Witajcie...
Może zacznę od tego, że nigdy nie próbowałam wygadać się na forum, ale stwierdziłam, że chyba tak będzie lepiej skoro nie mam ochoty z nikim gadać o tym co się ze mną dzieje to może jak się wygadam poprzez pisanie to otrzymam jakąś radę, która pozwoli odzyskać mi spokój, a więc chyba zacznę od tego, że mam 25 lat i szlak mnie trafia. Nie za bardzo mi dobrze jak powiem, że kocham dwóch facetów, ale nie znajduje żadnego innego wytłumaczenia więc chyba tak jest. Marcina znam od dziecka z jego siostrą chodziłam do szkoły on był trochę nieśmiały, więc trochę czasu zajęło mi usidlenie go. Taka pierwsza wielka miłość na zabój i do końca życia. Mieszkamy obok siebie nie jest to łatwe bo nie możemy zatęsknić za sobą....taka uroda jak się kocha sąsiada. jesteśmy ze sobą ponad 7 lat. nigdy nie myślałam o żadnym facecie jest nam dobrze, chociaż raz lepiej raz gorzej. Mamy wspólnych znajomych z którymi się spotykamy no i właśnie Seba jest tym drugim.... Kilka lat temu spotykał się z moją kumpelą, ale rzuciła go i wróciła do swojego byłego. Zawalił się wtedy jego drugi poważny związek no i byłam przy nim rozmawiałam, pocieszałam mówiłam, że kiedyś spotka taką kobietę która będzie tą jedyną, ale on stwierdził , że już nikogo nie będzie szukał. Wcześniej mówiłam, że z niego taki cwaniak, a tu tak naprawdę czuły facet:). Uwielbiamy ze sobą rozmawiać to taki facet z którym można konie kraść. I tak mijały miesiące imprezy rozmowy. Aż do minionego sylewstra byliśmy u znajomych. Marcin mnie wkurzył ojcu zrobiłam awanture i nie miałam ochoty wychodzić ale poszłam. Seba zaraz wyczuł, że coś jest ze mną nie tak, pogadaliśmy i przetańczyliśmy pół nocy (zajebiście tańczy). Po tym sylwestrze non stop o nim myślałam, i to jest tak, że jak się zbliża sobota to myśle, co tu zrobić żeby się razem spotkać w 3 co najmniej. Jak go nie widzę to spoko, mówię sobie, że tylko Marcin. A jak się spotkamy to mi odbija. w sobote byliśmy na festynie, były karuzele a ja jak je widze to mi słabo, więc nie ma takiej siły żebym na nie poszła a jednak Seba kupił dwa bilety i nie wiem jak to zrobił, ale poszłam z nim na młoty myślałam, że się wykończę a on chwycił mnie za rękę i trzymał cały czas ( w sumie to nawet tak się nie bałam) ale nie chciałam żeby mnie puścił. Potem dyskoteka , tańce Marcin był kierowcą, więc pilnował towarzystwa:) Seba kiedyś powiedział, że nie przyjdzie na nasze wesele, ale nie powiedział czemu w sobotę mu o tym przypomniałam i dodałam, że jak by nie przyszedł to by znaczyło, że mu na mnie zależy, ale tylko się uśmiechnął i powiedział, że Marcinowi by tego nie zrobił ( nie wiem czy chodziło o to, że odbił by kumplowi dziewczynę czy o to , że nie przyszedł by na kumpla wesele). Mam mętlik a potem mi powiedział, że ze mną to mógłby wszystko zrobić..... Dodam, że nigdy nic po miedzy nami nie zaszło. Boje się tego co czuje nie chce nikogo skrzywdzić. Marcin est dobry miły ciepły. A Seba ma w sobie taki ogień. Co ja mam robić......?