netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

prawdziwy powód rozstania?

5 odpowiedzi3 527 wyświetleńzałożony przez dieMadzia, 04.08.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » prawdziwy powód rozstania?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: prawdziwy powód rozstania?

Witam, jestem nowa na forum,postanowiłam sie odważyc i napisac tutaj, bo chyba muszę sie z kimś podzielić emocjami.W sylwestra poznałam chłopaka.Zwróciłam na niego uwagę- troche niesmiały,bardzo spokojny,dzentelman.W oczy rzucały sie jego dobre maniery, zyczliwosc no i wygląd;)Nie nawiązaliśmy żadnego bliższego kontaktu i po tym wyjeździe nie utrzymywalismy go przez ok.miesiąc-po takim czasie odezwał się.Akurat była sesja, więc spotkalismy się po egzaminach.Od pierwszego spotkania to były randki.Planowane raczej przez niego- pomysłowe,urocze.Krok po kroku zdobywał mnie tym i zdobył.Jeszcze zimą okazało się, że jego ojciec bardzo powaznie choruje, mama sobie nie radzi sama a mieszkają oboje ponad 300 km od miasta, w którym studiujemy oboje i prowadzą tam firme.Na chłopaka spadło bardzo dużo,troska o rodziców, firmę, ostatni rok studiów medycznych,badania naukowe i konferencje.Spora odpowiedzialność. Dzielił się ze mna tymi rzeczami,ja zawsze byłam do jego dyzspozyji, kiedy chciał porozmawiać,starałam się go wspierać.Twierdził, ze w moim towarzystwie czuje się lepiej,spokojniej,odprężony,szczęśliwy.Bardzo się starał pokazać mi, jak mu na mnie zależy.Ja jestem osoba aczej skrytą.Bardzo nie lubie mówić o swoich kłopotach, a wtym czasie było ich sporo. Zdrowie,konflikty a własciwie regularne wojny toczone przez moich rodziców z którymi mieszkam i ogromna presja na studiach wykańczały mnie.Mówiłam mu o tym dość oglednie, byłam duzo mniej otwarta niz on.Po prostu bałam się otworzyc, nie chciałam dokładac mu zmartwien i było mi wstyd, że nie umiem sobie poradzic sama.To pewnie wpływało na moje zachowanie niejednokrotnie. Jak juz wspomniałam,studiował medycyne i jego grupa na studiach była dla niego bardzo wazna i bliska.Wszyscy przez 6 lat trzymali sie razem i wiedzieli o sobie bardzo duzo.Ja byłam dla nich taką trochę hmm,sensacją, bo wszystkie pary były albo z tej grupy albo z baaardzo długim stażem.Byłam jedyna osoba  "z zewnątrz".Jestem dosc niesmiała i nienajlepiej czułam sie w takiej sytuacji,w której byłam oceniana, ale chyba było ok, polubili mnie, złapalismy dobry kontakt.W kwietniu pojechalismy na slub jego naj;lepszego przyjaciela i wspollokatpra,oczywiscie tez z grupy na studiach.bylo super, ale..ze stypendium w stanach wrociła jego była dziewczyna z tej grupy.mówiąc delikatnie nie polubiła mnie,szczególnie po komentarzach znajomych, ze swietnie do siebie z chlopakiem pasujemy i dawno nie widzieli go tak szczesliwego.Ona to moje przeciwienstwo-wygadana,wyluzowana,seksowna,powiedizałabym, ze uwodzicielska.Zawsze w centrum uwagi.Wzbudziła we mnie straszne kompleksy, ale chłopak cały czas adawał mi swoje wsparcie i obiektywnie rzecz biorac nie miałam powodu sie niepokoic relacjami między nimi, chociaz ich zwiazek był chyba zakonczony dosc niedługo przed tym, jak się poznalismy.Ona okazywała mi straszna niechęć,cały czas próbowała przypominać mojemu chłopakowi o przeszłości, ale on nie reagował na te zaczepki.Zaraz po tym weselu wyjechalismy razem na długi weekend,było super.Po powrocie relacje układały się nam dobrze aż do momentu, kiedy zrobił sie dośc oschły,oficjalny,odsunał mnie od siebie.Dowiedziałam się, że przyczyna tego zachowania była smierc dziecka, którym zajmował sie na zajęciach, nie zawinił ale bardzo to przezył i chciał byc wtedy sam.Ok, wyjasnilismy to sobie.Jakis czas było ok,później znowu sie odsunął,miał problemy na uczelni,mase pracy i znowu musiał poradzic sobie sam.Ja kiedy jestem czyms zestresowana też tak robie,odcinam się a presja na studiach i w domu rodzinnym zwyczajnie mnie przerosła.Mojej inicjatywy w naszym zwiazku tez więc było mniej.Utrzymywaliśmy kontakt przez telefon,smsy.Był chłodny,zdystansowany.Aż w końcu prawie przestał sie odzywać.Poszedł na bal absolwenta sam.Wymusiłam na nim spotkanie i dowiedziałam sie, że potrzebuje samotności,że jest wypalony,zmęczony, ma metlik w głowie,nie wie co ma robic, a ilość klopotów i decyzji które musi podjac go przerasta.Że jestem ważna, nie jestem mu obojetna,a le wazniejsza jest jego potrzeba samotności i zajęcia się tym, czym musi.że nie umie inaczej, bo całe zycie tak sobie radził z problemami.Mam nie czekac na niego,bo nie wie,co będzie.Nie chce mnie tracic,ale inaczej nie umie postapic i nie umie być teraz z nikim.Ja w czasie tej rozmowy po raz pierwszy sie otworzyłam,powiedziałam mu jak bardz jest dla mnie ważny,ile rzeczy w nim cenię.był tym troche zaskoczony, stwierdził, że nie sądził, ze doceniam takie rzeczy i że sadził, iż uznam je za słabości(chodziło mi o empatię,to jak traktuje innych ludzi,swoich przyjaciól,pacjentów,mnie).Myslalam, ze wie, no ale w sumie skad mialby sie domyslic?W trakcie tej rozmowy prosil mnie njapierw o druga szanse, a potem stwierdzil, ze jednak nie da rady sie zmienic na tyle,zeby stworzyc w tej chwili zwiazek,a nie chce tego robic w sposob inny niz taki, gdzie sie w pelni angazuje.Ja nigdy od niego nie wymagalam poswiecania sie dla mnie, nigdy.w czasie tej rozmowy na rozstanie trzymal mnie za reke, juz mial isc, ale nie mogl sie w sobie zebrac itp.strasznie to przezylam. i nie wiem co mam robic. On nie potrafi klamac, autentycznie, nawet jesli odrobine mijal sie z prawda w blahej rzeczy, od razu bylo to po nim widac.wiem, ze do momentu rozstania byl ze mna szczery.ale nie wiem co mam sadzic o tym powodzie rozstania? czy to taka wymowka, tani tekst na do widzenia? czy to bylo szczere? boli mnie to.bardzo

2

Odp: prawdziwy powód rozstania?

Hmm jesteś pewna, że znasz go dobrze? że nie ma "tej drugiej"?

Jeśli jesteś przekonana, że mówił szczerze, że nie zauważyłaś kłamstwa, to poczekaj. Wielu facetów radzi sobie z problemami w samotności, dusi w sobie kłopoty, nie chce niczyjej pomocy. To kwestia wychowania, stereotypu faceta - samca alfa, że facet to facet, nie żali się nikomu jak baba, a problemy załatwia sam, po męsku. Chyba wiesz jaki on ma charakter, czy ten opis pasuje do niego. Możliwe, że jeśli tych kłopotów się nazbierało, będzie chciał się nad nimi zastanowić w samotności, złapać dystans itd. i wie, że w tych trudnych chwilach nie znajdzie dla ciebie czasu, może po prostu nie chce cię unieszczęśliwiać rozłąką, nie chce obarczać swoimi problemami. Ja dałabym mu czas i dyskretnie obserwowała rozwój wypadków, macie przecież wspólnych znajomych. I nie narzucałabym mu się, na zasypywała pytaniami, prośbami o rozmowy, nie zmuszała do zwierzeń. A póki co zadbała o wygląd i szkołę, lepiej, żeby nie oglądał cię zapuszczonej z podpuchniętymi oczami. Jeśli to faktycznie kwestia nadmiaru zmartwień to za jakiś czas się odezwie.

3

Odp: prawdziwy powód rozstania?

Dziękuję za odpowiedź.
Myślę, że gdyby była jakaś inna kobieta, to by mi o tym powiedział. Zapytałam o to, odpowiedział, że nie byłby w stanie mnie oszukać. Raczej nie zauważyłam kłamstwa. W trakcie tej rozmowy na do widzenia wyglądał strasznie,był przybity, zrozpaczony i miał ogromne poczucie winy. Więc w sumie nie wiem, czy kłamstwo bym zauważyła, bo nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie.
Czy opis "samca alfa" do niego pasuje? hmm, wcześniej dzielił się ze mną swoimi problemami, rozwiązywał je zawsze sam, ale informował o tym, co się dzieje. Bardzo delikatnie skłaniał mnie, żebym też zdobyła sie na więcej otwartości względem niego. I chyba było mu głupio, że opowiada mi o tych problemach, przepraszał za to i że nie może bardziej skupić sie na nas i na sobie, bo inne sprawy go tak pochłaniają. Jednoczesnie mówił, że przebywanie ze mną przynosi mu ulge i spokój. Jest strasznie odpowiedzialny, powiedziałabym, ze nawet chorobliwie i kiedy uzna cos za ważne, to nie umie odpuścić i o to dba. Taka postawa wykańczała go. Na pożegnanie stwierdził, że musi zając się sobą, tym, co powinien zrobić i że takie skupienie sie na sobie przynosi mu teraz ulgę. Jestem zagubiona w tej sytuacji. Nie narzucam sie mu w żaden sposób, nie mamy kontaktu.

4

Odp: prawdziwy powód rozstania?

Trochę przerysowałam cechy "samca alfa", żebyś lepiej uchwyciła o co mi chodzi, ale jego opis z grubsza pasuje, jest odpowiedzialny, wybrał sobie "męski" zawód, pochodzi z małej miejscowości?, gdzie pewnie był tradycyjnie wychowywany. Dobrze, że mu się nie narzucasz. Nie chcę ci robić fałszywej nadziei, rozumiem co przeżywasz, ale myślę, że to możliwe, że potrzebuje przez jakiś czas pobyć sam i uporać się z problemami i że możecie się zejść. Sama pisałaś, że "całe zycie tak sobie radził z problemami". ja akurat unikam takich facetów, bo wolę jak się wszystkim ze mną dzielą, ale tu chodzi o ciebie, jeśli go kochasz - daj mu szansę.

Ja bym poczekała, w końcu powiedział, że jesteś dla niego ważna, długo byliście razem, to on cię poderwał. Masz podstawy wierzyć, że to tylko kryzys. Jeśli to faktycznie jest kwestia nadmiaru kłopotów, ciężkich przeżyć (śmierć podopiecznego chłopca, choroba ojca, upadająca firma, kłopoty mamy, presja na studiach - dużo tego nie sądzisz? może o niektórych innych nie może powiedzieć?), to po odreagowaniu i załatwieniu najtrudniejszych spraw może odezwie się do ciebie. Tylko nie mam pojęcia ile czasu może mu to zająć.
Jeśli nic się nie wydarzy to po miesiącu spróbowałabym z nim pogadać, bo może się też obawiać czy po czymś takim będziesz chciała go znać. I wtedy spytaj czy chce być z tobą. Trzymaj się ciepło.

5

Odp: prawdziwy powód rozstania?

Cherry_Berry dzięki za zaangażowanie. Taka opinia osoby trzeciej bardzo mi się przydała, to w zasadzie pierwszy raz w zycie, kiedy radze sie anonimowo w na forum, ale naprawdę nie wiedziałam, co mam myśleć. W sumie ten opis, który podałaś się zgadza, pochodzi z małej mijescowosci, na pewno był wychowywany tradycyjnie, zreszta urodził sie dość późno, więc rodziców ma starszych. Tylko to, co o nim wiedziałam, że jest bardzo empatyczny, wrazliwy tak bardzo kłociło się ze sposobem, w jaki zerwał. Jasne, ze gdzieś tam jest we mnie niepokój, że ta była dziewczyna coś namieszała, nikt nigdy nie okazywał mi takiej ostentacyjnej wrogości jak ona, a nalezy do paczki jego najlepszych przyjaciół. więc ten niepokój jest, chociaz niepoparty w zasadzie żadnymi dowodami. Po rozstaniu wysłałam tylko jednego smsa, w którym poprosiłam, żeby pamietał o dobrych rzeczach, a nie samym pożegnaniu, bo na samo przypomnienie tego mnie sama przechodzą ciarki- nie chciałam, zeby zapamietał mnie płacząca i proszącą, żeby sie jescze zastanowił. Odpowiedzi nie dostałam. Od rozstania minął miesiąc. Swoja drogą, nie sadziłam, że moge wzbudzic w jakimkolwiek mężczyxnie takie emocje, żeby płakał, mówiąc mi, jak dużo dla niego znaczyłam. Byłam zszokowana i trochę..przerażona.

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » prawdziwy powód rozstania?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026