Nie bardzo mam komu się wyżalić, zapytać co robić więc piszę tutaj...
Półtorej roku temu na wyjeżdzie poznałam faceta, spędziliśmy miło dwa wieczory potem każde wróciło do własnych miejsc zamieszkania przy czym nie podałam mu nawet nr tel, nie chciałam żadnych nowych znajomości jednakże nie mogąc o nim zapomnieć i przestać myśleć odnalazłam go na fb i zaczeliśmy ze sobą pisać, później dzwoniliśmy do siebie niemal codzień lub pisaliśmy godzinami na fb lub sms'y. Wszystko trwało rok, chciałam się spotkać ale on cały ten czas wynajdywał różne powody dla których nie spotkaliśmy się. Do spotkania doszło dopiero 4 miesiące temu, szybko staliśmy się parą, wszystko układało się fajnie. Teraz po 4 miesiącach czuję się taka wypalona, jakbym straciła jakiś cel w życiu. Niby powinnam się cieszyć, że w końcu dopiełam swego i mam tego wymarzonego faceta przy sobie, a jednak jest inaczej... On zaangażował się, widać, że mu zależy, ja początkowo zmuszałam się żeby coś do niego poczuć ale to chyba już nie przyjdzie... Co robić? Zostawić go, pomimo, że tyle czasu to ja się tak starałam o tę znajomość? Tkwić w tym związku czekając aż przyjdą jakieś uczucia? Poradzcie, proszę...
Podobne tematy
Gdy byliście daleko marzyłaś o nim. Wiedziałaś niewiele, białe plamy zapełniałaś marzeniami, więc było w nim wiele doskonałych elementów (doskonałych dla Ciebie, bo pochodzących wprost z Twoich marzeń). Rzeczywistość okazała się inna. Często tak bywa, dlatego znajomości wirtualne zwykle rozczarowują w realu.
To wspaniale, że wiesz co czujesz i nie próbujesz sobie wmówić miłości, której nie ma.
Uczciwie byłoby przyznać się także jemu, że nic z tego nie będzie. Ale... Gdy nie wiesz co zrobić - rzuć monetę. Gdy jeszcze będzie w górze, będziesz wiedziała, na która stronę powinna upaść, żebyś była zadowolona.
Szkoda czasu na związek, w którym się nie odnajdujesz.
Z exem zmarnowałam 20 lat, bo szkoda mi było dwóch lat czekania. Wmawiałam sobie, że gdybym go nie kochała, nie czekałabym...
Z exem zmarnowałam 20 lat, bo szkoda mi było dwóch lat czekania. Wmawiałam sobie, że gdybym go nie kochała, nie czekałabym...
Ten fragment Twojej wypowiedzi chyba tak naprawdę uzmysłowił mi dlaczego z takim trudem przychodzi mi zakończenie tej znajomości. To te czekanie, poczucie zmarnowanego czasu...
Niby nie jest to do końca tak jak stwierdziłaś, że rzeczywistość okazała się inna, bo przez ten rok z ciekawości od ludzi wiele się o nim dowiedziałam, nie miałam złudzeń, że nie jest idealny, znałam jego wady i akceptowałam je. Akceptuje dalej, jest dobrym człowiekiem, jest mi przy nim zwyczajnie dobrze jednak nic więcej do niego nie czuję, myślałam, że to przyjdzie z czasem, jednakże czas ten najwidoczniej nigdy nie nastąpi...
Dziękuję bardzo za odpowiedź.
Nie warto tkwić w związku kiedy się nic nie czuje do drugiej osoby, bo i my cierpimy i druga osoba też w pewnym sensie, wierzy że jest dobrze, pytanie po co to ciągnąć dalej ? po to żeby przydarzył się cud i nagle żebyś go pokochała?
Moim zdaniem nie warto ciągnąć tego dalej ![]()
Jakie to typowe, nie ma tu ani slowa o tym jak on sie poczuje jak go kopniesz, lepiej pomysl jak to z nim zalatwic bo moze on mysli inaczej i po tym jak go uwiodlas i sie zaangazowal chcialby to ciagnac?
Jakie to typowe, nie ma tu ani slowa o tym jak on sie poczuje jak go kopniesz, lepiej pomysl jak to z nim zalatwic bo moze on mysli inaczej i po tym jak go uwiodlas i sie zaangazowal chcialby to ciagnac?
W tym właśnie tkwi problem, że wiem, że on chce to ciągnąć. Sam jakiś czas temu spytał czy słusznie mu się wydaje, że mi nie zależy itd, na co mu szczerze odpowiedziałam jak jest, jak czuje. Ale on widać trzyma się tego, że może jakieś uczucia się w końcu we mnie obudzą... Gdybym miała tak egoistyczne podejście jak w Twoim osądzie to nie zważając na niego dałabym już sobie z tym spokój i odeszła...