Witajcie Wszystkie "Babeczki",
też chciałam się w Wami podzielić swoją wiedzą i doświadczeniem w związku z byciem dda i w związku byciem w związku
Powiem Wam szczerze, że miło mi się robi, jak czytam, że sobie radzicie
Bo macie te same problemy, co ja i dajecie światełko w tunelu.
Ale przyznam Wam rację i zgodze się w 100%, że cholernie trudno "prostować się", wychodzić z tego bagna jakim było życie z alkoholikiem. Mam 20 lat i nadal w tym siedzę.. Chodze do psychologa, na terapię indywidualną, grupową, ale naprawde mega cięzko rozprawiac się z przeszłością, skoro to ciągle teraźniejszość.. Mogę powiedzieć, że cos "było", ale nie do końca, bo to co było nadal się kontynuuje.. Niby jest lepiej, ojciec miewa lepsze i gorsze okresy, bo walczymy o to by się leczył.. ale kiedy jakiś czas jest dobrze, człowiek już nie ma siły na kolejne dni, kiedy nie jest dobrze, nie ma sił na ciągle powtarzanie filmu..
Odnośnie związku, jestem straszną zazdrośnicą, mam niskie poczucie własnej wartości, boję się, że partner mnie zostawi, czuje się "mała" czasem, zwłaszcza kiedy on widzi moją zazdrość i też wydaje mi się że moje słabości są jego siłą, mam potrzebę kontrolowania, sprawdzania, mam problem z zaufaniem i wiarą w słowa, czyny. Są dni, kiedy na słowa "Kocham Cię" moje myśli krzyczą "nieprawda, kłamiesz", kiedy za dlugo jest dobrze mam wrażenie, że sama coś sabotuję, że sama stwarzam problem, bo go "brakuje" jakos tak, a to wszystko dlatego, że w moim domu cisza, zawsze oznaczała cisze przed burzą i nie jestem w stanie wytrzymac tego szczęścia, bo powoduje ono u mnie napięcie, niewyjaśniony lęk, a to dlatego że czekam, aż coś walnie. A jak się nie zanosi to sama "stworzę" powód. Myślec można, że jaki związek, że nie ma on tu prawa bytu. A jednak jestesmy ze sobą 2.5roku i jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Tylko mi samej nie jest dobrze ze sobą. Opanowuję zazdrość, nie robię awantur, mimo wszystko kontrolę ograniczam do meeega minimum, z zaufaniem jest różnie, bo mogę długo ufać, ale są dni, kiedy to leży na dnie, w nic nie wierzę, niczemu nie ufam. Tez tak jak Wy mam takie momenty, że nie potrafię znieśc jego bliskości, że go odpycham. Dlaczego tak jest? Bo tak naprawdę boję się, że mnie odrzuci, najpierw bardzo go chcę, potrzebuję, chcę jego bliskości, a jak się boję, ze zrani, że zostawi, odpycham, mimo że nic nie zrobił, że nic się nie stalo, wstarczy strach. Jak odpechnę to patrzę z niedowierzaniem, że on ciągle jest.
Przyjrzyjcie się sobie, czy nie szukacie w partnerach swoich ojców. Mnie uderzyło to ostatnio, jak bardzo boję się że mój partner będzie taki sam, jak mój ojciec, że bd tak samo zachowywał się jak mój ojciec. Dlatego jestem taka zazdrosna. Wydaje się mojej głowie, że jak bd go pilnować to uniknę tego że będzie taki sam, jak mój ojciec. Paranoja. I doszukuje się podobieństwa, że coś zrobił, tak samo jak mój ojciec. A naprawdę nienawidzę zachowania taty względem innych kobiet i to on mi zniekształcił spojrzenie na to wszystko. Czasem mam dni, że mój chłopak jest taki sam, a wszystkie kobiety to dzi.wki, bo się tak ubierają, bo kuszą, prowokują. A facet to pies na baby, który żeby być porządny musi się kontrolowac, ale i tak ledwo albo wcale mu to nie wychodzi, bo psychologia mówi że bodźce wzrokowe działają silnie, a te baby tak w kółko.. aż do tego stopnia mi odbija. Ale nigdy nie opowiem o tym paranojach chłopakowi. Wie, że mam problem, wie o tym co mnie boli, o mojej przeszłości. Ale sama biorę za siebie odpowiedzialność i chcę się wyleczyć z tych paranoi.
I naprawdę samemu ciężko sobie poradzić. Ja, ze tak powiem, otwieram oczy powolutku na terapii, tam rozprawię się z przeszłością i będę mogła zapanować nad skrzywdzonym dzieckiem we mnie. Samej nie wiem czy by mi się udało. Trochę na pewno, ale nie wszystko bym dostrzegła, bo jestem w to uwikłana. Dlatego z całego serca radzę wam, byście znalazły kogoś kto wam pomoże. Moja psyhcoterapeutka jest moją drugą, bo pierwsza mi nie odpowiadała. Dlatego nie zraźcie się, bo to ważne by terapeuta wam odpowiadał.
Wiem, jak wam ciężko każdego dnia walczyć ze sobą, wiem że czasem są dni kiedy nie chce się nic czuć, że chce się uciec, ale nie można uciec od samej siebie, że każdy dzień jest dniem walki z samą sobą i jedyna perspektywa jest taka, że ta walka nigdy sie nie skończy, że już zawsze będzie musiało się wszystko sobie tłumaczyć, poprawiac soebie każdego dnia, zmieniac sobie myslenie, że ta walka ze sobą nie ma końca, a jest strasznie uciążliwa i trzeba na nią mieć każdego dnia siłę...
Jestem tu nowa, ale całym sercem a wami, bo wiem, co czujecie, a te uczucia nie sa dla mnie niczym nowym.
pozdrawiam Was ciepło! 