Trudny związek - czy czas go zakończyć? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 24 ]

1 Ostatnio edytowany przez nologin (2017-08-30 14:50:30)

Temat: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Witam forumowiczki i forumowiczów. Wprawdzie nazwa forum jednoznacznie wskazuje, że przeznaczone jest ono dla kobiet ale mimo wszystko pozwolę sobie napisać posta. Wiem, że wiele mogę poczytać w archiwum tego forum oraz pogooglać, ale mam wrażenie, że to wszystko mi nie wystarcza. Mam nadzieję, że mój post nie zostanie odebrany jako niepotrzebny "spam". Do rzeczy...

Jestem w związku małżeńskim 4 lata. Nie mamy dzieci. Przed ślubem znaliśmy się drugie tyle czasu. Naprawdę bardzo kocham żonę. Już przed ślubem pojawiały się problemy, sprzeczki, często na tle niskiej samooceny żony albo niechęcni żony do mojej rodziny. Po ślubie mieliśmy czas gdzie wszystko było pięknie. Żonę czasem wkurzały przyjazdy osób z mojej rodziny, którzy byli przyzwyczajeni do częstych kontaktów, ale kontakty te ograniczyliśmy teraz do minimum - by pójść na "kompromis". Żona kontakt jedynie ze swoją najbliższą rodziną i ja tą rodzinę akceptuję i nigdy nie rzucam pod ich adresem nieprzyjemnych słów. Z biegiem czasu coraz częściej pojawiały się w naszym związku huśtawki. Jednego tygodnia lub miesiąca wszystko było pięknie by pewnego dnia wszystko zawalić. Bardzo mnie to wszystko irytowało. W momencie gdy czułem bezsilność by przekonać żonę do swoich racji miałem napady złości (podniesiony głos, wyjście z domu by ochłonąć, itp). Postanowiłem zacząć pracować nad moimi emocjami, bo przecież powinienem zacząć zmiany od siebie, a nie oczekiwać że coś się zrobi "samo". Początkowo pracowałem nad sobą sam, co dało częściowe rezultaty, a następnie udałem się po pomoc do psychologa. Dało to jeszcze lepsze efekty. Rzecz jasna zrobiłem to dla nas, dla związku. Dziś potrafię kontrolować swoje zachowania.

Żona często mówiła, że nie przewidziała, że bierze mnie nie samego ale z rodziną. Widać, dziś nie umie się z tym pogodzić. Taki stan rzeczy niestety tylko narastał na sile, a kolejne afery przeradzały się w coraz dłużej trwające ciche minuty, godziny, później nawet dni. Najczęściej to właśnie ja na końcu mówiłem żebyśmy może już wrócili do normalności. Bardzo dużo sprzeczek (~50%) zaczyna się od tematu mojego rodzeństwa, który to temat przywołuje najczęściej żona (żona nie ma rodzeństwa). Żona ma im jakby za złe, że coś im się w życiu zaczyna udawać (np. związki). Dodam, że żyjemy z żoną na lepszej stopie materialnej niż moje rodzeństwo ale wciąż słucham jak to oni mają dobrze i przez to żona nie chce ich znać... ale - jak dopowiada - "musi ich znosić".

Próbowałem już wielu metod poradzenia sobie z tematem. Rozmowy nie przynoszą skutków i zazwyczaj kończą się cichymi godzinami lub dniami. Żona nie widzi żadnego problemu w sobie. Widzi go odrobinę we mnie a zdecydowaną większość w moim otoczeniu. Wszystko zawsze obraca tak bym zaczął czuć się winny każdego naszego nieporozumienia. Często słyszę "znajdziesz sobie inną" i nawet nie wiem jaki ma cel takie sformułwanie, bo cały czas zapewniam żonę o mojej miłości dla niej. Żona obrażą się naprawdę bardzo łatwo i czasem próbuję postępować z nią niczym z jajkiem by na wszelki wypadek jej nie zdenerwować. Próbowałem żonę namówić do wspólnej pracy nad nami korzystając z porad specjalistów, ale wg. żony nie ma problemu i jeżeli go widzę to mam go rozwiązać ze specjalistą sam.

Sądzę, że żona chce mnie mieć tylko dla siebie na wyłączność i obawia się, że mnie straci. Z drugiej strony jednak wciąż powtarza, że powinienem pewnie sobie odejść bo jestem unieszczęśliwiany. Może po części to prawda bo od pewnego czasu mam huśtawki nastrojów. Czuję, że taki stan rzeczy mnie wyniszcza. Próbowałem zaczerpnąć porad w poradni rodzinnej ale to nie miało żadnego sensu, bo usłyszałem tylko szablonowe "śpiewki". Nie jestem pewien czy lekarstwem na każde problemy jest dawać siebie jeszcze więcej i więcej. Mam bardzo dużo wad, ale wydaje mi się że daję z siebie naprawdę dużo by trzymać ten związek w kupie. Mam obawy, że nie można tego tak ciągnąć w nieskończoność. Moja żona to wspaniała osoba i gdybym się cofnął w czasie to na 100% ponownie zwróciłbym na nią uwagę i się z nią pobrał. Chodzi jednak o że stan naszego związku powoli zaczyna mnie wykańczać i nie wiem czy jedyną drogą nie jest po prostu pójście w inne strony. Takie myśli w mojej głowie początkowo się nie pojawiały, później były całkowicie zagłuszane przez myśli o tym jak bardzo żonę kocham, ale dziś te myśli potrafią się nawet wydostać na zewnątrz czego dowodem jest ten post.

O co proszę formumowiczów? O pochylenie się nad tą konkretną sprawą i podzielenie się waszymi doświadczeniami. Z góry dziękuję.

Na koniec dodam czego najbardziej boję się w rozstaniu. Nie jest to strach przed samotnością, strach przed zmianą tylko trochę... Jest to przede wszystkim strach przed utratą tego co mam w życiu najcenniejsze - mojej jedynej miłości. Równie mocno boję się czy żona sobie beze mnie poradzi zarówno mentalnie jak i materialnie. Ona wydaje się bardzo twarda z zewnątrz ale wiem jak jest wrażliwa w środku.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Witaj. Jesli chcesz pomocy to tutaj jej nie znajdziesz. Na tym forum w 90% udzielają sie sflustrowane i pokrzywdzone kobiety które jedyne co potrafią to wyzywajac sie na innych zbluzgac z błotem. Zmień forum.

3

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Do osoby powyżej- jak już tutaj dajesz nikomu niepotrzebny upust swoim żalom to chociaż sprawdź w internecie jakimi trudnymi słowami się posługujesz.
Nie jestem sfrustrowana, nie pluję jadem i z chęcią dodam otuchy.
Rozumiem cię. To trudna sytuacja. Sama jestem bardzo rodzinna i czułabym się okropnie gdyby facet nie pozwalał mi na spotkania z rodziną. Twoja żona zachowuje się bardzo nie fair. Nie wiem do końca jak te spotkania z rodziną wyglądają- może faktycznie są na tyle często i czują się tak zadomowieni, że jej to przeszkadza? Mimo wszystko powinna spróbować zrozumieć. Związki polegają na kompromisach i rozmowie, a to, że ograniczyła ci spotkania z rodziną do minimum to nie kompromis. Nie jestem specjalistką- nie mam zbyt dużego doświadczenia, ale wiem, że dla kochanych osób byłam w stanie się przemęczyć w sytuacjach, które "mi nie leżały". Myślę, że powinna ci pozwolić na spotkania z rodziną, ale może pozwól jej ustalać kiedy ich chce i jak chciałaby żeby wyglądały.
Trochę mam wrażenie, że żadna z moich rad nie ma sensu, bo w sumie robisz już dużo rzeczy, które należy robić. To trudna kobieta, jakaś taka małostkowa, zawistna, paskudny charakter. Wiem, że ją kochasz i przepraszam za te niemiłe słowa, ale w obecności takiej osoby czułabym nieustającą frustrację (co upewnia mnie w przekonaniu, że mój były byłby kiepskim partnerem, bo podobne przejawiał skłonności).
Serio, nie wiem co mam ci powiedzieć. Z twojej strony wszystko wydaje się w porządku. Jedyne co mi przychodzi do głowy to to co tutaj napisałeś powinieneś jej powiedzieć- że jest ci przykro, bo rodzina jest dla ciebie bardzo ważna, że męczy cię jak ciągle musisz łagodzić konflikty. Może chwila przerwy dałaby jakiś rezultat. Jakby nabrała dystansu to może zrozumiałaby chociaż trochę co źle robi. Nie chcę niczego sugerować, bo jak już mówiłam nie mam doświadczenia, ale obawiam się, że mogą być z tym duże problemy. Czasem jak się trafi na mur to ciężko go rozbić.
Trzymam kciuki za tym, żeby się w końcu ogarnęła.

4 Ostatnio edytowany przez nologin (2017-08-30 16:54:04)

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Dziękuję za kilka słów otuchy ewuchaf. Nie masz za co przepraszać - nie napisałaś żadnych niemiłych słów pod adresem mojej żony.

Początkowo uwierzyłem żonie, że problemem jest moja rodzina i częstość kontaktów dlatego zostały one mocno ograniczone. Żona trochę się męczy podczas spotkań rodzinnych. Nie czuje się swobodnie. Ja doceniam to żę się poświęca (i mówię jej to). Nie wiem jednak ile ją to wewnętrznie kosztuje (nie mogę oceniać tego swoją miarą). Wolałbym do rodziny jeździć z żoną niż sam, ale niestety nasze sprzeczki pojawiają się nawet, gdy odwiedzam rodzinę lub znajomych sam (w żony odczuciu zostawiam ją samą). Widzimy się z rodziną raz na miesiąc czasem na dwa miesiące. Czy to często?... to rzecz zdecydowanie względna. Dla mnie jest to relatywnie rzadko ale nie narzekam. Nie jestem tu po to by się mazgaić tylko walczyć o związek lub poznać doświadczenia osób, z których wynika że da radę lub już nie da rady nic zrobić. Sęk jednak w tym, że zredukowane kontakty wcale nie pomogły rozwiązać naszych problemów w związku. Żona ma wewnętrzną niechęć do mojego rodzeństwa. Mówi to wprost, że nie chce się z nimi spotykać i ich znać. Tak - sądzę że małostkowość mogła tutaj mieć jakieś znaczenie. Mam wrażenie , że rodzeństwo jest tu tylko kozłem ofiarnym. Jeżeli nie rodzeństwo to "źródło problemu" mogłoby pojawić się gdzieś indziej. Mam przeczucie, że po prostu wewnętrznie jest jakiś niepokój i znajduje ujście akurat w kontaktach rodzinnych. Sądzę, że gdybym nie miał rodziny problemem mogłyby być zbyt bliskie relacje z kimś z kręgu znajomych. Z mojej strony na pewno nie jest wszystko w porządku (nigdy nie jest to końca w porządku i nawet nie mam świadomości co jest nie tak), ale się staram.

Chwila przerwy - może warto to rozważyć. Spróbuję to przemyśleć. Zastanawiam się w jakis sposób do tego podejść. Póki co będę dalej próbował przebić mur ale arsenał powoli się wyczerpuje :-(

5

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Uważam, że Twoja żona ma toksyczne zapędy. Sam powiedziałeś, że kontakty z Twoją rodziną są minimalne, ale to i tak za dużo? A jak wyglądają Wasze relacje poza tym tematem? Jak Wam się układa?

6

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Raz na miesiąc? Mieszkam z rodzicami i rodzina od strony taty przyjeżdża praktycznie co tydzień, czasem częściej smile Jak byłam dzieckiem to podobnie bywaliśmy u ciotek. Raz na miesiąc to naprawdę rzadko.
Nie wiem o co jej chodzi, ale bardzo kiepskie zachowanie z jej strony. Czy próbowaliście terapii małżeńskiej? Może gdyby spojrzała na to tak, że problem będziecie rozwiązywać wspólnie, a nie tylko ona swój to coś ruszy. Trudna partnerka.
PS. Kojarzy mi się to z moją daleką ciotką, która chowała się zawsze do pokoju obok albo uciekała do stodoły jak przyjeżdżaliśmy. Elementarne zasady dobrego wychowania nie działały.

7

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Drogi autorze. Opisałem nam tylko swój punkt siedzenia. Skoro Twoja żona jest taka anty to zapewne ma jakiś, chociaż najmniejszy powód. Widzisz, ja akurat jestem z tej drugiej strony. Też jestem anty i mój mąż też nie rozumiał czemu. Nie widział, że jest wykorzystywany prze z swoją siostrę i ma nie przecięta pepowine z matka. Dużo czasu minęło zanim przyznał mi rację.
Usiądź z żoną i bez nerwów, bez podnoszenia głosu porozmawiaj o tym. Otwórzcie wino, zróbcie przyjemny nastrój i po prostu ROZMAWIAJCIE. Niech Ci wyjasni jak ona to widzi. Nie krytykuj, nie przerywaj. Prześpij się z tym. To są jej odczucia. Może akurat coś z tego faktycznie jest przez Ciebie nie zauważane. Ona niech wysłucha Ciebie i znajdźcie kompromis. Może nie od razu. Może za miesiąc... Ale przynajmniej spróbujcie zrozumieć te druga stronę

8

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

blimka: Tak, niestety momentami to za dużo. Czasem w nerwach dowiaduję się, że najlepiej żeby tych kontaktów nie było w ogóle albo może raz na rok. Mowa o fizycznym spotkaniu. Poza kontaktami rodzinnymi jest różnie. Wspomniałem wcześniej, że jest czasem wspaniale, czasem ... nie do końca. Gdy jest wspaniale - czuję że jesteśmy dla siebie stworzeni (zainteresowania; czułość; wspólnie spędzony czas sprawia ogromną radość). Później to jednak pęka. Ciche dni. Foch, z nieznanej mi przyczyny pomimo spokojnych prób dowiedzenia się co zawiniłem i czy jest możliwość bym to naprawił. Jak napisałem - 50% sprzeczek jest pochodzenia rodzinnego lub z powodu znajomych. Pozostałe są o drobnostki: czegoś nie powiedziałeś, coś powiedziałeś ale domyśl się co, itp. Wiele z tych pozostałych sprzeczek ma pewnie uzasadnienie, wiele jednak - w moich oczach - nie. Na pewno nie są to na tyle ważne powody by długo się na siebie obrażać. Jestem może dziwny bo z jednej strony boli mnie gdy żona milczy (ciche dni) a z drugiej, gdy wbija słowną szpilkę w czułe miejsca. Jedno i drugie mnie wyniszcza choć na to drugie już się trochę uodporniłem (praca nad sobą).

ewuchaf: Zgadzam się z Tobą. To jest dość rzadko jak na moje standardy ale nie zamierzam się tutaj rozckliwiać nad sobą. Związek jest dla mnie ważny i dla niego jestem w stanie te kontakty ograniczyć (co też zrobiłem), ale nie zerwać. Niestety terapii dla par nie udało się podjąć. Żona była chętna... ale pod warunkiem że sam na nią będę chodził.

samotnax4: Bardzo bardzo dziękuję za odpowiedź z drugiej strony. Zgadzam się. Choćbym niewiadomo jak bardzo się starał to nie jestem w stanie przedstawić punktu widzenia drugiej strony (stąd pomysły terapii dla par). W moim odczuciu pępowinę od rodziców odciąłem dość dawno. Chyba, że źle interpretuję tą nieodciętą pępowinę. Może chęć odwiedzenia rodziny od czasu do czasu lub zaproszenia, tudzież spędzenia wspólnie weekendu możemy nazwać nieodciętą pępowiną. Jeżeli chodzi o wykorzystywanie ze strony rodzeństwa to na pewno tego nie ma bo są aktualnie w moim życiu obecni jedynie by dowiedzieć się co u nich się w ostatnich tygodniach wydarzyło. Małe powody niechęci do rodzeństwa są na pewno i jestem ich świadomy. Może chodzić głównie o rosnące uprzedzenia związane z odmiennym poglądem na życie oraz sposób bycia. Ale nie wiem jak da się to usprawnić. Uwierz mi proszę, że próbuję rozmawiać. Najczęściej jednak pytania które zadaję pozostają bez odpowiedzi. Jest w tym sporo mojej winy bo kiedyś prowadziliśmy rozmowy z przerywaniem lub krytyką. Dziś umiem już rozmawiać bez tego, ale nie wiem jak żonę odblokować.

9

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Nietwierdze, że Ty masz nie przecięta pepowine. Podałam tu przykład mojego męża. Też widywać matkę co jakiś czas, ale jak chciała, to leciał do niej nie patrząc na nasze plany. A telefony były codziennie.
Jeśli żona próbowała rozmawiać i kończyło się kłótnia, to nie dziwię się, że się zablokowała. Miałam to samo. Później jednym uchem mi wpadało, a drugim wypadało. 
Jak odblokowac żonę? Mi do głowy przychodzą tylko dwa sposoby. Jeden z nich to spakowane walizki i po prostu odejście. Drugi z nich to ROZMOWA rozpoczynająca się od słów " kocham Cię, ale prze z tą sytuację z moja rodzina są momenty, że czuje się nieszczesliwy"

10

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Dziękuję raz jeszcze samotnax4. Rozwiązania z rozmową w której mówię "kocham CIę" próbowałem wiele razy. Momentami jednak żona jest całkowicie obojętna na bodźce z zewnątrz (zamyka się w sobie). Po kilku dniach ten stan przechodzi. Żal mi jej bardzo bardzo bardzo - bo nie wiem co wewnętrznie wówczas przeżywa i nie umiem oraz nie mogę jej pomóc. Rozwiązania z odejściem rzecz jasna nie próbowałem. Chcę mieć pewność, że zrobiłem wszystko.

11

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Mam wrażenie, że Twoja żona chce Tobą rządzić i dominować nad Tobą. Wydaje mi się, że powinieneś jej pokazać, że nie powinna czuć się tak pewnie i rozstawiać Cię po kątach. Relacje z własną rodziną powinny być tylko Twoją sprawą, skoro nic jej nie zrobiła, a ona wobec niej ma wyimaginowane obiekcje.

12 Ostatnio edytowany przez nologin (2017-08-31 09:30:48)

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

blimka całkiem możliwe. Wierzę w ludzi i ich szczere i dobre intencje, a szczególnie jeżeli chodzi o bliskie osoby. Zdecydowanie najbliższą mi osobą jest żona. Może to trochę naiwne.

Jakiś czas temu podświadomie zachowywałem się jak bym chciał zakląć rzeczywistość i w jakiś cudowny sposób "odczarować" niechęć żony do mojej rodziny. Gdy zaś była na mnie obrażona z innych (często sobie tylko znanych) powodów "zagłaskać ją" miłym słowem, czułym dotykiem lub spojrzeniem bądź też wyznaniem po raz wtóry moich uczuć do niej (a przy okazji brakowało mi wzajemności w takich działaniach). Teraz wiem i jestem tego świadomy (psycholog tu pomógł), że to nie ma szans zadziałać. Czy żona chce mną dominować? Prawdopodobnie tak i pewnie moja naiwność częściowo w tym pomaga.

Czy da się z tym walczyć? Tego nie wiem i dlatego tu jestem. Może jest cień nadziei, że ktoś szepnie mi słowo, które zainspiruje mnie do lepszych/skuteczniejszych działań. Prawdę mówiąc każdy z waszych powyższych komentarzy był bardzo cenny i pozwala troszkę "przewietrzyć myśli".

Jeszcze tak na koniec... czasem metody których używa żona w zachowaniach do mnie widzę w zachowaniu jej mamy... wobec własnej córki (jest dobrze, później odcięcie się, a po pewnym czasie przejście do porządku dziennego jakby nigdy nic).

13

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?
nologin napisał/a:

Jeszcze tak na koniec... czasem metody których używa żona w zachowaniach do mnie widzę w zachowaniu jej mamy... wobec własnej córki (jest dobrze, później odcięcie się, a po pewnym czasie przejście do porządku dziennego jakby nigdy nic).

Niektórzy ludzie posiadają taka osobowość, że nie znoszą stagnacji i nie może być wokoło niej zgody i spokoju.
To co piszesz może sugerować, ze Twoja żona potrzebuje konfliktu i powodu do tego, aby wiecznie Cię o cos obwiniać. Może jest tak, że rodzina to tylko pretekst. Jak zniknie rodzina, to zacznie się np. praca. Zawsze będzie coś co spowoduje, ze może dostać "usprawiedliwionego" focha. Inna sprawa to zawiść. Jest zazdrosna, że komuś w Twojej rodzinie powodzi się lepiej, a to zły objaw, bo w każdym otoczeniu zawsze komuś jest lepiej. Dziś zaczyna Ci to przeszkadzać ale za parę lat będzie nie do zniesienia..
Czy Wy macie wspólnych znajomych?
Jak Twoja żona jest postrzegana towarzysko ?

14

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Dziękuję za odpowiedź takata. Brzmi to bardzo niepokojąco. Czy wiesz gdzie mogę poczytać więcej na temat tego typu osobowości?

Zgadzam się w 100% że temat rodziny to może być tylko pretekst co zresztą nadmieniłem w jednym z wcześniejszych postów. Znajdują się czasem tematy poboczne, które doprowadzają do cichych dni, tak jak wspomniałem np. że coś powiedziałem nie tak (użyłem złego słowa) i po pewnym czasie temat ucicha a ja czasem się dowiaduję, że powiedziałem nie to co żona chciała usłyszeć.

Zawiść również bardzo mnie niepokoi bo rzeczywiście zawsze jest ktoś kto ma lepiej i to na różnym gruncie. Szczególnie wyniszczające jest to gdy zaczynamy siebie porównywać: jeden ma lepsze to, drugi tamto a trzeci jeszcze coś i budujemy w głowie ideał (zlepek tych trzech różnych "lepsze"), którego nie da się osiągnąć. Przeszkadza mi to od dawna, powoli rzeczywiście zaczyna to być nie do zniesienia.

Wspólni znajomi, hmmm. zależy jak na to spojrzeć. Z jednej strony spotykamy się z ludźmi, którzy pojawili się w naszym związku na *stałe* od kiedy jesteśmy parą. Znajomych mam z przeszłości: ze szkoły, studiów, pracy, do tego moje rodzeństwo również w tym kręgu znajomych się znajdowało/znajduje. Podobnie żona ma znajomości z lat dziecięcych, szkoły, studiów a nawet pracy. Jej znajomości nie są jednak tak stałe. Czasem koleżanka sprzed lat jest dobra, po czym znajomość milknie na pół roku. Podobne znajomośći ma mama żony. Z koleżankami z pracy u żony jest tak, że po prostu pojawiają się, a później znikają. Z jednej strony to rozumiem bo nie zawsze jesteśmy w stanie trafić na osoby, które w pełni pasują do nas. Niepokoi mnie, że wystarczy drobnostka między żoną, a "nabytą" znajomą by dowiedzieć się, że przecież "znajomi to tylko znajomi, dziś jedni a jutro inni". Żona bardzo mocno angażuje się w nowe znajomości i "drobnostką" o której wspomniałem jest czasami brak odwzajemnienie takiego samego zaangażowania z tej drugiej strony. Wobec moich znajomych (tych których żona polubiła) jest naprawdę ciepłą i uprzejmą osobą. Jeżeli kogoś gościmy to bardzo dobrze potrafi przyjąć taką osobę. Jak wspomniałem wcześniej, wg. mnie żona to na prawdę wspaniała osoba. Nikt ze znajomych nie powiedział mi nigdy szczerze, że coś im w żonie nie pasuje. Może widzą, że jesteśmy "szczęśliwą" parą i nie chcą tego psuć. Może nie mają odwagi. Chyba będę musiał wprost o takie opinie zapytać. Nie chcę jednak robić nic za plecami żony. Jeszcze raz podkreślę, że na prawdę ją kocham i mam nadzieję, że ona mnie też.

15

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Nie chciałabym "diagnozować" Twojej żony przez internet, bo byłoby to skrajnie nieodpowiedzialne, gdyż przyczyn jej zachowań może być dużo.
Jesteście 8 lat ze sobą, nie macie dzieci, wiec może tu jest problem..
Myślę, że warto o tym porozmawiać ze specjalistą, który oceni wszystkie aspekty Waszego małżeństwa i zweryfikuje to z potrzebami Twojej żony.

Najważniejsze że dostrzegasz problem i chcesz cos z tym zrobić, bo jeśli nie dogadacie się ze sobą w tym zakresie, to marne szanse na doczekanie złotych godów..

16

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Współczuję Ci, jesteś na początku drogi, dostrzegasz, że żona postępuje okrutnie i źle ale to bagatelizujesz. Moim zdaniem z czasem będzie gorzej, twoja żona nie widzi powodu, dla którego miałaby nad sobą pracować. Ma swój określony punkt widzenia i to inni muszą się podporządkować. Nie lubi Twojego rodzeństwa bo stanowi ono zagrożenie- to są ludzie, którzy mogą być wsparciem i wskazać ci inną drogę. Już dziś jest widoczne, że celem twojej żony jest zawłaszczenie Ciebie, podporządkowanie swoim planom. Następnym etapem będzie urodzenie dziecka- wtedy w pełni odkryjesz naturę małżonki. W tym temacie jestem pesymistką:(

17 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-08-31 13:08:10)

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Autorze byc moze czesciowo rozumiem Twoja zone..a byc moze nie.
Ja rowniez jestem jedynaczka  i zona czlowieka ktory ma rodzenstwo i to liczne. Ja podobnie jak Twoja zona nie bylam przyzwyczajona do tego zeby kazdy weekend spedzac odwiedzajac sie ze szwagierkami i szwagrami. Jako jedynak jestem przyzwyczajona do pewnego rodzaju samotnosci i pasuje mi czasem a nawet czesciej niz czasem weekend tylko we dwoje z mezem. Dodatkowo nie moge miec dzieci i o ile teraz nie stanowi to juz problemu (conajwyzej nudzi mnie sluchanie jak Krzysio zrobil sliczna kupke a Marysia narysowala kotka) to na etapie kiedy mi na tym bardzo zalezalo draznily mnie niemilosiernie te wspolne spotkania obiadki gadki i zwyczajnie cierpialam sluchajac o tym jak ktora sie czuje w ciazy jakie spioszki kupila itp a jak na zlosc trajkotaly o tym przy mnie non stop. Czulam sie przez to ta gorsza wybrakowana, ktora nie daje mezowi szczescia. Cierpialam przez ich niedelikatnosc (pewnie niezamierzona) i przez to budowalam dystans. Pozostal on we mnie poniekad do dzis ale nie az tak zeby ich nienawidzic czy nietolerowac. Lubie nawet rodzentwo meza ale w rozsadnych "dawkach". Czy nie jest tak ze Twoja zona z jakis przyczyn (byc moze podobnych do moich) nie toleruje Twoich bliskich?   Pytales ja o co konkretnie chodzi w stwierdzeniu ze maja lepiej niz Wy? Bo mnie powiedzenie mezowi o co chodzi.pomoglo bardzo. On przestal naciskac na czeste widzenie z rodzina a ja przestalam tez traktowac te wizyty jako zlo konieczne.
Jesli natomiast chodzi tylko o niechcenie kontaktu "bo nie" to moze byc niestety tak ze zona chce Cie poprostu zdominowac na maxa i odsunac od.osob ktore moglyby ewentualnie pomoc przejrzec Ci na oczy. A jesli tak jest...to srednio to widze hmm

18 Ostatnio edytowany przez nologin (2017-08-31 13:39:25)

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

takata: Zgadza się, nie da się kogoś zdiagnozować przez internet a szczególnie po kilku postach. Zbieram jednak tak dużo informacji jak tylko mogę. Brak dzieci raczej nie jest tu problemem bo oboje deklarujemy niezależnie od siebie, że póki co nie chcemy potomstwa. Proszę o jak najwięcej informacji tylko by wiedzieć gdzie i jak mogę szukać pomocy. Kontakt ze specjalistą jest wskazany, dlatego zacząłem od siebie ... mając nadzieję że jest szansa by żona też "na to poszła".

kejt38: Proszę, czy mogłabyś rozwinąć myśl, że bagatelizuję to że żona postępuje źle? Możliwe, że gdzieś coś przeoczyłem. Nie chcę się zamykać na jakikolwiek sposób myślenia, dlatego poszukuję inspiracji tutaj gdzie mogę liczyć na opinię osób trzecich. Dostrzegłem problem i spróbowałem z nim walczyć. Chcę zrobić wszystko co w mojej mocy zanim się poddam. Czy możesz mi podpowiedzieć co masz na myśli, że poznam prawdziwą naturę małżonki po urodzeniu dziecka? Chodzi Ci, że dziecko stałoby się "kartą przetargową"? Nie jestem gotów na potomstwo jeżeli miałbym mu zaoferować poligon złych emocji. Wiadomo, że to by się później odbiło na psychice takiego dziecka.

EDIT

feniks35: Super, że jest spojrzenie z drugiego punktu. Jak wspomniałem - bardzo mi na tym zależy żeby patrzeć maksymalnie szeroko i nie zamykać się w jednym punkcie. Przez kilka lat to robiłem, ale to nie była dobra "taktyka". Nie spędzamy każdego weekendu u rodzin. Większość weekendów mamy dla siebie - tylko dwojga. Lubię spędzać czas samotnie z żoną. W mojej rodzinie jest "zwyczaj" spędzania czasu w grupie. Zrozumiałem bardzo dawno, że żonie to nie odpowiada i powiedziałem to członkom rodziny, czego nie potrafili zrozumieć. Tłumaczyłem im jednak, że kocham żonę, to przemówiło i się zdystansowali. To pozostawiło nam "przestrzeń", której potrzebuje nasz związek. Nie muszę pytać co żona ma na myśli mówiąc że mają lepiej niż my. Czasem wyrzuca to z siebie sama. A to zmiana pracy kogoś z rodzeństwa lub ich partnerów; a to planowane zaręczyny; ślub kogoś z kuzynostwa; dobry kontakt partnerów mojego rodzeństwa z moimi rodzicami; wspólny wyjazd rodziców z moim rodzeństwem i ich partnerami (my odmawiamy). Czasem też jest tak, że koleżanka z pracy ma lepszych teściów albo szwagrów itp. Trudno mi na to odpowiadać. Kiedyś reagowałem tak jak na każdą niemoc - zdenerwowaniem. Teraz reaguję przygnębieniem. Żona zbudowała dystans do członków rodziny bo kiedyś pragnęli częstszego kontaktu; mieli pomysły które nie podobały się żone (wspólny wyjazd, zaproszenie na dłuższy pobyt u nich, itp.). Czasem mam jakby nadzieję, że idzie ku lepszemu bo żona proponuje wspólny obiad u nas gdzie zaprasza rodziców ... chcąc uniknąc by pojawiło się rodzeństwo. Ja później dostaję z tego powodu przytyki od rodziców, którym nie pasuje że się dystansujemy od rodzeństwa (jak widzicie nie mam tu wsparcia). Komunikuję im jednak wyraźnie, że nie będę postępował tak by zadowolić ich oczekiwania. No ale po tym "idzie ku lepszemu" przychodzi twarde lądowanie.

19

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?
nologin napisał/a:

takata: Zgadza się, nie da się kogoś zdiagnozować przez internet a szczególnie po kilku postach. Zbieram jednak tak dużo informacji jak tylko mogę. Brak dzieci raczej nie jest tu problemem bo oboje deklarujemy niezależnie od siebie, że póki co nie chcemy potomstwa. Proszę o jak najwięcej informacji tylko by wiedzieć gdzie i jak mogę szukać pomocy. Kontakt ze specjalistą jest wskazany, dlatego zacząłem od siebie ... mając nadzieję że jest szansa by żona też "na to poszła".

kejt38: Proszę, czy mogłabyś rozwinąć myśl, że bagatelizuję to że żona postępuje źle? Możliwe, że gdzieś coś przeoczyłem. Nie chcę się zamykać na jakikolwiek sposób myślenia, dlatego poszukuję inspiracji tutaj gdzie mogę liczyć na opinię osób trzecich. Dostrzegłem problem i spróbowałem z nim walczyć. Chcę zrobić wszystko co w mojej mocy zanim się poddam. Czy możesz mi podpowiedzieć co masz na myśli, że poznam prawdziwą naturę małżonki po urodzeniu dziecka? Chodzi Ci, że dziecko stałoby się "kartą przetargową"? Nie jestem gotów na potomstwo jeżeli miałbym mu zaoferować poligon złych emocji. Wiadomo, że to by się później odbiło na psychice takiego dziecka.

EDIT

feniks35: Super, że jest spojrzenie z drugiego punktu. Jak wspomniałem - bardzo mi na tym zależy żeby patrzeć maksymalnie szeroko i nie zamykać się w jednym punkcie. Przez kilka lat to robiłem, ale to nie była dobra "taktyka". Nie spędzamy każdego weekendu u rodzin. Większość weekendów mamy dla siebie - tylko dwojga. Lubię spędzać czas samotnie z żoną. W mojej rodzinie jest "zwyczaj" spędzania czasu w grupie. Zrozumiałem bardzo dawno, że żonie to nie odpowiada i powiedziałem to członkom rodziny, czego nie potrafili zrozumieć. Tłumaczyłem im jednak, że kocham żonę, to przemówiło i się zdystansowali. To pozostawiło nam "przestrzeń", której potrzebuje nasz związek. Nie muszę pytać co żona ma na myśli mówiąc że mają lepiej niż my. Czasem wyrzuca to z siebie sama. A to zmiana pracy kogoś z rodzeństwa lub ich partnerów; a to planowane zaręczyny; ślub kogoś z kuzynostwa; dobry kontakt partnerów mojego rodzeństwa z moimi rodzicami; wspólny wyjazd rodziców z moim rodzeństwem i ich partnerami (my odmawiamy). Czasem też jest tak, że koleżanka z pracy ma lepszych teściów albo szwagrów itp. Trudno mi na to odpowiadać. Kiedyś reagowałem tak jak na każdą niemoc - zdenerwowaniem. Teraz reaguję przygnębieniem. Żona zbudowała dystans do członków rodziny bo kiedyś pragnęli częstszego kontaktu; mieli pomysły które nie podobały się żone (wspólny wyjazd, zaproszenie na dłuższy pobyt u nich, itp.). Czasem mam jakby nadzieję, że idzie ku lepszemu bo żona proponuje wspólny obiad u nas gdzie zaprasza rodziców ... chcąc uniknąc by pojawiło się rodzeństwo. Ja później dostaję z tego powodu przytyki od rodziców, którym nie pasuje że się dystansujemy od rodzeństwa (jak widzicie nie mam tu wsparcia). Komunikuję im jednak wyraźnie, że nie będę postępował tak by zadowolić ich oczekiwania. No ale po tym "idzie ku lepszemu" przychodzi twarde lądowanie.

Hmm to slabo to widze bo wyglada na to ze przez Twoja zone przemawia taki egoizm "jedynaka". (Pisze w cudzyslowiu bo ja akurat az tak egoistyczna nie jestem wink ) Rodzicow miala tylko dla siebie i teraz tesciow chce miec rowniez tak jakby tylko dla Was a Twoje rodzenstwo postrzega jako rywali o ich uwage i sympatie.

20 Ostatnio edytowany przez nologin (2017-08-31 15:57:26)

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Rzeczywiście, żona chyba ma coś takiego jak ten egoizm jedynaczki. Tak jak wspomniałem wcześniej kontakty z jej znajomymi czsem urywają się, bo ktoś nie może się w 100% zaangażować w relację - koleżanka ma inne koleżanki, itp .. a żona jest tylko jedną znich i czuje jakby rywalizację o tę koleżankę. Chyba tak samo jest wobec mnie (żona vs rodzina), moich znajomych (żona vs znajomi), rodzeństwo (żona vs rodzeństwo), ... i tam mogę mnożyć. Przeglądam na oczy a to podstawa.

No cóż, chcę walczyć dalej i będę zrobię to. Łatwo nie składam broni gdy mi bardzo zależy. Przestaję już tylko siebie samego oszukiwać. Dziękuję wam za słowa otuchy, słowa sprowadzania na ziemię, słowa które poddają refleksji moje zachowania. Wiecie jak to jest: nadzieja zawsze w głowie pozostaje i jest na tyle silna, że gdy prowadzę dialog ze sobą to ta nadzieja przezwycięża pustkę, zrezygnowanie i chęć poddania się. Niestety jednak kiedyś może przyjść kres. Dlatego potrzebuję by ktoś mógł na to wszystko spojrzeć z zewnątrz.

feniks35: Jeszcze tylko jedno pytanie. Nigdy nie będę w stanie w pełni się postawić w pozycji żony bo jedynakiem nie jestem. Nie zrozum mnie źle. Napisałaś wprawdzie, że nie masz dużo tego "egoizmu jedynaka", ale czy udawało Ci się w jakiś sposób wyeliminować w sobie przebłyski tego typu "egoizmu" czy raczej to jest zakorzenione i trudne do wyeliminowania? Myślę i szukam, ale nie mam w kręgu znajomych jedynaka, którego mógłbym o to zapytać. Wszyscy mają rodzeństwo.

21

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Po jednej z rozmów z żoną (w którą to rozmowę żona troszkę się zaangażowała) stwierdziłem, że mamy trudne charaktery. Nie chodzi tu o to by odbierała to jako krytykę dlatego bardzo wyraźnie podkreśliłem, że OBOJE mamy trudne charaktery. Dodałem, że chciałbym żebyśmy wspólnie nad tym pracowali. Odparła, że widziałem co biorę. W dalszym ciągu rozmowy powiedziałem, że nie robiliśmy zbyt wiele, gdy pojawiały się sygnały, że coś jest nie tak w związku i przechodziliśmy do porządku dziennego po krótkich sprzeczkach. Żona powiedziała tylko, że to jedynie moje zdanie, ale pomimo mojego zainteresowania nie chciała uzasadnić jakie kroki poczyniliśmy. Powiedziałem, że tak, pracowaliśmy nad sobą zarówno żona jak i ja, ale nie pracowaliśmy razem, a jedynie każde z osobna. Niestety nie podjęła tematu dalej. Znów przemawia chyba moja naiwność, bo po burzliwych momentach przychodzi chwila wyciszenia. To zaś podbudowuje moją nadzieję.

22 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-09-01 15:05:24)

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?
nologin napisał/a:

Rzeczywiście, żona chyba ma coś takiego jak ten egoizm jedynaczki. Tak jak wspomniałem wcześniej kontakty z jej znajomymi czsem urywają się, bo ktoś nie może się w 100% zaangażować w relację - koleżanka ma inne koleżanki, itp .. a żona jest tylko jedną znich i czuje jakby rywalizację o tę koleżankę. Chyba tak samo jest wobec mnie (żona vs rodzina), moich znajomych (żona vs znajomi), rodzeństwo (żona vs rodzeństwo), ... i tam mogę mnożyć. Przeglądam na oczy a to podstawa.

No cóż, chcę walczyć dalej i będę zrobię to. Łatwo nie składam broni gdy mi bardzo zależy. Przestaję już tylko siebie samego oszukiwać. Dziękuję wam za słowa otuchy, słowa sprowadzania na ziemię, słowa które poddają refleksji moje zachowania. Wiecie jak to jest: nadzieja zawsze w głowie pozostaje i jest na tyle silna, że gdy prowadzę dialog ze sobą to ta nadzieja przezwycięża pustkę, zrezygnowanie i chęć poddania się. Niestety jednak kiedyś może przyjść kres. Dlatego potrzebuję by ktoś mógł na to wszystko spojrzeć z zewnątrz.

feniks35: Jeszcze tylko jedno pytanie. Nigdy nie będę w stanie w pełni się postawić w pozycji żony bo jedynakiem nie jestem. Nie zrozum mnie źle. Napisałaś wprawdzie, że nie masz dużo tego "egoizmu jedynaka", ale czy udawało Ci się w jakiś sposób wyeliminować w sobie przebłyski tego typu "egoizmu" czy raczej to jest zakorzenione i trudne do wyeliminowania? Myślę i szukam, ale nie mam w kręgu znajomych jedynaka, którego mógłbym o to zapytać. Wszyscy mają rodzeństwo.

Z tym egoizmem jest roznie u roznych ludzi. Moj egoizm objawial /objawia sie glownie tym ze nie jestem przyzwyczajona do grupowego spedzania czasu i zycia problemami innych i innych moimi. Zawsze radzilam sobie ze swoimi problemami sama a czyjes sprawy owszem interesowaly mnie ale w kameralnym gronie a nie ze siedzmy wszyscy razem zwierzamy sobie dzielmy radosciami i smutkami.  To mi zostalo do tej pory. Moje zycie jest moje nie lubie zeby za duzo osob w nie wnikalo mialo wiedze co sie dzieje czy wrecz ingerowalo. Ja nawet nie lubie nocowac u kogos bo usztywniam sie, czuje nieswojo. To mi sie raczej nie zmieni. Oczywiscie przelamuje sie ale to nie sa przeblyski ze mi sie myslenie zmienia tylko raczej swiadomosc ze czasem powinnam sie nagiac pod potrzeby meza. Nie zrozum mnie zle Autorze nie jestem jaka dzika i antyspoleczna, wrecz przeciwnie ale to sa relacje bardziej kameralne( ja i ktos mi bliski- wybrany przeze mnie) a nie grupowe
Edit: nie zmieni mi sie to rowniez dlatego ze tak jak pisalam w rodzinie mojego meza tematem nr jeden sa dzieci. Wszystko sie kreci wokol nich i panuje ogolnie nasatwienie ze wszystko na nich powinno byc skupione. Ja nie mam dzieci wiec nie czuje tego klimatu i pomijajac ze mnie to nudzi to nie rozumiem ze czasem nie mozna poplotkowac o d..maryni napic sie piwa czy pogadac o babskich sprawach. Ja na tych spotkaniach jestem obecna ale bardziej cialem niz duchem. Z osoby raczej rozmownej i kontaktowej zmieniam.sie w mruka. Nie daze wiec za bardzo zeby ten stan rzeczy zmienic. Nie traktuje spotkan jak zlo konieczne ale tez nie zabiegam o nie.

23 Ostatnio edytowany przez nologin (2017-09-01 15:28:47)

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?
feniks35 napisał/a:

Z tym egoizmem jest roznie u roznych ludzi. Moj egoizm objawial /objawia sie glownie tym ze nie jestem przyzwyczajona do grupowego spedzania czasu i zycia problemami innych i innych moimi. Zawsze radzilam sobie ze swoimi problemami sama a czyjes sprawy owszem interesowaly mnie ale w kameralnym gronie a nie ze siedzmy wszyscy razem zwierzamy sobie dzielmy radosciami i smutkami.  To mi zostalo do tej pory. Moje zycie jest moje nie lubie zeby za duzo osob w nie wnikalo mialo wiedze co sie dzieje czy wrecz ingerowalo. Ja nawet nie lubie nocowac u kogos bo usztywniam sie, czuje nieswojo. To mi sie raczej nie zmieni. Oczywiscie przelamuje sie ale to nie sa przeblyski ze mi sie myslenie zmienia tylko raczej swiadomosc ze czasem powinnam sie nagiac pod potrzeby meza. Nie zrozum mnie zle Autorze nie jestem jaka dzika i antyspoleczna, wrecz przeciwnie ale to sa relacje bardziej kameralne( ja i ktos mi bliski- wybrany przeze mnie) a nie grupowe.

Dziękuję Ci za odpowiedź. To mi bardzo pomaga bo dostrzegam bardzo dużo podobieństw z tym jak jest u żony. Nie twierdzę, że jest tu coś złego i nie pomyślałbym nawet, że jesteś aspołeczną osobą już tym bardziej dziką (żonę uważam za dobrą osobę a ma bardzo podobne cechy - pewnie tylko bardziej nasilone). Pewne osoby z mojej rodziny (nie będę wskazywał konkretnie) mają takie myślenie, że gdy ktoś jest "inny" to jest tu coś nie tak (a może to nawet złe) i trzeba to zmienić. Może jeszcze nawet zmanipulować tą "inną" osobę. Ja do takich zabiegów nawet nie próbowałem się zabierać bo to po prostu niemoralne i nie w moim stylu. W małżeństwie nauczyłem się, że każda osoba może otwierać drzwi na zupełnie inny świat. Cała sztuka to jak te różne światy łączyć, bo nie można na siłę kogoś przenieść z jednego świata na stałe do innego. Może nie stałem się jeszcze budowniczym mostów między tymi światami, ale małą kładkę potrafię zbudować.

Teraz do rzeczy. Moja żona również woli kameralne grono i ja się tego od niej nauczyłem. O kontakty towarzyskie nie zabiega na siłę, woli jeżeli ktoś by zabiegał. Ttak jak wspomniałem wcześniej chciałaby, żeby jej koleżanki podchodziły do kontaktów na 100% zaangażowania albo koniec i dana osoba siłą rzeczy trochę wypada poza kameralny krąg. Nocowanie i to, że czujesz się nieswojo. Widzę kolejne ogromne podobieństwo. Żona też czuje się niedobrze, więc nie przymuszałem jej i nie ma żadnego nocowania u mojej rodziny - jeżeli już to u teściowej.

Jest pewna różnica, którą dostrzegam u Ciebie i żony. Jeżeli żona lubi kameralne grono to nie wiem po co interesuje się wszystkimi wkoło (plotki, ploteczki, itp). To jakby takie oglądanie telenoweli z tą różnicą, że później się wszystkim umartwia, bardziej nasila niechęć ale z niecierpliwością czeka na kolejny odcinek. Czasem nie może wytrzymać i wymusza bym wypytał o coś ludzi, których przecież tak nie lubi (moje rodzeństwo) ... a ja osoba potencjalnie bardziej zainteresowana nie czuję potrzeby by swój nos wtykać wszędzie. Możliwe, że tu jest ten problem. Taki paradoks. Jakby myślenie w stylu: nie lubię, nie chcę się spotykać, ale chcę wiedzieć wszystko i najlepiej żeby to były neutralne lub złe informacje, a że ostatnio są dobre to "nie mogę tego znieść".

24 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-09-01 15:53:46)

Odp: Trudny związek - czy czas go zakończyć?
nologin napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Z tym egoizmem jest roznie u roznych ludzi. Moj egoizm objawial /objawia sie glownie tym ze nie jestem przyzwyczajona do grupowego spedzania czasu i zycia problemami innych i innych moimi. Zawsze radzilam sobie ze swoimi problemami sama a czyjes sprawy owszem interesowaly mnie ale w kameralnym gronie a nie ze siedzmy wszyscy razem zwierzamy sobie dzielmy radosciami i smutkami.  To mi zostalo do tej pory. Moje zycie jest moje nie lubie zeby za duzo osob w nie wnikalo mialo wiedze co sie dzieje czy wrecz ingerowalo. Ja nawet nie lubie nocowac u kogos bo usztywniam sie, czuje nieswojo. To mi sie raczej nie zmieni. Oczywiscie przelamuje sie ale to nie sa przeblyski ze mi sie myslenie zmienia tylko raczej swiadomosc ze czasem powinnam sie nagiac pod potrzeby meza. Nie zrozum mnie zle Autorze nie jestem jaka dzika i antyspoleczna, wrecz przeciwnie ale to sa relacje bardziej kameralne( ja i ktos mi bliski- wybrany przeze mnie) a nie grupowe.

Dziękuję Ci za odpowiedź. To mi bardzo pomaga bo dostrzegam bardzo dużo podobieństw z tym jak jest u żony. Nie twierdzę, że jest tu coś złego i nie pomyślałbym nawet, że jesteś aspołeczną osobą już tym bardziej dziką (żonę uważam za dobrą osobę a ma bardzo podobne cechy - pewnie tylko bardziej nasilone). Pewne osoby z mojej rodziny (nie będę wskazywał konkretnie) mają takie myślenie, że gdy ktoś jest "inny" to jest tu coś nie tak (a może to nawet złe) i trzeba to zmienić. Może jeszcze nawet zmanipulować tą "inną" osobę. Ja do takich zabiegów nawet nie próbowałem się zabierać bo to po prostu niemoralne i nie w moim stylu. W małżeństwie nauczyłem się, że każda osoba może otwierać drzwi na zupełnie inny świat. Cała sztuka to jak te różne światy łączyć, bo nie można na siłę kogoś przenieść z jednego świata na stałe do innego. Może nie stałem się jeszcze budowniczym mostów między tymi światami, ale małą kładkę potrafię zbudować.

Teraz do rzeczy. Moja żona również woli kameralne grono i ja się tego od niej nauczyłem. O kontakty towarzyskie nie zabiega na siłę, woli jeżeli ktoś by zabiegał. Ttak jak wspomniałem wcześniej chciałaby, żeby jej koleżanki podchodziły do kontaktów na 100% zaangażowania albo koniec i dana osoba siłą rzeczy trochę wypada poza kameralny krąg. Nocowanie i to, że czujesz się nieswojo. Widzę kolejne ogromne podobieństwo. Żona też czuje się niedobrze, więc nie przymuszałem jej i nie ma żadnego nocowania u mojej rodziny - jeżeli już to u teściowej.

Jest pewna różnica, którą dostrzegam u Ciebie i żony. Jeżeli żona lubi kameralne grono to nie wiem po co interesuje się wszystkimi wkoło (plotki, ploteczki, itp). To jakby takie oglądanie telenoweli z tą różnicą, że później się wszystkim umartwia, bardziej nasila niechęć ale z niecierpliwością czeka na kolejny odcinek. Czasem nie może wytrzymać i wymusza bym wypytał o coś ludzi, których przecież tak nie lubi (moje rodzeństwo) ... a ja osoba potencjalnie bardziej zainteresowana nie czuję potrzeby by swój nos wtykać wszędzie. Możliwe, że tu jest ten problem. Taki paradoks. Jakby myślenie w stylu: nie lubię, nie chcę się spotykać, ale chcę wiedzieć wszystko i najlepiej żeby to były neutralne lub złe informacje, a że ostatnio są dobre to "nie mogę tego znieść".

Z byciem wymagajaca z relacjach mam tak samo. Nie uznaje prowizorki ja bardzo dbam o bliska osobe i oczekuje wzajemnosci. Gdy ktos sie oddala walcze o ta relacje a jesli jest to walka przegrana to w sumie ta osoba znika dla mnie z kregu znajomych. Nie ze ja olewam gdy sie odezwie nienawidze czy cos ale nie dzwonie nie pisze nie interesuje  sie juz. Sama sie nieraz dziwie ze emocjonalnie z mega zaangazowanej zmieniam sie w obojetna. Nie mam potrzeby kolegowania sie bo kolegow i kolezanki mam w pracy itp.
Z zaintwresowaniem tez nie jest tak ze nie chce nic o nikim wiedziec ale nie wnikam za gleboko nie podpytuje. Jesli sie interesuje to powierzchownie ale glebokie zainteresowanie wyrazam tylko dla osob mi bliskich. Nie jestem tez zazdrosna o sukcesy. Owszem bolalo mnie serce gdy szwagierki rodzily dzieci a ja bezskutecznie walczylam o swoje ale nie bylo to na zasadzie by im sie tez nie powiodlo tylko ze chcialabym tez byc na ich miejscu.
Edit: jeszcze jedno. Ja byc moze podswiadomie a byc moze mi sie wydawalo ale wyczuwalam ze to moje inne podejscie nie jest zbyt akcetpowane przez rodzine meza i to mnie jeszcze bardziej od nich odpychalo. Niby nic wprost nie padlo ale umialam czytac miedzy wierszami ze jestem postrzegana jako ta "inna". Dzis jest nieco inaczej bo wszyscy maja swoje rodziny dzieci problemy i sami dosc mocno odpusclili to zycie we wspolnocie ale kiedys dalo sie wyczuc ze troche ich irytuje fakt ze nie umiem sie dopasowac.

Posty [ 24 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Trudny związek - czy czas go zakończyć?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024