Zawsze myślałam, że jeżeli kogoś poślubię zwiążę się z nim na całe życie...
Moje małżeństwo nie było jak z bajki ale również nie było źle, były wzloty i upadki ale zawszę z tego wychodziliśmy obronną ręką. 9 lat jesteśmy po ślubie. Kocham męża i wiedziałam, że i on mnie kocha, ja żyję tu w Polsce, wychowując dwójkę cudownych synków, a on tam, zagranicą ciężko pracując. Wszystko wydawałoby się dobrze, codzienne rozmowy przez telefon pisanie sms-ów aż do wczoraj....
Nienawidzę kłamstwa, zwłaszcza w stosunku do ukochanej osoby, mój mąż doskonale o tym wiedział, że nie zniosłabym tego faktu, że mnie okłamał, owszem zdarzało się kiedyś... ale to było niewinne.... aż do wczoraj!
A raczej od tygodnia wodził mnie za nos, nie mówiąc mi prawdy a za moimi plecami knuł, co zrobić, żeby się nie wydało.
Wczoraj okazało się, że pojechał na fest... promem do Skandynawii.... a mi oznajmił, że jedzie na wyspę do pracy, nie będzie zasięgu, będzie spał w kontenerze.... jakie to banalne, wierzyłam mu bo przecież kocham i ufam, ale przeczucie, nie dawało mi spokoju, wiedziałam, że coś jest nie tak.... no i miałam rację!
Zastanawiam się, jak on mógł mi to zrobić, czy dla niego liczy się tylko on? Czy w jednej chwili można wszystko skreślić?
Nie radzę sobie z tym, zżera mnie to od środka to tak strasznie boli, chciałabym przestać istnieć! Moje serce rozrywa coś, czego nie potrafię się pozbyć, nie wiem co to za uczucie.... nigdy tak nie bolało.
Czy facet musi okazać się zawszę dupkiem!