Podjełam decyzję o odejsciu od męza. Jestem zaledwie cztery lata po slubie, ale wydaje mi się, ze nasze małzenstwo przestało dzialać juz dawno temu. Mieszkalismy u moich tesciow, ludzi z obsesją na punkcie władzy, gdzie posiadanie wlasnego zdania (a gdzie tu mowa o wlasnym zyciu) bylo zakazane. Kwestionowali niemalze kazda moja decyzje odnosnie naszej córki (Teraz ma 3 lata), grozili odebraniem praw rodzicielskich jak tylko zrobiłam cos nie tak, jak oni mi "radzili". Przez to całe napięcie między mną a moim mężem zaczeło się źle dziać, ciągłe klotnie, pretensje, awantury, zaczał byc agresywny, czesto wpadał w szał (mówił, ze go prowokuje), doszło do tego, ze zaczełam sie zastanawiać nad każdym swoim słowem jakie do niego mówiłam,w obawie, ze znów wpadnie w złosc. Rok temu zaczełam go namawiać, zeby skorzystał z okazji wyjazdu do pracy w uk, moze i źle zrobiłam mówiac mu, ze dzieki temu między nami może się polepszy, że rozłąka dobrze nam zrobi, ze kiedy w koncu wyjedziemy razem bedzie lepiej... Kiedy przyjeżdżał na swieta znów były same awantury, obarczanie mnie winą za wszystko co złe w naszym życiu, ale na drugi dzien znów był czułym i kochajacym mężem. Udawałam ze chce, żebysmy razem wyjechali, a tak naprawdę pod jego nieobecnosc planowałam odejscie. Wczesniej setki razy probowalam z nim o tym rozmawiac, ale grozil odebraniem praw rodzicielskich jak tylko sprobuje, wiedzial tez, ze nie mam dokad pojsc, nie milabym za co zyc. Więc uciekłam, za granicę. W trzy miesiące udało mi sie wynając własny dom, posłać córke do przedszkola, załatwić tutaj masę dformalnosc, gdzie mój maż nie mogl przez rok czasu sciagnac do siebie mnie i dziecka ciagle mówiac, ze to nie takie proste jak mi sie wydaje, ze praca, ze mieszkanie, za pieniadze, ciagle jakies "że". A ja mieszkajac u tesciow z małym dzieckiem byłam juz tak psychicznie wykonczona, ze nie chcialam juz dłuzej czekac, nie byłam nawet w stanie chronic wystarczająco mojej córki przed ich wpływem. Teraz oboje mieszkamy w UK. Dzieli nas 3 h drogi. Powiedzialam ze chce rozwodu. Zaczał płakac, blagac, przepraszac. Mowic, ze odebralam mu sens zycia, ze dalam nadzieje na nowe, lepsze wspolne zycie, ze zmieniłby się, że byłoby nam cudownie. Ja dalejk twardo stałam przy swoim, chociaz jego ból naprawde we mnie uderzał, nie jestem, w stanie normalnie funkcjonowac, kiedy on mi pisze ze nie da rady byc ojcem na odległosc, zebym przeprosiła nasza córkę, za chwile mowi,. ze chce przyjezdżac do niej na noc, a kiedy przyjeżdża bez przerwy wpędza mnie w takie poczucie winy, ze zaczełam sie zastanawiać, czy aby na pewno dobrze zrobiłam. Z tym, że ja nie wierze, że zmiana otoczenia gop zmieni, bedzie dobrze przez miesiac, dwa, a potem znów byłoby to samo (miesiac temu na placu zabaw, gdzie nasza córka sie bawiła groził mi, ze jak nie bedzie mogl się z nia widywac, wynajmie kogos, kto za 100 funtów przyjedzie i mnie zabije).
Dodam, ze od czerwa, jak tylko tutaj jestem nie dał mi grosza na dziecko, mieszkanie, jedzenie, ubrania dla niej, przedszkole, sama musze sie o to martwic, bo nie biore od państwa żadnych dodatkow a i mieszkanie nie jest socjalne jak zarzuca mi mój mąż. Mówi, że skoro od niego odeszłam, to sama powinnam sie martwic o pieniądze. Jednak po chwili znów zasypuje mnie wiadomosciami, ze odebrałam dziecku ojca (ona go uwielbia) ze jestem egoistką, ze przez moja decyzje bedzie cierpiec nasze dziecko, ze on nie wie co ma teraz zrobic ze swoim zeciem ze ona była całym jego swiatem i ze ona potrzebuje go bardziej niz mi się wydaje. Zyje wiec teraz w poczuciu winy, ze rozbiłam rodzinę, ze zabrałam córce ojca, którego kocha ponad zycie i że faktycznie było to bardzo egoistyczne z mojej strony. Nie wiem, jakiej porady oczekuje, moze po prostu chcialam się z kims podzielic moim problemem?
Podobne tematy
Rozumiem Twojego meza i nie watpie ze masz poczucie winy.
Twoj maz jest zalamany wiec probuje na wszystkie sposoby was odzyskac, czasem i glupie sposoby ale juz tacy sa ci nasi mezowie.
Moze za szybko ucieklas, proponuje sprobowac z nim bez tesciow, moze sie uda a coreczka bedzie miala szczesliwa rodzine.
Jestem innego zdania.To co piszesz świadczy o tym że mąż ma słabą psychikę a takie czy inne zachowania (grozby itp.)wyniósł z domu.Nie bardzo wierzę że się zmieni ale oczywiście mogę się mylić
Jesli kocha meza to nie uwazam, ze jak maz ma slaba psychike to powinna go porzucic.
Rozsadniej bylo by mu pomoc...przeciez to w koncu chodzi o rodzine.
5 2012-09-14 13:07:50 Ostatnio edytowany przez Tasha (2012-09-14 13:08:42)
Zawsze wydawało mi się, ze dziecko jest szczesliwe jak i matka jest szczesliwa, a ja juz przestałam wierzyc, ze bedziemy szczęsliwi po tym, jak popchnał mnie tak mocno za tekst z mojej strony jaki mu się nie spodobał, ze szafka w kuchni na która upadłam pękła. A i tak była to moja wina. Może nie widziałam innego wyjscia z sytuacji jak okłamanie go, ba na kazde postawienie sprawy jasno smiał mi sie w twarz? Może dziecko, żeby było szczęsliwe wcale nie potrzebuje żeby rodzice trwali ze soba bez względu na wszystko?
niby można próbować... ale nie ma nic gorszego niż dzieciaka dwa razy na rozstania narażać.
Jesli dochodzi do rekoczynow - nie dawaj mu szansy.
Ewentualnie moze jakas terapia albo cos?
Tasha gdyby miał się zmienić, to nie sądzisz, że skoro oboje jesteście za granicą, oboje możecie normalnie funkcjonować to on powinien zrobić krok w tym kierunku by udowodnić Ci, że rzeczywiście jest gotowy na zmiany, a nie miauczeć jedynie o tym?
Wybacz, ale ja znam takiego typa - wychowanego w bardzo podobny sposób - nie ma co liczyć, że cokolwiek się zmieni.
Od dwóch lat jesteśmy w trakcie rozwodu, ani razu nie podjął próby zmiany, zrozumienia dlaczego w ogóle jest ten rozwód - w jego mniemaniu za wszystko winna jestem wyłącznie ja. Ja również usłyszałam że zabrałam dziecku ojca a g*** za przeproszeniem!
Jest wręcz przeciwnie bo dopiero teraz dziecko spokojnie się rozwija i jest szczęśliwe.
Skoro tak uwielbia dziecko to kurcze czemu w jego matce wywołuje takie nerwicowe huśtawki no ludzie - nie mówcie mi że to jest normalne! Ani to, ani rzucanie ludźmi o szafkę, ani nie dokładanie się do wychowania dziecka nie jest normalne!!!
Ja o tym wiem, a upewniła mnie o tym opinia wydana przez biegłych sądowych: psychologa i pedagoga, którą oczywiście "szanowny" pan zamierza podważyć.
Zawsze wydawało mi się, ze dziecko jest szczesliwe jak i matka jest szczesliwa, a ja juz przestałam wierzyc, ze bedziemy szczęsliwi po tym, jak popchnał mnie tak mocno za tekst z mojej strony jaki mu się nie spodobał, ze szafka w kuchni na która upadłam pękła. A i tak była to moja wina. Może nie widziałam innego wyjscia z sytuacji jak okłamanie go, ba na kazde postawienie sprawy jasno smiał mi sie w twarz? Może dziecko, żeby było szczęsliwe wcale nie potrzebuje żeby rodzice trwali ze soba bez względu na wszystko?
Widze ze juz podjelas decyzje, mam nadzieje ze sluszna i nie bedziesz zalowac.
Nie jestem zwolenniczka bycia z soba dla " szczescia" dzieci, bo mam ich troje i odeszlam.
Moj maz do dzisiaj probuje wszystkie sposoby aby nas odzyskac i znam tez uczucie ktore Cie gnebi, moze dlatego radze Ci przemyslec czy istnieje szansa.
Mysmy w Polsce chodzili na terapię, jak wychodzilismy z gabinetu bylo pieknie, milo, zaprosil mnie do restauracji, a za trzy dni bylo to samo. Kiedy mieszkanie z jego rodzicami, ponizanie, dogryzanie przez jego ojca wpędziło mnie w psychiczny dołek, dwa tygodnie spedziłam w osrodku leczenia nerwic i depresji, a i wtedy tesciowie uznali ze wine ponoszą moi rodzice i brak zainteresowania moja osoba w dziecinstwie a nie fakt, ze moj tesc mowi mi prosto w twarz przy gosciach w swieta ze nie wie, co jego syn we mnie widzial. Kiedy próbowałam rozmawiac z moim mezem, ze czuje, ze miedzy nami jest nie tak, czesto słyszałam, ze cos mi sie usrało, ze potrafie tylko narzekac i wydawac pięniądze a i kiedy krzyczął na mnie na srodku wioski ze zasluguje jedynie na to, zeby zdechnac sama gdzies pod płotem jak pies, to przy przeprosinach i tak było "przepraszam, ale gdybys była inna...". Błaga mnie, zebysmy jeszcze raz spróbowali, przyjeżdża do mnie, zeby widziec się z dzieckiem, widzi, ze sama doszłam do tego, czego on siedzac rok tutaj w UK nie mógł mi zapewnic, nowy dom, widzial nowa pralke, lodówkę, bo akurat byłam w trakcie przeprowadzki, do wszystkiego doszłam sama, przez trzy miesiące harując gdzies w magazynie na noce, zeby w dzien zajmowac się corką, a on siedzi tu ponad rok i mowi ze nie bylo wczesniej mozliwosci mnie sciagnac... Ja teraz odetchnełam i naprawde moglabym zaczac cieszyc się zyciem, gdyby nie ciagle utarczki z nim, klótnie, wyrzuty a za chwile płacz, ze odebrałam mu sens zycia. uważa, ze utrudniam mu kontakt z dzieckiem, bo nie chce, zeby zostawał u mnie w domu na noc. Ja naprawde chce, zeby córka się z nuim widywała, jutro leci z nim na dwa tygodnie do Polski, nie mam nic przeciwko temu, zeby spedzali razem swieta, wakacje, a mimo to i tak ciagle słyszę, ze nie mam do niego szacunku, chociazby dlatego, ze napisałam mu smsa "jak uznasz, ze dziecko potrzebuje wiecej ubran, to nie krepuj sie i smiało mozesz jej cos kupic". Wtedy mi powiedzial, ze wspolczuje naszej corce takiej matki i ze jak ona zacznie byc mądrzejsza, bedzie jej mowil, jka ma szmatę za m,atkę, zeby tez nauczyła się jak powinna mnie traktowac. Co zreszta i tak juz kiedys powiedzial, kiedy popchnal m,nie przy 1,5 rocznej corce i zaczal krzyczec na moja prosbe wyjscia zx pokoju powiedzial, zeby patrzyla i uczyla sie, jak powinna mnie traktowac. Czy po takim czyms faktycznie powinnam znow mu zaufac i chociaz nic do niego nie czujac zapewniac mojej corce emocjonalna sałatkę znow narazając ją na cos takiego? Bo czy naprawde przyczyna jego zachowania było jedynie to, ze mieszkalismy z jego rodzicami?
11 2012-09-14 17:32:50 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-14 18:17:18)
Bo czy naprawde przyczyna jego zachowania było jedynie to, ze mieszkalismy z jego rodzicami?
Nie mów bzdur! Na szafkę Cię popchnął nie dlatego, że rodzice byli, tylko dlatego, żeby Cię skrzywdzić. Nawet jeśli zrobił to pod wpływem emocji, to chyba nie chcesz przez resztę życia rozbijać głowy tylko dlatego, że on nad emocjami nie panuje?
Nie szanuje Cię. Pasożytuje na Tobie. Musisz prowadzić swoje własne życie. Już nigdy nie pozwól na to, aby cokolwiek Ci zabrał, aby Cię krzywdził. W nocy się śpi -- masz rację, że mu nie pozwalasz zostać na noc. Nigdy nie pozwól mu zagarnąć twojej nowej strefy życia, którą sama zbudowałaś. Możesz go tam gościć, ale nigdy nie przydzielaj mu miejsca.
Nie zabraniaj mu spędzać z córką czasu. Chce być dobrym tatą to niech będzie. Małżeństwa z Was już nie będzie nigdy.
Nie zwalczaj męża. Nie rób mu krzywdy, nie mów niemiłych słów, nie obiecuj. Nigdy nie strać kontroli nad wszystkim. Pamiętaj, że jesteś jedną z kobiet, którym się udało uciec z toksycznego związku. Udowodniłaś sobie że jesteś samodzielna.
Nie miej nic co jest związane z twoim mężem, co w razie utraty mogłoby by Ciebie skrzywdzić. Nie rób mu fałszywej nadziei -- powiedz że już nigdy nie zamieszkacie ze sobą, że on zawsze już będzie gościem. Jak zechcesz to go zaprosisz, jak nie zechcesz to go nie zaprosisz.
Dziecko nie chce awantur w domu. Dziecko będzie szczęśliwe, jeśli rodzice będą szczęśliwi. Twój mąż nigdy chyba nie będzie szczęśliwy, więc chociaż Ty się postaraj.
doszłam sama, przez trzy miesiące harując gdzies w magazynie na noce, zeby w dzien zajmowac się corką
Twój przykład powinien służyć innym kobietom, bo wyrwać się z Polski do UK z takiej toksycznej rodziny z córką 3letnią to jest naprawdę wielka rzecz! Robi wrażenie. Naprawdę! Szczęście w końcu musi do Ciebie przyjść.
Ja teraz odetchnełam i naprawde moglabym zaczac cieszyc się zyciem, gdyby nie ciagle utarczki z nim, klótnie, wyrzuty
Wysłuchaj, ale nie kłóć się. Przeczytaj metodę 180 stopni na tym forum -- http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=42077&p=3 . Jak się będziesz wdawać w draki to będziesz to wlekła do końca życia. Nie ulegaj zaczepkom, nie daj się prowokować.
słyszę, ze nie mam do niego szacunku, chociazby dlatego, ze napisałam mu smsa "jak uznasz, ze dziecko potrzebuje wiecej ubran, to nie krepuj sie i smiało mozesz jej cos kupic"
Oto przykład co robisz źle. Po co wysłałaś mu tego sms-a? Powiedz -- w jakim celu? Co chciałaś osiągnąć? Przecież jakby chciał kupić ubrania to by kupił. Zastanów się dokładanie -- dlaczego ... dlaczego... dlaczego wysłałaś tego smsa. Moim zdaniem to jest zwykła zaczepka. Powinnaś raczej napisać "dbajcie o siebie", a najlepiej nie pisać nic.
Mówisz też, że na szafkę popchnął Cię, bo coś złego powiedziałaś, albo coś co mu się nie spodobało. Moja propozycja -- przestań mówić. Dasz radę? Czy musisz tyle do niego mówić? Co Ci daje, że do niego mówisz? Czy od mówienia twoje życie się polepsza czy pogarsza? Zobacz co piszą w metodzie 180 stopni:
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
moglabym zaczac cieszyc się zyciem, gdyby nie ciagle utarczki z nim, klótnie, wyrzuty a za chwile płacz, ze odebrałam mu sens zycia.
Przyjmij to jak ubikacja fekalia. Nie mów nic, nie przepraszaj, nie wyjaśniaj, nie proś, nie dawaj nadziei, nie reaguj, nie uciszaj.
uważa, ze utrudniam mu kontakt z dzieckiem, bo nie chce, zeby zostawał u mnie w domu na noc
Utrudniasz kontakt? A kto jedzie do Polski na dwa tygodnie? No kto jedzie? Sama widzisz, że to nieprawda. Jemu chodzi o zostawanie na noc, o jego wygodę, o to aby wgryźć się w twoją nową strefę życia jak wampir i wyssać z tego wszystkie soki, aż totalnie Cię zabije. Nie pozwól na to. Twoje mieszkanie, twoja strefa, twoja wolność, twoje życie. Jemu nic do tego. Ale szanuj go, nie obrażaj, nie zaczepiaj.
Być może będzie buntował córkę przeciwko Tobie. Być może teście będą ją buntować. Ale Ty nie mów nigdy złego słowa ani o mężu ani o teściach. Bądź dla córki po prostu dobra, uśmiechnięta i szczęśliwa. Ona kiedyś to doceni, kiedyś przejrzy na oczy, na fakty. Być może nawet dziecko czuje w których słowach jest złość a w których miłość. Ty dawaj córce miłość.
W tym wszystkim jest pewne "ale" -- mianowicie dopóki nie rozwiedliście się, to cały wasz majątek jest wspólny. Najlepiej gdybyś zarobiła tyle pieniędzy, aby rozsądny adwokat potrafił to jakoś załatwić.
Sam22 - bardzo dobrze radzisz, boje sie tylko ze jesli Tasha bedzie ignorowac zaczepki meza bedzie on sie posuwal coraz dalej. Boje sie tez ze coreczka bedzie poddana praniu mozgu i powoli obrocona przeciwko mamie - dla malego dziecka to bedzie bardzo trudne.
Nie mozna oczekiwac od malej osobki dojrzalosci doroslej osoby; przeciez nie chcesz by twoje dziecko bylo znerwicowane i uwazalo ze mama jest nikim bo tata i babcia i dziadek tak ja nazywaja.
Moja rada - jesli jeszcze raz dojdzie o rekoczynow - szafka czy inne, natychmiast wezwij policje - jestes w UK - tu na takie sprawy sa bardzo wyczuleni. Jak go przymkna na jedna noc to moze mu przejdzie.
Mezowi tez zapowiedz ze jesli bedzie cie wyzywal, czy popychal przy dziecku to ograniczysz mu prawa rodzicielskie. I jak najszybciej wystap o alimenty.
On choduje to poczucie winny w tobie bo przez to ma nad toba kontrole - a ty sie nie mozesz sie od tego oderwac bo sie tak juz przyzwyczailas to tej ciaglej krytyki ze inaczej nie umiesz.
Jestes dzielna - zrobilas pierwszy krok, poradzilas sobie; naprawde wiele mozesz osiagnac, jesli sie zawezmiesz. Trafisz jeszcze na wspanialego partnera, ktory bedzie uwielbial twoja coreczke i bedzie wspanialym ojcem. Uciekaj od toksycznego meza i jego rodzinki. Powodzenia!!!
I Sam i Newlife powiedzieli bardzo istotne słowa i uważam że Tasha powinnaś z ich rad skorzystać. Szczególnie ze względu na swoję córeczkę i dla własnego zdrowia ![]()
Trzymam kciuki i powodzenia!
14 2012-09-15 01:47:35 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-15 01:58:17)
Ale oni chyba nie są po rozwodzie... trzeba jeszcze piekło rozwodu z tym gościem przejść. Tutaj nic nie doradzę -- Tasha musi zebrać kupę forsy i wtedy jakoś pójdzie. W przeciwnym wypadku ta nowa pralka jest wspólna, prawda?
jesli Tasha bedzie ignorowac zaczepki meza bedzie on sie posuwal coraz dalej.
Mimo wszystko uważam, że trzeba go spuścić ze smyczy, zebrać dowody jaki to drań i iść z tym na rozwód.
Boje sie tez ze coreczka bedzie poddana praniu mozgu i powoli obrocona przeciwko mamie - dla malego dziecka to bedzie bardzo trudne.
Ja tez się boję. Ale jak matka będzie miła, a ojciec będzie jadził jak wąż to jest szansa, że dziecko przy ojcu będzie się źle czuło, a przy mamie świetnie. A teraz co dziecko widzi? Matka krzyczy, ojciec krzyczy. Kto jest dobry a kto zły?
Zresztą niezależnie, czy nasza bohaterka będzie odpowiadać na zaczepki czy siedzieć cicho to córka będzie tak samo buntowana. Jak się kłócą to nawet mężowi łatwiej jest buntować -- "Sama widzisz jaka matka jest wariatka! Ciągle krzyczy, a tatuś tego nie chce...".
No i trzeba przyznać, że po rozwodzie ojciec wcale nie musi być odsunięty od matki i dziecka. Dalej możecie trzymać kontakt, ale pensja żony już będzie tylko pensją żony a nie wspólną, mieszkanie żony będzie tylko mieszkaniem żony, a nie wspólnym. Żona będzie mogła należycie przed tym złym człowiekiem chronić siebie i córcię.
No i nie rozumiem argumentu, jakoby dziecku zależało na tym, aby rodzice byli razem. Lepiej osobno widzieć mamę szczęśliwą, osobno tatę szczęśliwego niż ich razem w trakcie awantury.
A ja proponuje ci rowniez nagrywac rozmowy z nim
16 2012-09-15 10:57:48 Ostatnio edytowany przez Tasha (2012-09-15 11:01:28)
My faktycznie nie mamy jeszcze rozwodu, znalazłam juz tytaj prawnika, który wypełnił mi dokumenty rozwodowe, teraz jedynie czekam az uzbieram wystarczającą ilosc pieniędzy, zeby złozyc wniosek. Raz mówi, ze nie da mi rozwodu, raz mówi, że tak go zraniłam, że sam zaplaci za ten rozwód byleby mieć mnie juz z głowy. Mam nagraną rozmowę gdzie miesiąc temu przyjechał do dziecka, na placu zabaw, gdzie w tle bylo slychac jak maluchy sie bawia groził mi, ze mnie zabije, ze wynajmnie ludzi, ktorzy w ciemnym kącie gdzies w UK ze mna skonczą zeby on mogl wychowywac dziecko. Jak zobaczył, ze to nagralam jego stosunek do mnie od razu się zmienił, powiedzial ze to jedynie nerwy i ze by mnjie nie skrzywdzil, bo mnie kocha. Dlatego teraz bardziej uwaza na to co mówi, boi się, ze wystapie o zakaz zblizania.
Wczoraj zawiozłam mu córke do Londynu, mała ucieszyła się ze widzi tatę, ona nie wyczuwa napięcia póki co, bo ja przy niej jeszcze nigdy nie powiedzialam o nim zle. Zawsze jej powtarzam na pytania gdzie jest tatus ze tak sie ulozylo, ze nie mozemy razem mieszkac, ale ze niedlugo go zobaczy i zapewniam ją ze bardzo ja kocha. Mam nadzieje ze on w koncu zrozumie, ze dla jej dobra stosunki miedzy nami powinny byc poprawne. On wie, ze jej tu dobrze, sam przyznal, ze mieszkanie z jego rodzicami jest najgorszym, co mozna jej zrobic, on wie, ze wyrastając wsród takich ludzi przyjełaby ich zachowanie jako cos naturalnego, a ja nie pozwole na to, żeby ona miała takie wzorce, luki w poczuciu bezpieczenstwa. Przeciez dziadzius mowi wszystkim jak bardzo ja kocha, a jak kiedys sie zdenerwował, to uderzył ja po rączkach tak mocno, ze miala spuchnieta przez kilka dni. Spakowałam sie wtedy, wzięłam dzieciaka i za ostatnie pieniadze, w srodku nocy i to w dodatku zimą jechałam pociagiem przez pół Polski do mojej matki, a poźniej jeszcze usłyszałam od tesciowej, ze porwałam dziecko, bo moj maz przebywający wtedy za granicą nie wiedzial o tym, ze wyjezdzam. Za moimi plecami ustaliła z nim, ze mam zakaz wyjezdzania bez jego zgody gdziekolwiek na dłuzej, namówila go na to, niby w trosce o dziecko.
Mój mąz był tytaj, widzial jej rózowy pokoik, z powyklejanymi motylkami i kwiatkami na wszystkich scianach i oknach, widzial, jaka ona jest tutaj szczęsliwa. Ze chociaż uzywany, ale kupiłam jej wymarzony rower zeby spędzac z nią niedziele w parku, widział, jaka zadowolona rysuje kredą na tarasie przed domem ludziki, tam tego nie było, nie mozna było się wyl;uzować, ciagle miałam wrazenie, ze łamie jakas niepisana zasadę o której istnieniu nie miałam pojęcia, ciagle ktos mial jakies pretensje. Odetchnełam ja, odetchneła i ona. Żeby tylko przestał mnie zameczać, utrudniać, żeby zrozumiał, ze nie bylo sensu ciagnąc tego, co juz dawno przestało działać... On jest dobrym facetem, po prostu zbyt duża przestrzen nas dzieliła, której nie dostrzegałam wczesniej, zeby zaczeło nam sie ukladac. Mamy inne priorytety, inne poglądy, inne spojrzenie na swiat, inne pojęcie tego co słusze a tego co nie. Po prostu nam nie wyszło, mysle, ze gdybym trwała w tym małżeństwie ze wzgledu na Hanię, w koncu byłabym wykonczona psychicznie do tego stopnia, ze moze kiedys podswiadomie miałabym do niej żal o to, o moje nieudane zycie, ze tak sie dla niej poswięciłam. Najgorsze, rozwód, dopiero przede mną. Moze niedlugo zacznie spokojnie sypiac po nocach. :-)
Uciekaj....... i chroń dziecko. Podziwiam Ciebie, że potrafiłaś tak postąpić.
Nie zmienisz drugiego człowieka za nic na świecie. Teraz on niby nieszczęśliwy, bo ambicja męska legła w gruzach, że potrafiłaś wyzwolić się z tego jarzma. Jeśli go dopuścisz za blisko, znów przejmie władzę
i będziesz ponownie w piekle.
Uważam, że lepiej dla córki być wychowywaną przez matkę w szacunku i w miłości, niż w takiej atmosferze, jaką miała. Dziecko szybko przywyka do nowych warunków.
Myślę, że to trochę niedobrze, że chronisz ojca. Ja to robiłam całe życie i teraz jestem wyłącznie winna tego, co w naszym życiu zadziało się.
Teraz wiem, że trzeba to dzieciom uświadamiać na miarę ich sił i możliwości, że wspólne życie nie zawsze dorosłym układa się i nie zawsze dorośli są w porządku, a też i po to, żeby nie czuło się ono winne Waszego rozejścia.
Popełniłam niewybaczalny błąd, że moja córka nie poznała wielu strasznych szczegółów z mojego pożycia małżeńskiego.
Czy uważacie, że przez 11 lat w związku z czego 7 lat w małżeństwie, mogłam mylić uczucie bezpieczeństwa z miłością? Chodzi mi głównie o czas małżeństwa bo przed ślubem było ok. Mam wrażenie, że mąż jest dla mnie bardziej jak przyjaciel, ktoś przy kim czuje się bezpiecznie, dobrze, niż jak facet, którego kocham, pragne.
Przez te 7 lat małżeństwa poprzestawiałam sobie priorytety. Bezpieczeństwo, spokojny związek, uzupełnianie się w życiu codziennym a gdzieś na końcu sex i uczucia. Mąż nie jest dla mnie pociągający. Może jest ze mną coś nie tak. Jest dobrym człowiekiem. Nie bije, nie pije, nie wszczyna awantur. Przynosi pieniądze do domu, przez dłuższy okres pracował na dwa etaty by niczego nam nie zabrakło.
Nie mam pojęcia gdzie po drodze zgubiłam swoje szczęście i miłość do Niego. Myślę o rozwodzie bo boje się, że dalsze tkwienie w tym związku spowoduje całkowitą obojętność w stosunku do mojego mężą.
Mam nagraną rozmowę ... Jak zobaczył, ze to nagralam
Co za błąd! On nie może wydzieć, że działasz przeciw niemu. Naprawdę... To twój błąd.
bo ja przy niej jeszcze nigdy nie powiedzialam o nim zle.
Tak trzymaj. Bądź dla niej dobra. Trzymaj córkę poza waszymi kłótniami. Nie krzycz przy córce.
rózowy pokoik, z powyklejanymi motylkami i kwiatkami na wszystkich scianach i oknach, widzial, jaka ona jest tutaj szczęsliwa.
Gratuluję! Dzielna z Ciebie "baba".
Żeby tylko przestał mnie zameczać, utrudniać, żeby zrozumiał, ze nie bylo sensu ciagnąc tego, co juz dawno przestało działać... On jest dobrym facetem,
Moim zdaniem musi być rozwód, a potem możecie żyć razem. Jak będziesz chciała to po rozwodzie możesz nawet męża przygarnąć, ale już nigdy nie zatrzaśnie drzwiczek złotej klatki, bo klatką po rozwodzie rządzisz Ty! I tylko Ty!
gdybym trwała w tym małżeństwie ze wzgledu na Hanię,
Dziecko może mieć i ojca i matkę. Ojciec i matka wcale nie muszą być małżeństwem. Prosta sprawa.
Czy uważacie, że przez 11 lat w związku z czego 7 lat w małżeństwie, mogłam mylić uczucie bezpieczeństwa z miłością? .... dalsze tkwienie w tym związku spowoduje całkowitą obojętność w stosunku do mojego mężą.
To jest standardowy problem w małżeństwie. Obojętność. Nie mam na to żadnej recepty! Ale wiem, że tak to właśnie jest.
Musze Was prosic o radę, jestem troche wystraszona. Jak juz wspominałam, moja córka poleciała na dwa tygodnie ze swoim ojcem do Polski. Miałam nadzieje, ze chociaz na ten czas skonczy sie nękanie mnie smsami i telefonami a cała swoją uwagę skupi na dziecku. Niestety wydzwania bez przerwy, przepełniony agresją. A bo to czegos nie moze znaleźć w domu, a bo uwaza ze dzieciaka zepsułam, bo nie da się z nią wytrzymać, a bo to obrączke chce spowrotem, a bo mam zrezygnowac z jego nazwiska, ciągle cos... No i obawiam się, że moze uzyc córki, zeby się zemscic, boje się ze nie bedzie chcial z nią tutaj wrócić, ze zostanie z nia tam. Co ja moge w takiej sytuacji zrobić? Obydwoje mamy prawa rodzicielskie więc nie moge pójsc na policje i powiedziec, ze porwal mi corke, bo w koncu sama zgodzilam sie na ten wyjazd...
21 2012-09-18 19:05:25 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2012-09-18 19:08:25)
Musze Was prosic o radę, jestem troche wystraszona. Jak juz wspominałam, moja córka poleciała na dwa tygodnie ze swoim ojcem do Polski. Miałam nadzieje, ze chociaz na ten czas skonczy sie nękanie mnie smsami i telefonami a cała swoją uwagę skupi na dziecku. Niestety wydzwania bez przerwy, przepełniony agresją. A bo to czegos nie moze znaleźć w domu, a bo uwaza ze dzieciaka zepsułam, bo nie da się z nią wytrzymać, a bo to obrączke chce spowrotem, a bo mam zrezygnowac z jego nazwiska, ciągle cos... No i obawiam się, że moze uzyc córki, zeby się zemscic, boje się ze nie bedzie chcial z nią tutaj wrócić, ze zostanie z nia tam. Co ja moge w takiej sytuacji zrobić? Obydwoje mamy prawa rodzicielskie więc nie moge pójsc na policje i powiedziec, ze porwal mi corke, bo w koncu sama zgodzilam sie na ten wyjazd...
Weź na wstrzymanie i telefonicznie bądź miła, uległa....... dająca nadzieję.
Nagrywaj rozmowy, by mieć dowody.
Nie walcz teraz o nic. Po powrocie zaczniesz działać.
Tylko, że wtedy już konsekwentnie!
Czytając wcześniejszy Twój post myślałam, że do Londynu zawiozłaś dziecko na spotkanie z ojcem.
Bądź dobrej myśli.
Tasha, ze względu na twój post utworzyłam konto. Chciałam Ci pogratulować odwagi , wiary we własne siły , mądrości i ciepła pomimo zaistniałej sytuacji. Dzielna z Ciebie kobieta! ... Nie omieszkam wyjaśnić dokładniej opisane przez Ciebie zdarzenia tylko po to by uświadomić Tobie jak i innym w jakim niezdrowym środowisku żyłaś. Zauważyłam wszystkie możliwe rodzaje przemocy domowej (za wyjatkiem nie wspomnianej ,tylko przypuszczam -sexualnej) ,; fizyczna, psychiczna, emocjonalna, finansowa, jak również rola matki została nadużyta. Opisałaś klasyczny cykl przemocy.Przemoc nie jest jednorazowym aktem, lecz procesem który ma tendencję do powtarzania się. Nie zatrzymana przemoc- narasta. Badania wykazały, że osoby doznające przemocy, przechodzą przez trzy fazy powtarzającego się cyklu przemocy. 1. Faza narastania napięcia
Początkiem cyklu jest zwykle wyczuwalny wzrost napięcia oraz nasilające się sytuacje konfliktowe. Osoba stosująca przemoc jest stale poirytowana, napięta, często robi awantury z byle powodu, prowokuje kłótnie. Reakcjami ofiar przemocy na taką sytuację w domu jest najczęściej uspokajanie atmosfery, spełnianie wszelkich zachcianek, przepraszanie sprawcy ?na wszelki wypadek?.
2. Faza gwałtownej przemocy
W tej fazie osoba stosująca przemoc staje się gwałtowna, wpada w szał. Eksplozję wywołuje zazwyczaj jakiś drobiazg, np. lekkie opóźnienie posiłku. Skutki użytej przemocy mogą być różne - podbite oko, połamane kości, obrażenia wewnętrzne, poronienie, śmierć. Najczęściej w tej fazie ofiary decydują się wezwać policji lub szukać pomocy gdzie indziej.
Po zakończeniu wybuchu przemocy, ofiara jest w stanie szoku. Nie może uwierzyć, że to się na prawdę stało. Odczuwa wstyd i przerażenie. Jest oszołomiona. Staje się apatyczna, traci ochotę do życia, odczuwa złość i bezradność.
3. Faza miodowego miesiąca
To faza skruchy i okazywania miłości. Sprawca szczerze żałuje tego, co zrobił, okazuje skruchę i obiecuje, że to się nigdy nie powtórzy. Stara się znaleźć jakieś wytłumaczenie dla tego, co zrobił i przekonuje ofiarę, że to był jednorazowy, wyjątkowy incydent, który już się nigdy nie zdarzy.
Staje się znowu podobny do tego, jaki był na początku znajomości. Przynosi kwiaty, prezenty, zachowuje się jakby przemoc nigdy nie miała miejsca. Rozmawia z ofiarą, dzieli się swoimi przeżyciami, obiecuje, że nigdy już jej nie skrzywdzi. Dba o ofiarę spędza z nią czas i utrzymuje bardzo satysfakcjonujące kontakty seksualne. Sprawca i ofiara zachowują się jak świeżo zakochana para. Ofiara zaczyna wierzyć w to, że partner się zmienił i że przemoc była jedynie incydentem.
Faza miodowego miesiąca przemijają. Po jakimś czasie napięcie znowu powraca i cały cykl przemocy powtarza się. Prawdziwe zagrożenie, jakie niesie ze sobą faza miodowego miesiąca jest związane z tym, ze przemoc w następnym cyklu jest zazwyczaj gwałtowniejsza. Cykliczność przemocy sprawia, że ofiarom trudno jest podjąć działania mające na celu zatrzymanie przemocy
Jestem z Ciebie dumna!
Zachowujesz się bardzo odpowiedzialnie i rozsądnie. Potrzebna Ci profesjonalne doradztwo, wsparcie, rodzina, przyjaciele. Wygrałaś bitwę... ale wróg bedzie Cię atakował musisz być ostrożna i być gotowa na walkę! On tak łatwo nie odpuści, ... NIE PODDAWAJ SIĘ- Wierzę w Ciebie!
Zakladalam tutaj juz watek o rozwodzie, teraz okazalo sie, ze maz chce zostawic dziecko przy sobie, a mial ja zabrac tylko na dwa tygodnie do Polski. Ale moze opisze wszystko od poczatku.
Jestem po slubie 4 lata. Mieszkalismy w tym czasie u moich tesciow, ktorzy okazali sie ludzmi z obsesja wladzy. Zamknieci w malej, wioskowej spolecznosci mieli bardzo waski poglad na to, co mi tam wolno, a czego nie. Tesc nie raz mnie krytykowal, czy to otwarcie, czy za plecami, tesciowa skarzyla na mnie mezowi nawet kiedy nie odkurzylam na czas. Tesc uwazal, ze skoro mieszkam pod jego dachem mam sie stosowac do jego zasad. I tak ciagle dostawalam jakis termin, miesiac na zmalezienie pracy, albo mam sie wyprowadzic, miesiac na slub koscielny, albo mam sie wyprowadzic, miesiac na to, zeby zmienic swoja postawe w stosunku do niego, albo mam sie wyprowadzic. Tak bylo bez przerwy. Wylodowalam w osrodku w Komorowie na oddziale leczenia nerwic i depresji, tesciowie wmowili mi, ze moje emocjonalne, przesadne zachowanie i coraz czestsze wybuchy histerii sa spowodowane moimi niezbyt dobrymi relacjami w rodzinie, w koncu sama w to uwierzylam i chociaz nie czulam nienawisci do mojej mamy obarczylam ja wina za to wszystko. Po wyjsciu z osrodka zrobilo sie coraz gorzej, zastraszanie mnie, kiedy samodzielnie podjelam jakas decyzje o dziecku, ze moge mnie pozbawic praw rodzicielskich na pstrykniecie placa po ty, jak leczylam sie psychiatrycznie.Zycie tam bylo pieklem. Takze jezeli chodzi o moje malzenstwo, zaczely sie obelgi ze strony meza, brak szacunku, ponizanie slowne, wymuszanie (nawet stosunkow seksualnych), nikt mi nie wierzyl, bo moj maz jest dla innych mily, uczynny, wszyscy go lubia. Kiedy po jednej z awantur chodzilam z podbitym okiem tesciowie powiedzieli, ze zrobilam to sobie sama. Nawet jak maz popchnal mnie w kuchni na szafke tak, ze ta pekla, tesciowie nie zareagowali. Uspokojalam meza, przepraszalam, przyznawalam sie do wszystkich zarzutow, byle nie klocic sie przy dziecku, kiedy zarzucal mi chec zdrady, tez mu przytakiwalam, bo tak dlugo mnie meczyl, az mowilam to, co chce uslyszec. Nikt mi nie wierzy, bo moj maz jest pracowity, powszechcie lubiany, ma dobra opinie wsrod ludzi.
Rok temu nadarzyla sie okazja, zeby maz wyjechal do pracy za granice, do UK. przyjelam to z ulga, myslac, ze z dala od niego bede mogla wreszcie zaczac dzialac, niestety bez pracy i pieniedzy i z mala córeczka niewiele moglam.
Trzy miesiace temu dostalam od przyjaciolki propozycje pracy za granica, takze w UK. Maz nie chcial sie zgodzic, wiec chcac za wszelka cene wyrwac dziecko od tesciow, w emocjach obiecalam mu, ze sprobujemy raz jeszcze, zeby podpisal mi wniosek na paszport. W czerwcu wyjechalam z corka za granice, po miesiacu wynajelam przez agencje dom, zalozylam konto w banku, polise na zycie dla corki, zapisalam ja do przedszkola i poprosilam meza o rozwod.
Rozpetalo sie pieklo, blaganie mnie, wyzwiska, potem znow blaganie i znow straszliwe obelgi. Az w koncu, uslyszyswszy plotke ze mam kogos, przyjechal do miejsca w ktorym mieszkalam. Ublizal mi, na placu zabaw, gdzie zabralismy corke grozil mi smiercia, ze wynajmie kogos kto mnie zabije po tym, co mu zrobilam.
Po dwoch tygodniach takiego wzbudzania we mnie poczucia winy, poprosil o dwa tygodnie z corka w Polsce, mial wyjechac na urlop i wrocic jutro. Oznajmil mi, ze nie ma zamiaru wrocic, skontaktowal sie ze mna jego prawnik, dziecko na czas uregulowania naszej sytuacji ma zostac w Polsce, z moimi tesciami. Plakalam, blagalam, maz powiedzial, ze chce sie dogadac. Zaproponowal ze przyjedzie jutro, ale sam i w zaleznosci od tego, co mu powiem, jak bedzie wygladala nasza rozmowa, podejmie decyzje co dalej z dzieckiem, czy zostanie w Polsce, czy przyjedzie znow tutaj, do mnie. W ten sposob chce, chociaz nie wprost, zmusisc mnie, zebysmy sprobowali jeszcze raz, bo jak zapewnia mnie, ciagle mnie kocha. Ja nie widze szans na ten zwiazek, nie chce go odseparowac od dziecka, jest bardzo dobrym ojcem, ale nie chce tez, zeby moja corka przebywala z moimi tesciami.
Maz tlumaczy, ze zrobil to po to, zeby nie stracic corki, ze nie chce mi jej odebrac, tylko chce miec z nia kontakt, chociaz godzine wczesniej w zlosci wykrzyczal, ze skoro zadecydowalam od niego odejsc, to niech sad zadecyduje z ktorym z rodzicow ma byc dziecko, a do tego czasu jej miejsce ma byc przy nim.
Ja nie chce mu utrudniac kontaktow, samo to, ze pozwalalam mu zostyac tutaj na noc czy zabrac dziecko ze soba na dwa tygodnie swiadczy o tym, ze nie chce jej pozbawiac ojca.
Nie mam zadnych swiadkow na to, co dzialo sie w moim malzenstwie, jedyni swiadkowie, jego rodzina, stoja za nim murem. Mam tylko film, na ktorym grozi mi smiercia i zdjecie mojej twarzy z podbitym okiem. Nie wiem, co moge zrobic, jakie mam szanse w walce o corke, gdzie sie zglosic.
Ona ma tylko trzy latka. Wiem, ze dziecko w rownym stopniu potrzebuje i ojca i matki, ale przez ostatni rok, kiedy maz byl za granica, przebywala ze mna, teraz nie ma tej stalosci, przez dwa ostatnie tygodnie byla w Polsce, a teraz zanosi sie na to, ze nie zobacze szybko mojej corki,. Nie chce byc wyrodna matka porzucajaca dziecko dla lepszego zycia za granica, bo lepiej mam tu a tyle, ze mam dom i prace, ale musze zaczac dzialac a nie majac odlozonych pieniedzy nie wiem od czego zaczac. Chce wrocic do Polski, ale co zrobic, zeby dziecko nie przebywalo u dziadkow, tylko ze mna? Mam gdzie sie zatrzymac, przyjaciolka, posiadajaca wlasny dom zaproponowala mi, zebym na ten czas zamieszkala u niej, ale czy sad nie uzna, ze tata i dziadkowie sa dla niej lepsi, ze to cos bardziej stabilnego od samotnej matki?
Z gory dziekuje za odpowiedz, za jakakolwiek pomoc, wskazówkę.
Dziewczyno idź do prawnika, złóż do sądu wniosek o przyznanie opieki nad dzieckiem - sąd robi wstępnie takie rzceczy zaocznie. Wciągu kilku tygodni będziesz miała spokój.
Nie daj się zastraszyć, bo się poddasz i wtedy stracisz wszystko. Idź złóż doniesienie do prokuratury, że on Ciebie zastrasza. Pokażesz mu, że się go nie boisz.
Leczenie psychiatryczne - depresja, nie skutkuje tym, że jest się złą mamą. Za coś takiego nie odbierają dzieci. Pamiętaj, że Ty się zajmowałaś dzieckiem, nie porwałaś go, chodziło do przedszkola, nie było głodbne. Zaświadczenie z placówki, że dziecko zadbane, szczęśliwe, czyste. Idź z dzieckiem do psychologa - oceni stan dziecka. Możesz także wystąpić do sądu na przeprowadzenie badań psychologicznych - Ty, twój mąż i dziecko. W placówce określą jakie są więzi pomiędzy Wami. Wygrasz.
powiedzial mi, ze on wystosuje odpowiedni wniosek o opieke tymczasowa nad nia, Hania jest Polska obywatelka, wiec zaden sad nie zgodzi sie, na jej pobyt za granica, a ja w Polsce nie mam pracy, mieszkania, nie mam nic. Pojade tam, zaczne walczyc, wyslalam mase maili do stowarzyszen pomagajacym ofiarom przemocy, tylko panicznie sie boje, ze ja, w Polsce nie majac zarobkow, jestem na przegranej pozycji, bo w koncu przez trzy lata mieszkalam u tesciow, wiec sod moze uznac, ze zapewnia jej wieksze poczucie bezpieczenstwa. Rozmawialam wczoraj godzine z jego prawnikiem, zapewniaja mnie, ze nie chce mi odebrac dziecka, ale jego zachowanie jest strasznie skrajne.
a skąd wiesz, że nie możesz miec dziecka za granicą? radziłaś sie prawnika?
on próbuje Tobą manipulować, zastrasza Cię. A Ty się DAJESZ!!!!!!!!!!!!!!!
Tasho
Bardzo Ci dziękuję za wyczerpującą odpowiedź na moim wątku.
Wątek mój został przeniesiony tutaj http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1240214#p1240214
więc wklejam link, żebyś mogła go odnaleźć, gdy zechcesz jeszcze mnie odwiedzić.
Mam nadzieję, że tak ![]()