Witam
Piszę ponieważ chciałabym się poradzić w pewnej sprawie która dotyczy mego życia uczuciowego z moim chłopakiem.
Mam 20 lat z moim chłopakiem M jestesmy razem od 2,5 roku. Wszystko układało się szczęśliwie między nami, był najważniejszym sensem mojego życia, dla niego stracilam kontakt z moimi przyjaciółkami aby spędzać z nim każdą wolną chwilę, uważałam go za swój ideał jednak wszystko się zmienilo po tamtych wakcjach.
W zeszle wakacje bylismy razem w pracy za granica, bylo cudownie spedzalismy czas jedynie ze soba, zarobilismy pieniadze a takze mielismy fajne wakacje. Gdy wrocilismy we wrzesniu ja zajelam sie szkola bo w tym roku pisalam mature i musialam zajac sie nauka ale normalnir spotykalismy sie codziennie i wszystko bylo ok. Moj chlopak szukal pracy choc bezskutecznie bo w naszej miejscowosci ciezko z praca..dlatego postanowilismy ze wyjedziemy po mojej maturze za granice i sprobujemy swoje, wlasne zycie tylko ze soba, chcielismy zaczac od tej pracy co w tamte wakacje a potem bedac na miejscu szukac czegos nowego. Bylam bardzo szczesliwa z tego powodu poniewaz chcialam wyjechac, zarobic pieniadze za studia ( bo niestety kosztuja a ja nie mam duzo) i zaczac zycie z nim tylko z nim poniewaz w moim rodzinnym domu nie jest zbyt ciekawie tata czasem pije i sie awanturuje i chcialam od tego uciec..
Moj chlopak caly czas podtrzymywal mnie na duchu abym wytrzymala jeszcze z ojcem troche i ze wyjedziemy, specjalnie nawet nie zdawalam zadnych dodatkowych przedmiotow na maturze aby nie zawracac sobie glowy tym bo mialam w planach jedno wspolne zycie z moim M za granica lecz niestety wszystko zmienilo sie:(
na poczatku maja moj chlopak otrzymal propozycje pracy i pytal sie mnie co zrobic czy isc czy nie bo wiedzial ze mamy jechac, ale doszlismy do wniosku ze po co ma siedziec przez ten miesiac w domu niech idzie sobie zarobic przynajmniej bd mial na wyjazd i tak sie tez stalo.. i od tego momentu wszystko sie zmienilo:(
Po niecalych 2 tygodniach pracy w trakcie moich matur gdzie mialam wystarczajaco duzo stresu zaczelismy sie klocic..otrzymalismy telefon z pracy za granica tam gdzie bylismy zebysmy wyslali papiery a moj M jak gdyby nigdy nic powiedzial mi ze on nie chce jechac bo jemu jest tu dobrze i on zostaje..W tym momencie grunt mi sie zawalil pod nogami, nie moglam sie z tym wszystkim pogodzic, zostalam oszukana przez niego a on nic sobie z tego nie robil.. Prosilam , blagalam go aby ze mna pojechal bo mi to obiecywal ze mnie zabierze z tad bo naprawde mam ciezkie zycie a on zupelnie nic..Wiec powiedzialam mu ze w takim razie ja sama chce jechac bo nic mnie tu nie trzyma nie mam pieniedzy na studia zaoczne a na dzienne nawet sie nie dostane bo nie zdawalam nic ze wzgledu na ten wyjazd:(
Nie wiem minelo juz 2 tygodnie odkad zaczelismy sie klocic a on nadal nic z tego nie robi sobie, ostatnio mielismy nasza 2,5 rocznice moze to nic ja wiem ale dla mnie zawsze cos a on mi napial sms ze dla niego to zadna rocznica, na kazdym kroku mnie odsuwa od siebie, jak jest w pracy i probuje do niego napisac to zawsze mi odpisuje ze bie moze gadac, ze to , ze tamto , nie ma dla mnie juz czasu bo spotya sie ze mna w okreslonych porach przez niego, ostatnio zapomnial po mnie przyjsc do pracy, jak probuje sie do niego przytulic mimo tego ze nie uslyszalam od niego przepraszam to mnie odpycha:( nie wiem napawde nie wiem co sie z nim stalo nie dosc ze sprzekreslil wszystkie nasze wspolne marzenia kierujac sie wlasna dupa to jeszcze nic nie robi zeby to polepszyc i naprawic do tego jeszcze jest on caly czas manipulowany przez swojego tatusia ktory strasznie sie wtraca i naklania go aby nie rzucal roboty ...
Co sadzicie o tym wszystkim?
czy ja robie cos zlego ze chce byc z nim szczesliwa i miec wspolne zycie z nim? ja naprawde bylabym sklonna rzucic wszystko dla niego a on ?:(