netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

Toksyczni rodzice.

2 odpowiedzi2 048 wyświetleńzałożony przez kxrxlxnx, 10.07.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

1

Temat: Toksyczni rodzice.

Witam. Jestem tutaj nowa, ale już kilka razy zdarzyło mi się zajrzeć na tę stronę. Postanowiłam w końcu podzielić się swoimi doświadczeniami, ponieważ doszłam do momentu w którym już nie daję rady. Mam kilka dylematów i nadzieję, że ktokolwiek będzie mógł spojrzeć obiektywnie na moje problemy i tak po ludzku wspomoże mnie radą lub dobrym słowem.
   
   Otóż na początku chciałabym opowiedzieć wam swoją historię. Wychowałam się w dosyć "chorej" rodzinie. Można powiedzieć, że po części patologicznej. Mam dwoje rodzeństwa, brata 10 lat starszego i siostrę, starszą 8 lat. I oczywiście oboje rodziców. Ojca, który od kiedy pamiętam jest uzależniony od alkoholu, pracowity, ale niesamowicie skąpy. Jest kompletnym egoistą, despotą, "panem i władcą". Trzyma nas wszystkich w garści bo on "ma", a my nie. I matkę, wyczerpaną nerwowo, która już nie ma siły na nic. Od kiedy pamiętam w domu były awantury. Ciągłe znęcanie się psychiczne ojca na mamie, na nas. Według niego mama zawsze była nieudacznikiem, my także. Bywały także okresy kiedy ojciec używał także przemocy fizycznej. Nie zdarzało się to tylko po alkoholu. Matki bronił mój brat, czasem także siostra. Wtedy ojciec na jakiś czas odpuszczał, ale skutecznie utrudniał wszystkim życie. Jednak brat jak i siostra, z czasem (a nawet bardzo szybko) się wyprowadzili, i to ja zostałam na linii frontu. Znalazłam w sobie siłę i po kolejnej awanturze zadzwoniłam na policję. Złożyłyśmy z mamą i rodzeństwem zeznania, sprawa zaczynała się ruszać, wyprowadziłyśmy się do wynajętego mieszkania. I nagle matka postanowiła wrócić do ojca, z powodu kłopotów finansowych. Ja nie miałam innego wyjścia, musiałam wrócić z nią. Wszystko zostało wycofane. Sprawa zamknięta i koło ponownie się zamknęło. Od tego czasu ojciec już nigdy (przynajmniej w mojej obecności) nie podniósł ręki na mamę, na mnie także nie. Jednak najgorsze dopiero się zaczęło. Zadeklarował się, że wybuduje dom mojemu bratu, zostawił go z długami, dom sprzedał i trzyma pieniądze na lokacie w banku. Dostaje b. wysoką górniczą emeryturę, oprócz tego dorabia. Miesięcznie wychodzi mu ok. 5000 zł (wcześniej było niewiele mniej). Od kiedy pamiętam płacił rachunki i nic poza tym. Mama przez większą część życia pracowała i wtedy dawaliśmy sobie radę bez łaski ojca. Jedzenie, remonty, środki czystości, szkoła, lekarze, ubrania, prezenty na gwiazdkę i urodziny - wszystko za skromną wypłatę matki. I w takiej ilości jak starczyło. Pamiętam, że czasem musiała POŻYCZAĆ od ojca np. na lekarstwa dla mnie. Ale straciła pracę z powodu choroby, później nie potrafiła znaleźć nowej i kolejny impas. "Pan" się poczuł, wszystko musiało chodzić jak w zegarku bo inaczej nie dostaniesz nic. I tak jest do teraz. Mam 21 lat, wielokrotnie pracowałam gdzieś dorywczo ale mieszkam dalej z rodzicami bo zawsze chciałam się uczyć i skończyć studia i od zawsze, od kiedy tylko pamiętam, swoimi wynikami w nauce, swoją pracowitością próbowałam zawalczyć o miłość, wsparcie i zainteresowanie. Jednak matka była zbyt znerwicowana, żeby cokolwiek zauważyć, a ojciec - typowy egoista. Z czasem stało się to normą, że jestem ta "najlepsza" i gdy tylko coś poszło źle, to była to oczywiście moja wina, nie nadaje się, nie umiem, a nigdy nie usłyszałam choćby pytania, czy może czegoś mi brakuje lub czy może mam jakieś problemy. O czymś takim jak pochwały nie wspominając. Moje poczucie wartości sięgnęło dna. I nadszedł czas liceum, kiedy po tych wszystkich przeżyciach zaczęłam się coraz bardziej zamykać w sobie. Poznałam chłopaka, który był dla mnie wsparciem, ale niestety moja depresja zaważyła na naszym "związku" i zostawił mnie. W wieku 17 lat próbowałam popełnić samobójstwo. Nie udało się, więc detoks, szpital psychiatryczny, terapia i zwrot o 180 stopni. Sytuacja w domu uspokoiła się w miarę do minimum, ojciec zainteresował się już niestety dorosłym dzieckiem i nagle zaczęło mu zależeć na mojej edukacji, ja zdałam maturę i zaczęłam studiować, dostaję od czasu do czasu od ojca jakieś drobne pieniądze (ale niestety na dentystę nie wystarczy) poznałam także cudownego chłopaka z którym jestem już 3 lata i który czasem wspomaga mnie finansowo (jest 7 lat starszy, i także miał dużo problemów w życiu rodzinnym - tak się złożyło, że do tej pory mieszka z matką i siostrą, które utrzymuje). I znów zaczął się robić kocioł. Planujemy z chłopakiem wynająć mieszkanie i uwolnić się od tego bagażu. Ja chcę przejść na studia zaoczne i podjąć pracę. Chcemy po prostu normalnie żyć. A zarówno ze strony moich rodziców jak i jego napotkaliśmy same przeszkody. Wiadomo, z jego strony nie chcą, bo skończy się finansowanie, a z mojej, nie wiem o co dokładnie chodzi, ale ewidentnie mój ojciec chce rozbić nasz związek. Są sytuacje, kiedy bierze mojego chłopaka na bok i wytyka mu, że nie będzie w stanie mnie utrzymać (dobrze, że sam potrafił:/), oczekuje od niego ciągłej pomocy (nawet przy włączeniu telefonu komórkowego, który ma już kilka lat), wiecznie ma jakiś problem, coś nie pasuje, rzuca zgryźliwe uwagi (a staramy się ograniczyć kontakt z nim do minimum). Mnie namawia, że mam zostać na studiach dziennych bo przecież jak przejdę na zaoczne to nie skończę itp. I szczerze mówiąc już nie wiem co mam robić. Czuję, że w jakiś sposób muszę oddać "dług", bo jakkolwiek by nie było, to mnie utrzymywał, ale czuję też, że jeszcze trochę i znów nie wytrzymam. Nie mogę znieść uczucia, kiedy muszę prosić o pieniądze np. na podpaski. Teraz zazwyczaj je dostaje, ale z surową miną i kiwającą przecząco głową. Czuję się poniżona i całkowicie bezwartościowa. Drugą kwestią jest moja mama. Choć nie dostałam od niej tyle wsparcia ile potrzebowałam to jednak bardzo ją kocham, bo wiem, że się starała. I co będzie jak ją zostawię z tym człowiekiem? Gdy pytam, odpowiada obojętnie, że to moje życie, a widzę w jej oczach, że chciałaby, żebym z nią została. I choć rozum podpowiada mi, że jedynym wyjściem, żeby nie ześwirować do reszty jest wyprowadzka i życie na własną rękę, całkowicie od nowa, to jednak mam mętlik w głowie i potrzebuję czyjejś rady.
   
   Przepraszam że post jest taki długi, ale liczę, że ktoś zechce go przeczytać. I w sumie, jeżeli ktoś dotarł już do tego miejsca to dziękuję i mam nadzieję na odpowiedź.

2

Odp: Toksyczni rodzice.

Sytuacja strasznie trudna. Napiszę co ja bym zrobiła a przynajmniej co mi się wydaje, że bym zrobiła:)
Po pierwsze czy Twój chłopak na pewno nie ma, żadnych wątpliwości co do wspólnego zamieszkania? Bo jeśli nie to super! powinniście spróbować, wiem z autopsji, że nic tak nie pozwala poznać drugiego człowieka jak wspólne mieszkanie i wykonywanie codziennych obowiązków, będziesz miała okazję przekonać się jaki jest na co dzień i jakie życie może Cię z nim czekać.
Po drugie jeśli martwisz się o matkę, to może uda się znaleźć jakiegoś psychologa i namówić ją na terapię? Nie możesz przeżyć życia za nią, i nie rozwiążesz za nią jej problemów ale możesz jej pomóc, żeby sama potrafiła sobie z nimi poradzić, chociaż jak sądzę nie będzie łatwo (o ile w ogóle się uda) namówić ją na jakąś terapię. Zostając z nią nie pomożesz jej (moim zdaniem - bo nic się nie zmieni w jej życiu ani w Twoim ) a jedynie "pogrążysz" do końca siebie.
Tylko pamiętaj, powinnaś być maksymalnie pewna swojego chłopaka, bo gdyby "nie zdał egzaminu" i zdecydował że musi wrócić do mamusi i siostry bo sobie same rady nie dają - a Ty przemeblujesz całe swoje życie, studia itd - to później nie łatwo będzie Ci to wszystko odkręcić. Podsumowując uważam, że powinniście zamieszkać razem a mamie pomożesz wspierając ją psychicznie, organizując jakiegoś psychologa. Poza tym istnieje szansa, że kiedy wyprowadzisz się z domu relacje rodziców również ulegną zmianie, nie wiem czy akurat na lepsze ale na pewno się zmienią:)
Życzę powodzenia:)
Ps. co do długu, który jak Ci się wydaje musisz spłacić bo ojciec Cię utrzymywał ....no cóż ja akurat uważam, że nie masz żadnych długów. Jak ktoś decyduje się na dzieci, to musi się liczyć z "kosztami" niekoniecznie materialnymi, które ta zabawa w rodziców pociąga za sobą. Największą radością i nagrodą powinien być widok dorosłych dzieci, usamodzielnionych i szczęśliwych potrafiących sobie radzić w życiu. To powinna być nagroda za wszystkie trudy związane z rodzicielstwem. Relacje rodzice - dzieci moim zdaniem w większej części zależą od samych rodziców. To tak w skrócie:)

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026