Jestem facetem, a to forum dla kobiet, ale liczę na pomoc.
Witam. Może pytanie wyda się dziwne, w moim wieku, ale ostatnio się pogubiłem w życiu.
Poznałem dziewczynę, polubiłem ją, trochę się spotykaliśmy, pisaliśmy. W końcu się zauroczyłem i zakochałem.
Próbowałem ją pocałować ale się odsunęła, mówiła, że musi przemyśleć. Odbierałem w rażenie, że mnie zniechęca do siebie a jednocześnie flirtuje i chcę tą znajomość zachować. W końcu powiedziała, że mnie lubi.
Ciągle mnie trzymała na dystans, nie chciała mnie w prowadzić w swój świat , ale opowiedziała mi o swoich problemach itp. W sumie zrobiło mi się trochę jej zal aż ogarnęła mnie ochota pomocy, wsparcia. Co więcej też tak ja ja w przeszłości (co mi przeszło) chciała kontrolować emocję, albo nie mieć emocji, być zimna. Wiadomo, emocję potrafią sprawić ból i krzywdzić ludzi.
Przez miałem wrażenie, że rozmawiam że sobą z przeszłości i ja również się otworzyłem i powiedziałem o swoim ciemnym dzieciństwie i zdrowiu(to była pierwsza osoba której wszystko powiedziałem, powiedziałem o swojej przeszłości z której się wstydziłem) . Obdarzyłem ją zaufaniem wielkim.
i w końcu się zakochałem, czułem, że jest coś nie tak, że zaczynam za często myśleć o niej i być zazdrosny.
Kiedyś pisała, że chyba źle rozumiem nasza znajomość chce tylko przyjaźni i tylko. A ja się zacząłem angażować jeszcze bardziej.
Raz napisała mi "czy bym posłuchał rozumu czy serca bo się zauroczyła a wie że nic z tego nie będzie." Zazdrość wzięła w górę niestety i powiedziałem głupstwa.
Ostatnio weszła w związek, oficjalnie który trwa ok miesiąc. Najlepsze ze znają się 4 miesiące w których 3 miesiące tylko pisali i się nie widzieli na żywo.
Dostałem szału z zazdrości i coś pękło. Napisałem jej że gratuluje, ale nie wie czego chcę(bo wcześniej mówiła że się boi że związek zmieni jej priorytety i takie tam) , jeszcze kilka rzeczy z tematu (za dużo do opisywania) , Odpisała mi że "już żałuje"
Ja nie dałem rady, pękło coś we mnie. Zacząłem pić. Po paru dniach zostawiłem jej wiadomość z wyjaśnieniami, że coś do niej czuje i że za dużo to dla mnie (przy czym ona pewnie o tym widziała że to nie przyjaźń tylko) Napisałem, że muszę zerwać znajomość. Przestałem, pić ale zacząłem biegać w 1,5 tygodnia z ledwie 3 km jakie mogłem przebiec zrobiłem 20 km .Ciekałem 3 dni w nadziei, że odezwie się i zawalczy o naszą znajomość. myliłem się. Napisałem jej kolejną wiadomość że myślałem, ze się odezwie. Odpisała mi że myślała, że nie chcę by do pisała, że nie chciała mnie na silę trzymać i sprawiać mi przykrości. Że nigdy nie patrzyła na nasz jak na partnerów tylko jak na przyjaciół.
Wpadłem w desperację. Czułem jak emocję i ściskają mózg i prowadzą wojnę. Z jednej strony zostań jako przyjaciel w cierpieniu w drugiej zerwij znajomość.
Napisałem koniecznie wiadomość że muszę się spotkać. Postawiłem wszystko na jedną kartę. Kupiłem kwiaty, ubrałem się ładnie, Gdy się zobaczyliśmy speszona trochę kwiatami, zaczęła znów się wygłupiać i śmiać.
Za czołem mówić, chciałem porozmawiać a jej mina schłodniała. Chciałem jej przypomnieć wszystkie chwile spędzone razem, jak się popłakała ze śmiechu(czego nie pamiętała) . Nic nie dało. Zachowa zimną , bez emocji, twarz. Na pytanie czy jej szczęśliwa i czy go kocha powiedziała że tak i że ją wspiera. Nie wiedziałem co już powiedzieć, emocję w środku zaczęły wydostawać się. Ona zachowała zimny spokój, ja natomiast dostawałem szału. Zapytała się tylko, " to co mam go zostawić" Nie potrafiłem powiedzieć że "tak" ale miałem nadzieje że tak będzie.
Powiedziałem że nie zaakceptuje tej sytuacji i tego, że kto inny będzie ją wspierał, dotykał, całował.
Powiedziałem cześć i odeszłam , a ona nic pozwoliła mi. Po chwili wróciłem, nie było jej, więc ją znalazłem i zapytałem wiec co z nami? Powiedziała, że ma mój nr odezwie się. Zapytałem czy chcę zdjęcia pozostałe z wesela(razem byliśmy) powiedziała, że nie. I się rozstaliśmy, wybrała go. Nie wiem co mnie bardziej boli. Nie odwzajemniona miłość, czy ta chłodna obojętność. Wydaje mi się, że popełniłem błąd otwierając się za wcześnie, i tak się zakochałem ze w pewnym momencie na wet nie wiem kiedy stałem się pieskiem na smyczy.
Moje pytanie to?
Co ja źle zrobiłem? Co jest zemną nie tak?
Czy kiedykolwiek komuś udało się z przyjaciela zostać partnerem?
CO powinienem zrobić? dać spokój na zawsze? Czy odezwać się ponownie i walczyć za kilka miesięcy?
Co muszę zrobić by stać się partnerem.
Meczy mnie to, nie raz mi łza poleciała.Myśli ciele się biją wzajemnie w głowie.
Dobry plus z tego, że ogarnęła mnie ta sytuacja ogromem motywacji. Jestem dyslektykiem i postanowiłem dopracować swoją wadę wymowę, tak samo sport.
Mam nadzieje, ze coś doradzicie.