netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Ratujcie,stoję w miejscu! odzywa się..

4 odpowiedzi2 005 wyświetleńzałożony przez darinka91, 07.05.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ratujcie,stoję w miejscu! odzywa się..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1 Ostatnio edytowany przez darinka91 (2014-05-07 19:24:57)

Temat: Ratujcie,stoję w miejscu! odzywa się..

Byłam z facetem 3lata z czego prawie rok mieszkaliśmy razem.Poznaliśmy się na imprezie,jak zawsze początki były świetne,tyle,że ja wtedy myslałam jeszcze o byłym i on o tym wiedział..Czas mijał,pokochałam go tak jak on i mnie był dla mnie bardzo dobry,zależało mu bardzo..spotykaliśmy się do kina,na kolacje,spacery..było super,czasami wracałam myslami do byłego..nawet nie wiem dlaczego skoro tak mnie skrzywdził bo dawałam mu wszystko,całą siebie i dostałam po tyłku..Obecnego kochałam mocno,pokazywał,ze kocha itd..ja też,ale pozniej przestałam,nie starałam się,on dawał i nie otrzymywał nic w zamian,to zaczęło się gdy wprowadziliśmy sie do mieszkania..Były ciągłe kłotnie to trwało z pół roku,ciągła gadanina 'a to rozstanimy się'szliśmy do znajomych to zaraz też się kłóciliśmy,wdarła się rutyna,przychodziłam z pracy i nic się nie działo,byliśmy razem,ale żyliśmy osobno,nie rozmawialiśmy o niczym ważnym,o tym co jest źle,co trzeba na prawić,chociaż czasami jak rozmawialiśmy to poszło to zaraz w niezapomniane.Nie byłam święta,lecz go nie zdradzałam,nie okłamywałam,często prowokowałam do kłotni..a on prowokował bym była bardzo mocno zazdrosna i imprezy konczyly sie placzem i wyzywaniem..w łóżku było bardzo źle,jak stare małżeństwo.Nie miałam ochoty w ogóle na nic,żadnej przyjemności nic..wiedziałam,że to się skończy źle,ale to była nasza wina,nie tylko moja,wiem,że mi nie zależało bo bałam się po tamtym związku gdzie starałam się bardzo i nic nie dostawałam,tylko,że przykro mi,że musiało spotkać to akurat tego obecnego,że miałam po jakimś czasie gdzieś to wszystko "jest bo jest" kocha mnie to mnie nie zostawi tak sobie mowilam..chociaż miałam takie momenty,że myslałam,że nie wiem czy my jesteśmy dla siebie,chociaż były chwile gdzie byłam szczesliwa,ale to bywały.Jest jedynakiem i chyba oczekiwał,że bedzie miał w domu podane na tacy tak jak jego mama to zawsze robila,tak go nauczyla.Wypominał mi nawet to,że obiad nie podgrzany,zauważyłam,też,że zaczynają interesować go inne kobiety,a to ładnie ubrana itd..Może przejdę do części końcowej..Przyszedł marzec moje urodziny,wyprawiałam,oczywiście kłotnia bo nie mam co robić tylko wyprawiać durne urodziny..upokorzył mnie przy znajomych,docinki,głupie tekst i mowił podobno gdy mnie nie było przy stole do moich gości"nie zdziwcie się jak nie będziemy ze sobą" dwa dni pozniej wyjechałam na delegację "szkolenie" do mojej nowej pracy na 3 dni.Wyjechałam w dzień moich urodzin,wszystko było dobrze,cieszyłam się,po kłotni przed wyjazdem pogodziliśmy się i powiedzialiśmy sobie,że będziemy rozmawiać o wszystkim.Drugi dzien mojego szkolenia zmienił się w koszmar..napisał mi,że to nie ma sensu..ten sms mnie rozbił fatalnie,po tym jak wyszłam po pracy szkoleniowej,zadzowniłam do niego i mi jasno dał do zrozumienia,że to już dawno się popsuło,ciągłe kłótnie,brak seksu,rutyna,nudy...płakałam strasznie..byłam na szkoleniu sama,nie wiedzialam co robić,jak można rozstać się przez telefon mając 27 lat.To był cios,trzeci dzień szkolenia był dla mnie tragiczny,nie mogłam się skupić..Przyjechałam do domu,jeden dzień wolny i pozniej praca..odzywał się ciągle do dziś,już ponad miesiąc minął a on piszę,dzwoni,nie wie czego chce,podejmuje jakaś decyzje..Najgorszą rzeczą było jak się dowiedziałam,że po tygodniu spał z inną,powiedział,że to był wybryk,że żałuje,ale mógł to zrobić bo nie byliśmy razem..chciał zapomnieć...dowiedziałam się o tym po tym jak się z nim spotykałam i się kochaliśmy..spotykania były na prawdę super,zaczelismy rozmawiac itd.A tutaj się dowiaduję,że mnie okłamywał,ciekawe czy by mi powiedział,bo dowiedziałam się o tym na imprezie jak on powiedział mojej koleżance,że nie wie czy bym wrociła do niego bo zrobił głupotę,wkurzyłam się i się na imprezie spytałam co takiego zrobił,to się wkurzył,wyzwał koleżankę moją i poszedł do domu,przestraszył się..na drugi dzien rano napisał mi,że prawdę to był cios..byłam zła,wściakła,ale nie rozumiałam moich uczuć i tego,że i tak chciałam być blisko niego,pisał mi,że zaluje bardzo i że chciałaby bym była obok niego..pojechałam,leżeliśmy spaliśmy..ale ja caly czas o tym myslalam,ze przyprowadzil nia do naszego mieszkania i robil z nia rzeczy obrzydliwe dla mnie jak pomysle o tym..do dziś piszemy..powiedział,że nie wiem czemu,że teraz jest ok miedzy nami,rozmawiamy i jak się u niego widzimy to też jest super,seks jest nieziemski,sama nie wiem czemu tak jest.Ale on nie wie jaką ma decyzje podjąć bo się boi,ze jak będzie się starał o to bym wrocila,bedzię tak samo źle jak było.Ale ja mam czekać?Powiedział mi,że przecież też może się tak zdarzyć,że kogoś poznam..wysyła mi głupkowate teksty w stylu"no może kogoś tam fajnego poznasz" on mi pisze,że nikogo nie szuka.Ja ile mam czasu czekać?mam pokazać mu,że mi zależy?mam nadrobić to?nie rozumiem?mam dać sobie spokój?boję się bardzo,ja też nie jestem pewna tego,czy jak wrocimy znow mu się coś nie spodoba i powie,żegnaj.Albo będę się starać a nagle powie,że jednak nie chce wrocić,boję się takiego ryzyka.Zawsze pisze pierwszy,ja boje się pokazać,że mi zalezy bo boje się odrzucenia,nie chce cierpieć.Daje mi raz do zrozumienia,że idzie to w dobrą stronę a zaraz mi pisze ,że nie wierzy w nas,że to się nie uda.Sam nie wie czego chce.A były plany,mieliśmy żyć razem...dlaczego tak to boli.Nie wiem czy mam mu ufać czy się z kimś nie spotyka,czy nie sprowadza kogoś do domu..tego własnie nie wiem..nie wiem czy moge mu wierzyc.Zmienił się bardzo,nigdy taki nie był,znam zupełnie innego jego charakter.Wiem jedno,że nie moge sie sama obwiniać..ale on to tak czasami robi dobitnie..wypomina nawet to co było dwa lata temu..rozpisałam się trochę,bo nie mogłam tego napisac w małym skrócie. Proszę o jakąś małą pomoc.

Rozpisałam się dosyć bo tego nie da się napisać w skrócie..
oczywiście jest na wyjeździe..nie ma zasięgu...miał przez chwilę,rozłączył się..i mu napisałam,że nie będe tracic czasu na kogoś kto ma mnie gdzieś..napisał,że to chyba na prawde nie ma sensu bo ciągle mamy pretensje do siebie o wszystko..i że nic na siłę..

2

Odp: Ratujcie,stoję w miejscu! odzywa się..

"Były ciągłe kłotnie to trwało z pół roku,ciągła gadanina 'a to rozstanimy się'szliśmy do znajomych to zaraz też się kłóciliśmy,wdarła się rutyna,przychodziłam z pracy i nic się nie działo,byliśmy razem,ale żyliśmy osobno,nie rozmawialiśmy o niczym ważnym,o tym co jest źle,co trzeba na prawić,chociaż czasami jak rozmawialiśmy to poszło to zaraz w niezapomniane.Nie byłam święta,lecz go nie zdradzałam,nie okłamywałam,często prowokowałam do kłotni..a on prowokował bym była bardzo mocno zazdrosna i imprezy konczyly sie placzem i wyzywaniem..w łóżku było bardzo źle,jak stare małżeństwo.Nie miałam ochoty w ogóle na nic,żadnej przyjemności nic.."

Wrócicie do siebie i nagle się wszystko zmieni? Będzie tak samo albo - co bardziej prawdopodobne - gorzej...

btw. upokarzanie Ciebie w towarzystwie to krok poniżej pasa, dojrzały mężczyzna (kobieta też) tak po prostu nie robi.

3

Odp: Ratujcie,stoję w miejscu! odzywa się..

Widać, że bardzo jesteś rozdarta emocjonalnie, "trzepoczesz się jak chorągiewka na wietrze"..... To bardzo źle i bardzo zły czas na podejmowanie jakiejkolwiek decyzji. Nie da się zapomnieć i nie da się nie myśleć - chociaż inni tak twierdzą, iż się da i jest to możliwe? Heh...

Grunt to przemyślane i odpowiedzialne zachowanie, po prostu musisz sama zrobić sobie rachunek sumienia i zastanowić się dokładnie czy chcesz z Nim być na 100 % czy nie! Jak się Kocha to na dobre i na złe, nie ważne jakie są problemy! Jak powstają to się od nich nie ucieka bo tak robią tchórze ! Problemom się stawia czoła i się je razem rozwiązuje, bierze na wspólne barki i idzie dalej, jeśli są zbyt duże to się nie poddaje ! Jeżeli chodzi zaś o rzeczy, które łamią fundamentalnie zasady związku, to trzeba to jasno przedyskutować i uwarunkować czyny i konsekwencje poniesionych zachowań.

Życzę powodzenia i przemyślenia sprawy!

A jeśli pisze do Ciebie, że to nie ma sensu i nic na siłę, to to przyjmij do wiadomości i uszanuj. Miej swoją wartość! I udowodnij to i pokaż, że jesteś stała i niezmienna emocjonalnie, z czasem życie nam odbiera pewne rzeczy i to jest normalne, naturalna kolej. Nic nie dzieje się bez przyczyny! Traktuj to jako koniec pewnego rozdziału i zaczęcie nowego!

4

Odp: Ratujcie,stoję w miejscu! odzywa się..

Darinka, mialam niedawno podobną bardzo sytuację do Twojej- jeśli chcesz pogadać, napisz do mnie na email:)

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ratujcie,stoję w miejscu! odzywa się..

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026