Zastanawiam się czy warto go skarżyć,jakie będzie miał konsekwencje.Wiem że nie jestem jedyną pacjentka tak potraktowaną i chciała bym ostrzec kolejnych,uważam że taki lekarz powinien mieć swiadomość że nie jest bezkarny.Wolała bym jednak ograniczyć się do pisemnej skargi, ale nie wiem nawet do kogo.
w 10.2011 w wyniku zdarzenia drogowego zostałam zawieziona karetką do szpitala św. Anny w Miechowie. Tam dr Szymon K. nie chciał mnie nawet przyjąć,krzyczał i traktował nie zbyt profesjonalnie.Nie chciał dać znieczulenia, ani wpuścić mamy do sali (mimo że było tam 2 innych pacjentów i 2 policjantów) dopiero gdy zaczęłam się dusić pozwolił mamie zostać,mówiąc: "niech ją pani uspokoi! "
ucinką nie było końca,szydził że zrekonstruuje mi tipsa (miałam wyrwanego paznokcia i poprosiłam o opatrunek, dodam że żadnych tipsów nie miałam) bez opatrzenia ran(w domu wyciągałam asfalt z nadgarstka), i prześwietlenia kostki (bo nie zagraża życiu). Na pożegnanie usłyszałam :"Wyjeżdżać mi z nią." (na moje pytanie kiedy mogę chodzić?) "Nic pani nie jest! Proszę nie udawać i chodzić normalne. Do widzenia."
Mój obecny ortopeda złapał się za głowę,gdy do niego przyszłam. Od razu gips na 2 tygodnie,zakaz zginania nogi.
Jak się okazało cudowny dr przeoczył
-pęknięcie czaszki,
-uszkodzenia kostki (brak prześwietlenia)
-pękniętą rzepkę,
-uszkodzenie łękotki i więzadła. (czekam na zabieg)
Moja blizna po ranie szarpanej kolana jest jedną wielką dziurą. Zresztą szwy musiałam trzymać 2 tygodnie bo się rana rozchodziła i "ślimaczyła". Żadnych zastrzyków przeciw zakrzepowych nie dostałam. Co dzień według zaleceń lekarza zmieniałam opatrunek WYRYWAJĄC przyrośniętą nową skórę z opatrunkiem,dopiero potem dowiedziałam się że są maści które powinno się dać pod bandaż żeby nie przyklejał się do rany.