeżeli będę pisał chaotycznie, ale chce przekazać jak najwięcej informacji, aby uzyskać jakąkolwiek pomoc. Moja dziewczyna jest o mnie chorobliwie zazdrosna, nie chce jej dawać do tego powodu, ale i tak zawsze w jakiejś kobiecie znajdzie wroga. Zerwałem kontakt ze znajomymi dziewczynami, z dwoma cieszę się, że nie gada, bo nie szanują siebie i swego ciała, innymi słowy " oddają swe ciało każdemu". Także, staram się nie gadać z żadną dziewczyną, czy to ładną, czy brzydką, dla mnie kobieta to kobieta. Kiedy idziemy ulicą i zobaczę jakąś dziewczynę wyzywająco ubraną lub po prostu ładną, myśli, że od razu mi się takie podobają i że moja wybranka jest brzydka, nie ma takiego ciała jak one, nie ubiera się tak. Problem ten jest związany z niską samooceną, przez to moja dziewczyna uważa się za gorszą od innych. To widzenie nie ogranicza się tylko do rozmów, widzenia kogoś na ulicy, koleżanek, dotyczy to również stron internetowych typu: demotywatory, kwejk itp. wszystko gdzie mogą być kobiety ładne lub mniej ubrane. Tak samo jest jeżeli chodzi o strony z filmami dla dorosłych i nie tylko. Ja wiem, że nie muszę oglądać takich filmów żeby się nakręcić, moja partnerka mnie kreci. Ostatnio jak razem oglądaliśmy taki film, nawet mnie to nie ruszyło, może się odzwyczaiłem, ale wole oglądać moja dziewczynę, a nie jakąś udawaną miłość fizyczną. Ona myśli, że jak zobaczę jakąś laskę mniej ubraną lub nagą to będzie mnie kręciła, podobała się, że taką chciałbym mieć. Jeżeli chciałbym taką mieć to po co bylibyśmy ze sobą tyle czasu ? Czasem mi mówi, że jestem z nią bo boję się samotności, a wcześniej gdy jeszcze się nie znaliśmy, nie zwracałem na nią uwagi. Nie boję się samotności i cieszę się z tego, że dane nam było się poznać. Fakt, na początku popełniłem sporo błędów, których już nie chce popełniać. Nasze początki opisałem w temacie "smutek o mimowolne zerkanie na inne". Żałuję tego bardzo, co zrobiłem kiedyś, zależy mi na niej i kocham ją szczerze. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam z tą zazdrością. Próbuję jej tłumaczyć, szukać rozwiązania, ale jest uparta. Przeglądam fora kobiece w poszukiwaniu rady, ostatnio staraliśmy się iść na kompromis, ale mało z tego wyszło. Przy każdym podejrzeniu lub zobaczeniu czegoś z jakaś laska słyszę słowa, które mnie bolą, wiem, że nie chce mnie obrażać i mówić tego co mówi, wie ze ma problem z samoocena, ale nie potrafi sobie z nim poradzić, chce jej pomoc i naszemu związkowi. Co rozmawiamy, zawsze musi paść temat lasek i wtedy wszystko się zaczyna od nowa. Jedynie o to są kłótnie. Nie wierzy w to, że jest ładna, a naprawdę jest. Nie lubi gdy ją trzymam za ciałko, bo wstydzi się swojego sadełka, lubię jej ciało, każdy jego kawałek, lubię je dotykać, ale ona wie swoje i ja z tym nie wygram, ładnie się ubiera, jest atrakcyjna, chciałbym abyśmy kiedyś śmiali się z tego jakie głupie rzeczy robiliśmy i jak się wzajemnie traktowaliśmy, bo sam tez święty nie bylem, ale powodu z mojej strony do zazdrości nigdy nie było. Uważa, że nie jestem o nią zazdrosny, choć się w tym myli. Jestem zazdrosny, ale zdrowo. Nie sprawdzam jej telefonu, komputera i innych rzeczy, aby kontrolować z kim gadała lub co przeglądała, choć czasami żeby się odgryźć robię to. Jestem zazdrosny o jej byłych, co także żeby się odgryźć za pomówienia jej wypominałem. Oboje jesteśmy w gorącej wodzie kąpani, wygadujemy bzdury, a później tego żałujemy, ale kochamy się, życie bym oddał za nią. Nie dawno miałem okazję wyjechać do pracy na Sunrise zarobić więcej, nie pojechałem, bo myślałem o niej, ściemniłem jej, że jadę i usłyszałem, że jak pojadę to nie mam do kogo wracać i tak pożegnałem się z zarobkiem dość niezłym. Proszę was o pomoc, aby jej, sobie i naszemu związkowi pomóc, abyśmy nie stali się sobie obojętni lub nie stali się wrogami. Doradźcie mi jak podnieść jej samoocenę, mowie jej komplementy, nie dlatego, że powinienem, ale dlatego, że chcę i ją szanuję. Ładna z niej dziewczyna, a szkoda, że ma się za nie wiadomo jaką i myśli, że jest gorsza. Dziękuję z góry za rady smile
Witaj, ja też jestem typem zazdrośnicy. Były z tego kłopoty w moim związku. Brak zaufania z mojej strony jest/był spowodowany niską samooceną i ty że partner ma skłonności do kłamstwa. Tak czy inaczej moja zazdrość doprowadziła do tego że zrezygnował z jednej znajomości, koleżeństwa. Powiem Ci że czułam się z tym fatalnie, oczywiście już po fakcie, jak emocje mi opadły. Ale to wszystko to sprawka emocji, chorych emocji. Teraz jak opowiada że poznał fajną fryzjerkę, i że chodzi tylko do niej się strzyc i że rozmawiają i że ona się do niego uśmiecha krew mnie znowu z zazdrości zalewa
choć to nie jakaś wypindżona panna ale bardzo skromna dziewczyna. Taka jest zazdrość to emocje. Ja z tym walczę, przysięgłam sobie że już słowem nie skomentuję żadnej dziewczyny w jego życiu. Też ogląda się za babeczkami .... i nawet się z tym nie kryje. Ja wtedy mówię "widzę , że ci się podoba" a on najczęściej "nie , bo jest np. za wysoka" - ale gapi się dalej....
ale już nie komentuję.
Wiesz Ty już nic nie możesz zrobić. Twoja dziewczyna ma poważny problem. Porozmawiaj z nią, ona powinna sobie to uświadomić i sama musi nad tym zacząć pracować innej rady po prostu nie ma. Bo to jest bardzo ciężko zacisnąć zęby i milczeć, gdy masz ochotę wyrzucić cały potok słów na temat oglądania się, czy rozmów z koleżanką. Czeka ją ciężka praca, dlatego ona musi zrozumieć swój problem. Umieć o nim rozmawiać spokojnie i musi z nim walczyć. Pozdrawiam ![]()
Właśnie rozmowy. często rozmawiamy o tym, chcę ją rozumieć i wspierać. Jesteśmy razem, to znaczy, źe problem nie jest wyłacznie jej, ale nasz. Zdzarza się, źe rozmawiamy spokojnie, ale gdy jej coś nie pasuje wybucha złością. Mam dość tych kłótni, z mojej strony dziecinnych i bezsensownych, bo jak moźe byc sensowne cos wyobrazonego. Nie mowie, ze nie zdarza mi sie spojrzec na inna, ale nic loza ttym nie ma.
Ale czy Ona rozumie że ma problem? Czy chce z tym walczyć?
Z tego co mi kiedyś przekazała, wie że ma problem z bardzo niską samoocenę. Naprawdę chcę jej bardzo pomóc, aby nasz związek nie tylko wyglądał na udaný, ale był udany. Ileż można prowadzić kłótnie o to samo ?. Dzisiaj mamy już pół roku za sobą, oby to był dopiero początek. Czasami żałuję, że nie jestem inny, taki jakiego by chciała, ale po pierwsze chce być sobą, a po drugie i tak zawsze znajdzie jakaś nawet obca dziewczynę, aby mnie wkurzyć i coś wmówić. Nie wiem ile jeszcze zdołam wytrzymać. Rzeczywiście chora zazdrość niazczy związki i ludzi. Stałem sie mniej czuły, nie reaguję na pewne rzeczy tak jak kiedyś. Nie mogę odnaleźć w sobie wraźliwości, ktorą posiadałem. Męczą mnie ciągłe pytania o laski i te kłótnie. Sam szukam odpowiedzi jak złagodzić tą zazdrość. Daje jej linki do tematów o niskiej samoocenie, ale nic z nicg nie wyciąga, twierdzi, że nie ma w sobie nic ładnego. Ma ładny uśmiech, który mógłbym oglądać w nieskonczoność, dba o siebie, świetnie ubiera, jest lubiana przez ludzi, znalazła miłość. Czy to mało ? Dlaczego kobiety szukajaa problemu tam gdzie go nie ma ?
Twoja dziewczyna musi zdać sobie sprawę że ma problem z zazdrością, niska samoocena to jakby jedna z przyczyn. Musi stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie jestem zazdrośnicą i muszę z tym walczyć bo zatruwam chłopakowi życie. Jeśli ona tego nie zrobi, tzn nie uświadomi sobie w pełni problemu nie zacznie powściągać emocji. Nic nie drgnie w pozytywną stronę.code
Naprawdę chcę jej bardzo pomóc, aby nasz związek nie tylko wyglądał na udaný, ale był udany. Ileż można prowadzić kłótnie o to samo ?.
Na początku piszesz że w czymś ją zawiodłeś, myślę że strasz się teraz zrekompensować jej tę krzywdę i angażujesz się i pomagasz. Sidiecie wspólnie i rozmieniacie temat na drobne, twoje zaangażowanie jest pożywką dla jej chorych emocji. Słuchaj, dobrze że się angażujesz, dobrze że cię to obchodzi ale radzę trochę więcej dystansu.code
Czasami żałuję, że nie jestem inny, taki jakiego by chciała, ale po pierwsze chce być sobą, a po drugie i tak zawsze znajdzie jakaś nawet obca dziewczynę, aby mnie wkurzyć i coś wmówić.code
Ja też czasem żałuję że mój facet nie jest inny, wkurzam się że jest miły dla fryzjerki i że z nią gada, wkurzam się że patrzy na dziewczyny, ale tak opanowałam sztukę maskowania do perfekcji że on nawet nie orientuje się że mnie to wkurza i że mi o to chodzi. Każdy jest jaki jest i na dłuższą metę się nie zmieni, można zmienić w sobie coś, ale osobowości się nie zmieni.
Nie wiem ile jeszcze zdołam wytrzymać. Rzeczywiście chora zazdrość niazczy związki i ludzi. Stałem sie mniej czuły, nie reaguję na pewne rzeczy tak jak kiedyś. Nie mogę odnaleźć w sobie wraźliwości, ktorą posiadałem. Męczą mnie ciągłe pytania o laski i te kłótnie. Sam szukam odpowiedzi jak złagodzić tą zazdrość.
Mogę Ci tylko powiedzieć żę w moim związku było trudno, bardzo trudno, ale powoli wychodzimy na prostą. Kłótnie i zazdrość niszczy związek, zabija przyjaźń i serdeczność. Są grupy i specjaliści zajmujący się tego typu problemami, może warto zasięgnąć ich rady.
21 2012-08-05 11:12:42 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-08-05 11:31:20)
Opowiem Ci o mnie i moim mężczyźnie. Ja jestem kawał cholery, a on i tak jest święty.
W saunie usiadła obok niego dziewczyna, więc wstał i poszedł pod prysznic. Bo pomyślał, że gdybym tam była, mogłabym źle to odebrać.
Nasza sytuacja jest teraz zupełnie inna niż Wasza, bo ja jestem bardzo pewna siebie, ale to nie przyszło samo. Przez wiele miesięcy, byłam jak motyl, co przysiadł na moment, gotów odfrunąć, gdyby cokolwiek nie zgrało.
O najgłupszy drobiazg... Nie, nie walczyłam, ja byłam gotowa w 5 minut się spakować i zniknąć na zawsze z jego życia. Mieszkaliśmy razem, a ja wciąż większość rzeczy trzymałam w starym mieszkaniu (niszczały na strychu, zupełnie bez sensu; dawało mi to jednak możliwość ewakuacji - bo tak to trzeba nazwać - w ciągu paru chwil). Klucze od jego mieszkania trzymałam osobno, żeby móc w każdej chwili nimi rzucić i odejść.
Jego cierpliwość, łagodność i oddanie sprawiły, że teraz jestem pewna siebie, pełna radości, szczęśliwa i bardzo daleka od zazdrości. Jego kolega niedawno zażartował głupio, że on został na dole, bo ściemnia panienkę (przypomnieli sobie o czymś i mój kochany poszedł załatwić, przyszedł chwilę później). Uśmiechnęłam się tylko i nie było to uśmiech wymuszony. W środku nie poczułam NIC, żadnego ściśnięcia serca, ŻADNEJ zazdrości, najmniejszego podejrzenia. Jestem świadoma swojej wartości (wartości... Cenna jestem dla NIEGO). I...przyciągam męskie spojrzenia jak nigdy w życiu. Teraz. W moim wieku, z nadwagą i zmarszczkami.
Nie mów, że nie wiesz ile wytrzymasz. Jeśli znalazłeś skarb, jeśli uważasz, że ONA jest najcenniejsza, buduj, twórz, angażuj się w pełni. Nie mów że coś ma w sobie zmienić. W chwili gdy zaakceptujesz JĄ taką jaka jest, będzie mogła się rozwijać, nie będzie musiała kurczowo trzymać się starego obrazu siebie. Miłość jest najlepszą terapią. Nie można oddać się częściowo. Oddanie to oddanie. Nie wypożyczenie na chwilę albo w ograniczonym zakresie.
Mój kochany pytał mnie, gdy mi odbijało: czy dałem ci jakiś powód, żebyś tak myślała? I nie odpowiadał, nie tłumaczył. Przytulał. Emocje opadały i musiałam uczciwie przyznać, że nie.
Pierwsze Twoje głupie zagrania były dawno. Myślę że już możesz zacząć Ją tak pytać. I nie krzycz. Nie złość się. Jeśli zostawisz skarb (o którym już wiesz, że jest prawdziwy) i zaczniesz szukać innego, to będzie głupie. Jeśli zechcesz Ją zmieniać i wychowywać nic to nie da. Dopóki czuje się przy Tobie dość swobodnie, żeby na Ciebie krzyczeć, jest dobrze. Bo to znaczy, że nie ukrywa swoich uczuć. Chcemy, żeby było bardzo dobrze - wtedy będzie zdolna zrobić krok do przodu.
Do wszystkich którzy JĄ oceniają krytycznie - Wasze komentarze są niemiłe i nie budują. Musicie się wyżywać na kimś? Ona jest jaka jest. On Ją kocha. Nie potrzebuje nakręcania i wciskania, że coś z Nią nie tak. Doskonale wie, co by chciał zmienić. ALE POWTARZAM - CZŁOWIEK SIĘ ROZWIJA, GDY SIĘ CZUJE CAŁKOWICIE BEZPIECZNIE.
Musi stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie jestem zazdrośnicą i muszę z tym walczyć bo zatruwam chłopakowi życie. Jeśli ona tego nie zrobi, tzn nie uświadomi sobie w pełni problemu nie zacznie powściągać emocji.
Tragiczne podejście. Po pierwsze z postów autora wątku nie wynika, by dziewczyna była kretynką i nie wiedziała co Ją boli. Po drugie: chyba nie chodzi o to, żeby czuła, hamowała się, udawała i hodowała w sobie raka? Bo mnie chodzi o to, żeby zazdrość wcale się nie pojawiała, a nie, żeby była hamowana, spychana do podświadomości, ukrywana pod przyklejonym uśmiechem. I uważam, że to jedyna słuszna droga. Ależ jestem zarozumiała! Nie, to nie zarozumiałość, tylko WIEDZA. Wiem, że jeśli trzeba grać 24 godziny na dobę, jest się zbyt zmęczoną, by kochać. Jeśli ukrywa się "niewłaściwe" uczucia, znikają te "dobre".
Czy pytałeś Ją (nie w czasie kłótni, nie złośliwie, ale prawdziwie i serdecznie): kochanie, jak mam ci okazywać miłość? Co mogę dla ciebie zrobić? Co jeszcze?
Mój ukochany codziennie, ba, wiele razy dziennie robi coś dla mnie. Gdy poproszę o coś do picia, odłoży wszystko co robi, żeby mi przygotować TO CO BYM CHCIAŁA. Jak powiem że gotuje (i to dobrze), pewnie nie uwierzycie. Ale gotuje (i to dobrze:). Jak mam ochotę na spacer, idzie chętnie. Jak chcę seksu jest przeszczęśliwy. Jak włączam muzykę, podoba mu się (to już Opatrzność, szczęście że mamy podobny gust). Czegokolwiek chcę od niego, dostaję to. Nie żądam polowania na krokodyle ani żeby mi natychmiast kupił samolot. Wiem na co możemy sobie pozwolić i nie mam w tym zakresie ŻADNYCH zahamowań. Jak mi przeszkadza mucha czy komar, wołam go żeby się mógł wykazać (wygonić albo zamordować). Nie wsiadam sama do auta, nie wysiadam sama - otwiera mi drzwi i bardzo to lubi, bo robi to DLA MNIE.
Takim podejściem doprowadził do tego, że nie wyobrażam sobie bez niego życia. Gdy wychodzi, tęsknię po 5 minutach. A myślałam, że już się nie zakocham, nie zaangażuję. Bo poprzedni... Bo wiek... Bo...
Z exem tego nie miałam. I się rozsypało. Wytrzymałam żeby dzieci dorosły. Nie chciałam wojny, starałam się być inna niż byłam i strasznie mnie to męczyło. Jeśli mężczyzna próbuje Kobietę zmieniać, to znaczy że nie kocha JEJ tylko jakiś ideał, do którego ONA ma się upodobnić. A Ona jest sobą. Nie może być nikim innym ani nikim więcej, może najwyżej nie być w pełni sobą.
Miłość nie gaśnie, gdy wciąż jest wymiana energii, bliskość. Kochamy się bardziej niż 2 lata temu. Ty też dasz radę. Buduj. Świadomie buduj. Bądź sobą - ale nie takim samym wciąż. Rozwijaj się, rozwijaj swoją miłość do niej. Pracuj nad sobą, nie nad Nią. Nie jest w Twojej mocy zmienić JĄ, to może tylko ONA. Trzymam za Was kciuki. I przytulam Was serdecznie, choć wirtualnie.
Nie słuchaj nikogo, kto Ci radzi kochać mniej. Pamiętaj!
idontknow opowiem jak to było u mnie, bo również kiedyś byłam chorobliwie zazdrosna.
Byłam z chłopakiem pięć lat. Swoje grono znajomych ograniczyłam tylko do jego znajomych. Nigdzie sama nie wychodziłam, poza treningami. Spotykaliśmy się przez ten czas prawie codziennie. Zazdrosna byłam o każdą koleżankę, o to co widział w internecie, o to że na koncertach na których grał, dziewczyny były zbyt blisko niego. Chłopak naprawdę nie miał łatwo przeze mnie. Utwierdzał mnie, że kocha, że podobam mu się tylko ja, że nie zwraca uwagi na inne itp. Nic niestety nie pomagało. Kłótnie, rozmowy, szantaże - zupełnie nic.
W końcu rozstaliśmy się i to była najlepsza decyzja, jaką można było podjąć w tamtym momencie. Inaczej nie otrząsnęłabym się i zmarnowałabym sobie i jemu życie.
Od tego momentu, wszystko zaczęło się inaczej układać w mojej głowie. Zaczęłam flirtować z mężczyznami, okazało się, że niektórym nawet się podobam. Moja samoocena wzrosła o 100 proc.
Po paru latach od tamtego związku, utwierdziłam się, że choćby mężczyzna, z którym kobieta się spotyka, prawił jej najpiękniejsze i najszczersze komplementy, umywają się do komplementów innych mężczyzn - wtedy jest to sygnał, że podoba się również innym mężczyznom i poczucie wartości wzrasta.
U mnie takie prosty mechanizm pozwolił pozbyć się chorobliwej zazdrości.
baziula napisał/a:Musi stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie jestem zazdrośnicą i muszę z tym walczyć bo zatruwam chłopakowi życie. Jeśli ona tego nie zrobi, tzn nie uświadomi sobie w pełni problemu nie zacznie powściągać emocji.
Tragiczne podejście. Po pierwsze z postów autora wątku nie wynika, by dziewczyna była kretynką i nie wiedziała co Ją boli. Po drugie: chyba nie chodzi o to, żeby czuła, hamowała się, udawała i hodowała w sobie raka? Bo mnie chodzi o to, żeby zazdrość wcale się nie pojawiała, a nie, żeby była hamowana, spychana do podświadomości, ukrywana pod przyklejonym uśmiechem. I uważam, że to jedyna słuszna droga. Ależ jestem zarozumiała! Nie, to nie zarozumiałość, tylko WIEDZA. Wiem, że jeśli trzeba grać 24 godziny na dobę, jest się zbyt zmęczoną, by kochać. Jeśli ukrywa się "niewłaściwe" uczucia, znikają te "dobre".
No pewnie, niech się nie powstrzymuje , niech szaleje, czemu jeszcze nie dała mu w twarz.....?
Ja hamując w sobie negatywne uczucia, nie roztrząsając ich wcale nie tracę tych pozytywnych. U mnie to co określiłaś "tragicznym podejściem " sprawdza się doskonale. Wiem jaką mam wadę istaram się nad nią panować. Może dlatego że w moim związku ja i on tak samo jesteśmy ludźmi i musze go szanować aby ze mną był a w twoim jest inaczej ty jesteś jędzą a on aniołem. Może stąd różnica w podejściu. On mi podaje buty ja mu słodzę kawę..... dla mnie o to w ziązku chodzi a nie o to aby on spełniał moje zachcianki. Ale jeśli w Twoim przypadku Artemida wam obydwojgu to pasuje to gratuluję, i nie nazywam tego tagicznym... choć ciśnie mi się na usta.... Pozdrawiam.
tez jestem zazdrosna o swojego faceta i gdyby on obracal przy mnie glowe na boki, albo widzialabym chociaz, ze jego oczy skierowane sa w strone jakiejs innej panny, to tez bylabym zla. moze wlasnie przez to ma niska samoocene? moze uwaza sie za brzydsza, bo twoj wzrok kieruje sie ku jakiejs wytapetowanej i rozneglizowanej lali?
poza tym na sunrise tez nie puscilabym swojego mezczyzny. razem - tak, ale osobno -nie.
za duzo pokus, za duzo seksu.
Na sunrise mialem jechac do pracy. Gdybym chcial nawet z nia jechac dla zabawy nie pojechalaby ze mna, bo sa laski w bikini i z prawie golymi tylkami. Niektore dziewczyny lubia sie tak ubierac i nic na to nie poradzimy, tylko niech sie pozniej nie dziwia, ze .ludzie ich nie szanuja. Nie chce laski, ktora jedyne co ma di zaoferowania to cialo. Moja dziewczyna nie zdobyla mnie cialem, choc lubie je, lecz osobowoscia, zainteresowaniami. Kiedys rozmawialismy godzinami bez nudy, teraz nie wiem dlaczego rzadko gadamy na jakis inny temat niz laski, o to czy jakas widzialem, czy spodobala mi sie. Jaka dziewczyna moze mi sie bardziej podobac od niej. To ze jakas jest wytapetowana i z golym tylkiem nie znaczy ze jest atrakcyjna. Kocham moje Słoneczko i jedynie ona jest na tyle atrakcyjna aby mnie przyciagac
Dzisiaj rozmawialiśmy i zaproponowałem jedna rzecz. Mianowicie w pewnym miejscu ma pracować jedna dziewczyna, podobno jakaś miss, niby ładna, atrakcyjna. Widziałem ją na zdjęciach i nie podoba mi się, moja dziewczyna dalej widzi w niej rywalkę, bo mogę spojrzeć się na jej tyłek, mówi mi żebym w ogóle nie patrzył w jej stronę, omijał ją, ale jaki w tym sens ? Nie można przecież całe życie uciekać. Zaproponowałem, abyśmy poszli pewnego dnia w miejsce gdzie będzie pracowała o ile będzie w pracy i niech sobie ją zobaczy, też jej nie widziałem na żywo, ale dla mnie to bez różnicy. Ja mam swoją kobietę. Moja propozycja była motywowana tym, że jeżeli się czegoś boisz zmierz się z tym. Nie można się przecież poddawać problemowi. Reakcja była oczywista, wielka złość i twierdzenie, że bardzo chcę ją poznać to niech sobie do niej idę. Widać moja dziewczyna jest tak strasznie przerażona, że boi się wykonywać jakiekolwiek posunięcia, woli rzucić mnie niż sobie pomóc. Żałuję, bo zależy mi na niej, do nikogo jeszcze nie czułem czegoś takiego jak do niej. Wiążę z nią przyszłość, ale nie potrafię jej zrozumieć, dlaczego nie chce walczyć, lecz się poddać, dlaczego woli zazdrość ode mnie ? Ona jest wkurzona, a mnie jako faceta to boli, bo nie mogę nic zrobić. Mam taką tendencję nie raz, że odruchowo patrze w dół i zdarzy się spojrzeć na jakąś cześć ciała, nie robię tego specjalnie. Ja nie rozumiem jej strachu, ona nie rozumie mojego odruchu. Dlaczego ona się boi, przecież i tak mnie odrzuca tą zazdrością, więc jak zobaczymy ją razem to i tak nic się nie zmieni, bo dalej bedzie czuła zazdrość.
Znam tą sytuację dość dobrze,mój mąż też spogląda się na inne panie.Owszem,nie jest to dla mnie sytuacja komfortowa,jak chyba dla każdej kobiety.Rozumiem że faceci są wzrokowcami,jak widzą zgrabną ładną dziewczynę,po prostu muszą się obejrzeć i nie znaczy to,że od razu marzą o seksie.Niestety,od jakiegoś czasu mój mąż wprowadził do akcji filmy porno.Ostatnio niechcący znalazłam dowód że robi sobie przy tym dobrze.Ponieważ nie pracuje od roku,ma problemy z zasypianiem,to wieczorem idzie się przejść,albo posiedzieć na ławce.Przez to zna z widzenia sporo osób i ku mojemu przerażeniu,okazało się że mój wścibski małżonek wie gdzie mieszka połowa ludzi z osiedla i jakie mają problemy!Zaufanie do niego już u mnie zdechło,w zeszłym roku pomagał w klubie jako ochroniarz,kręciła się koło niego 17latka,nic nie było,bo dziewczyna liczyła na darmowe drinki,ale tak czy inaczej zaufania nie mam.Czy jest sens walczyć o ten związek?Proszę o poradę zarówno panie jak i panów.