Chyba chciałabym z kimś porozmawiać, nie wiem jak z siebie to wyrzucić i nie wiem co o tym myśleć. Sytuacja wygląda dość dziwnie, nie wiem czy zacząć od początku czy tylko opisać ostatni czas. Zachowania dla mnie nie jasne, nie wytłumaczalne. Pierwszy fakt to że to związek na odległość który miał przekształcić się w normalny związek. On twierdząc że oprócz pracy nic go tam nie trzyma, po roku czasu postanawia zjechać do Polski. Przez rok przyjeżdża co 2 czasem 3 tygodnie a czasem miesiąc. Spotkania w weekendy, wieczorem skype. Wiedział że bardzo mi trudno było. Miedzy czasie przeprowadziłam się na inne mieszkanie i cały czas sama ze wszytkom walczyłam. Pomagają mi znajomi i były. I kluczowe powoli staje się dojście do tego momentu-mojego byłego. Teraz uważam że to nie był prawdziwy powód a jedynie wymówka. Pracowałam z byłym, trudno było mi o tym mu opowiadać bo wiem jak to działa a moja relacja z byłym była naprawdę czysto zawodowa. W każdym razie wiedząc jak to działa na niego, przed jeszcze jego przyjazdem do Polski skończyłam definitywnie wszelkie sprawy zawodowe z byłym, by tutaj być wolna osobą bez jakichkolwiek powiązań. Po jego powrocie rozmawialiśmy o tym, powiedziałam co i jak. Zaczęły się wakacje i z nimi pierwsze nie porozumienie, które ciągnęło się ostatni rok. Przed moimi i jego urodzinami (wpadają obok siebie) rozmawialiśmy i padło ode mnie pytanie czy będzie u mnie (myślałam że te dni spędzimy razem bo są obok siebie), on powiedział że ma tam coś do zrobienia. Zrobiło mi się bardzo przykro i stwierdziłam że w takim razie będę pracować, miałam parę projektów do skończenia. Tak jak zaplanowałam tak tez zrobiłam, nie odzywaliśmy się cały dzień w jego urodziny oprócz życzeń, i potem zaczęły się moje ur. Żeby o tym nie myśleć naprawdę zajęłam się pracą, dostałam wtedy różę od byłego. Wieczorem kiedy już prawie skończyłam, zapytałam czy może jednak znajdzie czas i przyjedzie. Okazało się że on myślała że ja go nie zaprosiłam i tylko czekał na jakiś znak, za 2 godziny był u mnie (150km różnicy) Dotarł koło 22:00 i spędziliśmy całą noc na mieście z różnymi przygodami ale było dość fajnie. Nie porozumienie zaczęło się wtedy kiedy znajomy kilka dni później będąc u mnie rzucił żartem wychodząc- jak po imprezie urodzinowej? Od tego momentu, on twierdzi że specjalnie go nie zaprosiłam bo wcześniej była impreza i nie chciałam żeby poznał moich znajomych. Nie mam słów żeby opisać jak takie bezpodstawne teksty działaj, złość, rozczarowanie, ból i smutek. Mijał miesiąc, potem kolejny az byliśmy na weselu jego dobrego przyjaciela a ja zastanawiałam się nawet nad powrotem do domu i szukaniem tam pracy, takie były pomysły. Nie było konkretnych decyzji ale prawie przekonały mnie jego argumenty o czym wiedział. Nie szukał w pracy w Polsce i to był już dla mnie sygnał, wiedziałam ze ma wrócić na 2 tygodnie za granicę ale nie było wiadomo kiedy. Zaczął się wrzesień, dowiedziałam się rano że przyjedzie do mnie i przyjechał żeby powiedzieć że właśnie teraz jedzie ale nie na 2 tygodnie, tylko na miesiąc. Ogromny ból, smutek rozpacz spowodowany zaskoczeniem, żadnego uprzedzania. Nie zmienił zdania. Byłam w trudnej sytuacji finansowej i znalazłam we wrześniu pracę, rzuciłam się w jej wir.Z jego miesiąca zrobiło się pół roku - do Świat, po Świętach, było to samo. Przyjeżdżał co dwa tygodnie. Nie pytałam, nie nalegałam i nie zachęcałam właściwie było mi już to coraz bardziej obojętne. Nagle nie wiadomo skąd, on mówi ze podjął decyzje i będzie w moim miesicie szukał pracy i mieszkania po świętach Wielkanocnych. Byłam zaskoczona taką zmianą, przyznam że w duchu bardzo się ucieszyłam. Nie dałam jednak poznać tego po sobie, żeby się nie rozczarować. Nadal nie zachęcałam (bo wcześniej nie przyniosło to efektu), wręcz dopytywałam czy jest pewien tej decyzji.
Przyjechał na święta, nie pojechałam z nim do jego rodziny ( nie lubię i czuję się dobrze w takich sytuacjach,takiego otoczenia nie znamy z życia tylko z opowieści własnych). Spędziliśmy jeden dzień razem, on dopytywał o dalsze plany, ślub, rodzina itp. co o tym myślę. Nie zareagowałam jakoś entuzjastyczniej, mówiłam że może za 2- 3 lata jak się poznamy lepiej. Owszem, zakochana byłam i jestem jednak rozsądek podpowiada że tak jest właściwie. To że chciałabym tego nawet teraz nie znaczy że odważyłbym się to zrobić, nie znając go z życia na co dzień. Wyjechał, kolejny powrót miał być na stale przed weekendem majowym. Pojechałam na ten weekend do naszego rodzinnego miasta, tam mieliśmy się spotkać w połowie tego weekendu. Dzień przed jego przylotem, rozmawialiśmy przez telefon. Właściwie tak o niczym. Następnego dnia, po południu dowiedziałam się że on nie wsiadł do samolotu. Milion myśli, złość, żal,smutek i ogromne rozczarowanie, wstyd, upokorzenie przed bliskimi którzy wiedzieli że na niego czekam. Trzy dni później przyjeżdża, do miasta w którym mieszkam i pracuję, zostaje u mnie na tydzień. Zaczął szukać pracy ale mieszkania nie szuka, nie podoba mi się to, zaczynamy rozmawiać, znów jakieś wątpliwości o byłego, urodziny, brak zaufania do mnie itp. Po tygodniu ściągam hasło z kompa, bez nacisków sama z siebie. Idę do pracy, a on zostaje z moim kompem i czyta całą korespondencję moją na Skypie z moim byłym ( dodam że to mój dobry znajomy, kolega, przyjaciel i były współpracownik). Nadchodzi weekend, jadę do rodzinnego miasta, spotykamy się u mnie. Długo rozmawiamy, o tym co dalej o tym co na skypie. mówi że go to zabolało, jestem zła że to czytał. ( szczerze- tam same głupoty były, nic sensownego, takie gadanie ze znajomymi i też dobrze widać że z mojej strony to nie były bardzo miłe rozmowy raczej obojętne). Wydaje mi się że sobie to wyjaśniliśmy, wracam do mojego miasta gdzie pracuję i następnego dnia dowiaduję się że on pojechał za granicę. Rozmawiamy, kłócimy się, nie odzywamy się. Sytuacja powoli wraca do takiego poziomu że niby jest ok, ale nie jest. On co jakiś czas wyciąga jakieś niby "podejrzane" teksty z tego co przeczytał na skypie, na tyle ile mam sił to tłumaczę, wyjaśniam. Znalazł sobie tam nową pracę. On ma żal, nie ufa, nie wiem jak jest. Ja mam wiele żalu, smutku, rozczarowania. Nie wiem co myśleć, nie widzę żadnych rozwiązań i boję się podejmowania jakichkolwiek prób. Nie czuję się bezpiecznie w tej relacji, nie wiem co mogę powiedzieć a co nie, mam poczucie winy za relację z byłym. Co prawda nigdy nic przeciwko niemu nie zrobiłam, były był kolegą dla mnie cały czas i to w te złe i dobre dni. Jestem tutaj sama, nie mam jakiś mega bliskich znajomych, kogoś do kogo mogłabym się zwrócić. Były był takim psychicznym zapleczem że nawet jeśli tego nie zrobię to mam poczucie że zawsze mogę poprosić o pomoc. O tym też wiedział, wiedział że nie akceptuję związku na odległość, że to dla mnie za trudne,ale czekałam i wierzyłam-cierpliwie. Wczoraj, po meczu który gdyby nie jeden znajomy spędziłabym sama, bo nie mam tutaj z kim, czara goryczy się przelała. W ciągu dnia wysłałam mu 2 smsy, jeden z propozycją przyjazdu na weekend. Przez miesiąc nawet nie pytałam o to, on też nie proponował. Spotkałam się z reakcją ze może ja przyjadę do niego, gdzie wie ze nie mogę nawet jakbym bardzo, bardzo chciała, fizycznie nie jest to możliwe w mojej pracy, najwcześniej w lipcu, Wiem że on jakby chciał to by mógł. Potrafił z dnia na dzień wyjechać, nie mając już tam pracy i szukał nowej, potrafił nie wsiąść do samolotu żeby spędzić ze mną długi weekend tak jak planowaliśmy to gdyby naprawdę mu zależało to by przyleciał. Nie mam już siły rozmawiać, tłumaczyć, pytać, starać się i cierpieć ciągle w samotności.
Każda rada będzie cenna