Witam,
jestem tu nowa, ale liczę na jakieś wskazówki...
Od 8 lat jestem mężatką, mamy z mężem wspaniałą 4-letnią córeczkę. Jest bystrą dziewczynką i chyba już wie, że w jej domu nie wszystko wygląda tak jak powinno.
Od zawsze kłóciliśmy się z mężem. Znajomi nawet śmiejąc się twierdzili, że oni się rozwodzą przy pierwszej awanturze, a my jesteśmy tak zaprawieni w boju, że nic nas nie rozdzieli.
Mąż jest furiatem. Z byle powodu robi krzyzy, wyzywa (nawet jak spadnie mu widelec). Obrażając mnie wulgaryzmami próbuje wyprowadzić mnie z równowagi i niestey zaczyna mu się to udawać - nie pozozstaję mu dłużna:(. Już nie raz podniósł na mnie rękę, szntażował że zniszczy dom w którym mieszkamy (dostałam go od rodziców - więc jest tylko mój), jak tylko powiedziałam że ma się wyprowadzić i że chcę rozwodu. Problemem jest też jeg brak ambicji. Jego praca to osiem godzin sielanki i bach na łóżeczko z pilocikiem, a wieczorem sex, sex, sex - a jak go nie ma to fochy.
Nigdy nie wiem kiedy się znowu napuszy, czy mogę kogoś zaprosić, czy też my mozemy do kogoś wyjść, bo przecież wstyd z naburmuszonym człowiekiem przebywać w towarzystwie.
Każde wydatki (kredyty) są na mojej głowie, owszem on przynosi jakieś pieniądze do domu, ale to czy ich wystarczy to już tylko mój problem.
Jedyny plus to, to ze zajmuje się naszą córcią - mają bardzo dobry kontakt.
Nie chcę takiego życia. Pchania go do przodu, ciągłego proszenia o wszystko i czekania kiedy jest dobrze na kolejny dzień kiedy pewnie znów będzie źle.
...ale chyba go nadal kocham i nie potrafię odejść. On na siłę mnie przytula i obiecuje zmianę. Już raz złożyłam pozew, ale go wycofałam. Tym razem chciałabym dotrwać - ale jak?
Mąż chcąc mnie zatrzymać nie wyprowadzi się i pewnie też przed sądem powie że współżyliśmy i że mnie kocha, a na udowadnianie że to on wszystko zniszczył nie mam siły.
Piszę mega szybko, bo pewnie za chwilę tu wejdzie i będzie dopytywał co robię...
Pomóżcie proszę