Witam...
Generalnie niby wiem, że to koniec z lekką nutką nadziei, niemniej tak wolę napisać.
Poznaliśmy się w 2009 roku, od początku 2010 roku zaczęliśmy być razem. Dwa lata było wspaniale, aż od pewnego dnia zaczęła się walka o dominację w związku. Niestety oboje kłóciliśmy się co raz częściej i zaczęły się nawarstwiać akcje. Przykładowo po alkoholu robiliśmy sceny i nie wracaliśmy do tematu na trzeźwo.Zaczęliśmy się od siebie stopniowo oddalać. Wszystko na zasadzie, nie odpuszczę mu//jej , bo inaczej będzie mi ciosać kołki na łbie.
Ostatecznie ten stan trwał pół roku, aż do początku czerwca.Moja ukochana poprosiła mnie o czas, abyśmy przemyśleli sprawę. Ostatecznie stwierdziliśmy, że na tę chwile będzie lepiej się rozstać, gdyż ona nie umiała się już określić. Przeprosiłem ją za swoje czyny, ona za swoje - oboje zawiniliśmy. Ukochana stwierdziła, że ma za dużo złych sytuacji w głowie i za bardzo to przeżywa przez co nie możemy być teraz razem. Wiem, że oboje to przeżywamy i jest nam ciężko.
Przez kłótnie i brak komunikacji zepsuliśmy relacje. Czy czas może uzdrowić sytuację? Czy istnieje szansa, że spotkamy się za jakiś czas, zmienieni pod wpływem doświadczeń, porozmawiamy i damy sobie szansę wrócić do wzorowego związku?
Nie wierzę.. załamany jestem. Na razie zerwaliśmy kontakt. Kocham, ale sam dla siebie...