Witam wszystkich serdecznie, Moja historia jest dosc nietypowa, otorz nasze malzenswo przezywa powazny kryzys( krok od rozwodu) poniewaz ja wdlg mojej zony za malo zarabiam, Moja zona jest piekna inteligetna kobieta, zarabia stosunkowo duzo ? (totalnie poswiecila sie karierze). Ja oczywiscie pracuje ale nie odnosze takich sukcesow jak ona. Czuje sie fatalnie, caly czas mi powtarza ze nie stac nas na dzieci, ze ona nie bedzie wolem roboczym, ze ona ma swoje standardy zycia ponizej ktorych nie zejdzie. Mam ponad 30 lat czuje sie strasznie zdolowany tym ze jest mi wypominane kto ile zarabia, od pewnego czasu zona podzielila konta i powiedziala ze potrzebuje pieniadze na siebie ( nigdy nie klocilismy sie na ten temat i nie stanowily problemu ) mysle ze zrobila to poniewarz chce odejsc. Jestem strasznie zly ze wszystko obraca sie wokol pieniadza, ze to jest wyznacznikiem czy ktos mnie kocha czy nie i czy chce ze mna byc. Jedyne co mnie trzyma przy zyciu to nasz pies ktory mnie nie ustawia i sie cieszy jak mnie widzi
Podobne tematy
Złości się, bo nie może się czuć przy Tobie stabilnie. Sam napisałeś, że wypomina to, że nie stać Was na dzieci np. Boi się, że kiedy zajdzie w ciążę, może stracić swoją pracę, albo jej kariera nie będzie już się rozwijać w takim tempie jak do tej pory, a Ty sam nie zdołasz zapewnić takich warunków, do jakich już przywykliście. Nie możesz poszukać sobie lepszej pracy?
Dziekuje za odpowiedz, staram sie zmienic prace, doszkalam sie robie co moge. Poprostu mam takie wrazenie ze ona szuka kogos kto duzo zarabia( mowie naprawde sporo) i jest w stanie zamienic moja milosc, poswiecenie i wiernosc za kogos kto ma lepsze zarobki. Wydawalo mi sie ze jak sie jest razem to razem sie pracuje na to zeby bylo dobrze i nie wylicza sie kto ile przynosi do domu. bardzo czesto wyreczam w obowiazkach domowych moja zene staram sie docenic to jak ciezko pracuje, z drugiej strony czuje sie nie pewnie, czuje sie jak przedmiot ktory bedzie zaraz wymieniony jak nadarzy sie okazja i pojawi sie facet ktory spelnia pewne wymagania(finanse)
Rozumiem. No skoro starasz się polepszyć swoją sytuację finansową, to nie powinna tak Cię traktować. Co prawda zawsze lepiej się układa jeśli małżonkowie zarabiają zbliżone kwoty, lub kiedy to facet sobie lepiej radzi, ale w tym przypadku chyba trafiłeś na materialistkę po prostu. Porozmawiaj z nią szczerze, na spokojnie, powiedz jej, że starasz się rozwijać zawodowo, że chcesz żeby była z Ciebie dumna, powiedz koniecznie jak się czujesz kiedy Ci wypomina Twoje zarobki. Po prostu z nią porozmawiaj, bo kobieta zachowuje się jakbyś siedział cały dzień z piwkiem przed tv, a Ty przecież robisz coś w kierunku zmian na lepsze.
Widze ze niewiele osob ma taki problem, Zastanawia mnie czy klocicie sie w zwiazkach o sprawy finansowe i jak to rozwiazujecie, i czy to jest pretekst do rozwodu. Nie jestem jakims tam bobkiem lezacym przed tv z piwem, bardzo malo pije staram sie rozwijac, mam takiego pecha ze trafilem do pracy gdzie ciezko mi sie rozwijac i t3erza musze zmienic zawod zeby znalezc lepsza prace
A ja tego nie rozumiem.
Skoro zarabia, Ty zarabiasz to po co jęczeć? Bo co? Bo nie kupi sobie nowego auta?
Jaka to jest miłość? Gdzie tu jest miłość?
Mam fukać na mojego faceta bo GNOJEK mniej zarabia ode mnie???
Nie tędy droga...
Zastanawiam się faktycznie czy ten jej "jazgot" to nie pretekst...
Wydaje mi się iż nadajecie na całkiem innych falach.
Dla Twojej żony najważniejsze są pieniądze i kariera.
Myślę,że w każdej sprawie można się dogadac.
Rozumiem ,że pieniądze są ważne ,ale nie najważniejsze.
Nie jesteś obibokiem ani leniem ,a to że żona ma większą pensję nie powinno byc powodem do rozwodu.
Znam takie małżeństwa i jeśli ktoś chce to można iśc na pewne ustępstwa. Chyba ,że Twoja żona jest księżniczką i przeraża ją wizja np zmniejszenia deko wydatków, a przez to życia na trochę niższym poziomie.
U mnie np jest sytuacja ,że ja pracuję obecnie nadal dorywczo i zawsze są z tego jakieś pieniądze. Natomiast mąż jest zatrudniony na stałe ,czasem też bierze godziny nadliczbowe lub dorabia jeszcze w innej firmie. Nie jest dla nas to powodem sporów ,że praktycznie to on utrzymuje cały dom. Wszystkie pieniądze zbieramy w całośc i możemy za to normalnie życ ,bez przeszkód.
mobik33 - mam złe przeczucie , że nawet jak będziesz zarabiał więcej i więcej to jej i tak będzie mało bo jak będzie was stać na Porsche to ona zapragnie jachtu i tak wkoło Macieju bo zawsze ktoś będzie miał więcej niż ona......To już taki typ osoby która wszystkie wartości przelicza na pieniądze. Pytasz czy kłótnie są o pieniądze - o i to jeszcze jakie (szczególnie gdy na coś brakuje- chodzi o podstawowe rzeczy do życia) ale nigdy ani mąż ani ja nie wytykaliśmy sobie że zarabiam ja czy on mniej/ mało/ za mało wiemy że każde z nas robi tyle ile może żeby nam było jak najlepiej. I powiem ci jeszcze że nawet gdy mąż stracił pracę ja zarabiam średni to on był załamany i to ja go pocieszałam i mówiłam że mamy siebie i damy sobie radę ( strugałam bohaterkę choć w głębi duszy za chińskiego boga nie miałam pojęcia jak sobie damy radę) Ale on potrzebował mojego wsparcia i wiary w niego dało to tylko same pozytywne efekty. Dlatego pomyśl co dla żony jest ważne ty czy twój portfel ?????