Mam pytanie do kobiet i mężczyzn w sumie też - więc do wszystkich:) Na ile Waszym zdaniem możemy poznać partnera przed ślubem? Czy wybierając kogoś możemy na 99% określić i przewidzieć jakim będzie mężem/ żoną czy też jest to totalna loteria i wszystko wychodzi później?
Pytam bo ostatnio rozmawiałam z mamą, która stwierdziła że "miałam szczęście" że "trafiłam" na mojego męża a ja się wkurzam na takie określenie bo co prawda o poznaniu zdecydował kompletny przypadek ale o to że się pobieramy to była kompletnie świadoma i przemyślana decyzja:)
Więc jak to jest Waszym zdaniem?
Podobne tematy
Moim zdaniem ślub nie ma tu nic do rzeczy - najwięcej ma wspólne mieszkanie. Poznajemy partnera naprawdę dopiero, kiedy mamy go na co dzień, mieszkamy z nim, dzielimy obowiązki, widujemy codziennie. Jeśli zamieszkamy z partnerem na jakiś czas przed ślubem, to możemy z dużym prawdopodobieństwem przewidywać, jakim będzie mężem/żoną ![]()
Ja też tak myślę, najlepiej przed ślubem zamieszkać z partnerem na jakiś czas ; )
Nic tak nie weryfikuje człowieka, jak zwykła codzienność.
I zdanie to nie stoi w opozycji do Twego:
(...)o to że się pobieramy to była kompletnie świadoma i przemyślana decyzja:) (...)
Wydaje mi się, że nigdy nie jesteśmy w stanie poznać całkowicie drugiej osoby;) Człowiek to bardzo skomplikowane stworzenie, które nawet samo siebie tak do końca nie zna i nie wie jak się zachowa w różnych sytuacjach. Moim zdaniem partnerzy dopiero po wielu latach wspólnego życia odkrywają przed sobą większość kart. Czasami mamy szczęście i te karty są dobre, ale nierzadko się zdarza, że ktoś komu zaufaliśmy, po ślubie okazuje się prawdziwym potworem.
Chyba jedynym wyjściem z takiej sytuacji jest być pewnym swoich uczuć. Być przekonanym, że miłość, którą się wzajemnie z ukochaną osobą obdarzamy jest jedyna, prawdziwa i szczera;) Bo przecież taka osoba nie jest w stanie nas nigdy skrzywdzić.
Zgadzam się z Anemonne, dopiero wspólne mieszkanie pozwala poznać druga osobę. Tylko spotykając się, można ukrywać swoja prawdziwa twarz latami. Znam takie przypadki. Nie zaryzykowałabym "brać kota w worku". Niestety i to nie gwarantuje w 100% szczęścia z prostego względu: ludzie się zmieniają, niektórzy z jakiś powodów diametralnie. Stad częste pytania: "Gdzie się podziała ta osoba, którą pokochałam/em.
7 2012-08-25 17:40:45 Ostatnio edytowany przez Joga (2012-08-25 17:43:05)
Nic tak nie weryfikuje człowieka, jak zwykła codzienność.
I zdanie to nie stoi w opozycji do Twego:Joga napisał/a:(...)o to że się pobieramy to była kompletnie świadoma i przemyślana decyzja:) (...)
Wiem, bo akurat mieszkanie z moim chłopakiem/narzeczonym sprawiło, że pomimo że go kochałam zdecydowałam się na rozstanie bo wizja wspólnego życia zaczynała wyglądać koszmarnie ![]()
Dlatego też z moim mężem zamieszkałam od razu jak zdecydowaliśmy, że nasze uczucie jest poważne. To jest najlepszy sposób na poznanie kogoś na tyle na ile się da.
Wydaje się, że w dzisiejszych czasach mamy łatwiej, powinnyśmy lepiej "trafiać" i być szczęśliwsze w związkach a niekoniecznie tak jest, właśnie rozwodzi się moja przyjaciółka i ..... dzisiaj zastanawiałam się jak to możliwe, że zdecydowała się na tworzenie rodziny z takim kretynem:)
To dlaczego pomimo tego, że widzimy całą masę wad naszego partnera decydujemy się na związek? Boimy się samotności? Miłość ogłupia nas do reszty, czy jesteśmy masochistkami? ![]()
Moim zdaniem, miłość nie ogłupia.
Często jednak jest ona mylona z zakochaniem, z zadurzeniem. A te stany faktycznie upośledzają i zmysły, i zdolność myślenia. Stąd małżeństwa zawarte pod wpływem takiej ograniczonej świadomości często są toksyczne i szybko się kończą.
ja tez mieszkalam z moim mezem prawie 4 lata i mialam duze watpliwosci czy to ten wlasnie ale teraz wiem ze to ten jedyny i nie zamienilabym go na nikogo innego.ludzie pokazuja swoja prawdziwa twarz kiedy pojawiaja sie problemy dnia codziennego i wtedy mozemy zobaczyc jak ta druga osoba sie zachowa w tych trudniejszych chwilach.
Szczęścia też trochę trzeba mieć, bo jednak ludzie się zmieniają, albo też mogą dobrze grać albo kłamać
Chociaż myślę, ze na dluższa metę nie da się tak pociągnąć, więc ważne jest aby być ze swoim partnerem jakiś konkretny czas przed ślubem, a nie parę miesięcy.
Wspólne zamieszkanie na pewno jest dobrym sposobem na to aby poznac partnera, rownież trzeba dużo rozmawiać, spędzać ze sobą dużo czasu i w różnych sytuacjach, wyjeżdzać, odwiedzać znajomych, rodzinę. Wtedy widzimy jak partner zachowuje się nie tylko przy nas, ale wśrod innych ludzi i w różnych okolicznościach. No i trzeba być pewnym na 100% że to ta właściwa osoba, jeżeli pojawiają sie wątpliwości to lepiej sobie darować
Równiez małżenstwa ze względu na dziecko mogą się okazać nietrafione, bo jest to decyzja wymuszona dobrem dziecka a to niekoniecznie gwarantuje udane pożycie...
Szczęścia też trochę trzeba mieć, bo jednak ludzie się zmieniają, albo też mogą dobrze grać albo kłamać
Chociaż myślę, ze na dluższa metę nie da się tak pociągnąć, więc ważne jest aby być ze swoim partnerem jakiś konkretny czas przed ślubem, a nie parę miesięcy.
No i trzeba być pewnym na 100% że to ta właściwa osoba, jeżeli pojawiają sie wątpliwości to lepiej sobie darowaćRówniez małżeństwa ze względu na dziecko mogą się okazać nietrafione, bo jest to decyzja wymuszona dobrem dziecka a to niekoniecznie gwarantuje udane pożycie...
Właśnie, chyba zbyt często sobie wmawiamy, że "po ślubie" się zmieni on/ona, że nikt nie jest idealny, że my też mamy wady itd...
Ważne, żeby mieć wspólne priorytety, marzenia, plany, podobne spojrzenie na życie, bo inaczej można "wpaść" jak przysłowiowa śliwka. Czasem ludzie pobierają się ze strachu przed samotnością, czasem z "przypadku" przykro wtedy można skończyć.