Mam podejrzenia, że mój 18-letni syn jest mizoginem.
Wszystko zaczęło się od tego, że na którejś z kolei wywiadówce szkolnej wychowawca mojego syna powiedział mi, że Borys bardzo dziwnie się zachowuje - w ogóle nie rozmawia z dziewczynami; traktuje je jak powietrze. Zdziwiło mnie to mocno, chociaż zawsze zdawałam sobie sprawę, że syn niezbyt lubi płeć przeciwną, ale tłumaczyłam to sobie "ot, taki wiek - przejdzie mu". Zaniepokojona zaczęłam wypytywać syna, ten z kolei mówił jedynie "daj mi spokój", "odczep się, to moja sprawa", "nie twój interes". Widząc, że niczego od niego się nie dowiem, postanowiłam podpytać jego kolegów.
To co usłyszałam zmroziło mi krew w żyłach. Okazało się, że mój syn rzeczywiście ignoruje dziewczęta. Ba! Zachowuje się niesamowicie niekulturalnie w stosunku do nich. Najlepszy przyjaciel przekazał mi, że Borys powiedział (przepraszam za wulgaryzmy) "wyp****alaj ty s**o j****na" do Bogu ducha winnej dziewczyny, która chciała pójść z nim na połowinki. Tym incydentem zraził do siebie wszystkie dziewczęta w liceum (wieści szybko idą), a sam podobno jest mocno z tego dumny. Ze mną nie chce w ogóle o tym rozmawiać...
Nie wiem co o tym myśleć... Zastanawiam się, czy to mizoginia, czy może Borys jest innej orientacji i te dziwne zachowanie to swoisty mechanizm obronny....
Co robić? Do kogo zwrócić się o pomoc?
Dodam, ze syn nie jest jakimś chuliganem - to czwórkowy/piątkowy uczeń. Nie sprawia (oprócz opisanego problemu) problemów wychowawczych, nie pije i nie pali.