Witajcie,
Potrzebuje rady. Jestem z facetem od 2,5 roku. Nie mamy latwych charakterów. Ciężko nam się było dograć. Choć ostatnio po wielu rozstaniach wydawało mi się, że jest lepiej. Nie wiem czy mój problem jest poważny czy ja histeryzuje i daje się ponieść emocjom.
Chodzi mi o to, że niby na codzień wszystko jest dobrze, ale zdarzają się takie dni, że mój luby poprostu czuje zew towarzystwa i chodzby się waliło i paliło. Wychodzi sobie pić z kolegami. Dodam że orzez te dwa i pół roku wielokrotnie mnie oszukiwał. Zanim ze soba mieszkaliśmy bawił się na imprezach a mi kłamał ze jest zmeczony i idzie spac. albo takie tam jakies. Z tego zradzały się roznoraki kłopoty. Okzaywało sie ze jest na policji. jego zaniepokojona mama dzwoniła zeby dowiedziec sie czemu dwa dni on nie odbiera. Albo na jeszcze rozne inne sposoby dowiadywałam się o kłamstwie. Ok rozumiałam ze facet musi miec kumpli. Ale jak zamieszkalismy ze soba (ja mam prace i studia zaoczne) kiedy bylam bardzo zmeczona musialam klasc sie spac. to w nocy jak nie musial isc na nastepny dzien do pracy, potrafil sie zerwac i wyjsc do kolegi. niby był pietro nizej ale wracal o 5 a moj caly dzien był zawalony. potem ze dwa razy wyszedł z kolegami i nie wrocił na noc. mowi ze poprostu tak sie upil ze usnał w domu jednego z nich. podobnych historii o mniejszym kalibrze było sporo. Każdy mój powrot ze szkoły, kazdy moj powrot z pracy, wiąze sie z ogromnym stresem. ze on znow sie napije i beztrosko bedzie sie bawił wyjdzie nie martwiac sie o nikogo. a ja jak ta pała bede siedziec po noca i sie meczyc. Dziś znow to samo. Miałam o 18:30 wazny egzamin. kompletnie mi nie poszedł. Wiedzial ze to dla mnie wazne. wrocilam do domu a on pijany. zapytal jak mi poszło. odpowiedzialm ze zle. a on na to ze wychodzi do kolegi. bylam wsciekla i rozalona. zaczelam płakac. powiedzial ze nie bedzie sluchal beczenia. i wyszedl. mowil ze jest u sasiada. Wyszłam do sklepu, spotkałam ojca siasiada, a on mi beztrosko jak gdyby nigdy nic wypaplał się ze popjechali bawic sie do centrum ze znnajomymi. Ja siedze sama. Dla niego zrezygnowalam ze swoocih znajomosci, zeby spedzac jak najwiecej czasu z nim. siedze w domu i panikuje bo kompletnie mu nie ufam. Nie mam już sił,. Stres mnie zabija. Niby nic złego sie niedzieje ale ja już choruje tym kłamstwem drobnym. Powiedzcie czy mi już odbija? przepraszam za chaotycznoscmojej wypowiedzi. jestem juz na skraju. zastanawiam sie czy to w ogole ma jakis sens....