Witam...
mam nadzieję, że ktoś z Was pomoże mi zrozumieć moje uczucia, bo ja sobie sama ze sobą nie radzę:(
Jakiś czas temu zamieszkaliśmy razem ja, On i Jego mama.Trwało to 5 miesięcy. Miało być pięknie - oświadczył mi się, planowaliśmy być razem...potem mówi, że narazie nie chce ślubu. Teraz mija miesiąc, odkąd wróciłam do swojego mieszkania. Widzieliśmy się z moim facetem może trzy razy przez ten miesiąc.
Wyprowadziłam się, bo miałam dość mieszkania z przyszłą teściową. Na początku było ok, a że sprawy między mną a moją mamą nie wyglądały najlepiej, sądziłam że mam w teściowej oparcie itp. Później zaczęło się pouczanie, zaczynając na kosmetykach, na kuchni kończąc. Denerwowało mnie, że próbuje mnie, dorosłą kobietę wychowywać. Przez ten czas sprawiła mi więcej przykrości, niż ktokolwiek inny. On zamiast być po mojej stronie, trzymał najczęściej stronę swojej matki. Nie umiał zdecydować się, czy przeprowadzić się do mnie, chociaż mam mieszkanie.
Chciałam zerwać, ale nie potrafię. Chcę z nim być, a jednocześnie chciałabym się z nim rozstać, bo wiem, że w pewnym sensie jest maminsynkiem, bardzo liczy się ze zdaniem swojej mamy i nie potrafi często sam zadecydować, to do niej należy ostatnie słowo.
Przestałam traktować go delikatnie, postawiłam sprawę jasno - co wybiera.
On się zadeklarował, że chce być ze mną. Ale kiedy spytałam, jak wyobraża sobie takie bycie razem na odległość, powiedział, że potrzebuje czasu. I teraz dopada mnie to cholerne uczucie, którego nienawidzę...jakaś taka pustka w środku...czuję że go kocham, a jednak coś mi podpowiada, żeby to zakończyć...bo widzę, że odpowiada mu taki układ - jakieś potkanie w tygodniu, a tak to mieszkamy każde osobno, bo jest wygodniej.
Nie wiem co zrobić. Przeczekać?Dać sobie czas odpocząć od siebie na jakiś czas?Czy definitywnie zakończyć ten związek?