Witam,ciezko jest pisac o tym co ogolnie wiem ,ze jest bezsensowne ,ale skoro nie moge sobie z tym poradzic od ponad 3 lat to jest to ewidentny problem .Zakochalam sie w moim dobrym znajomym,kiedy zaczelismy ze soba spotykac sie na powaznie powiedzial mi o swojej chorobie ,ale jakos nie przywiazywalam do tego uwagi bo juz wtedy bylam nim maksymalnie zauroczona ,i stwierdzilam ze damy rade( a tak naprawde nic nie wiedzialam o schizofrenii i o tym ,ze jest jedna z najciezszych chorob psychicznych).Sielanka trwala miesiac lub dwa ,potem zaczely sie problemy,jego oschlosc ,obojtenosc ,zle humoru,nie odzywanie sie do mnie calymi dniami,niechec,bycie niemilym,ponizanie mnie i krytykowanie,a za pare dni,tak jakbym byla z inna osoba ,czula ,wrazliwa i kochana,wiele mozna by pisac ile przeplaklam dni i nocy ,rozchodzilismy sie i schodzilismy bo albo ja nie wytrzymywalam albo on ze mna,obiecywalam sobie ,ze to juz koniec i nigdy wiecej ,chcialam go znienawidziec ,ale nie potrafilam i choc wycierpialam sie tyle ,nadal go kocham i nie potrafie o nim zapomniec ,spotykalam sie z kolejnymi facetami i nikt nie potrafi mnie soba zainteresowac,kazdy nawet w polowie nie dorownuje jemu,nie wiem jak o tym zapomniec ,czuje jakbym od 3 lat nie miala serca:(
Podobne tematy
Jedyny plus jest taki, że on zdaje sobie sprawę ze swojej choroby. Czytam sobie to forum od niedawna i widzę, że wiele dziewczyn ma podobnie zachowujących się facetów jak Twój, ale nigdy nie zostało to nazwane po imieniu "chorobą schizofreniczną". Co nie zmienia faktu, że ja bym na Twoim miejscu od niego zwiała jak najdalej. Szkoda Twojego życia.
Idź do psychiatry. Potrzebujesz pomocy. Jeśli uzna, że pigułek nie trzeba, skieruje Cię na psychoterapię.
Macie racje ,powinnam cos z tym zrobic i wiem ,ze sama potrzebuje teraz pomocy,mam niska samoocene,i prawdopodobnie depresje,ale to glownie moja wina bo sama na to wszystko pozwolilam,myslicie ,ze jakies leki pomoga ??
Jak napisała Artemida: jeśli nie pigułki to psychoterapia. Może to już nie jest miłość, tylko poczucie odpowiedzialności za kogoś, z kim kiedyś wiele Cię łączyło, przez co nie możesz przestać o nim myśleć. Cierpi na bardzo ciężką chorobę, więc nie byłoby w tym nic dziwnego.
Pigulek to on potrzebuje nie Ty.
Bylam przez dwa lata z gosciem, ktory mial schizotypalne zaburzenie osobowosci i mimo tego, ze bral leki byl absolutnie nie do wytrzymania. Tez myslalam, ze sobie poradze poniewaz mialam pelna wiedze o jego chorobie, ale wiesz co?- z choroba nie da sie wygrac. Szczegolnie jezeli chory sam sabotuje swoja stabilizacje.
Odejscie jest jedynym i madrym rozwiazaniem. On potrzebuje psychiatry a nie dziewczyne.
Ja juz dawono odeszlam albo on ode mnie ,to nie jest zwiazek ,nawet nie wiem czy kiedykolwiek byl,ale caly czas mamy kontakt i od czasu do czasu sie spotykamy bo jestesmy rowniez dobrymi znajomymi i lacza nas znajomi,nie czuje odpowiedzialnosci za niego ,ale lubie z nim przebywac ,dobrze sie czuje z nim ,wiadomo nie zawsze bo sa momenty ,ze ciezko jest byc z kim kto jednego dnia mowi ,ze Cie kocha i chce z Toba byc a drugiego mowi ,ze nic do Ciebie nie czuje i spotyka sie z Toba z litosci....wierzcie mi mozna oszalec albo popelnic samobojstwo bo takie mysli tez mialam ,ale mimo wszystko za bardzo kocham siebie ,kocham zycie i moja rodzine zeby tak ja skrzywdzic,to raczej jest juz skonczone bo nie mamy kontaktu ze soba przez pol roku i nie wiem czy bedziemy miec ,poki co walcze ze soba ,aby nadal tak pozostalo i zebym sie do niego nie chciala odzywac,ale momentami jest tak cholernie ciezko,boje sie tego ,ze pewnego dnia albo on ,albo ja sie odezwe i znowu to wszystko wroci,probowalam zyc bez niego i zaintersowac sie kims innym ,ale narazie bezskutecznie ,moze dlatego,ze nie poznalam nikogo odpowiedniego,a bycie ze schizofrenikiem moze jest ciezkie ,ale nie znam nikogo kto mialby w sobie tyle magii i wrazliowosci co on,i ten codzienny zwykly swiat potrafi byc niesamowity ,ale tylko przy nim......wiem ,ze to brzmi idiotycznie bo jak mozna byc tak wpatrzonym w kogos kto mnie rani i przez ktorego tak cierpie i wiem tez ,ze gdyby kolezanka zglosila sie do mnie o porade w takiej sytuacji to kazalabym jej szybko od niego uciekac ........nie wiem co mam z tym zrobic,liczylam ,ze to samo minie ,ale nie mija ,moze dlatego ,ze caly czas przez te 3 lata mielismy kontakt,byc moze zerwanie calkowite kontaktu sprawi ,ze sie wylecze i zapomne ......jak myslicie ?
Moni255, jestem w bardzo podobnej sytuacji, ponieważ bardzo bliski mi mężczyzna również jest schizofrenikiem. Z tym, że ja miałam łatwiej, ponieważ już wcześniej wiedziałam dosyć sporo o tej chorobie i wiedziałam, na co się przygotować. Czy Twój przyjaciel leczy się? Czy chodzi na terapię?
Pigulek to on potrzebuje nie Ty.
Bylam przez dwa lata z gosciem, ktory mial schizotypalne zaburzenie osobowosci i mimo tego, ze bral leki byl absolutnie nie do wytrzymania. Tez myslalam, ze sobie poradze poniewaz mialam pelna wiedze o jego chorobie, ale wiesz co?- z choroba nie da sie wygrac. Szczegolnie jezeli chory sam sabotuje swoja stabilizacje.
Odejscie jest jedynym i madrym rozwiazaniem. On potrzebuje psychiatry a nie dziewczyne.
To ostatnie zdanie podsumowuje wszystko. Ty uciekaj jak najdalej, a on do lekarza. Miłość może wszystko przezwyciężyć, ale tylko na filmach niestety.
Nie wiem czy sie leczy ,nigdy nie rozmawialismy na ten temat ,jego choroba to byl temat tabu,raz mi tylko o niej powiedzial i wiecej nie rozmawialismy bo czulam ,ze nie chce o tym mowic,wiec tez nie pytalam ,wiec nie wiem.....naorawde nie wiem
Moni225, musisz z nim o tym porozmawiać. Wiem, że to nie jest łatwe, ale bez tego ani rusz.
Teraz to juz nie ma o czym ,rozstalismy sie na dobre,zreszta robilismy to juz wiele razy w przeciagu tych 3 lat, teraz to raczej definitywnie ,tylko ,ze ja go nadal kocham i wiem ,ze bede kochac ,choc ciezko bylo z nim ,a najgorsze jest to ,ze czekam az to minie i zainteresuje sie kims normalnym i zdrowym kto mnie doceni i bedzie szanowac,ale to nie mija a ja boje sie ,ze juz nikogo tak nie pokocham .......
Czas leczy rany! Po prostu musisz być teraz silna i cierpliwa. Na to nie ma innej rady.
Dzieki za zrozumienie:) staram sie ,choc wiadomo sa dni zwatpienia i tekiego braku,ze az odczuwa sie bol niemalze fizyczny:/byc moze znajde w koncu kogos kto pozwoli mi o nim zapomniec,bo szukalam kogos takiego ,jak narazie bezskutecznie:(
Moni225, a może spróbujcie jednak do siebie wrócić? Tylko przed powrotem poważnie porozmawiajcie o jego chorobie?
Tu nie ma do czego wracac....on nigdy mnie nie uwazal za partenrke godna siebie i byl to raczej luzny zwiazek ,choc roznie to bylo,jest schizofrenikiem wiec raz potrafil powiedziec ,ze mnie kocha ,a raz ze spotyka sie ze mna z litosci ,ciezko przy takich zmianach nastroju nie zwariowac,nie powinnam byla sie w nim zakochiwac ,ale na pewne rzeczy czlowiek nie ma wplywu......az wstyd o tym mowic i pisac ,ze potrafilam byc tak glupia i naiwna
Moni - przynajmniej nie powtórzysz więcej swoich błędów, co pozwoli Ci uniknąć bólu gdy napotkasz kogoś nowego. Pamiętaj, że nie jedna ryba w oceanie pływa.
Mam nadzieje,ze nie powtorze,ale niestety w pewnych kwestiach to u mnie gore bierze serce a nie rozum:/ ale obym kierowala sie tym co dla mnie dobre i w koncu spotkala kogos sensownego,choc nie wiem czy po tym wszystkim bede potrafila stworzyc normalny zwiazek......mam obawy,ze nie.
Moni 225 ja mam męża z którym jestem już wiele lat i odstawiał takie szopki że się w głowie nie mieści ale pil do tego .od jakiegoś czasu zgłosil się do psychiatry chociaż nie pije już przeszło 2 lata bo jego zazdrość o mnie była tak 0gromna że już nie dawał sobie z tym rady i ogólnie były takie awantury czepiał bez powodu.był u lekarza dał mu leki po długiej rozmowie od schizofrenii bierze te leki kilka tygodni i jest może lepiej ale dręczy mnie to czy on ma naprawdę schizofrenię dałam mu ostatnią szansę bo bierze leki i chodzi na terapię aa ale nie mam pojęcia co będzie dalej lekarz mi nie powie na co on choruje i on sam się nie pyta dostał leki i je łyka i leczenie jak na razie jest na 3 miesiące i bierze drugie leki rispolept proszę dziewczyny o napisanie jakie są dokładne objawy schizofrenii to nie możliwe żebym tyle lat mieszkała z człowiekiem tak naprawdę go nie znając.coś podejrzewałam jak były te jego szopki ale kazdy mówił że to przez to że pije ale i na trzeżwo to było poniżanie mnie zazdrosć urojenia .był agresywny nerwowy albo płakał że nikt go nie kocha to musiałam go tulić i wmawiac i głaskać że każdy go kocha ale takie zachowania były po alkoholu i czasem na trzeżwo .proszę o rady
Do anna84 to zalezy jaki rodzaj schizofrenii, u mojego faceta bylo tak ,ze potrafilo go noscic caly dzien byl niesamowicie energiczny,wszedzie bylo go pelno,a jednego dnia potrafil lezec caly dzien w lozku patrzac sie w sufit i nie odzywajac sie do mnie ani slowem,zmiennosc nastrojow,z pozytywnego w negatywny i na odwrot bez powodu ( przec co zawsze czulam sie winna ,ze to moja wina ,co ja robie nie tak) krytykowanie mnie bez powodu ,ze zle wygladam ,zle sie wyslawiam ,i ogolnie to co mu kiedys sie podobalo nagle bylo nie do przyjecia,do tego stopnia ze balam sie czasem z nim rozmawiac zeby nie uslyszec ze jestem glupia i ze go nie rozumiem ,wolalam tego unikac zeby nie cierpiec jeszcze bardziej................slyszalam ,ze go wykorzystuje ,ze jest mi potrzebny tylko do jednego ,tez mial takie dni ze musialam mu mowic jak bardzo go kocham i jak cudowna jest osoba bo prosil o to i potrzebowal tego . Czasami mialam wrazenie ,ze robil mi ewidentnie na zlosc ......jak cos chcialam to robil zupelnie na odwrot tak zeby mnie to zabolalo.........ja mowilam czarne to on musial powiedziec biale zeby przypadkiem nie wyszlo ,ze chce to samo co ja ,bo ja przeciez jestem glupia a on nie:) mnostwo tego bylo i ciezko o tym pisac bo czlowiek sobie uswiadamia jakim jest kretynem ,ze godzi sie na takie traktowanie .......w imie czego ? milosci ,ktorej ktos nigdy nie doceni.....
Moni mam identyczna sytuacje. W związku z tym ze Twój wpis jest sprzed ponad 3 lat napisz jak się skończyła twoja historia? Poradziłas sobie z tą sytuacją? Jesteście razem? Nie wie co ja mam zrobić jak czytam twój wpis to jakbym czytała o sobie ![]()
@Fifka84
Daj sobie spokój szkoda zdrowia i nerwów. Na 99,999... związek z osobą chorą na schizofrenie nie masz szans przetrwać. W 90% przypadków taka osoba jest niezaradna życiowo, utrzymująca się na rencie, nie mogąca utrzymać stałej pracy. Objawy negatywne to jeszcze pół biedy, co zrobisz kiedy przyjdą pozytywne tj. całkowite szaleństwo, utrata kontaktu z rzeczywistością? Jest to tak zwany epizod psychotyczny na który składają się urojenia, omamy, halucynacje. Chory słyszy głosy, jest przekonany o rzeczach nie mających racji bytu, czasem widzi rzeczy których nie ma. W takim przypadku niezbędna jest hospitalizacja chorego, sęk w tym, że chory wtedy nie widzi najmniejszego problemu w swojej osobie i nie chce poddać się leczeniu. Wyłączenie psychozy a właściwie tak jakby przykrycie objawów pozytywnych trwa przeważnie kilka tygodni i stosuje się do tego farmakologie - neuroleptyki a w przypadku odporności elektrowstrząsy. Chory musi brać leki przynajmniej przez 5 lat od ostatniego epizodu a ponad połowa tego nie robi i ponownie wraca do szpitala. Wskazana jest tu też częsta psychoterapia i jakieś zajęcia grupowe. Jeżeli masz jakieś pytania to postaram się odpowiedzieć, ale proponuje zapoznać się z książką nieżyjącego już psychiatry profesora Antoniego Kępińskiego - Schizofrenia. Pozwoli Ci to niejako zapoznać się z tym zaburzeniem psychicznym.
Kaba, zgadzam sie z Toba.
Jednak nie jest to zaburzenie, ale nieuleczalna choroba psychiczna.
Oczywiscie stany moga byc gorsze i lepsze, ale nie polecam, aby wchodzic z taka osoba w jakies blizsze relacje.
Bo predzej czy pozniej partner takiej osoby stanie sie pacjentem psychiatry.
Schizofrenię się leczy, znam kilkoro i jest różnie z ich przypadkami jedni widzą śmierć w swoim pokoju inni odczuwają tylko lęki. Warto leczyć to psychiatrycznie a dla Ciebie polecam terapie. Tytuł to kocham schizofrenika a równie dobrze można napisać kocham osobę chorą na raka albo z depresją.
Schizofrenię się leczy, znam kilkoro i jest różnie z ich przypadkami jedni widzą śmierć w swoim pokoju inni odczuwają tylko lęki. Warto leczyć to psychiatrycznie a dla Ciebie polecam terapie. Tytuł to kocham schizofrenika a równie dobrze można napisać kocham osobę chorą na raka albo z depresją.
Tak, leczy sie, sa stany lepsze go gorsze, sa okresy dluzszej remisji, ale nie wyleczy sie nigdy.
Jest schizofrenia ze stanami psychotycznymi i bez nich.
Mozna napisac kocham osobe chora na raka. ale to nie jest to samo.Schizofrenia, depresja to choroba duszy.A rak to ciala.Tutaj chodzi o stosunek do partnera, ktory jest raniony przez chorego.
Wiazac sie z osoba chora psychicznie nie mozemy byc pewni przyszlosci.Ciagla hustawka emocjonalna.Powiemy naszemu partnerowi dobranoc, ale nie wiemy jaka osoba bedzie nazajutrz.
Chyba, ze jest to lzejszy przypadek schizofrenii i chory jest zdyscyplinowany, to daje 30 -40 % przetrwania takiego zwiazku, bez wiekszych szkod pyschicznych dla partnera.
Witam wiem ze temat był dawno poruszany.Ale znalazlam sie w takim momencie gdzie nie jestem z chłopakiem który mnie zostawil jakis czas temu doprowadzilo mnie to do wizyty u terapeuty bo niestety nie umiem sie wyleczyc z niego.Opisujac jego zachowanie terapeucie dowiedziałam sie ze najprawdopodobnie cierpi na schizofremie paranoidalna.Staram sie nie pisac do niego poniewaz po rozstaniu mimo wszystko dal mi popalić wystawal pod moim domem podszywal sie pod znajomych piszac jako oni do mnie.Jezdzil za mną, wyzywal mnie potem mnie kochal i tak wkolko i mimo tylu zdarzeń nie potrafię zapomnieć o nim mam wrazenie ze zawladna moja głowa tak ze sama nad tym nie panuje.Czy mial ktos podobna sytuacje co robic jak sobie z tym radzic???
27 2018-06-05 01:51:47 Ostatnio edytowany przez Anulka7 (2018-06-05 03:12:55)
Witam wiem ze temat był dawno poruszany.Ale znalazlam sie w takim momencie gdzie nie jestem z chłopakiem który mnie zostawil jakis czas temu doprowadzilo mnie to do wizyty u terapeuty bo niestety nie umiem sie wyleczyc z niego.Opisujac jego zachowanie terapeucie dowiedziałam sie ze najprawdopodobnie cierpi na schizofremie paranoidalna.Staram sie nie pisac do niego poniewaz po rozstaniu mimo wszystko dal mi popalić wystawal pod moim domem podszywal sie pod znajomych piszac jako oni do mnie.Jezdzil za mną, wyzywal mnie potem mnie kochal i tak wkolko i mimo tylu zdarzeń nie potrafię zapomnieć o nim mam wrazenie ze zawladna moja głowa tak ze sama nad tym nie panuje.Czy mial ktos podobna sytuacje co robic jak sobie z tym radzic???
Hej Malwa1989. Nie wiem czy tu jeszcze zaglądasz chciałam zapytać czy jesteś z nim czy "wyleczyłaś" się z niego?
Ja mam podobobnie tak jak tu dziewczyny piszą. Tylko u mnie jest, że niby jestem z nim, nie wiem na razie do mnie się nie odzywa. Tydzień temu dzwoni£am do niego on odebrał uśmiechnięty powiedział mi że jest za miastem z rodzicami wydaje mi się że mówił prawdę, ale tylko tyle i powiedział trzymaj się i tyle. Tak teraz nasze rozmowy przez telefon wyglądają nie chce się rozpisywać bo by tu miejsca nie starczyło jeśli bym chciała wszystko opisać ale wygląda to tak jak dziewczyny opisały wyżej. Ja sama cierpie na nerwice natręctw myśli ale ze mą jest już o wiele lepiej. Przewertowałam chyba cały internet na temat jego zachowania pasowało mi do różnych rzeczy, chociaż on mi mówił że ma schizofrenie ale nie chciałam wierzyć bo jak normalny chłopak się zachowuje tylko właśnie pod kilkoma względammi zaczęłam się interesować jego zachowaniem po kłótniach. Ale coś mnie tnęło żeby właśnie o schizo przeczytać i właśnie wszystko pasowało czytałam chyba wszystkie forum gdzie dziewczyny opisywały zachowania ich chłopaków i wszystko się zgadza teraz jestem pewna że to schizofrenia tylko mi się wydaję że w mniejszym stadium bo na spokojnie można z nim wypracować parę rzeczy. Teraz jak już wiem to bardzo chce mu pomóc chce go wspierać przede wszystkim nie kłócić się bo on tego aż za bardzo nie lubi stresowych sytacji też. Chce mu pomagać jak on mi wcześniej i myślę że będzie dobrze musi być dobrze. Bo on tego chce i ja też. Muszę właśnie spokojnie z nim porozmawiać jakie ma objawy żeby wiedzieć jak go wspierać. Chciałam z kimś na ten temat porozmawiać. Pozdrawiam.
Witam was na grupie ... Byłam z chłopakiem chorym na schizofremie paranoidalna choruje on od 8 lat , tylko zastanawia mnie to czy w tej chorobie tak jest że tacy ludzie ranią czy zdają sobie sprawę .. Sytuacja jest taka, że byliśmy prawie 2 lata dogadywaliśmy się super nie było problemu i nagle zerwał ze nie kocha i nie jest szczęśliwy , potem wróciliśmy do siebie i po paru msc też zerwał ze nie kocha zrobił mi wodę z mózgu ja dawałam szanse bo kochałam i obiecał że już na zawsze będziemy razem obiecał że będę jego żona to jest stracił pracę zaczął pić mówił że go zdradzam albo klamie a tak nie było albo że go skrzywdziłam tłumaczyłam się że nie pił znalazł się na odwyku teraz i zerwał z dnia na dzień że nie kochał nigdy i nie pokocha ... Czy takie zachowanie jest normalne ? Ja chciałam go wspierać jeździłam do niego mówił że dany radę aż w końcu w jeden wieczór SMS że koniec gier i że zrywa i prosto w twarz powiedział że nie kocha co o tym myśleć ? Zniszczył mnie bo człowiek chciał dobrze dla niego wsparciem byłam zawsze mówił że jestem wspaniała a nagle nie chce mnie znać zrywa kontakt ...co robic
Mam problem proszę doradzcie mi czy to jest normalne takie zachowanie...chłopak ma schizofremie paranoidalna i zerwał już trzy razy ze mną ze nie kocha i nie kochał a tym razem ze nie pokocha nigdy nagle jestem dla niego wrogiem od kad trafił na odwyk bo zaczął pić w ciągu 5 min zerwal a wcześniej obiecał przyszłość ..
Mam problem proszę doradzcie mi czy to jest normalne takie zachowanie...chłopak ma schizofremie paranoidalna i zerwał już trzy razy ze mną ze nie kocha i nie kochał a tym razem ze nie pokocha nigdy nagle jestem dla niego wrogiem od kad trafił na odwyk bo zaczął pić w ciągu 5 min zerwal a wcześniej obiecał przyszłość ..
A on się leczy?
Czemu nie wiejesz tylko czekasz aż zerwie z Tobą kolejny raz?
Jedyny plus jest taki, że on zdaje sobie sprawę ze swojej choroby. Czytam sobie to forum od niedawna i widzę, że wiele dziewczyn ma podobnie zachowujących się facetów jak Twój, ale nigdy nie zostało to nazwane po imieniu "chorobą schizofreniczną". Co nie zmienia faktu, że ja bym na Twoim miejscu od niego zwiała jak najdalej. Szkoda Twojego życia.
Ja też właśnie to zauważyłam. Tak samo post który dzisiaj jest tematem dnia , w którym chłopak opisuje że nie może znaleźć kogoś normalnego na dłuższy związek i nie wie czy problem jest w nim czy o co chodzi ?
Z tego co widzę , to wiele się w ludziach pozmieniało na przestrzeni tych 10 czy 15 lat. Związki w większości dziś są udane przez pierwsze pół roku , a potem gdzieś coś uchodzi po prostu. Większość ludzi dzisiaj żyje w sztucznym świecie ( bo nie wiem jak to nazwać inaczej ) . Wolą siedzieć na telefonach godzinami , dodawać multum relacji ze swojego życia co jedzą , robią . Dzielą się dosłownie wszystkim z praktycznie obcymi osobami. A relacje rodzinne czy partnerskie zaczynają być pojęciem względnym .
32 2022-09-15 21:35:20 Ostatnio edytowany przez Crashhhhh (2022-09-15 22:08:46)
usunąłem tresc, dzięki.
Witam drogich forumowiczów.
Mam 29 lat i od pół roku spotykam się z fantastyczną dziewczyną. Wspólny język, wspólne zainteresowania, silna chemia, dobry seks. O byciu parą zadecydowaliśmy dwa miesiące temu. Byłem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem bo rekompensowało to moją posuchę związkową, która trwała dobrych parę lat. Ale do rzeczy. Może i szybko ale postanowiłem, że chcę wprowadzić relację na wyższy level i zamieszkać razem. Pomyślałem, że tak będzie ekonomiczniej, wygodniej- tym bardziej, że Daria dojeżdża do miasta w którym mieszkam blisko 30 km. I tutaj zaczynają się schody bo okazało się, że od początku mnie okłamywała. Twierdziła, że wciąż aktywnie szuka pracy a okazało się, że przebywa na rencie i to dlatego mieszka z rodzicami. Twierdziła, że to lekkie problemy psychiczne ale przyciśnięta do muru przyznała się, że cierpi na schizofrenię. Zaczęła się tłumaczyć, że bała się powiedzieć, bo zaraz przypiąłbym jej łatkę wariatki i na pewno zostawił, że ona tak samo jak każdy chce kochać i być kochana. Wiem tylko, że bierze silne leki na głowę. Zacząłem zauważać jej wady. Lekkie wycofanie, pokrętną logikę, problemy z pamięcią i koncentracją. Dawniej uważałem to za słodkie roztrzepanie a teraz wiem, że to dlatego, że bierze leki na głowę i ma z nimi problemy! Kocham ją i dalej uważam, że jest fantastyczną dziewczyną, ale nie wiem czy chcę być z chorą dziewczyną. Przetrzepałem chyba cały google w poszukiwaniu informacji jak wygląda życie ze schizofrenikami i nie brzmi to kolorowo. Czuje się rozczarowany i oszukany, bo nie powinna okłamywać mnie w kwestii swojego stanu zdrowia. Teraz mam serię odstawianych dramatów, że jestem podły bo nie chce dać jej szansy. A ja po prostu mam mętlik w głowie i nie wiem co robić. Nie znam nikogo innego z tak poważną chorobą psychiczną, internet zrobił swoje. Powiedzcie mi, czy jest szansa normalnie funkcjonować z taką dziewczyną? Kocham ją, ale cholernie się obawiam, że zrobi mi z życia piekło i sam wyląduje na kozetce u psychiatry.,
Założyłeś swój wątek, więc ten możesz edytować i usunąć treść.